Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Ciąża i poród a koronawirus. Wywiad z lekarzem. 

Mój rozmówca jest lekarzem ginekologiem-położnikiem, pracującym w jednym ze szpitali jednoprofilowych w mieście wojewódzkim, a także – w normalnych warunkach – przyjmującym pacjentki w ramach prywatnego gabinetu. Pozostanie anonimowy, bo w dzisiejszych czasach lekarze, którzy mówią prawdę, bywają zwalniani z pracy.

 

Jak Pan ocenia aktualną sytuację?

– Ja akurat pracuję w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym, jednoprofilowym, nie mamy właściwie pacjentek o innym profilu. Teraz widać, jak to wszystko do tej pory działało „na styk”. Wystarczy jedno małe załamanie, a pojawia się efekt domina. Problemy, które wcześniej były jakoś łatane nadmierną pracą personelu czy kreatywnością przy braku leków czy materiałów, teraz stają się już nie do rozwiązania. Przykładowo, nawet zwykłe maseczki do operacji są wydawane „do rąk”, bo ich dostępność jest ograniczona. Przy zabiegach używa się strojów wielorazowych, jednorazowe są zarezerwowane tylko do szczególnych przypadków.

 

To znaczy? Do zabiegów podwyższonego ryzyka epidemiologicznego?  

– Nie. Chodzi o to, że zwykle, jak się wchodzi na blok operacyjny, to zanim ubierzemy się w sterylny strój, musimy wcześniej zdjąć ubranie robocze (to, w którym np. odbywamy wizyty na oddziałach). Normalnie mamy wtedy możliwość zakładania jednorazowych strojów (flizelinowych). Teraz, z braku tych jednorazowych,  używane są tylko wyjątkowo. Tylko wtedy, gdy trzeba przebrać się na szybko, np. do natychmiastowego cięcia cesarskiego. A normalnie, do rutynowych zabiegów, używamy teraz tych wielorazowych, które są potem prane w szpitalach.

 

Jakie inne ograniczenia dotknęły teraz Pana szpital?

 – Stroje to drobiazg, poważnym problemem jest wyłączenie z użytku radiologii. Aktualnie wszyscy radiolodzy są na kwarantannie. Nie mamy więc możliwości zrobienia w szpitalu tomografii komputerowej (CT) czy rezonansu magnetycznego (MR). To bardzo ogranicza możliwości diagnostyczne, bo wiadomo, że pacjentki w ostrym stanie nie możemy przewieźć na badanie w innej placówce. Jako szpital jednoprofilowy nie mamy też u siebie lekarzy różnych innych specjalności. Korzystamy z konsultantów z zewnątrz, u nas bywali dorywczo. Teraz, wiadomo, jak mają pełne ręce roboty w macierzystym szpitalu, to mniej chętnie jeżdżą od szpitala do szpitala. Więc automatycznie ogranicza nam to możliwość konsultacji.

 

Wracając do tych praktycznych aspektów funkcjonowania na przykładzie radiologii – macie wszystkich radiologów na kwarantannie, bo mieliście ognisko czy ktoś miał „podejrzany” wywiad epidemiologiczny?

 

Nie, nie u nas zrodził się problem. Radiologów i sprzęt zapewnia firma zewnętrzna, my jedynie udostępniamy pomieszczenie. Któryś z radiologów miał w innym szpitalu kontakt z osobą chorującą na COVID 19, co wyłączyło cały zespół na czas kwarantanny. Stoi u nas ich sprzęt, ale bezużyteczny bez obsługi. Nawet nie moglibyśmy załatwić zastępstwa (pomijając, że jest to mało realne w braku radiologów na rynku), bo urządzenia do tomografii i rezonansu nie są nasze. Pomieszczenie zamknięto na klucz.

 

To w ogóle jest problem, prawda? Mam na myśli fakt, że lekarze, pielęgniarki, położne pracują jednocześnie w kilku placówkach. Raz, że stwarza to podwyższone ryzyko przeniesienia zakażenia, dwa – daje się we znaki „krótka kołdra”. Nie można być jednocześnie w kilku miejscach.

 

Zgadza się. W jednym szpitalu wprowadzono kwarantannę, a że personel danego oddziału pracował też w innych szpitalach, to te inne szpitale i oddziały mają dodatkowy, kadrowy cios. Coraz trudniej jest załatać grafiki.

 

A jak wygląda organizacja pracy na izbie przyjęć?

 

– W większości zamknięto przychodnie ginekologiczne, także naszą. Pacjentki, które zwyczajnie nie mają dokąd pójść na kontrolę, okupują izby przyjęć. Mamy tłumy na izbie przyjęć. Trudno mówić o prawidłowej organizacji.

 

Ale izba przyjęć, to jest izba przyjęć do szpitala, tak? Czyli to są pacjentki, które mają wskazania do hospitalizacji?

 

– Nie. Często są to pacjentki, których np. lekarze nie przychodzą do pracy, bo się boją albo są w kwarantannie. Przed pacjentkami zamknięto gabinety, więc nie mają możliwości konsultacji. Skoro pozostawiono je samym sobie, to uznają, że izba przyjęć jest dla każdego otwarta.  A przecież izba przyjęć jest do stanów nagłych, a nie do rutynowych kontroli. Bo potem pacjentka ze stanem ostrym może w tym tłumie zginąć, chociaż byłby najlepszy, najczujniejszy lekarz. To oczywiście zwiększa ryzyko błędu lekarskiego, bo w masie oczekujących na triaż trudniej znaleźć tę naprawdę wymagającą pomocy. Wiele roszczeniowych pacjentek swoim hałasem zagłusza te ciche, które jej naprawdę potrzebują. Nie wszystkim uda się pomóc na czas.

 

Nasza izba przyjęć stała się takim SOR dla ciężarnych, rodzących i innych pacjentek ze schorzeniami ginekologicznymi, które nie mają dokąd pójść. Tak nie powinno być.

 

Czy to nie rodzi też podwyższonego ryzyka epidemiologicznego w dzisiejszych czasach? Jak radzicie sobie wobec tego z wdrożeniem zaleceń PTGiP odnośnie m.in. triażowania pacjentek pod kątem oceny, czy pacjentka nie jest chora na COVID 19?

 

Mamy mocno ograniczone możliwości lokalowe. Pacjentek przychodzi dwa razy więcej niż jesteśmy w stanie pomieścić. Więc na pewno modelowo to sobie nie radzimy.

 

PTGiP zaleca wydzielenie dodatkowej izby przyjęć „kryzysowej”, epidemiologicznej w szpitalach jednoprofilowych. Macie taką?

 

Tak, takie są zalecenia, ale dla nas nierealne. Żeby je wypełnić, byłby np. potrzebny oddzielny lekarz do takich pacjentek, a oddzielny do „zwykłych”.  Nie mamy tylu lekarzy. Teraz, gdy jeszcze z uwagi na kwarantanny odpadło nam kilku lekarzy, to nawet na normalnym poziomie nie jesteśmy w stanie domknąć grafików. Jesteśmy na granicy zamknięcia punktu dla kilku tysięcy pacjentek.

 

A co z planowanymi zabiegami?

 

– To też jest problem. Onkologicznych pacjentek oczywiście nie ubyło. A my mamy do dyspozycji znacznie mniej sal operacyjnych z powodu braku personelu i sprzętu. Dlatego pacjentki onkologiczne, zamiast być operowane z dnia na dzień, w bezpiecznych dla nich ramach czasowych, czekają po kilka, kilkanaście dni w kolejce na operację. Nie ma pielęgniarek, nie ma anestezjologów, bo część osób została zatrzymana w swoich macierzystych szpitalach.  Mamy anestezjologów z zewnątrz, wszyscy są na kontraktach, u nas tylko dorabiają. Ale nie w tych czasach.

 

A miał Pan już do czynienia z taką sytuacją, że pacjentka, która wymagała pilnej lub natychmiastowej operacji, czy to cięcia cesarskiego, czy innej, musiała czekać ponad miarę, którą Pan by oceniał, jako bezpieczną dla Pana, jako osoby decyzyjnej o czasie operacji?

 

– Nie, takie coś w ogóle nie wchodzi w grę. Jeśli jest taka sytuacja, to znieczulenia porodów czy inne zabiegi, które mogą poczekać, są odkładane. Zbiera się personel niemal natychmiast. Z każdej sali operacyjnej kogoś tam się zabiera i tworzy się na szybko zespół, żeby zoperować taką pacjentkę w rezerwowej sali, która jest zawsze w gotowości. Takie coś jest dla mnie w ogóle niewyobrażalne, żeby nie wykonać nagłej operacji. Nawet w tej chwili. Oczywiście, naciągamy wtedy przepisy, bo np. ktoś znieczula jednocześnie na dwóch salach, tak nie powinno być. Albo ginekolog z instrumentariuszką kończy operację, w tym czasie drugi ginekolog biegnie do drugiej operacji. Na szczęście, sal operacyjnych mamy dużo, jakoś to się pozbiera. A jak tego nie zrobimy, to pacjentka umrze. Przepisy przepisami, ale życie ludzkie na pierwszym miejscu.

 

To stan wyższej konieczności, ratowanie życia, więc takie decyzje są najzupełniej zrozumiałe. Przejdźmy do innego tematu: zabezpieczenia dla personelu i pacjentek przed koronawirusem. Jesteście przygotowani?

 

– Jeśli u mnie byłaby pacjentka chora na infekcję wirusową, której nie można odesłać, np. kobieta w drugiej fazie porodu i nie można jej odesłać do szpitala dedykowanego (jednoimiennego*), to my nie mamy, tak naprawdę, żadnych prawdziwych zabezpieczeń dla personelu. Mamy jedynie wydzielone pomieszczenie. I taki personel miałby wielkiego pecha, bo ryzykuje sobą. Potem idzie na kwarantannę z przyczyn oczywistych. To nie koniec problemów, bo kto się ma dalej tą pacjentką zajmować, jeśli nie można jej przekazać? Każda kolejna zmiana lekarzy i pielęgniarek czy położnych będzie pracowała bez żadnych zabezpieczeń epidemiologicznych (specjalnych masek, kombinezonów itd.).

 

Czyli nie macie specjalnych środków do opieki nad tymi chorymi, którzy z jednej strony są w ciężkim stanie i nie ma możliwości bezpiecznego przekazania ich do szpitala jednoimiennego, a jednocześnie prezentują objawy zakażenia koronawirusem?

 

– Nie. Nic nie mamy. Nie mamy tych wielkich ochronnych strojów, jakie widać w mediach – takich „kosmonautów”. Nie ma też skąd zdobyć, nie ma środków ochrony osobistej nawet w hurtowniach. To jest duży problem. Każdy z nas modli się, żeby nie trafić na takiego pacjenta, bo wtedy sam sobą ryzykuje. A my też mamy rodziny. Zawsze nam tłumaczono, że mamy przede wszystkim dbać o nasze bezpieczeństwo, żeby móc ratować innych. Teraz to niemożliwe.  

 

Wracam jednak do zaleceń PTGiP. Ten algorytm wygląda bardzo rozsądnie (przyp.: pytam o zalecenia dla typowych oddziałów ginekologiczno-położniczych w aktualnej sytuacji pandemii), prawda? 

– Tak, taka kolorowa tabelka.

 

Macie możliwość wykonania pacjentkom podejrzanym o zakażenie koronawirusem szybkich testów COVID 19?

 

– Nie ma takiej możliwości.  U mnie w szpitalu kilku lekarzy było podejrzanych z powodu objawów (gorączka, kaszel, duszność). Pojechali do szpitala zakaźnego, czekali na testy 56 godzin w trybie przyspieszonym, żeby wrócić jak najszybciej do pracy. Siedzieli w domu, a ich dyżury wzięli inni lekarze. A to były takie testy na cito, żeby mogli wrócić do pracy. [edit: po naszej rozmowie Pan Doktor sprawdził i potwierdził, że dzisiaj jest zamkniętych w sejfie kilka testów. Warunków, kiedy miałby możliwość ich użycia, nie zna.]

 

Na jakie traktowanie może zatem liczyć ciężarna z objawami zakażenia koronawirusem, która trafia do Was w drugim okresie porodu?

 

– Objawy zakażenia ani podejrzany wywiad epidemiologiczny nie spowodują odesłania. Co by nie było, w drugim okresie porodu zawsze trzeba pacjentkę przyjąć. Jak nie, to co: będzie rodzić w karetce? To już lepiej, żeby rodziła w szpitalu. Sam czas na zamówienie transportu, oczekiwanie na przyjazd karetki, przekazanie, wyładowanie zwiększałby ryzyko.  Nie, ja sobie nie wyobrażam tego po prostu.

 

Ale jeśli jest rzeczywiście chora na COVID 19 to spowoduje wyłączenie z pracy części szpitala, czy tak?

 

– Mamy przeznaczone jedno pomieszczenie dla takich podejrzanych pacjentek, niepewnych. Możemy tam wykonać nagłą laparotomię. Nie da się tam zrobić laparoskopii. Jeżeli pacjentka ma ciążę pozamaciczną i krwawi, to możemy tam wykonać niestety tylko zabieg metodą laparotomii, ale przynajmniej uratujemy życie, a przy okazji nie skazimy całego szpitala. Gdyby trafiła nie tym wydzielonym szlakiem zakaźnym, a normalną ścieżką na blok, to skaziłaby nam sześciosalowy blok operacyjny.  Tak to zakazi jedną salę, która jest teraz używana jedynie jako rezerwowa.

 

– Zespół zajmujący się taką pacjentkę poszedłby oczywiście od razu na kwarantannę, do czasu wyniku testów, które ma sens robić dopiero po kilku dniach.

 

Pacjentki rozumieją powagę sytuacji?

 

– Na ogół tak, ale jeszcze zdarzają się spięcia na izbach przyjęć. Nie ma porodów rodzinnych, niestety pacjentkom często jeszcze trudno się z tym pogodzić, że mąż nie wejdzie do szpitala. Ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni.

 

Co by Pan radził kobietom w ciąży w obecnych czasach?

 – Jak nie muszą, żeby nie przychodziły do szpitala. Szczególnie wtedy, kiedy naprawdę nic się nie dzieje, a przychodzą tylko po to, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Szpital nie jest po to. To także nie jest miejsce bezpieczne. Ogromna ilość ludzi przebywa w małych pomieszczeniach. Wg mnie zakażenie jest większym ryzykiem niż przełożenie zwykłej wizyty kontrolnej o tydzień.

Dziękuję za rozmowę. 

*wykaz szpitali zakaźnych jednoimiennych znajdziesz tutaj (na dole wpisu): “Zalecenia PTGiP dla kobiet w ciąży i w trakcie porodu”

 ***

Jeśli chcesz przeczytać o najnowszych wytycznych Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, to zajrzyj tutaj: “Zalecenia PTGiP dla kobiet w ciąży i w trakcie porodu”

Jeśli interesuje Cię to, jak wygląda od kuchni praca chirurga i jak dochodzi do błędów lekarskich, zajrzyj tutaj: “Rozmowa o błędach medycznych z lekarzem, któremu nie jest wszystko jedno”.

Poród a koronowirus. Photo by Jonathan Borba on Unsplash

Poród a koronowirus. Photo by Jonathan Borba on Unsplash

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Opublikowano najnowsze zalecenia PTGIP (Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników) odnośnie sposobu postępowania z kobietami w ciąży i podczas porodu w dobie koronawirusa. Te zalecenia mogą istotnie zmienić ocenę postępowania lekarza i położnej. Także w aspekcie, czy w danym przypadku, w tej nadzwyczajnej sytuacji, jaką mamy, można przypisać im błąd medyczny.

Jakie są najważniejsze zmiany?

Zalecenia PTGiP ws prowadzenia ciąży 

 

Pacjentka w ciąży musi wypełnić ankietę: wywiad epidemiologiczny. Bardzo ważne jest uzupełnienie jej jak najstaranniej i zgodnie z prawdą. Zatajenie informacji o zwiększonym ryzyku infekcji może stworzyć zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób. Poza wszystkim: jest karalne i może rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą.

Kontakt z lekarzem prowadzącym powinien być ograniczony do niezbędnego minimum. W pierwszej kolejności należy korzystać z teleporad oraz drogi mailowej.

Należy dużą wagę przywiązywać do „Karty przebiegu ciąży”. Będzie miała ona szczególne znaczenie w razie konieczności zgłoszenia się przez ciężarną do innego gabinetu niż macierzysty.  Karta przebiegu ciąży będzie wówczas źródłem wiedzy lekarza o dotychczasowym przebiegu ciąży. Dlatego – to uwaga dla lekarzy – tak ważny jest teraz obowiązek dokładnego i czytelnego prowadzenia dokumentacji medycznej!

Wizyty kontrolne nie muszą się odbywać według typowego schematu prowadzenia ciąży. Należy to jednak ustalić z lekarzem prowadzącym.

W przypadkach nagłych i objawach zagrożenia ciąży należy udać się do działającego gabinetu lekarskiego lub szpitala!

Zalecenia PTGiP: szpitale inne niż jednoimienne 

 

Kobietę w ciąży, która może być zakażona koronawirusem – w razie prawidłowego stanu położniczego i dużego podejrzenia zakażenia – kieruje się do szpitala zakaźnego (jednoimiennego).

Kobieta w ciąży z podejrzanym stanem położniczym – pozostaje na Sali obserwacyjnej do ustalenia konieczności hospitalizacji i uzyskania wyniku szybkiego testu COVID 19.

Co gdy do szpitala zgłasza się kobieta w ciąży z nieprawidłowym stanem położniczym, koniecznością pilnej interwencji położniczej z uwagi na zagrożenie życia matki albo dziecka i z małym lub dużym podejrzeniem infekcji COVID 19?

Jeśli szpital nie ma możliwości jej przekazania do szpitala jednoimiennego – musi przyjąć  i wykonać cięcie cesarskie. Dopiero po zabiegu, w przypadku dodatniego wyniku testu COVID 19, ma przekazać pacjentkę do szpitala dedykowanego.

Wstrzymane są porody rodzinne i odwiedziny.

Zalecenia PTGiP: ograniczenia w USG w ciąży 

 

  1. Badanie wykonuje się tylko u pacjentek z ujemnym wywiadem epidemiologicznym i bez objawów infekcji wirusowej. USG u ciężarnych z infekcją badania wykonują tylko szpitale jednoimienne.

 

  1. W gabinetach wykonuje się tylko badanie I, II i III trymestru. W innych sytuacjach: tylko badanie z przyczyn nagłych. I tylko wówczas, jeśli nie może zostać wykonane w warunkach szpitalnych. Dotyczy to takich przypadków jak ostry brzuch, podejrzenie ciąży ektopowej, skrętu guza przydatków, chore onkologicznie, PID, krwawienie z dróg rodnych o nieustalonej etiologii.

 

  1. Wykonuje się jak najmniej badań USG przezpochwowo.

 

To te najważniejsze (w mojej ocenie) zmiany w zasadach postępowania.  Czy i jak nadąży za tymi wytycznymi praktyka? Już wkrótce na blogu wywiad z lekarzem ginekologiem- położnikiem z pierwszej linii frontu.

***

Sieć szpitali zakaźnych jednoimiennych  (i kontakt do oddziałów ginekologiczno-położniczych):

 

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu; ul. Koszarowa 5 51-149 Wrocław, sekretariat@szpital.wroc.pl, 71 326 13 25, 71 326 13 27 do 31

Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr. Władysława Biegańskiego w Grudziądzu; ul. dr Rydygiera 15/17 86-300 Grudziądz, sekretariat Od.: 56 641 41 99, mail do Szpitala: sekretariat.dyrekcja@bieganski.org

Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Puławach; Ul. Józefa Bema 1 24-100 Puławy, Ginekologia – punkt pielęgniarski: 81 45 02 117
Położnictwo – punkt pielęgniarski: 81 45 02 168, mail do Szpitala: spzoz@szpitalpulawy.pl

Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim;
Dekerta 1, 66-400 Gorzów Wielkopolski, tel. do sekretariatu Od. 95 7331 434, tel. do gabinetu pielęgniarek i położnych 95 7331 406, 421, 570, 566, tel. do kierownika: 95 7331 404, mail Szpitala sekretariat@szpital.gorzow.pl

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. M. Skłodowskiej-Curie w Zgierzu;
ul.Parzęczewska 35, 95-100 Zgierz, tel. 427 144 353, mail ginekologia@wss.zgierz.pl

Szpital Uniwersytecki w Krakowie;
ul. Kopernika 23, 31-501 Kraków, kontakt do Szpitala: 12 424 70 00, mail info@su.krakow.pl

Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie;
ul. Wołoska 137, 02-507 Warszawa, tel. do sekretariatu Od. (22) 508 11 20, mail ginekologia@cskmswia.pl

Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Kędzierzynie-Koźlu;
ul. Roosevelta 2, 47-220 Kędzierzyn-Koźle,tel. sekretariatu Od. +48 774 062 488, mail do Szpitala: spzoz@e-szpital.eu

Centrum Medyczne w Łańcucie;
ul. Ignacego Paderewskiego 5, 37-100 Łańcut, sekretariat Od.: 17 22 40 106, mail: gin.pol@cm-lancut.pl

Szpital Wojewódzki im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Łomży;
aleja Marszałka Józefa Piłsudskiego 11, 18-404 Łomża, tel. koordynatora: 86 47 33 400, mail do Szpitala: sekretariat@szpital-lomza.pl

Szpital Marynarki Wojennej z Przychodnią SPZOZ w Gdańsku;
ul. Polanki 117, 80-305 Gdańsk, gabinet lekarski: 58 552 63 50, mail Szpitala: sekretariat@7szmw.pl

Szpital Specjalistyczny w Kościerzynie;
ul. Alojzego Piechowskiego 36, 83-400 Kościerzyna, tel. sekretariatu Od. 58 686 03 83, mail Szpitala: sekretariat@szpital.koscierzyna.pl

Szpital Specjalistyczny im. F. Ceynowy w Wejherowie;
ul. dr. A. Jagalskiego 10, 84–200 Wejherowo, sekretariat Od.: 58 72 60 270, mail Szpitala: sekretariat@szpitalepomorskie.eu

Szpital Specjalistyczny Megrez w Tychach
ul. Edukacji 102, 43-100 Tychy, sekretariat Od. 32 325 53 36, mail Szpitala: sekretariat@szpitalmegrez.pl

Szpital Rejonowy im. dr. Józefa Rostka w Raciborzu;
ul. Gamowska 3, 47-400 Racibórz, sekretariat Od.: 32 755 5302, mail Od.: gin_pol@szpital-raciborz.org

Szpital w Starachowicach;
ul. Radomska 70, 27-200 Starachowice, tel. sekretariatu Od.: (041) 273 98 77, mail Szpitala: info@szpital.starachowice.pl

Szpital w Ostródzie;
ul. Władysława Jagiełły 1, 14-100 Ostróda, tel. Ordynator – 89 646 06 37 Położne Ginekologia – 89 646 06 35, mail do Szpitala: sekretariat@szpital-ostroda.pl

Szpital Miejski im. św. Jana Pawła II w Elblągu;
ul. Jana Amosa Komeńskiego 35, 82-300 Elbląg, tel. 0 55 23 04 121, 0 55 23 04 122, 0 55 23 04 183, mail Od. gin.pol@szpitalmiejski.elblag.pl

Ginekologiczno-Położniczy Szpital Kliniczny UM im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu;
ul. Polna 33, 60-535 Poznań, lista nr tel. https://www.gpsk.ump.edu.pl/kontakt/oddzialy-szpitalne.html#dol, mail do Szpitala: office@gpsk.ump.edu.pl

Wielospecjalistyczny Szpital Miejski im. J. Strusia z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym. SPZOZ w Poznaniu;
ul. Szwajcarska 3, 61-285 Poznań, tel. +48 61 873 90 00

Samodzielny Publiczny Wojewódzki Szpital Zespolony w Szczecinie
ul. Arkońska 4, 71-455 Szczecin, tel. 91 813 90 10, mail: spwsz@spwsz.szczecin.pl lub ul. A. Sokołowskiego 11, 70-891 Szczecin, 91 442 72 00, 91 442 72 13, spwsz@spwsz.szczecin.pl

 

Zalecenia PTGiP/pusty i chmurny Kraków

Zalecenia PTGiP/pusty i chmurny Kraków

Stan prawny na 25.03.2020 r.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Wczoraj zadzwoniła do mnie dziennikarka Rzeczpospolitej z pytaniem, co się stanie ze sprawami o błąd medyczny, które toczą się prokuraturze. I w ogóle, co ze wszystkimi sprawami: i tymi w sądach i tymi, w których poszkodowani pacjenci jeszcze się “nie zebrali”, żeby coś zrobić. Czy tym sprawom grozi przedawnienie?

Pełny tekst artykułu, który ukazał się dzisiaj wraz z moją wypowiedzią, można znaleźć tutaj: “Pandemia zatrzymała śledztwa w sprawach o błąd medyczny” i tutaj: na portalu Interii.

Sytuacja zmienia się z dnia na dzień. W ubiegłym tygodniu wiadomość o zamknięciu szkół zastała mnie na sali sądowej. Już wtedy sędzia zgłaszała wątpliwości c do tego, jak ten proces będzie przebiegał w przyszłości.  Pani protokolantka ma małe dzieci i wiadomo było, że będzie musiała z nimi zostać. Mieliśmy zaplanowane w tej sprawie jeszcze dwa rozprawy w odstępach tygodniowych, ale podobnie jak w innych procesach, szybko dostaliśmy zarządzenie sądu o odwołaniu rozpraw z groźnie brzmiącym dopiskiem: “(wirus COVID-19)”.

Czy sprawa w prokuraturze “przedawni się”?

Ten problem może dotyczyć osób, które postanowiły w pierwszej kolejności złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jak wynika z artykułu w Rzeczpospolitej, obecnie prokuratura zajmuje się  ponad pięcioma tysiącami spraw o błąd medyczny. Z doświadczenia wiem, że duża część tych spraw to błąd okołoporodowy związany z ciężką niepełnoprawnością dziecka lub śmiercią przy porodzie.

W tej chwili te sprawy utkną w martwym punkcie, bo biegli lekarze nie mają czasu ani głowy opiniować. Nie ma też co wymagać, aby prokuratura wzywała na przesłuchania dziesiątki położnych, pielęgniarek i lekarzy, jak to się zwykle dzieje w sprawie o błąd w prowadzenie porodu.

Trudno się nie zgodzić z cytowaną przez Rzeczpospolitą wypowiedzią anonimowego prokuratora: “Śledczy: nie mamy sumienia odrywać teraz lekarzy od pracy.” Prokuratorzy, o ile będą pracować, zapewne wykorzystają ten czas na zabezpieczenie dowodów w postaci dokumentacji medycznej czy sporządzenie pytań do biegłych. Postępowania w prokuraturze będą więc trwały jeszcze dłużej, niż dotychczas.

Przedawnienie odszkodowania dla dziecka

Roszczeniom dziecka w zasadzie (“w zasadzie”, bo dotyczy to ostatnich lat, zobacz wpis: “Mój poród był lata temu”) nie grozi przedawnienie. Czasu jest dużo, z pozwem może wystąpić nawet do 2 lat od ukończenia pełnoletności. Dlaczego jednak nie warto czekać? Napisałam o tym tutaj, w poście: “Do kiedy mogę wystąpić z pozwem?”.

Przedawnienie odszkodowania dla poszkodowanego pacjenta

Gorzej sytuacja wygląda z odszkodowaniem dla innych osób  – tu obowiązuje termin 3-letni.  Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej przez błąd lekarza ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Ważne: jeśli trwa postępowanie w prokuraturze, to sam ten fakt nie wystarcza, żeby “wstrzymać bieg” przedawnienia odszkodowania.

Wyrok karny w sprawie medycznej

Przed 3-letnim terminem przedawnienia chroni nas tylko prawomocny wyrok stwierdzający popełnienie przestępstwa. Roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa. W przypadku umorzenia po np. 5 latach od zawiadomienia prokuratury, szanse na odszkodowanie za błąd medyczny są minimalne. 

Czy koronawirus zawiesza bieg przedawnienia?

Kodeks cywilny przewiduje takie sytuacje, gdy występują okoliczności, które w znacznym stopniu utrudnią albo wręcz uniemożliwią dochodzenie roszczeń. Zgodnie bowiem z art. 118 Kodeksu cywilnego bieg terminu przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie może ich dochodzić przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju – przez czas trwania przeszkody.

Czy pandemia jest siłą wyższą w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego? W obecnych realiach mam wątpliwości: nie ma zakazu udania się na pocztę i nadania pozwu… Lepiej nie być zmuszonym do dodatkowej dyskusji na temat przedawnienia i tak trudnym procesie o błąd medyczny. Więc przyjmijmy, że terminy przedawnienia biegną nawet, jeśli wzięliśmy sobie do serca apel #zostajęwdomu – do czego wszystkich, którzy tylko mogą tak zrobić, gorąco namawiam.

A co ze sprawami o błąd okołoporodowy w toku?

Rozprawy

Jak napisałam, rozprawy wyznaczone na marzec są odwoływane, ale raczej na marcu się nie skończy. W niektórych przypadkach sądy od razu wyznaczają nowe terminy: na czerwiec, wrzesień czy koniec roku 2020 r., W niektórych niestety nie, co oznacza, że po powrocie normalności dana sprawa “spadnie” na koniec kolejki.

Świadkowie

Skoro nie ma rozpraw, to i nie da się świadka wezwać do sądu. Ale: możliwe jest złożenie przez świadka zeznań na piśmie, jeżeli sąd tak postanowi (art. 271(1) k.p.c.). Przepis obowiązuje od niedawna.  Dopiero raz spotkałam się z przesłuchaniem w tym trybie. Przy mądrym wykorzystaniu nowych regulacji będzie możliwe prowadzenie procesu o błąd medyczny – przynajmniej na etapie gromadzenia dowodów osobowych – bez wyznaczania rozprawy.

Rozprawa apelacyjna

Sąd drugiej instancji może rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym, jeżeli przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne. Rozpoznanie sprawy na posiedzeniu niejawnym jest jednak w pewnych przypadkach niedopuszczalne. Jest tak np. jeżeli strona w apelacji lub odpowiedzi na apelację złożyła wniosek o przeprowadzenie rozprawy (art.374 k.p.c.).

Jaki z tego wniosek? Jeśli chcemy przyśpieszyć i doprowadzić do zakończenia sprawy, która jest już po wyroku I instancji i czeka na rozpoznanie przez Sąd Apelacyjny, można się zastanowić, czy na pewno chcemy, żeby koniecznie wyznaczano rozprawę. Rozprawa – przynajmniej na razie – i tak się nie odbędzie. I bez pandemii terminy są w większości roczne – zależy od sądu. A posiedzenie niejawne w sprawie zakończonej wyrokiem w końcu ubiegłego roku warszawski Sąd Apelacyjny wyznaczył mi (już!) na kwiecień br.

Jeśli macie pytania, chętnie na nie odpowiem w komentarzach pod tekstem.

Przedawnienie spraw o odszkodowanie za błąd okołoporodowy

Przedawnienie spraw o odszkodowanie za błąd okołoporodowy

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Prawo do informacji jest jednym z najważniejszych praw pacjenta. Niedawno na stronach Sądu Najwyższego opublikowano ciekawy wyrok.  Dotyczy właśnie wspomnianego prawa do informacji, ale w kontekście przebiegu ciąży i porodu. Przy okazji warto wspomnieć, że właściwie każda sprawa, która trafia na wokandę SN jest nietuzinkowa. Inaczej skarga kasacyjna nie byłaby przyjęta do rozpoznania. Sąd Najwyższy to nie trzecia instancja. Na rozpoznanie merytoryczne zasługuje średnio jedynie 1/3 spraw, którymi strony próbują zainteresować Sąd Najwyższy.

W USG wszystko OK

Wyrok, o którym piszę, wydano w następującym stanie faktycznym. Pacjentka była w okresie ciąży pod kontrolą poradni przyszpitalnej. Lekarz prowadzący ciążę wykonał trzy badania ultrasonograficzne rozwoju płodu. W żadnym z nich nie wykrył wad płodu. Na żadnym z opisów tych badań nie było też adnotacji: „warunki badania ograniczone” lub „badanie trudne technicznie”.

Czyżby lekarz nie miał żadnych wątpliwości? Konsekwentnie informował rodziców  uczestniczących w wizytach i badaniach USG, że dziecko rozwija się prawidłowo. Co więcej, w opisie badań wprost napisał, że obie ręce płodu wykształcone są prawidłowo.

Niestety tak nie było. Syn powodów urodził się drogami natury. Był ogólnie zdrowy, ale stwierdzono u niego wadę rozwojową – wrodzony brak lewego przedramienia z zachowaną obręczą barkową.

Jak to możliwe, że lekarz nie dostrzegł tak dużej wady u płodu?

Co widać w USG?

Trudno dziś dojść do tego, czy lekarz dostrzegł wady płodu i celowo nie powiedział o tym rodzicom, czy też popełnił błąd diagnostyczny i nie dostrzegł w USG braku lewego przedramienia u dziecka.

Zdaniem Sądu Najwyższego doszło do rażącego niedbalstwa i nierozpoznania poważnej i nieusuwalnej wady wrodzonej płodu.

Jest pewne, że jeśli lekarz nie dostrzegł takiej wady podczas żadnego z trzech badań USG, to  świadczy to jak najgorzej o jego kompetencjach. Dlaczego? Bo badania USG w ciąży wykonuje się m.in. właśnie pod tym kątem.

Obowiązkowe badania USG w ciąży przewiduje Standard organizacyjny opieki okołoporodowej i rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników.

Usg w ciąży a prawo do informacji

Usg w ciąży a prawo do informacji

USG między 11. a 14. tygodniem

Pierwsze obowiązkowe badanie USG wykonuje się przed upływem 13. tygodnia i 6. dnia ciąży. Potocznie mówi się o nim: „USG genetyczne”. Podczas tego USG  oceniana jest m.in. budowa zewnętrzna i anatomiczna płodu. Oglądane są: głowa, tułów, kończyny dolne i górne. Mierzona jest też długość ciemieniowo-siedzeniowa (CRL), czyli długość płodu od czubka głowy do pośladków.

USG między 18. a 22. tygodniem

Drugie obowiązkowe badanie USG w ciąży to tzw. usg połówkowe. Ma na celu m.in. szczegółową ocenę anatomii płodu pod kątem występowania wad wrodzonych. Analizowana jest budowa  głowy, szyi, klatki piersiowej, serca, jamy brzusznej, kręgosłupa, kości długich dłoni i stóp.

USG między 27. a 32. tygodniem

W badaniu ponownie sprawdza się m.in. anatomię dziecka. Część wad, np. wady kończyn albo wady przewodu pokarmowego mogą pojawić się dopiero w trzecim trymestrze, stąd tak ważne jest badanie USG wykonane właśnie w tym okresie.

Prawo do informacji o stanie zdrowia dziecka

Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości, że szpital zatrudniający lekarza, który wykonywał feralne badania USG, ponosi odpowiedzialność za brak rzetelnej i prawdziwej informacji o stanie zdrowia płodu. Naruszenie prawa do informacji  uniemożliwiło rodzicom odpowiednie przygotowanie psychologiczne do porodu. Skoro tak, to odpowiedzi wymagają następne pytania:

  • czy
  • komu
  • i w jakiej wysokości należy się zadośćuczynienie za naruszenie prawa pacjenta – prawa do informacji?

Czy ojciec jest pacjentem?

Ojciec dziecka uczestniczył w badaniach USG żony, w trakcie których nie wykryto wady płodu, oraz był przy porodzie.  Wraz z żoną dowiedział się zaraz potem, że urodzone dziecko ma nieusuwalną wadę fizyczną. Sąd Najwyższy pisze w uzasadnieniu:

“Szok jaki przeżyli z chwilą, w której spodziewali się radości z urodzenia syna, przytłumionej natychmiast wiadomością o jego trwałym kalectwie stanowi o poniesionej krzywdzie, wynikającej z naruszenia dóbr osobistych, a przede wszystkim prawa do informacji, przewidzianego w u.p.p. [Ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta – przyp. JB ], a którego niedopełnienie daje prawo do otrzymania zadośćuczynienia na podstawie art. 448 k.c.”

Sąd Najwyższy podkreślił, że w dzisiejszych czasach świadczenia zdrowotne dotyczące matki i dziecka w okresie ciąży, porodu i po porodzie, odnoszące się do prawidłowego rozwoju płodu, i urodzenia dziecka są świadczeniami również wobec ojca.

Ojciec na bloku porodowym

Brak rzetelnej informacji o stanie zdrowia dziecka jest uchybieniem godności zarówno matki, jak i ojca. Nie można uznać, że w takiej sytuacji ojciec dziecka jest poza zainteresowaniami i opieką placówki leczniczej.  Stan zdrowia mającego się urodzić, a następnie urodzonego dziecka, dotyczy ojca w równym stopniu jak matki.

Na skutek wyroku SN (sygn. II CSK 491/18 z dnia 27 listopada 2019 r.) uprawomocnił się wyrok SO zasądzający rodzicom po 40 tys. zł. za naruszenie prawa do informacji  o stanie zdrowia dziecka.

Mój komentarz dla “Rzeczpospolitej”

O komentarz do tego wyroku i artykułu red. Marka Domagalskiego “Ojciec na porodówce jak pacjent” poprosiła mnie “Rzeczpospolita”. To jego fragment:

“Nie ulega wątpliwości, że wykładnia przepisów o prawach pacjenta powinna iść z duchem czasów, a ojciec jest dziś świadomym uczestnikiem procesu udzielania świadczeń medycznych matce i jego dziecku. Skoro jako przedstawiciel ustawowy po urodzeniu dziecka ma prawo do uzyskiwania informacji o jego stanie zdrowia, to nie ma racjonalnych powodów, aby odmawiać mu tego prawa w stosunku do płodu.

Podobnie orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie w nieprawomocnym wyroku  I C 784/13 z 28.12.2018 r. przyznając identyczną kwotę po 40 tys. zł. rodzicom dziecka, którym – na skutek błędu diagnostycznego, zaraz po porodzie udzielono nieprawdziwej informacji o smierci noworodka i nie podjęto podstawowych czynności mających na celu ratowanie życia ich dziecka. Sąd uznał, że w takich sytuacjach dochodzi do naruszenia zarówno ich dóbr osobistych jak i praw powodów jako pacjentów.”

 

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Problem znikających i pojawiających się dokumentów medycznych oraz przerabianych wpisów w dokumentacji medycznej wcale nie jest marginalny. Przekonałam się o tym dwukrotnie w ostatnim tygodniu.

Jedna sprawa, w której walczyliśmy o udowodnienie, że niedotlenienie płodu było skutkiem błędów przy prowadzeniu porodu, zakończyła się właśnie sądowym happy endem. Druga też z pewnością tak się zakończy!

Niedotlenienie, zamartwica, zielone wody

Pierwszy przypadek to proces o błąd przy porodzie. Chłopiec urodził się w 2012 roku w ciężkiej zamartwicy, z zielonych wód płodowych. Przyczyn złego stanu urodzeniowego było wiele, za wszystkie odpowiadają lekarze i – za winę organizacyjną – szpital. Dziś można to stwierdzić z całą pewnością, bo w ubiegły piątek Sąd Apelacyjny w Warszawie potwierdził wskazujący na błędy szpitala wyrok Sądu Okręgowego.  A nawet – zgodnie z apelacją złożoną przez moją kancelarię BFP– podwyższył zasądzoną wcześniej kwotę!

Zadośćuczynienie za błąd porodowy, którego skutkiem było ostre niedotlenienie, Sąd ustalił ostatecznie na 550 tys. zł., dostrzegając ogrom cierpienia dziecka. Otrzymają je rodzice, bo dziecko, skrajnie poszkodowane podczas porodu, zmarło w wieku niespełna dwóch lat, w trakcie procesu.

Bałagan w dokumentacji medycznej

Szpital bronił się w procesie zażarcie. Twierdził, że winę za niedotlenienie i to, że dziecko urodziło się bez oddechu, praktycznie martwe – ponoszą wszyscy inni, tylko nie personel, który miał obowiązek zadbać o prawidłowy przebieg porodu. O takiej strategii, szczególnie bolesnej dla rodzin poszkodowanych dzieci, już kiedyś pisałam: „To wina matki, a nie szpitala”.

Sąd nie pozostawił suchej nitki na takiej argumentacji szpitala. Ale pojawiło się coś jeszcze: as z rękawa. Po 7 latach trwania procesu, na etapie postępowania apelacyjnego „cudownie” odnalazł się w dokumentacji szpitalnej wynik badania histopatologicznego łożyska! Z kronikarskiego obowiązku dodam, że nigdzie w dokumentacji nie odnotowano, że łożysko zostało skierowane do badania hist.-pat. Także żaden ze świadków szpitala nawet nie zająknął się na ten temat…

Sąd Apelacyjny – mimo istotnych wątpliwości mojej Klientki co do autentyczności tego dokumentu, dopuścił jednak dowód z opinii uzupełniającej. Na nic się jednak zdały te wybiegi procesowe pozwanego szpitala. Biegli – po raz kolejny – potwierdzili, że stan łożyska nie wskazywał na rzekomy przewlekły problem w ciąży.

Spóźnione cięcie cesarskie

Potwierdziły się wszystkie zarzuty z pozwu, a mianowicie, że:

  • błędy w dokumentacji medycznej doprowadziły do tego, że kolejni lekarze zajmujący się rodzącą nie mieli świadomości, że ciąża jest przenoszona
  • nie wykonano na czas badania USG doppler
  • podjęto złą decyzję o indukowaniu porodu oxytocyną przy występującej centralizacji krążenia
  • nie wzięto pod uwagę, że występowało bezwodzie
  • nie wzięto pod uwagę braku czynności skurczowej macicy
  • monitoring KTG nie był odpowiednio prowadzony

i wreszcie:

  • nikt z lekarzy nie zaważył, że nie było rokowań na rozwiązanie bezpieczne ciąży drogami natury! Tylko szybkie cięcie cesarskie mogło spowodować, że noworodek przyjdzie na świat w dobrym stanie. Niestety, tak się nie stało.

Odsetki za czas trwania procesu o niedotlenienie

Dokumentacja medycznaJaki płynie wniosek z tego procesu? Przedłużanie postępowania przez szpital i uciekanie się do desperackich kroków takich jak „odnajdywanie” badania hist.-pat. po 7 latach procesu może prowadzić tylko do jednego: wzrostu kosztów po stronie szpitala.

Sąd Apelacyjny uznał, że 1 miesiąc od otrzymania pozwu to wystarczający czas, aby szpital, dysponując fachowcami, mógł ocenić, czy pacjent występujący z pozwem, nie ma przypadkiem racji. I zasądził od szpitala odsetki ustawowe za opóźnienie (obecnie 7 % w skali roku) za cały, długi okres trwania postępowania. Łącznie z tymi miesiącami, kiedy SA zajmował się dodatkową analizą „cudownie” odnalezionego wyniku badania łożyska.

O drugim przypadku, tym razem dotyczącym skandalicznego przerabiania wpisów w dokumentacji medycznej napiszę za kilka dni na moim blogu: pomylkalekarza.pl Zapraszam do lektury!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl