Lekarz i położna bez prawa do wykonywania zawodu

Jolanta Budzowska        12 listopada 2018        Komentarze (1)

Jakiś czas temu napisałam o sprawie, gdzie mimo umorzenia postępowania przez prokuraturę, rodzice postanowili udowodnić, że doszło do rażących błędów przy porodzie, a ich dziecko umarło przez zaniedbania lekarzy i położnych. Pełny tekst artykułu można znaleźć pod linkiem “Jak udowodnić błąd w trakcie porodu?”

Właśnie zapadły w tej sprawie kolejne wyroki.

Lekarz skazany za błąd lekarski

Skazany został (kolejny już, spośród zespołu opiekującego się rodzącą) lekarz, za niewyciągnięcie właściwych wniosków z patologicznego  zapisu KTG, który wskazywał na zagrożenie życia dziecka i głębokie nietlenienie wewnątrzmaciczne płodu.

Położna skazana za fałszowanie dokumentacji

Skazana została też położna. Też kolejna. Ta konkretna została uznana za winną przerobienia w celu użycia za autentyczny dokumentu w postaci wyniku badania KTG w ten sposób, że zapis badania pochodzący od nieustalonej pacjentki, opatrzyła własnoręcznym opisem wskazującym, że pochodzi od pacjentki, której dziecko zmarło.  Chodziło oczywiście o to, żeby się obronić, że badanie zostało w ogóle wykonane (choć nie było) i że pokazywało dobry stan dziecka (choć dziecko było zagrożone)…

Zakaz wykonywania zawodu dla lekarza i położnej

W obu przypadkach, co jest wyjątkiem, sąd wymierzył też kary w postaci zakazu wykonywania zawodu: dla lekarza na okres 3 lat, dla położnej 2 lat! To rzadkość, na ogół nawet w przypadku skazania, sądy nie nakładają kar pozbawienia prawa wykonywania zawodu.

Źródło: instagram/abadoned_nordic

Błąd okoloporodowy: zakaz wykonywania zawodu

Tym razem jednak uzasadnienie było miażdżące:

“Sąd, wymierzając wobec oskrżonego XY środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu lekarza wziął pod uwagę fakt drastycznego złamania obowiązujących go przepisów ustawy o zawodzie lekarza. W ocenie Sądu bowiem oskarżony w szczególności lekceważąc swoje obowiązki służbowe uniemożliwił podjęcie szybkich działań mających na celu ratowanie życia dziecka pokrzywdzonych.

W ocenie Sądu zatem takie zachowanie się oskarżonego świadczy o tym, że nie daje ob gwarancji prawidłowego wykonywania swojego zawodu, skoro lekceważy swoje obowiązki w tak podstawowych sprawach jak analiza zapisu badań KTG u rodzącej pacjentki.

W przypadku natomiast oskarżonej położnej YZ nie daje ona gwarancji prawidłowego wykonywania obowiązków pielęgniarki i położnej, skoro świadomie działa ona na szkodę pacjentki chcąc ukryć zaniedbania, jakie wystąpiły podczas porodu”.

Nic dodać, nic ując. Brawo Sąd!

Podziwiam determinację rodziców. Choć ich dziecku nic życia nie zwróci,  z pewnością kolejne pacjentki będą bezpieczniejsze. A z procesem o odszkodowanie i zadośćuczynienie przeciwko lekarzowi i położnej też nie ma co czekać: “Czy czekać na zakończenie sprawy karnej przeciwko lekarzowi?”

Śmierć matki i dziecka podczas porodu

Jolanta Budzowska        01 listopada 2018        4 komentarze

1 listopada nie sprzyja lekturze, ani oglądaniu TV. To jednak w ten dzień wyemitowano reportaż o tragicznej śmierci dziecka i matki w jednym ze śląskich szpitali. Materiał można obejrzeć pod tym linkiem:

”Urodziła martwe dziecko. Sama zmarła chwilę po porodzie.” 

Ciąża bez powikłań. Poród, do którego rodząca perfekcyjnie się przygotowała. Wszystko miało być pod kontrolą, matka dziecka już przez kilka dni przed planowaną datą porodu była w szpitalu. Szpital cieszący się dobrą opinią. Nic nie zapowiadało kłopotów…

Dziś, po śmierci dziecka, które urodziło się martwe i po śmierci jego matki, można jedynie stawiać pytania:

  • dlaczego wywołanie porodu zaplanowano na niedzielę, kiedy oddział ginekologiczno-położniczy pracuje w trybie dyżurowym?
  • dlaczego po podaniu oxytocyny, wbrew zaleceniom, nie monitorowano tętna dziecka aparatem KTG  w sposób ciągły?
  • dlaczego nie reagowano, kiedy drugi okres porodu się przedłużał?
  • dlaczego zlekceważono symptomy odklejającego się łożyska?
  • dlaczego nie zapobieżono krwotokowi poporodowemu?

Sala porodowa: jak doszło do śmierci dziecka i matki?

 

I wiele innych pytań pod adresem personelu medycznego, lekarzy i położnych, którzy byli odpowiedzialni za ten poród, za zdrowie i życie noworodka i jego matki. Może uda się znaleźć na nie odpowiedź. Może przyniosą ukojenie bliskim. Może trwające postępowania wyjaśniające zmniejszą ryzyko śmierci dzieci i matek przy porodzie w tym szpitalu w przyszłości. Może.

Czy mediacje i ugoda leżą w naturze Polaków?

Jolanta Budzowska        25 października 2018        Komentarze (1)

Obawiam się, że mediacje i ugoda nie leżą w naturze Polaków. Ale proszę o wytrwałość, to że odpowiedziałam na tytułowe pytanie w pierwszym zdaniu, nie oznacza, że nie ma sensu czytać dalej;)

Ugoda w sprawie o błąd medyczny?

Faktem jest, że u nas raczej nie przyjęła się zasada “zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. O podejściu szpitali do ugodowego zakończenie sporu dotyczącego błędu medycznego  napisałam już kilka postów, optymistycznych i mniej optymistycznych, między innymi:

“Mediacje w sprawach o błąd medyczny”

“Wywiad z mamą Stasia”

“Jaka jest szansa na ugodę w sprawie o błąd medyczny?”

Dziś mam dobre wieści. W imieniu klientów, z oboma pozwanymi przez nas szpitalami i zakładem ubezpieczeń, który wystawił im polisy, zawarłam właśnie ugodę w mediacji. Nie jest to pierwsza ugoda, jaką zamykam spór o błąd lekarski, ale nie ma ich zbyt wiele. Ugodą kończy się nie więcej niż  2 % wszystkich prowadzonych przeze mnie spraw.

Mediator – kto to jest?

Mediacje to specjalny tryb prowadzenia negocjacji ugodowych między przeciwnikami procesowymi, przed procesem albo w trakcie procesu sądowego.

Ugoda, o której piszę, została zawarta przed mediatorem tuż po wniesieniu pozwu, jeszcze przed pierwszą rozprawą. I właściwie powinnam na tym skończyć tę relację.  Ugoda jest na tyle korzystna dla poszkodowanych, że pozwani chronią ją klauzulą “tajne przez poufne”, żeby się nie rozniosło, że czasem jednak decydują się zapłacić takie zadośćuczynienie, które rzeczywiście zbliża się do poziomu realnie rekompensującego doznaną krzywdę.

Nie mogę więc niestety podać,  jaka jest kwota zadośćuczynienia.

Ugoda w sprawie o błąd lekarski w mediacji

Warto jednak napisać, że:

  • ugoda dotycząca zadośćuczynienia została zawarta po tym, jak zapadł wyrok karny, przesądzający winę personelu medycznego aż dwóch szpitali, w których leczone było chore dziecko;
  • rozsądnie zachowali się pełnomocnicy szpitali, po tym, jak otrzymali pozew o zapłatę: wnieśli o skierowanie sprawy do mediacji, na mediacje zgodził się też pełnomocnik ubezpieczyciela. Mediacja jest dobrowolna, więc poszkodowany pacjent nie może “zmusić” szpitala do przystąpienia do mediacji. Samo postępowanie nie jest jawne, więc teoretycznie nic się nie traci zgadzając się na mediację, ale oczywiście nie ma sensu marnować czasu, jeśli stronom nie przyświeca rzeczywisty cel ugodowego zakończenia sporu;
  • ogromne znaczenie ma osoba mediatora: wybraliśmy mediatora doświadczonego w sprawach o błąd lekarski;
  • wszyscy pełnomocnicy i mediator byli dobrze przygotowani do mediacji i  – co najważniejsze –   faktycznie, a nie tylko pozornie, jak to często bywa, zależało im na osiągnięciu porozumienia i ugodzie, która będzie w najlepszym interesie ich klientów;
  • w efekcie: na ugodzie zawartej w mediacji wszyscy zyskali.
widok z okna biura mediatora

Gabinet mediatora – widok z okna

Win win, czyli wszyscy wygrywają

Zyskali moi klienci, bo oszczędzone im zostało ponowne przeżywanie traumatycznych wydarzeń w trakcie wieloletniego procesu cywilnego. Negocjowałam warunki ugody sama, nie musieli być obecni na spotkaniach z mediatorem. Nie będą musieli się też pojawić w sądzie na jedynym posiedzeniu, na którym sąd zatwierdzi ugodę. Otrzymają zadośćuczynienie, które jest co prawda niższe od kwoty, jakiej żądali w pozwie, ale ostatecznie uznali, że odpowiada ono wymogom “full and fair compensation” (czyli rekompensuje w pełni – na tyle, na ile pieniądze są w stanie  ją zrekompensować – doznaną krzywdę). Dodatkowo będzie to rekompensata wolna od podatku. Uniknęli niepewności, jaka zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo “pewna” wydaje się być sytuacja, wiąże się z procesem, opiniami biegłych i zeznaniami świadków. Nikt nigdy nie da przecież gwarancji tego, jaki wyrok zapadnie…

Szpitale i ubezpieczyciel zyskali, bo oni także uniknęli niepewności. Jest prawdopodobne,  że  przegraliby więcej, niż zgodzili się zapłacić na mocy ugody. Na pewno zaoszczędzili też na odsetkach i kosztach procesu. Z pewnością nie są także obojętne emocje zatrudnianych przez nich lekarzy, którzy zostali przez sąd karny uznani winnymi błędów lekarskich, a tu mieliby obowiązek ponownie zeznawać – tym razem jako świadkowie.

Cóż. Może jednak warto powtarzać sobie jak mantrę: “zgoda buduje, niezgoda rujnuje”?

Nowe zasady prowadzenia porodu – czy będzie bezpieczniej rodzić?

Jolanta Budzowska        11 października 2018        Komentarze (0)

Jak ocenić, czy poród, który okazał się powikłany: urodziło się dziecko z niedotlenieniem, albo matka poważnie ucierpiała, był prowadzony przez lekarzy i położne prawidłowo?

Od pewnego czasu mieliśmy do tego “narzędzia”, ponieważ  obowiązywały tzw. standardy medyczne, czyli zasady postępowania w określonych sytuacjach położniczych. Standardy porodowe miały formę rozporządzenia. W przypadku podejrzenia błędu medycznego można było więc zweryfikować postępowanie lekarza i położnych, odnosząc je do treści konkretnego przepisu prawa.

Potem pojawiły się pomysły (środowiska lekarskiego), aby nie nakazywać lekarzom co mają robić, bo oni sami wiedzą najlepiej. Oczywiście, oficjalnie brzmiało to nieco inaczej. Według NRL standardy „powinny mieć formę zaleceń lub referencji, a wytyczne z nich wynikające powinny stanowić dla personelu medycznego jedynie wskazówkę co do sposobu postępowania z pacjentem”.

Na szczęście, akcja fundacji “Rodzić po ludzku” i innych środowisk związanych z obroną praw kobiet w ciąży i rodzących, przyniosła efekty. Nowe przepisy również mają formę rozporządzenia, a zatem można się na nie powoływać i obwiązek ich stosowania przez personel medyczny jest bezdyskusyjny (chyba, że względy medyczne uzasadnią odstępstwo).

Mamy więc nowe Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej – wchodzi w  życie od 1 stycznia 2019 r.

Rozporządzenie – mimo że czytanie przepisów prawa to nie jest ulubione zajęcie przeciętnego człowieka – warto przeczytać.

Kobiety przygotowujące się do porodu powinny przeczytać Rozporządzenie, żeby poznać swoje prawa i wiedzieć zawczasu, czego mogą wymagać. Na przykład:

“Ciężarną lub rodzącą kieruje się do podmiotu leczniczego wykonującego działalność w zakresie opieki okołoporodowej, posiadającego oddział o poziomie referencyjnym zapewniającym opiekę perinatalną odpowiednią do jej stanu zdrowia oraz przebiegu ciąży lub porodu, z uwzględnieniem faktu, że I poziom opieki perinatalnej obejmuje opiekę nad fizjologicznie przebiegającą ciążą, porodem i połogiem oraz zdrowym noworodkiem, a także krótkotrwałą opiekę nad niespodziewanie występującą patologią ciąży, II poziom opieki perinatalnej obejmuje również opiekę nad patologią ciąży średniego stopnia, III poziom opieki perinatalnej obejmuje ponadto opiekę nad najcięższą patologią ciąży.”

 

Osoby zastanawiające się, czy ich poród był prowadzony prawidłowo, będą mogły przeanalizować punkt po punkcie swoją dokumentację medyczną sprawdzając na przykład, czy

“położna,  w przypadku wystąpienia objawów patologicznych niezwłocznie przekazała rodzącą pod opiekę lekarza położnika, a  dokładny czas przekazania rodzącej pod opiekę lekarza położnika, dane dotyczące stanu ogólnego rodzącej i płodu oraz dotychczasowego przebiegu porodu odnotowała w dokumentacji medycznej.”

Ciekawostką są dość detaliczne wymogi Rozporządzenia wskazujące, że autorom przepisów nie były obce sytuacje, kiedy podczas porodu doszło do błędu lekarskiego, na przykład, gdy położnik zbyt późno zareagował na informacje od położnej, że płód jest zagrożony, że spada tętno. Nowe przepisy mówią:

“W przypadku różnicy w ocenie aktualnej sytuacji między osobą przekazującą i przejmującą opiekę, fakt ten powinien być odnotowany w dokumentacji medycznej.”

Generalnie, dużą wagę przywiązuje się do treści dokumentacji medycznej. Wszystkie obserwacje z przebiegu porodu, a także podejmowane działania, wykonywane badania i zabiegi oraz ocena dobrostanu rodzącej i płodu, mają się znaleźć w dokumentacji medycznej.

W szczegółach uregulowano też inne istotne zagadnienia, jak na przykład to, że w sytuacjach wątpliwych (czy tętno dziecka jest prawidłowe) konieczne wykonanie przynajmniej trzydziestominutowego zapisu kardiotokograficznego (KTG).

Są też detale dość humorystyczne, na przykład, że pępowinę należy przeciąć jałowymi narzędziami. To dotąd nie było wiadomo, że jałowymi:)?

Podsumowując, nowe standardy na pewno będą służyć wzmocnieniu bezpieczeństwa rodzącej i jej dziecka. A przecież tylko, albo aż, o to w tym wszystkim chodzi.

 

 

Nowe standardy zastąpią:

  • obowiązujące od 2 czerwca 2016 roku Rozporządzenie  Ministra Zdrowia „w sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych
w dziedzinie położnictwa i ginekologii z zakresu okołoporodowej opieki położniczo-ginekologicznej, sprawowanej nad kobietą w okresie ciąży, porodu, połogu, w przypadkach występowania określonych powikłań oraz opieki nad kobietą w sytuacji niepowodzeń położniczych”
  • oraz wcześniejsze Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 września 2012 r. „w sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej sprawowanej nad kobietą w okresie fizjologicznej ciąży, fizjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem.”.

Prawa pacjentki w trakcie porodu

Jolanta Budzowska        27 września 2018        Komentarze (0)

Błąd przy porodzie w oczywisty sposób kojarzy się w pierwszej kolejności z myślą o tym, jak zabezpieczyć dziecko, bo to ono cierpi najbardziej.

Myślimy wówczas o stałej miesięcznej rencie na koszty rehabilitacji i leczenia neurologicznego, odszkodowaniu – żeby były środki na takie przyziemne wydatki, jak specjalny wózek, łóżko czy pomoce rehabilitacyjne. Pojawia się też oczywiście temat zadośćuczynienia, żeby chociaż w ten sposób częściowo wynagrodzić krzywdę wyrządzoną dziecku przez błąd lekarski, błąd położnych czy – już rzadziej – przez zwykły bałagan w szpitalu, zwany czasem winą organizacyjną.

W tym wszystkim często zapomina się o mamie. O kobiecie, która robiła wszystko, żeby urodzić zdrowe dziecko i żeby móc je przytulać i karmić bez szukania gdzieś w głębi siebie odpowiedzi na pytanie, czy mogła zrobić coś więcej, by zapobiec tragedii.

A to przecież mama, rodząca, jest niestety pierwszą ofiarą niekompetencji personelu, który miał bezpiecznie przeprowadzić ją i jej nienarodzone jeszcze dziecko przez poród. Do niedawna nikt nie przywiązywał do tego większej wagi. Szczególnie w procesie o odszkodowanie za błąd okołoporodowy, gdzie poszkodowanym pacjentem jest najczęściej ciężko niedotlenione przy porodzie dziecko, i to na nim się koncentruje uwaga wszystkich: od sędziego i biegłych począwszy, a na samych rodzicach skończywszy.

Od kilku dobrych lat próbuję zmienić ten schemat, wskazując, że jeśli poród prowadzony jest nieprawidłowo, to nie tylko, że doprowadza do tragedii dziecka i jego bliskich*, ale łamie się też prawa rodzącej. I to ten moment – pogwałcenia praw pacjentki rodzącej – uruchamia lawinę późniejszych zdarzeń.

Przed sądem żądam więc zadośćuczynienia także dla matki, z tytułu naruszenia jej praw jako pacjentki podczas porodu. Początki były trudne. Sądom z trudnością przychodziło zrozumienie, że to nie powinna być symboliczna rekompensata. Początkowo zasądzane kwoty oscylowały wokół 2 – 5 tysięcy złotych. I tak był to sukces, bo na początku chodziło przecież przede wszystkim o napiętnowanie łamania standardów położniczych, o udowodnienie, że nie można bezkarnie traktować rodzącej przedmiotowo.

Z czasem jednak podejście Sądów ewaluowało. Dziś już coraz częściej Sądy, przyznając wysokie zadośćuczynienie za błąd przy porodzie dla dziecka, zasądzają także konkretną, mającą obiektywną wartość ekonomiczną kwotę zadośćuczynienia dla mamy za naruszenie jej praw jako pacjentki.

Mam przed sobą kolejny wyrok w takiej sprawie, w dzisiejszej poczcie znalazło się pisemne uzasadnienie orzeczenia Sądu. Sąd zasądził 50 tys. zł. argumentując tak:

“Niewykonanie u powódki badania USG bezpośrednio po przyjęciu do szpitala i w dniach kolejnych, nieudzielenie jej w związku z tym informacji o stanie łożyska i płodu oraz o ryzyku związanym z przedwczesnym odwarstwieniem, a także informacji o wynikach wykonywanych badań KTG, w oczywisty sposób naruszają prawa powódki jako pacjentki pozwanego szpitala i wymagają stosownej rekompensaty w postaci zadośćuczynienia.”

I dalej:

“W ocenie Sądu wysokość żądanego przez powódkę zadośćuczynienia  z tytułu naruszenia praw pacjenta nie jest nadmierna w stosunku do zakresu naruszenia jej praw. Niewątpliwie bowiem naruszenie to miało istotny wpływ na cały proces diagnostyczny powódki w pozwanym szpitalu i spóźnione podjęcie działań w celu zakończenia ciąży przez cesarskie cięcie.” 

Podpisuję się pod tym wyrokiem obiema rękami.