Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak pisze dr Michał Strus na IG: “Wielu rzeczy w położnictwie się boję, ale atonia macicy to ścisły położniczy top moich lęków”. Nie ma się co dziwić. Krwotok położniczy i atonia mięśnia macicy stanowią powikłanie groźne dla życia rodzącej kobiety. Z tego powodu kładzie się nacisk na prawidłowe rozpoznanie czynników ryzyka wystąpienia atonii oraz wdrożenie właściwego postępowania profilaktycznego. 

Przykładem porodu powikłanego atonią macicy jest wstrząsająca sprawa śmierci dziecka podczas porodu i krótko potem – na skutek krwotoku położniczego i atonii macicy – jego matki. Ta sprawa już jakiś czas temu trafiła na wokandę sądu cywilnego, a ku końcowi zmierza też powoli postępowanie przygotowawcze prowadzone przez prokuraturę.

Krwotok położniczy

Przebieg tych tragicznych wydarzeń był następujący. Podczas akcji porodowej pacjentka straciła ponad litr krwi. Już w trakcie szycia krocza zaczęła omdlewać. Lekarz wykonał instrumentalną kontrolę jamy macicy i założył szwy na pękniętej szyjce macicy. Zszył również nacięte krocze. Niedługo potem u pacjentki zaczęły występować postępujące duszności i zaburzenia świadomości. Rósł poziom d-dimerów, a badanie morfologiczne potwierdzało, że pacjentka się wykrwawia. Straciła przytomność, weszła we wstrząs krwotoczny. 

Wstrząs krwotoczny i zatrzymanie krążenia

Wkrótce potem u pacjentki po raz pierwszy doszło do zatrzymania krążenia. Po skutecznej reanimacji przywrócono krążenie. Pacjentka została zaintubowana, oddychała z pomocą respiratora. Wykonane niedługo potem badanie gazometryczne pokazało, że u pacjentki występuje głęboka kwasica. 

Lekarz zaobserwował utrzymujące się ciągłe krwawienie z macicy krwią ciemną i płynną. Założył dodatkowe szwy i wykonał tamponadę z trzech chust operacyjnych. Krwotok położniczy jednak nie ustawał i godzinę później stan pacjentki był już krańcowo ciężki. Morfologia cały czas spadała. Kwasica się pogłębiała. Niedługo potem u pacjentki doszło do kolejnego NZK (nagłego zatrzymania krążenia) w mechanizmie ostrej bradykardii. 

OIOM – czyli kiedy przekazać pacjentkę z atonią?

Czynności resuscytacyjne trwały pół godziny, ponownie zakończyły się przywróceniem czynności życiowych i zaczęto uzgadniać przekazanie pacjentki na oddział intensywnej terapii innego szpitala. Zespół transportowy odmówił jednak transportu z uwagi na zbyt ciężki stan chorej. 

Nad ranem lekarz dyżurny podjął decyzję o przeprowadzeniu operacji wycięcia macicy bez przydatków. Wskazaniem do operacji był krwotok położniczy i wstrząs krwotoczny po odklejeniu łożyska oraz zespół DIC. W chwili przystąpienia do operacji stan pacjentki był krytyczny. Wystąpiła ciężka niewydolność wielonarządowa, niewydolność krążenia i oddychania. 

Pacjentka przeżyła operację, ale wkrótce po jej zakończeniu po raz trzeci nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia.  W niespełna dobę po urodzeniu martwej córki zespół reanimacyjny podjął decyzję o zaprzestaniu czynności reanimacyjnych. Stwierdzono zgon. 

Ocena biegłych i prokuratury

Prokuratura jest na końcowym etapie postępowanie przygotowawczego. Lekarze opiekujący się pacjentką usłyszeli zarzuty o popełnienie czynów z art. 160 § 2 kk i art. 155 kk*, czyli że:

działając wbrew ciążącemu na nich obowiązkowi należytej staranności wynikającej z art. 4 Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty zaniechali skutecznych działań zmierzających do przeprowadzenia natychmiastowej histerektomii mającej na celu usunięcie źródła krwawienia pomimo bezwzględnych wskazań do tego zabiegu wynikających ze standardu postępowania w leczeniu DIC. Zwłoka w usunięciu macicy doprowadziła do sytuacji, że pacjentki nie zdołano uratować. 

Postępowania karne i cywilne są w toku. Wiadomo jednak, że w przypadku pacjentki występowały czynniki ryzyka atonii mięśnia macicy. Nie wdrożono żadnej profilaktyki. Późniejsze postępowanie też było niezgodne ze standardem postępowania w krwotoku położniczym. 

Schemat postępowania w krwotoku położniczym i atonii

Czas skutecznego zahamowania krwotoku poprzez usunięcie macicy ma kluczowe znaczenie dla życia kobiety.

Po niepowodzeniu próby przyczynowego leczenia zachowawczego, postępowanie chirurgiczne w przypadku krwotoku poporodowego powinno wyglądać tak**: 

  • należy założyć na macicę szwy hemostatyczne (uraz) lub kompresyjne (atonia),
  • należy ograniczyć dopływ krwi do macicy, podkłuwając naczynia doprowadzające (tętnice maciczne, gałązki jajnikowe tętnic jajowodowych, tętnice biodrowe wewnętrzne),
  • po wyczerpaniu wszelkich metod wymienionych powyżej należy wykonać okołoporodowe usunięcie macicy z pozostawieniem jajników; 
  • preferowaną, bardziej skuteczną metodą jest wykonanie całkowitej histerektomii;
    w wybranych przypadkach (np. mniejsze doświadczenie operatora) – dopuszczalna jest amputacja trzonu, jako działanie pierwszorzutowe.

Wytyczne

Zgodnie z wytycznymi RCOG (Royal College of Obstetricians and Gynaecologists)
z 2009 r. w przypadku krwotoku poporodowego subtotalne lub totalne usunięcie macicy, chociaż powinno stanowić krok ostateczny, w razie zagrożenia życia pacjentki należy wykonać bez wahania. 

 

Krwotok poporodowy nie jest niebezpieczny –niebezpieczna jest opieszałość w jego leczeniu.” (prof. Jan Oleszczuk)  

W opisanej sprawie kilkugodzinne opóźnienie w podjęciu decyzji o histerektomii kosztowało życie pacjentki.  

 

 

 

 

*Art.  160.  [Narażenie człowieka na niebezpieczeństwo]

§  1.  Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,

podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§  2.  Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo,

podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Art.  155.  [Nieumyślne spowodowanie śmierci]

Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka,

podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

**Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 9 listopada 2015 r. w sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu okołoporodowej opieki położniczo-ginekologicznej, sprawowanej nad kobietą w okresie ciąży, porodu, połogu, w przypadkach występowania określonych powikłań oraz opieki nad kobietą w sytuacji niepowodzeń położniczych

 

Poprosiłam znajomych położników o wypowiedź na temat:

„5 najczęstszych sytuacji/zdarzeń/błędów podczas prowadzenia porodu, które odpowiadają za ciężki stan urodzeniowy dziecka, i jak ich uniknąć”.

Pomyślałam, że może to być jak lustrzane odbicie sytuacji rodzącej. Jeśli wiemy co może pójść nie tak ze strony lekarza czy położnej, możemy się – jako pacjentki – spróbować przed tym uchronić.

I wiesz co? Odpowiedzi mnie nie zaskoczyły. Dlaczego? Bo w 100 % pokrywają się z moimi spostrzeżeniami z procesów o błędy przy porodzie. O części jednak – będących trochę “kuchnią” wykonywanego zawodu – nie wiedziałam.  Przeczytaj pierwszą wypowiedź. W kolejnych postach będę publikować pozostałe.

Dziękuję położnikom, którym nie jest wszystko jedno, i którzy każdego dnia udowadniają, że przedkładają dobro pacjentki i jej dziecka nad swoje. Dziękuję też za ich szczere wypowiedzi na łamach mojego bloga. Są anonimowe, bo jak to ujął jeden z nich: “– I tak mnie już ledwo tolerują w pracy.Wolę anonimowo. Żeby mi noża w plecy koledzy nie wsadzili na parkingu.*

***

Wywiad położniczy

Dobrze zebrany wywiad położniczy oceniający przedporodowe czynniki ryzyka może mieć ogromny wpływ na to, jak przebiegnie poród. Wielokrotnie spotykałem się z sytuacja, gdzie nie wiedzieliśmy o tym, że pacjentka np. przeszła operacje wyłuszczenia mięśniaka macicy z otwarciem jamy macicy, co stanowi wskazanie do cięcia. Niedopatrzenie powodowało błędną pierwotnie kwalifikację pacjentki do porodu naturalnego. Efektem było pęknięcie macicy. Ciekawe rozwiązanie takiego problemu panuje w Niemczech. Pacjentka na 3 miesiące przed porodem jest przyjmowana w systemie szpitalnym. Zbierany jest dokładny wywiad. Oceniane czynniki ryzyka. Jest czas na konsultacje.

Brak nadzoru nad dobrostanem płodu

Pomimo jasnych kryteriów co do konieczności stałego monitorowania KTG przy użyciu farmakologicznych metod indukcji czy zastosowaniu znieczulenia regionalnego, wielokrotnie, szczególnie w małych szpitalach, jestem świadkiem braku nadzoru KTG.

Brak wiedzy lekarza i położnej

Brak odpowiedniej wiedzy, regularnych szkoleń i ćwiczeń zarówno oceny parametrów potwierdzających dobrostan płodu (KTG), jak i postępowania w przypadku wystąpienia powikłań. Wielokrotnie jestem świadkiem sytuacji, gdzie prawidłowy zapis KTG jest kwalifikacją do cięcia cesarskiego i odwrotnie: ciężkie, powtarzające się, późne deceleracje U- kształtne uznawane są za normę.

Ciężki stan urodzeniowy noworodka

Ciężki stan urodzeniowy noworodka

Jeden z takich przypadków dotyczył sytuacji, w której po 40 minutach ciężkich deceleracji płód wszedł w tachykardię z oscylacją milczącą 200 ud/min. Zespół uznał, że tętno się wyrównało… Nie zareagował. Dziecko urodzilo się po 40 minutach w ciężkiej zamartwicy. Nadal nie potrafimy rozpoznać zagrożenia.

Brak doświadczenia (ćwiczeń)

W Polsce nie ma ćwiczeń określonych procedur: dystocja barkowa, wypadnięcie pępowiny, krwotok poporodowy. W sytuacji, gdy na powikłanie nakłada się stres i emocje, tracimy jasność umysłu i trzeźwość podejmowania decyzji. Szkolenie, nagrywanie, pokazywanie gdzie był błąd, stwarza większą szansę na jego uniknięcie i opanowanie sytuacji kryzysowej. Wiele przypadków dystocji barkowej generuje sam personel medyczny. Gdy tylko rodzi się główka, w przekonaniu personelu należy jak najszybciej urodzić płód. Nie daje się czasu na rotację, zwrot zewnętrzny, a za to indukuje się siłowo dystocję, ciągnąc za główkę.

Przebieg specjalizacji lekarzy

Ogromnym problemem jest słabe wyszkolenie pierwotne. Spotkałem się z lekarzami, którzy mają specjalizację z położnictwa i ginekologii, a nigdy nie odebrali porodu, nigdy nie robili cięcia, nie szyli krocza. Jest mi niezmiernie przykro to powiedzieć, ale większość staży i szkoleń jest załatwianych na zasadzie “nie martw się, pracuj a ja załatwię pieczątkę”. Nie ma żadnego nadzoru merytorycznego nad procesem kształcenia. Nie ma nadzoru nad procedurami, znajomością których powinien wykazać się lekarz specjalista.

Młody lekarz pracując tylko w jednym ośrodku nasiąka schematami stosowanymi jedynie w tym szpitalu, w tym tymi błędnymi.  W UK w toku specjalizacji lekarz pracuje w 10-12 szpitalach. Jeśli nie opanował określonej umiejętności, nie idzie dalej.

Sydrom boga

Wschodni upór, przekonanie o własnej nieomylności, brak dialogu z zespołem prowadzi do dramatów. Jeśli mamy rekomendacje co do użycia zabiegu Kristellera, Vacuum czy kleszczy, należy się do nich stosować.

Pamiętam pacjentkę, stan po cięciu cesarkim. W II okresie porodu ze względu na bradykardię i ustanie czynności skurczowej (znak ostrzegawczy pękniętej macicy) doktor używając siły całego ciała pchał pseudo-Kristellera przez 20 minut. Dziecko urodzono na Apgar 0,  gazometria 6.7. Reanimacja na Apgar 1. I zgon dziecka chyba w 10 dobie. Matka z urwaną macica. Przewieziona transportem lotniczym do nas. Ta sytuacja nie powinna mieć miejsca. Wydaje się, że wynikała z zacietrzewienia i chęci udowodnienia, że “damy radę urodzić naturalnie”.

Brak analizy błędu medycznego

W Polsce brakuje uczciwej oceny przez zespół popełnionego błędu przy porodzie. Jest on najczęściej zamiatany pod dywan. Błędy były, są i będą. Ale w mojej opinii należałoby dokładnie z calym zespołem przeanalizować zaistniałą sytuację. Uświadomić sobie, w którym miejscu popełniono błąd. I postarać się przeciwdziałać każdej takiej kolejnej sytuacji.

Podam przykład. W szpitalu nie rozpoznano ciężkich zaburzeń elektrolitowych u ciężarnej. Poziom sodu 111. Brak rozpoznania problemu i błędne wyrównywanie – doprowadziło do ciężkiego kalectwa pacjetki. Czy w związku z tym w szpitalu odbyło się szkolenie z zakresu zaburzeń wodno – elektrolitowych. Nie.

Wina organizacyjna szpitala

Ostatnim elementem, jaki mi się nasuwa, to organizacja pracy. Opiszę sytuację, której efektem jest to, że jako szpital płacimy odszkodowanie.

Pacjentka została przyjęta ze względu na słabe ruchy płodu i wątpliwości w zapisie KTG. Dyżurny z Izby  Przyjęć powiadomił szefa dyżuru i Trakt Porodowy, że taka pacjentka do nich idzie. Ale… W tym czasie szef dyżuru został wysłany do operacji. A pacjentka została omyłkowo posadzona na innym piętrze przez personel średni, a nie zaprowadzona na Trakt. Znalazła się po 2 godzinach. Dziecko już nie żyło. Lekarz Izby powiadomił i przekazał. Lekarz dyżurny Traktu wiedział, ale poszedł pilnie operować przekazując położnym, że przyjdzie pacjentka, której należy podłączyć zapis KTG. Ale nie doszła i nikt się tym nie zainteresował…. Dopiero, gdy lekarz skończył operację, zaczął szukać pacjentki. I nadal ta sytuacja nie jest rozwiązana. Niby proste przekazanie pacjenta. A jednak organizacyjnie polegliśmy.

CDN

***

Inne wypowiedzi i moje rozmowy z medykami, którzy nie boją się mówić, o kulisach wykonywanego zawodu, znajdziesz tutaj:

“Rozmowa o błędach medycznych z lekarzem, któremu nie jest wszystko jedno” – wywiad z ortopedą

Biegły medyk sądowy – wywiad z patologiem o tym, jak wyglada sekcja zwłok i wielu innych ciekawych aspektach pracy medyka sądowego

“Zdarzenie niepożądane – wywiad z diagnostą laboratoryjnym”

Wywiad z położnikiem. Szpital położniczy w dobie koronawirusa”.

*z kontekstu wypowiedzi jasno wynikało, że z tym nożem to hiperbola (mam nadzieję)

Mama Zosi powiedziała mi, że dzisiaj, kiedy wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach ostatecznie zakończył wszystkie postępowania w tej sprawie, może wreszcie przeżyć żałobę po śmierci swojej sześciomiesięcznej córeczki. Zosia zmarła 6 marca 2015 roku.

Sąd Apelacyjny oddalił dziś w całości apelację pozwanego szpitala od wyroku Sądu Okręgowego. Przyznał rację rodzicom, rodzeństwu i babci zmarłego w szpitalu dziecka. Udowodniliśmy, że przyczyną śmierci Zosi był błąd pielęgniarki. To ona, podając dziewczynce leki, pomyliła wejścia. Rozdrobione w płynie leki, zamiast podać do żołądka dziecka przez sondę nosowo-żołądkową, wstrzyknęła do wenflonu, dożylnie.

Wysokie zadośćuczynienie w sprawie o błąd

Sąd potwierdził stanowisko Sądu I instancji, że  – w okolicznościach sprawy –  kwota 250 tys. zł.  dla każdego z rodziców i po 50 tyś. zł.  dla rodzeństwa Zosi i babci Zosi jest odpowiednim  zadośćuczynieniem za śmierć osoby bliskiej. I że nie można uznać – jak argumentują często pełnomocnicy ubezpieczycieli i podmiotów leczniczych  – że jest rażąco zawyżona czy też prowadzi do wzbogacenia się bliskich zmarłego dziecka…

To na pewno nie są niskie sumy. Zwykle w podobnych przypadkach – jeśli w ogóle można mówić o  chociaż w części zbliżonych sprawach o błąd medyczny – sądy zasądzają 150-200 tys. zł. zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej. Jeśli więc zastanawiamy się, czy to wyjątkowy wyrok to tak, jest wyjątkowy. Wyjątkowo wysokie zadośćuczynienie. Odpowiednie jednak do okoliczności śmierci dziecka, które stały się – jak napisał w uzasadnieniu Sąd Okręgowy – źródłem udręczeń moralnych.

Błąd pielęgniarki – niemyślne spowodowanie śmierci

W międzyczasie sprawa została rozstrzygnięta na drodze karnej. W dniu 25 czerwca 2020 r. zapadł wyrok karny w I instancji, a 6 listopada 2020 r. w II instancji (po apelacji obrońców). Pielęgniarka została uznana winną nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka.

Także w tamtym procesie (karnym) reprezentowałam wraz z mec. Andrzejem Kuschem rodziców Zosi. Działali oni w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Pozwoliło nam to aktywnie wpływać na bieg procesu: przesłuchiwać świadków i  biegłych, zgłaszać inne wnioski dowodowe. Dzięki modelowej współpracy z prokuraturą udowodniliśmy, że w przedmiotowej sprawie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci (art. 155 k.k.), a nie tylko do bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 k.k.), o co pielęgniarka była pierwotnie oskarżona. Sąd zmienił kwalifikację prawną czynu w toku procesu na surowszą.

Oskarżonej wymierzono początkowo karę 2 lat pozbawienia wolności, z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 5 lat próby. Na oskarżoną nałożono także karę grzywny oraz środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu na okres 5 lat. Dodatkowo oskarżoną obciążono kwotą około 50 tys. zł kosztów procesu, która to kwota wynika w znacznej mierze z długotrwałości procesu i ilości rozpraw. Pisałam o tym w poście: “Wyrok karny – pielęgniarka skazana”.

Sąd odwoławczy jedynie częściowo zmienił ten wyrok: skrócił okres próby (warunkowego zawieszenia kary pozbawienia wolności) z 5 do 3 lat i uchylił zakaz wykonywania zawodu. 

Dwie strony medalu

Dużo w tym poście piszę o tym, jak ukarano pielęgniarkę, która popełniła błąd i jakie konsekwencje poniósł szpital, który ją zatrudnia. Warto – dla dopełnienia obrazu – poznać jeszcze punkt widzenia rodziców zmarłej dziewczynki. List otwarty mamy Zosi przeczytasz tutaj:  https://bladprzyporodzie.com/blad-pielegniarki-list-z-potrzeby-serca/

Ps. Zasądzone w omawianej sprawie kwoty wypłaci ubezpieczyciel szpitala. Dodaję tę informację na marginesie, na wypadek komentarzy, że “to z naszych podatków”.

Sąd Okręgowy w Katowicach

Sąd Okręgowy w Katowicach

Pęknięcie krocza – i co robić dalej?

Jolanta Budzowska20 stycznia 20212 komentarze

Do uszkodzenia krocza (określanego też jako „pęknięcie krocza”) dochodzi w ponad 20 % porodów drogami natury.  Na szczęście, tylko w niewielkiej części są to najpoważniejsze urazy. W zasadzie nie ma „złotej metody” zapobiegania pęknięciu podczas porodu. Najważniejsze jest wczesne rozpoznanie i leczenie, od razu po porodzie.  

Śródporodowe pęknięcie krocza może mieć cztery stopnie rozległości: 

• I – pęknięcie pochwy i skóry krocza bez naruszenia mięśni ani powięzi krocza; 

• II – pęknięcie pochwy, krocza i mięśni dna miednicy; 

• III – pęknięcie obejmuje zwieracz zewnętrzny odbytu bez uszkodzenia śluzówki odbytu; 

• IV – pęknięcie obejmuje ścianę odbytnicy.

Skutki pęknięcia krocza

Najpoważniejszymi konsekwencjami takiego uszkodzenia, głównie pęknięcia krocza III i IV stopnia są:

• przetoki, 

• nietrzymanie moczu, stolca, gazów, 

• spadek jakości życia seksualnego.

Urazy III i IV stopnia krocza według standardów postępowania powinny być zaopatrzone przez doświadczonego lekarza z odpowiednimi kwalifikacjami i umiejętnościami. Biegli twierdzą wręcz, że najlepiej, jeśli zrobi to chirurg w znieczuleniu w warunkach sali operacyjnej. 

Ważne!

Po urazie pacjentka powinna zostać poinformowana przez lekarza i położną o tym, jak ma postępować w pierwszych dniach po urazie, o odpowiedniej pielęgnacji, odżywaniu.

Pacjentkę należy też skierować na wizytę kontrolną u chirurga proktologa. 

Prawidłowa diagnoza pęknięcia krocza

Niestety, nadal się zdarza, że okołoporodowe uszkodzenie krocza nie zostanie właściwie zdiagnozowane. W jednej z naszych spraw lekarz uznał, że doznany przez powódkę uraz okołoporodowy to uszkodzenie krocza II stopnia, a więc obejmujący jedynie mięśnie krocza. A pęknięcie było III stopnia! Uraz III stopnia to uraz krocza oraz kompleksu zwieraczy. Podczas oględzin doznanego przez pacjentkę urazu okołoporodowego oraz oceny stopnia uszkodzenia krocza nie sprawdzono kurczliwości zwieracza odbytu. Sprawdza się to poprzez badanie per rectum, z wydaniem pacjentce polecenia zaciskania zwieracza. W przypadku dalszych ewentualnych wątpliwości, potwierdzenie lub wykluczenie uszkodzenia zwieraczy odbytu byłoby również możliwe w transrektalnym badaniu USG.  

Ryzyko pęknięcia krocza

Zgodnie z wytycznymi Royal College of Obstetricians and Gynaecologists nr 29 z czerwca 2015 r. dotyczącymi postępowania w przypadku pęknięcia krocza III lub IV stopnia: „Wszystkie kobiety rodzące drogą pochwową są obciążone tym lub izolowanych uszkodzeń odbytnicy typu „dziurka od guzika”. Kobiety te powinny zatem zostać dokładnie zbadane, również przez odbyt, w celu oceny stopnia uszkodzenia (szczególnie przed operacją naprawczą).” 

Położna na wagę złota

W opisywanym przypadku prawidłową, wstępną diagnozę postawiła dopiero położna. Co ciekawe:  jedynie na podstawie tego co zobaczyła, badając pacjentkę. Pęknięcie krocza III stopnia – a więc również uszkodzonych w trakcie porodu zwieraczy odbytu – powinno jednak zostać zaopatrzone chirurgicznie już w trakcie zaopatrywania naciętego i pękniętego w trakcie porodu krocza.

Takie postępowanie daje najlepsze wyniki odległe w wydolności zwieraczy, a więc w utrzymywaniu gazów i stolca. Im szybciej zostanie wykonana rekonstrukcja, tym rokowania są lepsze. Rekonstrukcję najbezpieczniej jest wykonać w ciągu 6-8 godzin od urazu. Istotny zatem jest czas. 

Odszkodowanie za pęknięcie krocza?

Opóźnienie w prawidłowej diagnozie i we właściwym zaopatrzeniu uszkodzenia zwieraczy odbytu to dramat dla matki. Jak cieszyć się macierzyństwem, gdy stan własnego zdrowia paraliżuje fizycznie i psychicznie, i wręcz uniemożliwia opiekę nad noworodkiem? Czas, który powinien być poświęcony sobie i dziecku trzeba przeznaczyć na zabiegi rekonstrukcyjne. Niezbędna jest czasochłonna rehabilitacja uroginekologiczna, konsultacje psychologiczne.  W takich przypadkach warto sprawdzić, czy nie należy Ci się zadośćuczynienie i zwrot poniesionych kosztów leczenia i rehabilitacji. Zapraszam do kontaktu, chętnie odpowiem na Twoje pytania.

O problemie pęknięcia krocza przeczytasz także w poście: „Pęknięcie krocza przy porodzie: powikłanie czy błąd lekarza”, a o prowadzonych przez moją kancelarię podobnych sprawach tutaj: „Okołoporodowe uszkodzenie krocza”. 

Niska nawiązka za zbyt ciasny gips

Jolanta Budzowska05 stycznia 2021Komentarze (1)

Zbyt ciasny gips założony u młodego piłkarza po wypadku na boisku stał się przyczyną jego kalectwa. Po prawidłowo przeprowadzonej operacji lekarz nie kontrolował stanu kończyny pod gipsem. I to nawet wtedy, gdy u pacjenta wystąpiła wysoka gorączka. A wystarczyłoby rozciąć gips… W relacjach prasowych z procesu karnego dominowały głosy oburzenia, że nawiązka w wysokości 30 tys.zł., jaką obciążył lekarza sąd, to zbyt niskie odszkodowanie dla pacjenta. Oczywiście, że tak. Tyle, że proces karny nie do tego służy.

Martwica pod zbyt ciasno założonym gipsem

Nierozpoznana w porę martwica pod zbyt ciasno założonym gipsem była też podstawą zarzutów w jednej z moich spraw. Chłopiec urodził się z wadą wrodzoną: stopą końsko-szpotawą. Stopa końsko-szpotawa jest drugą po zwichnięciu stawu biodrowego najczęściej spotykaną wadą wrodzoną u dzieci. Etiologia powstania tej wady nie jest do końca znana, ale często ma podłoże genetyczne. W leczeniu – czy to operacyjnym, czy nieinwazyjnym – stosuje się opatrunek gipsowy.

Dziecko, mając roczek, przeszło operację korekcji stopy. Niestety, po operacji założono zbyt ciasny gips, co było początkiem tragedii. Ostatecznie doszło do amputacji stopy. Dwaj lekarze odpowiedzialni za leczenie pooperacyjne, zostali oskarżeni przez prokuraturę o niezachowanie należytej ostrożności w przebiegu leczenia stopy końsko-szpotawej.

Zbyt ciasny gips – niedokrwienie stopy

Sąd karny ustalił, że lekarze zlekceważyli objawy wskazujące na możliwość wystąpienia niedokrwienia stopy. Brak kontroli ukrwienia stopy pod – jak się okazało – zbyt ciasno założonym gipsem spowodował martwicę skóry, tkanek miękkich oraz układu kostno- stawowego. Lekarze zostali skazani na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. W stosunku do jednego z nich dodatkowo orzeczono środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu lekarza na okres 1 roku.

Nawiązka za błąd medyczny

Sąd karny nie zasądził na rzecz dziecka nawiązki. Czy mógł tak zrobić? Oczywiście, bo o odszkodowanie i zadośćuczynienie na rzecz dziecka wytoczyliśmy osobny proces, cywilny. Gwarantowało to uzyskanie dla poszkodowanego chłopca pełnej rekompensaty. Dziecko nosi protezę, ma ograniczenia w zakresie poruszania się oraz uprawiania sportu. Wymaga pomocy osób trzecich w codziennym funkcjonowaniu, stałej rehabilitacji, pozostaje pod opieką lekarzy. Należało mu się wysokie odszkodowanie za błąd medyczny. Wyższe, niż wywalczylibyśmy w procesie karnym.

Nawiązka

Nawiązka to tzw. środek kompensacyjny. Zgodnie z art. 46 § 2 k.k. sąd może orzec nawiązkę w wysokości do 200 tys. zł. na rzecz pokrzywdzonego lub osoby najbliższej, jeśli pokrzywdzony umrze. W przypadku gdy zasądzona nawiązka na rzecz pokrzywdzonego nie pokrywa całości strat lub zadośćuczynienie nie jest wystarczające, pokrzywdzony może dochodzić swoich roszczeń w postępowaniu cywilnym.

Odszkodowanie za amputację

W postępowaniu cywilnym sąd zasądził od szpitala i jego ubezpieczyciela wysokie odszkodowanie za błąd medyczny. Chłopiec otrzymał 400 tys. zł. zadośćuczynienia za spowodowanie u dziecka rozstroju zdrowia i uszkodzenia ciała, 50 tys. zł. za naruszenie praw pacjenta, 120 tys. zł. odszkodowania i wysoką miesięczną rentę. Nota bene, mimo, że proces o odszkodowanie rozpoczął się kilka lat po skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko lekarzom, to skończył się niemal w tym samym czasie.

Przebieg postępowania karnego i cywilnego w sprawie reprezentowanego przez nas chłopca pokazuje, że brak nawiązki albo – na pozór – niska nawiązka w sprawie karnej o błąd medyczny to nic niecodziennego. Dlatego trochę dziwi mnie fakt, że w relacjach prasowych na temat niepełnosprawności młodego piłkarza nie ma słowa o tym, czy starał się o odszkodowanie za nierozpoznanie martwicy pod zbyt ciasno założonym gipsem. Teraz, kiedy zapadł wyrok karny, jest to oczywiście jeszcze łatwiejsze. Mam jednak nadzieję, że nie czekał na wyrok karny 12 lat pozostając bez środków na rehabilitację i leczenie. Być może po prostu w artykule nie zawarto informacji na temat odszkodowania: “Młody piłkarz przez błąd lekarski stał się niepełnosprawny”.