Koszty leczenia się należą!

Jolanta Budzowska        19 maja 2016        2 komentarze

Kwestia wydatków na prywatne wizyty lekarskie, a przede wszystkim na rehabilitację, przypomina dziś w sądzie udowadnianie, że nie jest się wielbłądem.

W argumentowaniu, że pacjenci powinni się leczyć „na NFZ”, brylują ubezpieczyciele. Żądają dowodów na to, że lekarz rehabilitacji skierował poszkodowanego na fizjoterapię (choć nie ma takiego wymogu). Że były kolejki i dlatego nie można było rehabilitować się w publicznej placówce. Że 100 km dalej nie było kolejek (więc można było tam jechać). Kwestionują decyzje pacjentów o konieczności leczenia w wybranym, wyspecjalizowanym ośrodku oddalonym od miejsca zamieszkania. Poddają także w wątpliwość, że koszt wizyty „profesorskiej” wynosi 300 zł. Przykłady można mnożyć.

Rzecznik Finansowy nie ma takich wątpliwości. W swoim wystąpieniu do Sądu Najwyższego podał argumenty zdroworozsądkowe i – wydawałoby się – oczywiste:

„Placówki świadczące usługi, finansowane w ramach NFZ z różnych powodów – zapewne z obawy przed odpowiedzialnością lub kontrolą – utrudniają lub odmawiają potwierdzenia na piśmie, że dana usługa jest niedostępna w określonym terminie. [Z drugiej strony] należy podkreślić, iż nie ma wyraźnej podstawy prawnej do żądania przez poszkodowanych tego typu zaświadczeń od placówek publicznej służby zdrowia. Poszkodowani mogą się co najwyżej zapisać na listę oczekujących, blokując miejsce innym pacjentom. Czasem nie mają w ogóle takiej możliwości, gdyż zapisy na dany rok są już wstrzymane, albo trzeba byłoby się stawić danego dnia i ustawić w kolejce.”

Argumentów „za” jest zresztą znacznie więcej. Niestety, wystąpienie Rzecznika było konieczne, bo sądy niższych instancji nie były jednomyślne. Tzw. rozbieżności w orzecznictwie wymagały więc zajęcia stanowiska przez sam Sąd Najwyższy.

Co zrobił Sąd Najwyższy? Dzisiaj – 19 maja 2016 r. – orzekł (Uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 19 maja 2016 r. III CZP 63/15), że:

„Świadczenie ubezpieczyciela w ramach umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych obejmuje także uzasadnione i celowe koszty leczenia oraz rehabilitacji poszkodowanego niefinansowane ze środków publicznych (art. 444 § 1 k.c.).”

Zanim ten pogląd się przyjmie, a nauka płynąca z tego orzeczenia trafi pod strzechy, trochę jeszcze wody w Wiśle upłynie.

Już dziś jednak wiadomo: można się leczyć i rehabilitować prywatnie! Dość przepychanek o koszty tzw. komercyjnego leczenia!

Ktoś, kto odpowiada za pogorszenie naszego stanu zdrowia, zwróci nam też koszty leczenia. Pamiętajmy jednak o tym, że nasze wydatki to tzw. „szkoda majątkowa” – musimy ją udowodnić co do złotówki! Zeznania świadków mogą się okazać niewystarczające.

Zbierajmy więc faktury (wystawione na imię i nazwisko osoby poszkodowanej), paragony, bilety na dojazdy do przychodni, opłaty za pobyt rodziców w szpitalu, świstki za opłaty parkingowe i wszystkie inne mniej lub bardziej ważne dokumenty związane z leczeniem i rehabilitacją. A potem, ładnie posegregowane, proszę przynieść do swojego prawnika…

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

bartoszkowalak Czerwiec 3, 2016 o 15:58

Dzien dobry,

Tak na prawdę, to wyrok ten nie jest w żaden sposób przełomowy czy precedensowy. Przynajmniej w mojej praktyce, głównie przed sądami w apelacji poznańskiej, nigdy nie miałem problemu z odzyskaniem kosztów prywatnego leczenia od ubezpieczyciela. Oczywiscie zawsze warto było miec podkładkę o konieczności długotrwałego oczekiwania na kontrofertę z NFZ.

Ale oczywiście wyrok można powitać z zadowoleniem, gdyz jest jak najbardziej słuszny.

Pzodrawiam

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Czerwiec 3, 2016 o 19:19

Wg mnie chodzi o przesądzenie zasady, a w procesie także o ciężar dowodu. Ma nadzieję, że już nie trzeba będzie udowadniać, że pacjent nie mógł czekać na zabieg naprawczy „na NFZ” 2 lata w kolejce, albo na rehabilitację 6 tygodni każdego roku. Poczekajmy na uzasadnienie.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: