Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Grudniowe szczęście w nieszczęściu

Jolanta Budzowska02 grudnia 2019Komentarze (0)

Ilość rozpraw wyznaczonych na listopad i grudzień, powoduje, że nie mam ostatnio czasu na nic innego jak podróże pomiędzy sądami okręgowymi. Warszawa, Tarnów, Gliwice, Lublin, Katowice… Krakowa nie liczę, bo to prawie jak w domu;) Takie nagłe przyśpieszenie w sądach bierze się prawdopodobnie stąd, że jeśli jakaś sprawa nadaje się „do skończenia”, to lepiej ją skończyć w grudniu, niż w styczniu. Dotyczy to szczególnie procesów o błąd podczas porodu. W nich niemal z założenia sędziowie są “pod kreską”. Trwają o wiele dłużej niż mogłyby, a wszystkiemu winny system opiniowania przez biegłych. Parafrazując więc słynne zdanie ze skeczu „Ucz się Jasiu”, można podsumować: „praw statystyki pan nie zmienisz”.

Nie ma w tym jednak nic złego. A nawet kumulacja wygranych procesów o błędy medyczne sprawia, że w okresie przedświątecznym mamy w kancelarii szczególnie dobre nastroje:) Dobrze jest przecież wkroczyć w nowy rok ze wzmocnioną ostatnimi wygranymi wiarą, że gdzieś tam na końcu wieloletniej walki o zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd podczas porodu poszkodowane dziecko i jego rodzice mogą liczyć na sprawiedliwe rozstrzygnięcie.

Brak postępu porodu

Taki właśnie wyrok zapadł w ostatnim tygodniu w sprawie błędów w prowadzeniu porodu w jednym ze powiatowych szpitali na Pomorzu. Głównym naszym zarzutem było to, że najpierw zbyt długo obserwowano słabą, nieregularną akcję skurczową macicy. A kiedy wreszcie rozpoznano brak postępu porodu, to w zasadzie lekarz nie zrobił nic, żeby doprowadzić do szczęśliwego urodzenia dziecka.  W aktach sprawy brak danych z zapisu KTG.  Z pewnością nie wykonano badania USG. Nie zastosowano też wlewu z oksytocyną.

Położna przy porodzie, lekarz w dyżurce

Tętno dziecka spadało, położna była przy rodzącej, ale – co oczywiste – to do decyzji lekarza należało wykonanie cięcia cesarskiego w trybie nagłym, o ile główka dziecka nie była ustalona w kanale rodnym. Jeżeli główka już byłaby ustalona, to należało zastosować pilnie kleszcze położnicze lub wyciągacz próżniowy (vacuum). Metody te pozwoliłyby na natychmiastowe urodzenie płodu i zakończenie stanu niedotlenienia. Położna skontaktowała się z lekarzem dyżurnym, relacjonując mu sytuację rodzącej. Lekarz jednak odpowiedział, że „nie mam zamiaru spędzić całej nocy na porodówce”, i na sali porodowej się nie pojawił.

Niedotlenienie okołoporodowe

Dziecko urodziło się dopiero po zmianie dyżurnych. Lekarz dyżurny z nowej zmiany podjął decyzję o nacięciu krocza powódki. Po przeprowadzeniu tego zabiegu na świat przyszła dziewczynka. Urodziła się w ciężkiej zamartwicy, bez akcji serca oraz bez samodzielnego oddechu. W skali Apgar ocenianej w 1 minucie życia otrzymała 0 punktów. Przeprowadzono akcję resuscytacyjną. Dziś dziewczynka cierpi na MPD, dla neurologów nie budzi wątpliwości, że zmiany w jej mózgu to „stan po niedotlenieniu okołoporodowym”.

Wyrok

W wydanym wyroku sąd przyznał dziewczynce 1.050.000, 00 zł. zadośćuczynienia za błąd podczas porodu i naruszenie jej praw pacjentki, a także ponad 100.000 zł. odszkodowania. Szpital do końca życia będzie też płacił rentę, obecnie blisko 8.000 zł. miesięcznie. W razie wzrostu wydatków renta może być podwyższona.  Zadośćuczynienie za naruszenie jej własnych praw jako pacjentki otrzyma też matka dziecka: 50.000 zł.

Święta tej rodziny upłyną w tym roku już w spokoju, mąconym może jedynie myślą, że szpital z pewnością nie złoży broni. Apelacja ze strony szpitali jest regułą, ale i tak cieszy, że do końca sprawy, po 5 latach procesu, mamy bliżej, niż dalej.

Grudniowy Londyn

Grudniowy Londyn

P.s. Ilustracja to przygotowujący się do świąt Londyn, gdzie ostatnio miałam przyjemność wygłaszać wykład dla brytyjskich prawników zajmujących się odszkodowaniami za szkody na zdrowiu.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Dziękuję Panu Michałowi (nie brał Pan udziału w konkursie?) za przypomnienie, że czas podać rozwiązanie konkursu z 6 października br. – testu z wpisu pt. “Dokumentacja medyczna”.

Oto rozwiązanie:

Rzecznik Praw Pacjenta zobowiązał lekarza do

a) przeczytania decyzji RPP adresowanej do lekarza,

b) stosowania procedur, które spowodują, że będzie leczył pacjentki zgodnie z aktualną wiedzą medyczną,

c) prowadzenia dokumentacji zgodnie z prawem,

d) odbycia szkolenia z tego, jak prowadzić dokumentację zgodnie z prawem.

 

Zatem, prawidłowa jest odpowiedź:

2) “a,b,c,d”.

Może to zaskakujące, ale Rzecznik Praw Pacjenta ostatnio niesie kaganek oświaty pod strzechy jakoś tak… łopatologicznie. Właściwie, po głębszym zastanowieniu to doceniam, bo przecież jeśli Rzecznik nie zawrze w decyzji obowiązku dokładnego zapoznania się z decyzją przez adresata, to być może lekarz przy sprawdzaniu wykonania powoła się, że “nie doczytał”. Jak nie będzie w decyzji obowiązku odbycia szkolenia, to w kolejnym postępowaniu powie, że nie wiedział (choć powszechnie wiadomo, że nieznajomość prawa szkodzi, a nie pomaga).  I tak dalej.

W innej decyzji stwierdzającej naruszenie praw pacjenta, a adresowanej do szpitala, Rzecznik Praw Pacjenta zawarł też np. obowiązek przeszkolenia położonych w zakresie wykonywania badań KTG, uwzględniając zastrzeżenia biegłych zgłoszone w toku postępowania przed Rzecznikiem. Nałożył też obowiązek niezwłocznego wytwarzania oraz odnotowywania w dokumentacji medycznej wszelkich informacji związanych z udzielanymi świadczeniami zdrowotnymi (skądinąd, taki prawny obowiązek dawno istnieje).

Na szczególne uznanie zasługuje jednak zobowiązanie dyrekcji do zapoznania personelu medycznego Oddziału Położniczego z treścią decyzji Rzecznika – to ma niewątpliwy walor edukacyjny!

Podsumowując, prawidłowej odpowiedzi udzieliła Pani Joanna, Pan Paweł, Pani Beata, zatem wygrywają ex aequo: gratuluję! Proszę o kontakt mailowy na mój mail: j.budzowska@bf.com.pl – umówimy się na kawę czy herbatę:)

Pana L, Panią Aleksandrę, Pana Adriana i Pana Dawida też chętnie poznam osobiście, bo odpowiedzi, choć nietrafione – nie są pozbawione wdzięku i logiki. Ale kawę stawiają Państwo:) Również proszę o kontakt mailowy.

A z Panią Grażyną jesteśmy już pozakonkursowo umówione:)

Dokumentacja medyczna - rozwiązanie konkursu

Do zobaczenia!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Jak uzyskać rentę na zwiększone potrzeby dla dziecka poszkodowane przy porodzie? Jak udowodnić w sądzie okoliczność na pozór oczywistą, że koszty utrzymania dziecka z niepełnosprawnością są nieporównywalnie wyższe do kosztów wychowania zdrowego dziecka? Które wydatki pokryje szpital i ubezpieczyciel – jeśli ponoszą odpowiedzialność za błąd okołoporodowy?

W praktyce nie ma innej drogi, jak sądowa. Tylko proces o odszkodowanie za błąd przy porodzie zapewni dziecku rentę na zwiększone potrzeby. Co prawda, kilka razy zdarzyło mi się, że ubezpieczyciel uznał swoją odpowiedzialność już na etapie postępowania likwidacyjnego, ale to wyjątek, a nie reguła.

Renta na zwiększone potrzeby do wywalczenia w procesie

Kończyło się to i tak wypłatą całej sumy gwarancyjnej z polisy, ale – uwaga – jako zadośćuczynienie za błąd okołoporodowy. A właściwie część zadośćuczynienia. Brzmi dobrze, w praktyce jednak oznacza ni mniej, ni więcej, tylko „wypisanie się” ubezpieczyciela z procesu. Jest to konsekwencja faktu, że jeśli szpital jest ubezpieczony jedynie w ramach obowiązkowego OC (tak, jak w ubezpieczeniach komunikacyjnych), to limit odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń wynosi równowartość 100 tys. euro.

W sprawach, gdy dziecko jest ciężko poszkodowane, gdy dochodzi do czterokończynowego porażenia, ta suma oczywiście jest o wiele za mała. Za resztę zadośćuczynienie, odszkodowanie i wypłatę renty do końca życia dziecka, odpowiada finansowo sam szpital. Z własnego budżetu. O rentę trzeba się więc procesować, najczęściej ze szpitalem. O jaką kwotę powinniśmy wystąpić?

Jak wyliczyć rentę na zwiększone potrzeby chorego dziecka?

Dobre pytanie, bo sądy podchodzą różnie do wyliczeń rodziców. Na rentę dla poszkodowanego pacjenta składają się przede wszystkim koszty opieki. Ustalając koszty opieki, sąd bierze pod uwagę następujące okoliczności:

  • ile godzin dziennie trzeba zajmować się dzieckiem (bywa przecież, że 24h/dobę…)?
  • ile osób musi sprawować opiekę?
  • czy opiekun musi mieć specjalne kwalifikacje (np. czy nie musi to być dyplomowana pielęgniarka)?

Stawka godzinowa za opiekę

Następnie trzeba ustalić odpowiednią stawkę godzinową. Z tym jest największa trudność, bo przecież najczęściej opiekę sprawują rodzice. Można jako punkt odniesienia wziąć zarobki rodzica z ostatnich lat sprzed porodu. Można też spróbować ustalić, ile zarabiałby rodzic, gdyby nie konieczność opieki nad chorym dzieckiem. Ubezpieczyciele chętnie sięgają po argumenty, że odpowiednią stawką jest ta płacona opiekunom z opieki społecznej przez państwo. To, jaka kwota zostanie ostatecznie przyjęta przez sąd jako podstawa kalkulacji renty na zwiększone potrzeby dziecka, zależy od tego, co udowodnimy w procesie o błąd okołoporodowy.

Walka o każdą złotówkę

Drugim istotnym składnikiem renty na zwiększone potrzeby są oczywiście koszty rehabilitacji. Rehabilitacja to też dojazdy. Koszty dojazdów dobrze obrazują, jak trzeba walczyć o każdą złotówkę. Jedne sądy uznają, że można posłużyć się tzw. kilometrówką – np. dla samochodu o pojemności silnika powyżej 900 cm sześc. wynosi ona 0,83 zł. za 1 km. Inne uważają, że trzeba się wylegitymować kosztami paliwa i paragonami, a najlepiej fakturami wystawionymi na dziecko, i tylko tyle zasądzają. Oczywiście pod warunkiem udokumentowania, kiedy i w jakim celu się podróżowało. A amortyzacja, koszty polisy itd.? Znów: żmudne udowadnianie każdego wydatku i odpieranie argumentów pozwanych, czy aby na pewno samochód nie służy głównie rozrywce rodziców…

Składniki renty na zwiększone potrzeby

To, co składa się na rentę na zwiększone potrzeby, to oczywiście nie jest zamknięta lista. Logopeda, hipoterapia, rehabilitacja na basenie, bio-feedback: wyliczać możnaby niemal w nieskończoność. Chore dziecko to studnia bez dna. Na zaspokojenie tych potrzeb możemy jednak uzyskać środki na stałe, w formie comiesięcznej renty. Odpadnie konieczność zbierania pieniędzy z darowizn i 1 % za pośrednictwem fundacji.

Rentę można wygrać od szpitala i ubezpieczyciela

Trzeba tylko pamiętać, żeby od początku dokumentować potrzeby dziecka i koszty:

  •  uzyskiwać zaświadczenia od lekarza, że dana forma terapii jest zalecana, a przynajmniej nie przeciwskazana,
  • dokumentować fakt odbycia terapii (przynajmniej zaświadczeniem terapeuty) i – najlepiej – jej efekty: czy pomaga? Jak byłoby bez tej rehabilitacji?
  • dokumentować koszty terapii (przynajmniej zaświadczeniem terapeuty) i koszty dojazdu,
  • notować sobie czas spędzony z dzieckiem podczas dowodu i trwania terapii (to czas opieki!),
  • robić zdjęcia i nagrać telefonem kilka filmików z przebiegu terapii,
    i jeszcze jedno:
  • kiedy rehabilitacja „na NFZ” nie jest możliwa albo jej termin przypada na „za x miesięcy” – brać zaświadczenia z danej placówki leczniczej, że rzeczywiście tak jest.

Najważniejsze: wszystko na piśmie, nic na słowo

W procesie o błąd okołoporodowy ubezpieczyciel i szpital będą przed Wami (i sądem) roztaczać wizję bezpłatnego, nieograniczonego i natychmiastowego dostępu do publicznej tzw. służby zdrowia i wszelkich świadczeń najwyższej jakości.

I przyjdzie nam udowadniać, że nie jesteście wielbłądem. Bądźmy na to przygotowani!

PS. Pozdrawiam z krótkiego urlopu i ślę pocztówkę z wakacji:

Jolanta Budzowska blog

Fot. Jolanta Budzowska blog

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Wydawałoby się, że trzy ubiegłoroczne uchwały Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, wydane w powiększonych składach 7 sędziów SN, uporządkowały orzecznictwo na temat prawa zadośćuczynienia dla osób bliskich poszkodowanego. Nic bardziej mylnego.

Przypomnijmy dla porządku: 27 marca 2018 r. Sąd Najwyższy (Izba Cywilna)  orzekł:

„Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”*

Omówienie tych uchwał można znaleźć w moich innych postach na blogu: III CZP 60/17, czyli zadośćuczynienie dla rodziców i rodzeństwa i Zadośćuczynienie dla osób najbliższych.

Dzisiaj Sąd Najwyższy, ale – uwaga! – Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, ta sama, która rozpatruje m.in protesty wyborcze, orzekł (sygn. akt I NSNZP 2/19), że

osobie bliskiej poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego rozstroju zdrowia nie przysługuje zadośćuczynienie na podstawie art. 448 kodeksu cywilnego.

Z ustnego uzasadnienia, wygłoszonego przez sędziego sprawozdawcę, znanego zwolennika odosobnionego poglądu, który dziś stał się poglądem całego składu 7 sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, Pana prof. Pawła Księżaka, wynika, że:

– nie istnieje w polskim prawie takie dobro osobiste  jak prawo do więzi rodzinnej, a zatem nie można domagać się zadośćuczynienia za naruszenie więzi rodzinnej na postawie art. 448 kc;

– nie ma innego przepisu, który pozwalałby na przyznanie zadośćuczynienie osobom bliskim poszkodowanego, na przykład rodzicom dziecka czterokończynowo porażonego  przez błąd okołoporodowy; takie zadośćuczynienie może być jednak np. przyznane każdemu za zmarnowany urlop, bo wprost wynika to z przepisów;

– nie ma ogólnej zasady, że każdy ból i każda krzywda podlega naprawieniu.

Sąd tej Izby, do której generalnie nie należy wypowiadanie się w sprawach z zakresu spraw cywilnych, postanowił się jednak wypowiedzieć (jak wyżej), uzasadniając to koniecznością… ochrony zasad demokratycznego państwa prawnego. A także tym, że ustalenie podstaw i podmiotów uprawionych do zadośćuczynienia należy do doniosłych decyzji demokratycznego państwa prawnego. Sąd dodał też, że ewentualna zmiana prawa leży w gestii demokratycznie legitymowanego ustawodawcy, czyli Parlamentu RP.

Generalnie, dużo było o demokracji.

Najlepiej to podsumował jeden z dziennikarzy obecnych na sali posiedzeń: „nikt się nie spodziewał, że pójdą na takie zwarcie z Izbą Cywilną SN”.

No cóż. Izba Cywilna, broniąc dorobku judykatury, doktryny oraz praw ofiar wypadków drogowych  błędów medycznych, powinna jak najszybciej podjąć uchwałę w składzie całej Izby Cywilnej.

Chyba, że ustawodawca będzie szybszy i przewidzi wprost w Kodeksie Cywilnym zadośćuczynienie dla osób najbliższych ciężko poszkodowanego?  Nowo powołany – demokratycznie – Parlament ma szansę się wykazać.

Póki co, i tak mamy stan 3:1, czyli trzy uchwały Izby Cywilnej SN korzystne dla poszkodowanych, jedna… Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Kto zgadnie, na które uchwały będą się powoływać sądy powszechne?

Uchwała SN I NSNZP 2/19

Uchwała SN I NSNZP 2/19

*Uchwały składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. III CZP 60/17,  III CZP 69/17, III CZP 36/17

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Dokumentacja medyczna z porodu

Jolanta Budzowska06 października 201910 komentarzy

Pewien prawnik, ceniony obrońca lekarzy, zwykł mówić: „dokumentację medyczną piszecie nie dla siebie, nie dla pacjenta.” Dla prokuratora! Dla sądu! – grzmi na wykładach dla medyków. Chodzi oczywiście o to, by tak ją sporządzać, żeby w razie, gdy pacjent zdecyduje się dochodzić swoich praw, dokumentacja medyczna świadczyła na korzyść lekarza. Zdarzają się jednak przypadki, że w procesie pojawia się sfałszowana dokumentacja medyczna.

To, co mówi Pan mecenas, to oczywiście figura retoryczna, coś, co ma sprowokować i przykuć uwagę słuchaczy. Z pewnością też nie zachęca do popełniania przestępstwa. Nie akceptuję jednak takiej ironii czy żartu, jak zwał, tak zwał. Prawidłowo prowadzona dokumentacja może zadecydować przecież o czyimś życiu lub śmierci. Na przykład wtedy, gdy karta ciąży zawiera nieprawdziwe informacje o zaleceniach dla pacjentki, a dochodzi do porodu przedwczesnego.

Sfałszowana dokumentacja medyczna?

Sfałszowana dokumentacja lekarska?

Jak sporządzać dokumentację medyczną zgodnie z prawem?

Zasady sporządzania dokumentacji medycznej wynikają wprost z przepisów prawa. Najważniejsze cechy prawidłowo prowadzonej i udostępnianej pacjentowi dokumentacji medycznej to:

  • ma być czytelna – jeśli sporządzono ją ręcznie i są trudności z odcyfrowaniem pisma lekarskiego, trzeba zwrócić się z wnioskiem o „uczytelnienie” dokumentacji,
  • karty dokumentacji mają być ponumerowane i ułożone chronologicznie. Jeśli na kopii nie ma numerów – proszę domagać się ponumerowania, nie numerować samemu;),
  • w dokumentacji mają się znaleźć nie tylko opisy badań, ale i kopie badań obrazowych na CD, takich jak rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej.

Na pozostałe kwestie pacjenci zwykle nie mają wpływu.

Jak zmieniać wpisy w dokumentacji medycznej?

Czasem człowiek się pomyli albo o czymś zapomni, a lekarz też człowiek. Wpisy w dokumentacji medycznej powinny być jednak zmieniane w taki sposób, żeby wiadomo było kto, kiedy i jak dokonał poprawek.

Wpisy powinny być dokonywane niezwłocznie po udzieleniu świadczenia. Tymczasem powszechną praktyką na oddziałach jest zbiorczy wpis położnej, obejmujący wszystko, co działo się z rodzącą przez cały dyżur nocny. A kiedy przychodzi do analizy godzina po godzinie przebiegu wydarzeń, to podczas przesłuchania świadka okazuje się, że w tym zbiorczym wpisie pomieszana jest i chronologia, i fakty.

Ratowanie skóry, czyli wpisy po powikłaniu porodowym

Wpisów też dokonuje się często „po fakcie” – na przykład, kiedy wiadomo, że dziecko urodziło się w ciężkiej zamartwicy. Można się jedynie domyślać, że taki wpis położnej „z dołu” będzie szczegółowo dokumentował, jak starannie i nieustannie doglądała rodzącej, i jak książkowy był dobrostan płodu.

W takich sytuacjach dokumentacja rzeczywiście może świadczyć „przeciwko” pacjentowi, a „za” lekarzem, położną czy pielęgniarką.

Co w takiej sytuacji zrobić? Wiadomo, że poszkodowany pacjent jest na słabszej pozycji. W końcu to nie pacjent pisze dokumentację medyczną.  Nie ma też wpływu na jej treść, bo nawet jak zgłasza dolegliwości w obecności świadków, to nie wie, co z tego zostanie odnotowane.

Z życia wzięte

Są jednak tacy, którzy nie odpuszczają. Jak w poniższej historii.

Pani Anna i Pan Tymon* zgłosili sprawę do prokuratury po tym, jak ich dziecko urodziło się martwe. W trakcie analizowania przez biegłych przebiegu ciąży i porodu okazało się, że istotną okolicznością są wpisy w dokumentacji medycznej z okresu ciąży. To, jakie leki zażywała Pani Anna, i jakie otrzymywała zalecenia.

Po nitce do kłębka

Lekarz, który prowadził jej ciążę, sfałszował prowadzoną przez siebie dokumentację. Nie ujął w dokumentacji przepisywanych leków, które mogły mieć niekorzystny wpływ na płód. Dopisał to, co było dla niego wygodne i mogło poprawić jego sytuację prawną. Zdaniem sądu, oskarżony umyślnie dokonał nieprawdziwych wpisów w postaci tzw. dopisków do historii choroby.  Najprawdopodobniej powodem tych działań była informacja pacjentki o śmierci dziecka oraz jej żądanie wydania historii choroby. Czy ta sytuacje nie wydaje się Wam znajoma?

Sfałszowana dokumentacja medyczna?

Tylko dzięki wytrwałości i determinacji Pani Anny i Pana Tymona, lekarz został skazany za poświadczenie nieprawdy w dokumentacji medycznej pacjentki co do okoliczności mających znaczenie prawne, czyli z art. 271 kk.  Ponieważ zmieniał dokumenty swojego autorstwa, to prokuratura nie oskarżyła go ani o podrobienie, ani przerobienie dokumentu.

Oczywiście, nie był to łatwy proces. Konieczne były opinie pismoznawcy, ekspertyzy kryminalistyczne oraz opinia Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. Zwycięstwo było jednak warte swojej ceny.  Sprawa fałszowania dokumentacji medycznej zakończyła się prawomocnym wyrokiem skazującym lekarza na karę grzywny.

To, że udowodniono, że dokumentacja, która miała być podstawą opiniowania sprawy o błąd przy porodzie, została sfałszowana, ma też oczywiście znaczenie dla wyniku sprawy o narażenie na utratę życia lub zdrowia płodu. Postępowanie przygotowawcze z art. 160 kk nadal jest w toku.

Decyzja Rzecznika Praw Pacjenta

Dobiegło też końca równoległe postępowanie prowadzone przez Rzecznika Praw Pacjenta.

Rzecznik także uznał, że lekarz prowadził dokumentację medyczną sprzecznie z prawem i poświadczył w niej nieprawdę, a  dodatkowo, że:

„dokumentacja była wyjątkowo skromna i prowadzona, delikatnie mówiąc, niechlujnie”.

Test! Konkurs!

I na koniec wisienka na torcie. Krótki test** dla moich czytelników.

Do czego zobowiązał lekarza RPP?

Do:

a) przeczytania decyzji RPP adresowanej do lekarza,

b) stosowania procedur, które spowodują, że będzie leczył pacjentki zgodnie z aktualną wiedzą medyczną,

c) prowadzenia dokumentacji zgodnie z prawem,

d) odbycia szkolenia z tego, jak prowadzić dokumentację zgodnie z prawem.

Odpowiedzi do wyboru:

  1. b,c,d – a) jest zbędne, bo zalecenia są na końcu, to znaczy, że jak lekarz doszedł do końca, to przeczytał decyzję
  2. a,b,c,d – jak wyżej, ale na wszelki wypadek też a) (gdyby lekarz przeczytał tylko początek i koniec z kilkunastostronicowej decyzji),
  3. d) – jak się lekarz nauczy na szkoleniu, jak zgrabnie fałszować dokumentację, żeby miała pozory dokumentacji prowadzonej zgodnie z prawem, a w rzeczywistości była prowadzona „dla prokuratora” albo „dla sądu”, to niepotrzebne mu a-c.

Nagrodą jest darmowa porada przy kawie, w Krakowie lub w Warszawie, udzielona przeze mnie osobiście. Kawę oczywiście stawiam, ale terminy (do wyboru) proponuję też ja:) Odpowiedzi tylko w komentarzach pod postem do dnia 30 października. Wygra trafna i najciekawiej uzasadniona odpowiedź. Rozwiązanie zagadki 31 października br. na blogu. Nie liczą się odpowiedzi osób, które wiedzą coś o sprawie z bezpośrednich źródeł:-)

*imiona rodziców zostały zmienione

**Dla wszystkich o odmiennym od mojego poczuciu humoru zaznaczam, że test ma charakter żartobliwy, ale nagroda jest rzeczywista. I drugie zastrzeżenie: post nie ma na celu wykazania, że decyzja RPP była błędna, bo po pierwsze, RPP działa w granicach prawa i wydał jak najbardziej trafną decyzję.  Po drugie, cel w postaci pomocy pacjentom można też realizować poprzez edukowanie podmiotów leczniczych, co RPP uczynił. 

A tak na marginesie, to podkreślam, że bardzo szanuję działalność RPP i wszystko to, co na przestrzeni lat zrobił dla pacjentów!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl