Co łączy KTG, USG Doppler i odszkodowanie za błąd lekarski przy porodzie?

Jolanta Budzowska        22 kwietnia 2018        Komentarze (0)

W sprawach o błąd medyczny często toczy się równolegle kilka postępowań: cywilne, karne, tzw. dyscyplinarne, prowadzone przez samorząd lekarski lub pielęgniarek i położnych, najpierw przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, a potem Okręgowy Sąd Lekarski. Czasem też klienci , w myśl zasady, więcej, znaczy lepiej, relacjonują mi przebieg postępowania dotyczącego tzw. zdarzenia medycznego, jaki prowadzi w ich sprawie Wojewódzka Komisja ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych.

Występuję przede wszystkim jako pełnomocnik pacjentów w sprawie cywilnej. W innych postępowaniach tylko z konieczności, żeby nie zaszkodziły interesom pacjentów. Zwykle wtedy pomagam z „tylnego siedzenia”, konsultując kolejne kroki.

Generalnie, jak już wiele razy pisałam, nie jestem zwolenniczką mnożenia skarg. Równolegle toczące się postępowania, to z jednej strony może i większa ilość dowodów, które czasem mogą być pomocne (zeznania świadków, dokumentacja medyczna, nagrania z monitoringu itd.), ale też i większe ryzyko, że niekorzystna opinia biegłego np. uzyskana przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, okaże się być zbyt sugestywna i „zainspiruje sposób myślenia” biegłych sądowych w sprawie karnej czy cywilnej.   Oczywiście, są wyjątki, o jednym z ich napisałam w poście: “Sąd lekarski: kiedy przegrana może być wygraną”.

Każde z postępowań się nieco różni, ma inny cel, ale jedno je łączy.

Kluczowa jest ocena, czy pomiędzy błędem medycznym (jeśli już taki uda się udowodnić), a szkodą (niedotlenieniem lub śmiercią dziecka podczas porodu) jest związek przyczynowo-skutkowy. Innymi słowy mówiąc: czy tragicznego zdarzenia udałoby się uniknąć, gdyby postępowanie diagnostyczne lub leczenie były prawidłowe.

Niedawno mama zmarłej dziewczynki, moja Klientka, przysłała mi mailem dwie opinie, jakie uzyskał prokurator. Napisała:

„Obie opinie są zdecydowanie na naszą korzyść. Pojawiło się nawet “magiczne” stwierdzenie o związku przyczynowo – skutkowym. W obu przypadkach jest informacja o narażeniu na utratę zdrowia i życia naszej córki.”

Rzeczywiście, opinie – na szczęście – rzeczywiście są wyjątkowo jasne i wyjątkowo wprost wskazują na to, że podejście lekarza do wyniku zapisu KTG było co najmniej lekkomyślne. Pacjentka została odesłana do domu, mimo że KTG świadczyło o niewydolności łożyska, mogącej powodować niedotlenienie płodu, a matka czuła, że aktywność ruchów płodu malała. W efekcie dziecko zmarło w łonie matki.

Biegli piszą:” W przypadku potwierdzenia zaburzeń przepływów naczyniowych w badaniu USG, w zestawieniu z nieprawidłowym KTG i danymi z wywiadu o osłabieniu ruchów płodu przez ciężarną, powinna zostać podjęta decyzja o wykonaniu cięcia cesarskiego”.

I dalej:

„Ze względu na niską pozytywną wartość predykcyjną badania kardiotokograficznego (nieprawidłowe zapisy KTG jedynie w ok. 30 % towarzyszą realnie istniejącym stanom zagrożenia płodu), każdy uzyskany przedporodowo nieprawidłowy lub wątpliwy („podejrzany”) kardiotokogram (KTG) powinien być współcześnie weryfikowany badaniem dopplerowskim (USG Doppler) przepływów w naczyniach pępowinowych, a optymalnie także tętnicach macicznych i naczyniach mózgowych płodu.”

Ma rację Klientka, która pisze o „magiczności” sformułowania o związku przyczynowo-skutkowym.

Bo teoretycznie można dywagować, „co byłoby, gdyby”:

  • gdyby lekarz nie odesłał ciężarnej do domu bez głębszego zastanowienia,
  • gdyby wykonał USG Dopper,
  • gdyby zostawił pacjentkę – choćby do obserwacji – na oddziale.

Rzeczą biegłych jest jednak rozważyć różne scenariusze, hipotetyczny przebieg wydarzeń. A na końcu wskazać ten najbardziej prawdopodobny.

W tym przypadku biegli wywiązali się ze swojego zadania. W opinii pojawiają się konkretne stwierdzenia:

„Przyjęcie pacjentki na oddział i ewentualnie zakończenie ciąży drogą cięcia cesarskiego mogłoby zapobiec śmierci dziecka i niewątpliwie zdecydowanie zwiększyłoby szanse na jego przeżycie. W tej sytuacji, odmowa przyjęcia do szpitala, skutkująca brakiem możliwości zakończenia ciąży drogą cięcia cesarskiego pozostaje w związku przyczynowo-skutkowym ze śmiercią dziecka”.

Częściej jednak zdarzają się opinie, w których biegli starają się, jak mogą, rozmyć ten „magiczny” związek przyczynowo-skutkowy. Dlatego, zanim zdecydujemy się zawiadomić prokuraturę czy Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej – zastanówmy się dwa razy. Po takim zawiadomieniu te postępowania toczyć się będą, czy chcemy, czy nie chcemy. A my, choć formalnie uzyskujemy status pokrzywdzonych, mamy baaardzo umiarkowany wpływ na ich przebieg.

Inaczej jest w postępowaniu cywilnym. Zasadniczo jego celem jest odszkodowanie za błąd lekarski, ale to my rozdajemy karty i to my realizujemy w nim naszą strategię, zmierzającą do udowodnienia błędu lekarza.  Może więc czas wziąć sprawy – wyłącznie – w swoje ręce, a nie czekać, co zrobi prokurator?

 

III CZP 60/17, czyli zadośćuczynienie dla rodziców i rodzeństwa

Jolanta Budzowska        27 marca 2018        3 komentarze

Niedawno w “Wysokich Obcasach” przeczytałam list do redakcji, którego autorką była matka niepełnosprawnego dziecka. Napisała [o swoim życiu] tak:

“Wydaje mi się, że właśnie o to tu chodzi. O szacunek do życia. Mojego życia jako matki nieuleczalnie chorego dziecka, zamkniętej w więzieniu domu, bez możliwości wyjścia i załatwienia jakichkolwiek spraw bez bezinteresownej pomocy osób trzecich – od leczenia własnych zębów po zakupy na codzienne żywienie, ubranie, nie mówiąc już o kulturze jak kino, teatr, koncert czy książka. Bez prawa do choroby własnej, bez prawa do urlopu.”

I dalej:

“Twoje nieuleczalnie chore dziecko rośnie, choroba staje się członkiem rodziny, ale wciąż nie ma ani pomysłu na wsparcie rodziny, w której najczęściej matka porzuca swoje dotychczasowe życie, pracę i pasję, żeby poświęcić się służbie w chorobie dziecka. Odchodzi jedno źródło dochodu. Leki kosztują, pieluchy kosztują, rehabilitacja kosztuje. Sprzęt kosztuje. Niestety jedno źródło dochodu odeszło i pozostaje liczyć na serca dobrych ludzi (zbiórki publiczne – które chciano dopiero co objąć kontrolą ministra i 1%, który po prostu nam, matkom nieuleczalnie chorych dzieci, ratuje życie). Rząd wycenia naszą całodobową pracę przy chorym dziecku, bez prawa do urlopu i wolnych niedziel, na 1477 zł (całodobowa opieka przy rezygnacji z pracy zawodowej).”

Choć na co dzień walczę o godne życie dla poszkodowanych na skutek błędów medycznych dzieci i ich rodzin, i spotykam się z wieloma bardzo podobnymi sytuacjami, to ten list mną wstrząsnął. Może dlatego, że relacja tej mamy została napisana tak – na pozór – beznamiętnie. A jednocześnie bije z niej ukryta rozpacz i bezradność, wołanie o pomoc.

Czasem, dociera do mnie, że w jakimś stopniu mogę mieć wpływ na poprawę sytuacji osób poszkodowanych na skutek błędów medycznych.  Jak dzisiaj, kiedy mam do przekazania dobrą wiadomość.

Sąd Najwyższy podjął następującą uchwałę:

Uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. III CZP 60/17:

„Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu”.

Ta uchwała została wydana w jednej z prowadzonych przez moją kancelarię procesów, ale ma znaczenie dla wielu osób. Dla wszystkich, którzy chcą dochodzić swoich praw i zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną tym, że na skutek błędu medycznego niemożliwe jest nawiązanie typowej więzi rodzinnej z osobą im najbliższą, która jest ofiarą takiego błędu.

Więcej o znaczeniu tego rozstrzygnięcia można przeczytać w poście “SĄD NAJWYŻSZY po stronie poszkodowanych -zadośćuczynienie za krzywdę”.

Renta dla pacjenta poszkodowanego przez błąd lekarski

Jolanta Budzowska        15 marca 2018        Komentarze (1)

Poprzedni wpis dotyczył ustalenia odpowiedzialności na przyszłość – co to jest i czy warto walczyć, aby sąd umieścił taki punkt w wyroku rozstrzygającym spór o błąd lekarski. Tamten wpis powstał “na zamówienie” mojej czytelniczki, mamy niepełnosprawnego dziecka. Jej dziecko jest ofiarą błędu medycznego, co stwierdził sąd karny i cywilny w 2012r.

Prośba o informacje miała jeszcze drugą część. Dziś więc następuje kolejny z serii postów “na zamówienie”, czyli o co chodzi z tym, że renta przyznana w wyroku jest „tymczasowa”?

Korzystny dla poszkodowanego pacjenta wyrok daje poczucie bezpieczeństwa. Bezcenne jest uzyskanie stabilizacji finansowej. Mówiła o tym Mama Stasia, mojego małego klienta, w wywiadzie, jaki opublikowałam na blogu. Czy kwoty z wyroku są niezmienne? Czy można żądać kolejnych kwot za ten sam błąd medyczny?

W wyroku sąd zwykle zasądza:

Kwoty renty przyznawanej przez sądy na pokrycie zwiększonych potrzeb poszkodowanego pacjenta bywają różne. Zależy to oczywiście przede wszystkim od stanu zdrowia, bo jak sama nazwa renty wskazuje, pacjent musi w procesie wykazać, o ile wzrosły jego wydatki (lub ile wydawałby, gdyby było go na nie stać) w związku z tym, że padł ofiarą błędu lekarskiego.

Czyli trzeba udowodnić trzy kwestie:

  • pogorszenie stanu zdrowia w stosunku do stanu pacjenta, jaki byłby prawdopodobny, gdyby nie błąd medyczny,
  • wynikające z tego potrzeby: na przykład całodobowa opieka nad dzieckiem z MPD i napadami padaczkowymi, konieczność stałej, codziennej rehabilitacji, konieczność podawania specjalnie przygotowanych posiłków, leki, specjalistyczne wizyty lekarskich, pampersy itd.
  • koszt tych zwiększonych potrzeb, czyli ile konkretnie na to wydajemy, albo, jeśli – mimo istnienia potrzeby na przykład usprawniania dziecka w ramach zajęć okresowych turnusów rehabilitacyjnych – nie ponosimy tych wydatków, bo nie możemy sobie na nie pozwolić, ile one kosztują na rynku.

Jeśli nie uda się udowodnić wszystkich potrzeb, na przykład konieczności prywatnych wizyt lekarskich, albo pacjent nie udowodni, jakie są ceny turnusów – to sąd przyzna rentę, ale niestety w niższej wysokości.

W sprawach dzieci poszkodowanych podczas porodu i dotkniętych następstwami ciężkiego niedotlenienia okołoporodowego, renty tymczasowe, w sprawach prowadzonych przez moją kancelarię, sięgają 10 tys. zł. na miesiąc. Oczywiście, jak napisałam wcześniej, ostateczna wysokość renty przyznanej przez sąd zależy od wielu okoliczności i 10 tys. złotych to w żadnym razie nie jest „ryczałt”, który „się należy”.

Mamy więc rentę.

Mijają lata. Kalkulacja przyjęta przez sąd w uzasadnieniu wyroku dawno już przestała być aktualna. Pieniędzy zaczyna brakować. Czy można coś z tym zrobić?

Tak, bo jeśli w chwili wydania wyroku szkody nie da się dokładnie ustalić, renta przyznawana poszkodowanemu jest tymczasowa.

Przepis Kodeksu Cywilnego mówi, że „każda ze stron może w razie zmiany stosunków żądać zmiany wysokości lub czasu trwania renty, chociażby wysokość renty i czas jej trwania były ustalone w orzeczeniu sądowym (…)”.

Jeśli więc okaże się, że szkoda pacjenta – czyli w tym przypadku – miesięczne potrzeby finansowe i wydatki uległy zmianie, można żądać zmiany wysokości renty. Ale uwaga!

Zmiana wysokości renty polegać może na jej podwyższeniu lub obniżeniu! Teoretycznie więc, jeśli stan poszkodowanego pacjenta się poprawi i jego potrzeby będą mniejsze, to wypłacający rentę pozwany szpital lub jego ubezpieczyciel także mają prawo do żądania zmiany wysokości renty przez jej obniżenie!

Jak to działa w praktyce? Poniżej przykład.

Załóżmy, że – upraszając – sąd w 2015 roku zasądził miesięczną rentę w wysokości 2.000 zł. i z uzasadnienia wyroku wynika, że na tę kwotę składają się: 800 zł. wynagrodzenie opiekunki, 400 zł. na leki, 600 zł. na rehabilitację i 200 złotych na ćwiczenia z logopedą. Ubezpieczyciel wypłaca regularnie rentę dla dziecka w zasądzonej wysokości.

Mamy rok 2018. Rodzice rozważają zwrócenie się do ubezpieczyciela o podwyższenie renty. Argumentują, że wzrosły ceny i opiekunce płacą dzisiaj już 1.400 zł., na leki wydają co prawda nieco mniej, bo 200 zł., ale doszły koszty prywatnych wizyt lekarskich, na które przeznaczają średnio miesięcznie 400 zł. Rehabilitacje prowadzi opiekunka, w ramach zajmowania się dzieckiem, bo została przeszkolona. Zajęcia z logopedą nie są już potrzebne.

Czy w takim przypadku rodzice mają szansę na zwiększenie renty?

Łączne aktualne koszty (zakładając oczywiście, że zostaną udowodnione) wynoszą 2.000 zł. Sąd, rozpatrując pozew o podwyższenie renty, dokona jej ponownej „weryfikacji”, co oznacza, że nie zostaną utrzymane wydatki na rehabilitację, skoro już nie są konieczne, ani na logopedę. Zatem, w takim przypadku prawdopodobnie renta nie zostanie zwiększona, mimo że wzrosły wydatki na opiekę i doszły koszty prywatnych wizyt.

Podsumowując: jeśli myślimy o podwyższeniu wysokości renty, to pamiętajmy, że:

  • punktem wyjścia jest kalkulacja wysokości renty z uzasadnienia wyroku, w którym ją zasądzono,
  • musimy ponownie przeanalizować bieżące potrzeby poszkodowanego pacjenta (w razie sporu będzie to weryfikowane przez biegłego)
  • musimy policzyć aktualny koszt zaspokojenia zwiększonych potrzeb poszkodowanego (podobnie, w razie sporu, trzeba będzie to udowodnić),
  • dobrze jest dysponować fakturami, paragonami i innymi dowodami świadczącymi o tym, na co rzeczywiście jest przeznaczana dotychczas otrzymywana renta.

Jeśli z porównania tych dwóch kwot: rety dotychczasowej i renty „oczekiwanej”, z uwzględnieniem sposobu kalkulacji (patrz: przykład wyżej) wychodzi nam, że renta miesięczna powinna być wyższa, to rzeczywiście nadszedł czas, żeby wrócić do rozmów z podmiotem, który ją płaci, a w braku ugody, składać pozew o zmianę wysokości renty!

Prawnik – zło konieczne?

Jolanta Budzowska        04 marca 2018        4 komentarze

Prawnicy zajmujący się sprawami błędów medycznych mają ciężką pracę. Treść każdego maila, każdego listu do mojej kancelarii, to historia ludzkiej tragedii.

Nie wszystkim możemy pomóc. Nie, nie dlatego, że nie chcemy. Dlatego, że dbamy o to, by nie zaszkodzić poszkodowanemu przez błędne leczenie pacjentowi jeszcze bardziej, namawiając go na proces, który z dużym prawdopodobieństwem przegra.

Nie obiecujemy gruszek na wierzbie. Przeciwnie, zawsze uświadamiamy, że sprawa sądowa o błąd lekarski to kolejne trudne doświadczenie życiowe dla pacjenta, a dla nas spore wyzwanie i duże obciążenie psychiczne. Chcąc nie chcąc, czujemy się osobiście odpowiedzialni za wynik procesu, choć wiadomo, że nie tylko od nas zależy treść wyroku.

Tym ważniejsze są dla nas słowa wsparcia takie jak te, które napisała dziś jedna z moich klientek, która otrzymała od nas projekt zażalenia na postanowienie o umorzeniu postępowania karnego w sprawie śmierci bliskiej osoby:

“Szanowna Pani Mecenas!

Projekt jest idealny. Teraz wiem, że moja sprawa jest w dobrych rękach. (…) To tyle z moich wniosków.

Pani Mecenas, jeszcze raz pragnę podziękować, z głęboką wdzięcznością. Sama bym nie potrafiła tak napisać, moich słów wdzięczności nie potrafię wyrazić, ale wczoraj wreszcie mogłam spokojnie zasnąć, trafił do mnie jakiś wewnętrzny spokój, tego spokoju mi tak brakowało.  Ciągle te moje myśli były skupione tylko na tej na sprawie.

Dziękuję całemu Zespołowi i życzę wszystkim sukcesów w walce o sprawiedliwość. (…)”.

To ja Pani dziękuję! Dziękują także za moim pośrednictwem wszyscy prawnicy, do których te słowa były adresowane.

Takie listy dodają skrzydeł!

Niedawno napisała do mnie czytelniczka tego bloga, która poprosiła o wpis “na zamówienie”. Jej dziecko jest ofiarą błędu medycznego, co stwierdził sąd karny i cywilny w 2012r. Od tego czasu stan zdrowia chłopca  (stan wegetatywny) nie uległ znacznej zmianie.  Nie doszły wprawdzie nowe szkody na zdrowiu,  ale pogłębiły się istniejące i konieczne jest poniesienie znacznych wydatków na specjalistyczny sprzęt usprawniający opiekę i rehabilitację.

Mama chłopca zapytała, jak w praktyce wygląda dochodzenie roszczeń z tytułu ustalenia przez sąd odpowiedzialności na przyszłość z tytułu błędu porodowego ?

Muszę przyznać, że w mojej wieloletniej praktyce, dochodzenie roszczeń z wykorzystaniem tego punktu z wyroku sądu cywilnego, który przewiduje odpowiedzialność pozwanego szpitala i ubezpieczyciela na przyszłość za dalsze szkody, jakie mogą wystąpić w związku z błędem medycznym, miałam okazję “przerabiać w praktyce” zaledwie kilka razy. Za każdym razem obyło się bez kolejnego procesu, co chyba oznacza, że ta instytucja działa i jest przydatna.

Na początek trochę teorii.

Zwykle, występując z powództwem o rentę, zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd medyczny, szczególnie błąd przy porodzie, kiedy dziecko jest zwykle jeszcze malutkie, nie jesteśmy w stanie nawet wyobrazić sobie,  a na pewno sprecyzować, wszystkich skutków nieprawidłowego leczenia. Nawet tych, które jeszcze się nie ujawniły, ale których wystąpienie jest prawdopodobne, jak na przykład schorzenia stawów biodrowych u dzieci z MPD.

Na skutek zmiany przepisów dotyczących przedawnienia roszczeń na osobie z dniem 10 sierpnia 2007 r. teoretycznie wyeliminowane zostało niebezpieczeństwo upływu terminu przedawnienia roszczenia o naprawienie szkody na osobie wcześniej niż szkoda ta się ujawniła, a więc na przykład tych roszczeń, których nie objęto “pierwotnym” pozwem przeciwko szpitalowi i ubezpieczycielowi.

Pomimo braku ryzyka przedawnienia roszczeń dopuszczalne jest jednak ustalenie w sentencji wyroku odpowiedzialności sprawcy szkody za szkody mogące powstać w przyszłości z tego samego zdarzenia. Złagodzenie skutków upływu terminu przedawnienia nie wyeliminowało bowiem ryzyka późniejszych trudności dowodowych.

Sąd Najwyższy przyznał wielokrotnie, że kolejny proces odszkodowawczy w związku z ujawnieniem się kolejnych szkód może toczyć się po wielu latach od wystąpienia zdarzenia wyrządzającego szkodę.  Wówczas jednak mogą się pojawić po stronie poszkodowanego, na którym spoczywa obowiązek udowodnienia wszystkich przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej, trudności dowodowe. Ustalenie odpowiedzialności na przyszłość zwalnia poszkodowanego z obowiązku udowodnienia istnienia wszystkich przesłanek odpowiedzialności podmiotu, na którym ta odpowiedzialność ciąży.

Poszkodowany będzie musiał udowodnić jedynie istnienie związku przyczynowego pomiędzy zdarzeniem sprawczym a kolejną nowo powstałą szkodą oraz rozmiar tej szkody.

Jak to wygląda w praktyce?

Jeden z moich klientów doszedł do wniosku, że konieczny jest zakup nowego samochodu (w miejsce poprzedniego), przystosowanego do transportu osoby na wózku, wybudowanie zewnętrznej windy oraz dostosowanie mieszkania, które zajmuje na I piętrze domu jednorodzinnego, do potrzeb niepełnosprawnego, kilkunastoletniego dziś syna.  Zaczął gromadzić odpowiednią dokumentację, w tym budowaną. Pamiętał, że będziemy musili wykazać, że nie jest to fanaberia i zwykły remont, tylko niezbędne prace, które ułatwią codzienne funkcjonowanie niepełnosprawnego dziecka. Mieliśmy udokumentowany stan wyjściowy (nawet dokumentację zdjęciową), zapytania ofertowe (aby udowodnić, że nie przepłaciliśmy za urządzenie windowe i robociznę), a  następnie umowy i faktury i dowody zapłaty. Sama potrzeba przemieszczania się samochodem i korzystania z windy nie budziła większych wątpliwości, bo chłopiec, choć porusza się na wózku, uczęszcza do szkoły w sąsiedniej miejscowości.

Szpital, do którego wystosowaliśmy wezwanie do zapłaty, powołując się na wyrok, przystąpił (trzeba przyznać, że nie bez lekkiego zdziwienia na początku) do negocjacji i zawarliśmy ugodę. Wysokość szkody udowodniliśmy w rozmowach z łatwością, podobnie jak samą potrzebę wydatków i to, że są one spowodowane stanem chłopca (za który odpowiada szpital).

W podobnych sprawach trzeba jednak pamiętać, że szpital nie ma obowiązku uznania takich roszczeń bez procesu. Przygotowując się na walkę w sądzie trzeba mieć więc świadomość, że czasem niezbędne będą opinie biegłych, którzy rozstrzygną, czy np. dany sprzęt rehabilitacyjny czy specjalistyczne wyposażenie są odpowiednie w sytuacji danego poszkodowanego pacjenta i czy zapłacone ceny są rynkowe. I tak jednak będzie łatwiej, bo pacjent już nie musi ponownie udowadniać, że za jego stan zdrowia (i nowe potrzeby) odpowiada szpital.

Podsumowując: mając ustaloną w wyroku odpowiedzialność na przyszłość, będziemy mogli nieco łatwiej uzyskać rekompensatę za szkody, które powstaną w majątku poszkodowanego pacjenta już po wydaniu wyroku, czy to w sądzie, czy bez sądu. To drugie, jeśli oczywiście szpital pójdzie po rozum do głowy i przystąpi do negocjacji zanim skierujemy przeciwko niemu kolejny pozew.