Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

“Wycieczka” do Bangkoku

Jolanta Budzowska23 stycznia 2020Komentarze (0)

“Wakacje 3 tygodniowe last minute dla całej rodziny super, na koszt pomagających z całej Polski. Jeden musi płacić w biurze podróży, drugi ma w gratisie.”

Opinie, które ranią

Jak nikczemnym i bezmyślnym trzeba być, żeby napisać taki komentarz pod artykułem o wyjeździe na leczenie komórkami macierzystymi chłopca poszkodowanego przez błąd lekarza*? Internet naprawdę wszystko przyjmie? A może to jest kwestia niewiedzy? Zwykła głupota? Może ktoś, kto żyje beztrosko, nie jest w stanie objąć swoją wyobraźnią, jakiej opieki wymaga czterokończynowo sparaliżowane dziecko?

Nie ma usprawiedliwienia dla takiej ignorancji. Nie wystarczy przeczytać tytuł. Zanim coś skomentujesz, kogoś ocenisz, zajrzysz mu do kieszeni, dowiedz się więcej. O tragicznej sytuacji Pawła Reka i jego rodziców jest bardzo dużo artykułów, a ten o tytule “Paweł Rek leci do Bangkoku na podanie komórek macierzystych. Jak zniesie podróż?” bynajmniej nie jest reklamą biura podróży.

Proces medyczny, czyli gdzie wyobraźnia nie sięga?

Przyznaję. Nie jest łatwo wyobrazić sobie jak wygląda codzienne życie opiekunów dzieci czterokończynowo porażonych. Tym większe jednak oczekiwania mam w stosunku do osób, które w to życie swoimi decyzjami, czy choćby opiniami, w jakichś sposób ingerują. Dotyczy to internautów, których komentarze bolą rodziców. Chodzi też o biegłych, których zachowanie bywa niedopuszczalne, a fałszywa opinia biegłego potrafi przekreślić szanse na rentę w odpowiedniej wysokości i godne życie. Dotyczy to wreszcie Sędziów, którzy wydają wyroki w procesach medycznych. Orzekają zgodnie z rotą ślubowania, wymierzając sprawiedliwość zgodnie z przepisami prawa. Bezstronnie i według sumienia. Czasem jednak zdarza się coś więcej. Coś dobrego.

Kilka dni temu odbyła się ostatnia rozprawa w jednej ze spraw, gdzie poszkodowany jest w stanie wegetatywnym. Jego matka jest jego prawnym i faktycznym opiekunem. Szczegółowo opisywała w zeznaniach, jak wygląda codzienna opieka, pielęgnacja i rehabilitacja syna. Jak coraz trudniej dwojgu coraz starszych, dorosłych osób, z własnymi problemami zdrowotnymi, zajmować się dorastającym dzieckiem. Po cierpliwym wysłuchaniu długich zeznań, już po zamknięciu rozprawy, Sędzia wyraził swój głęboki szacunek do pracy matki i do tego, z jakim ogromnym poświęceniem wiąże się jej rola. Prosił, aby przekazała jego słowa nieobecnemu na sali mężowi. Muszę przyznać, że wszyscy byliśmy wzruszeni, chyba nawet łącznie z pełnomocnikami pozwanych. Myślę, że takie słowa z ust Sędziego, osoby o ogromnym autorytetem, znaczą dla tej umęczonej matki więcej niż niejedne pieniądze.

Sędziowie przez duże “S”

Trudność, z jaką muszą mierzyć się Sędziowie orzekający w sprawach osób z głębokimi niepełnosprawnościami, jest ogromna. Polega na tym, że Sędzia w praktyce nie ma możliwości bezpośrednio ocenić stanu fizycznego i psychicznego poszkodowanego dziecka i warunków, w jakich żyje jego rodzina. Musi polegać na zeznaniach świadków, opiniach biegłych czy zdjęciach. Czy pełny obraz sytuacji da Sędziemu, który być może nigdy nie zetknął się twarzą w twarz z dzieckiem z najcięższą postacią mózgowego porażenia dziecięcego, opinia biegłego stwierdzająca:

Głębokie upośledzenie. Rokowania złe”?

Tym większej empatii wymaga orzekania w takich sprawach. Dobrze, że sprawy poszkodowanych pacjentów sądzą Sędziowie przez duże “S”, a nie anonimowi internauci z fejkowych kont.

Opieka nad poszkodowanym pacjentem

Opieka nad poszkodowanym pacjentem

Zdjęcie przedstawia pokój jednego z moich klientów u którego byłam wczoraj, żeby zobaczyć, w jakich warunkach żyje. W praktyce jest to niemal mała sala szpitalna. Dorosły już mężczyzna jest żywiony przez PEG. Intensywnie rehabilituje go wielu specjalistów, od logopedy, po neurorehabilitanta. Opiekuje się nim 24 h/na dobę dwoje dorosłych rodziców.

*Chodzi o Pawła Reka, którego reprezentuję w postępowaniu cywilnym i karnym.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Kiedy pielęgniarka nie może milczeć!

Jolanta Budzowska08 stycznia 2020Komentarze (1)

Nie po raz pierwszy przekonałam się ostatnio, że moimi czytelnikami są nie tylko poszkodowani pacjenci, ale i lekarze, prawnicy, likwidatorzy szkód osobowych w zakładach ubezpieczeń, pielęgniarki, położne i zapewne wiele innych – sądząc po statystykach – osób, które z sobie tylko wiadomych przyczyn trafiły na mój blog. Stało się to przy okazji prośby, z jaką zwróciła się do mnie pewna pielęgniarka. Pielęgniarka, która nie chciała milczeć.

W sprawach o błąd medyczny pomagam poszkodowanym pacjentom, więc czytelnicy nie-pacjenci traktują mnie zapewne jak „adwokata diabła”, od którego można posiąść wiedzę tajemną (?) i wykorzystać ją przy nadarzającej się okazji przeciwko pacjentowi w sądzie. Zwykle jednak chowają się w cieniu. Członkowie personelu medycznego rzadko szukają u mnie pomocy prawnej w sprawach, gdzie po przeciwnej stronie jest pacjent, bo wiadomo, że jej nie znajdą.

Bywają jednak wyjątki. A ja wyjątkowo takich porad lekarzom, pielęgniarkom i położnym udzielam.

Jakie to sytuacje? Najczęściej, kiedy lekarze czy pielęgniarki buntują się przed zmuszaniem ich przez przełożonych do takiej organizacji pracy, która wprost zagraża życiu i zdrowiu pacjenta.

Przykłady?

  • Pan doktor, specjalista z zakresu ginekologii, który został rozpisany do planowej, rozległej operacji bez asysty. Chyba, że za asystę uznać studenta medycyny, wyznaczonego do tej operacji przez szefa bloku operacyjnego.

Gdyby w trakcie operacji przeprowadzanej w „asyście” studenta doszło do poważnych powikłań śródoperacyjnych, to oczywiście za nieopanowanie tych powikłań winiłabym szpital, ponieważ skład zespołu operacyjnego nie dawał pacjentowi gwarancji bezpieczeństwa. Zdecydowanie szpital nie mógłby się bronić argumentem, że zrobiono wszystko, co należało.

  • Pani pielęgniarka nakłaniana, aby na sali pooperacyjnej “podbijała” KTG pacjentki w zaawansowanej ciąży, która właśnie przeszła trudny zabieg chirurgiczny.

Gdyby w trakcie prowadzonego na OIOM zapisu KTG doszło do nierozpoznanych zaburzeń tętna płodu, których nikt nie potrafił zinterpretować, winiłabym szpital, ponieważ nad pacjentką nie było odpowiedniego nadzoru. Pacjentką opiekowała się co prawda pielęgniarka, a nie salowa, ale pielęgniarka nie ma kwalifikacji do oceny KTG, w przeciwieństwie do położnej. Przez taki błąd organizacyjny mogło dojść do wewnątrzmacicznego zgonu dziecka.

  • Lekarz rezydent, który ma pełnić samodzielny dyżur nocny na neonatologii.

Gdyby w nocy doszło do NZK (nagłego zatrzymania krążenia) u noworodka, a na czas nie pojawiłby się lekarz, który potrafiłby zaintubować noworodka, winiłabym szpital.

Piszę: “winiłabym szpital”, bo pozwanym zwykle jest podmiot leczniczy, a nie konkretny członek personelu, ale nie oznacza to bezkarności lekarza czy pielęgniarki. Wszystkie te osoby, które nie mając warunków albo kwalifikacji, podjęłyby się wykonywania narzucanych im obowiązków w takich okolicznościach, mogłyby mieć poważne kłopoty prawne. Mogą odpowiadać karnie, a jeśli pracują na tzw. kontrakcie, mogą ponosić także odpowiedzialność odszkodowawczą, ramię w ramię ze szpitalem. Tylko dyrekcja zwykle pozostaje nie tknięta… Dlatego jedyną gwarancją bezpieczeństwa własnego (personelu medycznego) i pacjentów jest NIEMILCZENIE.

Szanowni Członkowie Personelu Medycznego!

Opisujcie w dokumentacji dokumentacji medycznej, że np. zgłoszono oddziałowej konieczność nadzoru nad prowadzonym zapisem KTG przez położną. Napiszcie, że nie wykonano ciężarnej zgłaszającej się do porodu USG z powodu braku dostępnego na sali przyjęć sprzętu. Piszcie, jak jest! Kiedyś oburzałam się, że prawnicy lekarzy szkolą ich, że dokumentację pisze się dla prokuratora. Jest w tym jednak ziarenko prawdy, ale w innym znaczeniu. Jeśli po skardze pielęgniarki, położnej czy rezydenta nie będzie śladu w dokumentacji medycznej, to kiedy „mleko się rozleje”, to oddziałowa czy ordynator będą chronić siebie, a nie pielęgniarkę  czy młodego lekarza.

Coraz częściej z przyczyn organizacyjnych, braków kadrowych i oszczędności, ryzykuje się życie i zdrowie pacjentów. Przynajmniej nie milczmy!

Václav Havel

Václav Havel

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Ostatnia nasza wygrana w sprawie o błąd porodowy potwierdza to, o czym wielokrotnie przypominam na blogu. Mianowicie: im większa staranność rodziców w gromadzeniu dokumentacji medycznej i wszelkiego rodzaju faktur, paragonów i potwierdzeń, tym większa szansa na to, że renta dla dziecka, jaką Sąd przyzna w wyroku, będzie odpowiednio wysoka.

Porodu, z którego urodził się powód, nie prowadzono w sposób prawidłowy. Najistotniejsze zastrzeżenia dotyczyły braku niezbędnego monitorowania tętna płodu w kluczowym okresie porodu.  Personel medyczny nie zadbał o badanie KTG. Nawet nie osłuchiwano tętna dziecka. W efekcie, ani położna, ani lekarz nie dostrzegli objawów narastającego niedotlenienia.  Nikt nie podjął na czas decyzji o zakończeniu porodu metodą zabiegową. Dziecko urodziło się ostatecznie przez cięcie cesarskie, ale było już za późno. Biegli potwierdzili, że doszło do niedotlenienia wewnątrzmacicznego.  Uznali, że pomiędzy zbyt późnym zakończeniem porodu, niedotlenieniem, a w efekcie ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu i rozstrojem zdrowia dziecka zachodzi bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy.

Zadośćuczynienie za błąd przy porodzie

Po trwającym blisko 4 lata procesie Sąd potwierdził, że dziecko ma prawo do zadośćuczynienia i odszkodowania.  Zasądził 700 tys. zł. zadośćuczynienia za doznaną przez nie krzywdę i wysokie odszkodowanie. Tak na marginesie, to przyznana kwota zadośćuczynienia nie jest niestety odpowiednia, w tym zakresie będziemy składać apelację.

Renta dla dziecka

Ale co ważniejsze: sąd przyznał także rentę dla dziecka za błąd przy porodzie, którego padło ofiarą. W toku procesu wielokrotnie zwiększaliśmy wysokość żądanej renty. Nic dziwnego: dziecko rośnie, a wraz z nim rosną potrzeby małego pacjenta cierpiącego na MPD. Wraz z rodzicami skrupulatnie wskazywaliśmy, co się zmieniało na przestrzeni czasu. I tak renta, z początkowo żądanych nieco ponad 3 tys. zł. na dzień wydania wyroku wyniosła blisko 9 tys. zł. miesięcznie. Na wzrost tej kwoty wpłynęły zmiany częstotliwości i kosztów turnusów rehabilitacyjnych, dojazdów, zajęć rewalidacyjnych i edukacyjnych. Stopniowo zwiększał się też wymiar rehabilitacji, wzrosły ceny leków i środków pielęgnacyjnych. Także całodobową opiekę sprawuje już więcej niż jeden opiekun. Sąd w całości podzielił nasze zdanie i zasądził rentę dokładnie zgodnie z żądaniami pozwu.

Fundacja Między Niebem a Ziemią - renta dla dziecka

Fundacja Między Niebem a Ziemią – renta dla dziecka

Faktury, zaświadczenia, paragony…

Jak widać, po powierzeniu sprawy kancelarii nie można w całości sobie “odpuścić”: na gromadzenie rachunków i dokumentowanie potrzeb dziecka rodzice w praktyce są skazani do końca życia.

Czasem jednak wydatki, jakie faktycznie ponosimy to jedno, a potrzeby dziecka to drugie. Najczęściej rodzice dziecka nie mogą sobie przecież pozwolić na wszystko, co przydałoby się dziecku.  Wówczas – oprócz rachunków potwierdzających poniesione koszty – ważne będą wszelkiego rodzaju zaświadczenia lekarskie. Dużą rolę ogrywają też biegli. W wydanych opiniach opiszą potrzebne formy rehabilitacji. Pomoże to Sądowi zweryfikować nasze obliczenia żądanej renty dla dziecka.

A co po wygranej?

Pierwszy etap gromadzenia rachunków to proces sądowy. Wtedy nie budzi wątpliwości, że w naszym interesie jest aktualizowanie sytuacji poszkodowanego pacjenta i jego rodziny.

Kolejny etap, to czas “po prawomocnej wygranej”. Zadośćuczynienia i odszkodowania nikt już dziecku nie odbierze. Niestety co do renty, to pozwany w każdej chwili może powiedzieć “sprawdzam”. Robią tak co jakiś czas szczególnie ubezpieczyciele. Wtedy lepiej dysponować nie tylko aktualną dokumentacją medyczną, ale i – w zakresie, w jakim jest to możliwe – dowodami na ponoszone wydatki, finansowane z zasądzonej wyrokiem renty dla dziecka.

Ps. Zdjęcie przedstawia prześliczne bombki choinkowe, które można było kupić na tegorocznych wieczorach charytatywnych, organizowanych przez Fundację Między Niebem a Ziemią.  Fundacja raz w roku przyjmuje pod swoją opiekę nowe rodziny. Może właśnie Tobie lub kogoś, kogo znasz, potrzebna jest pomoc? Pomagamy nie tylko nieuleczalnie chorym dzieciom, ale też członkom ich rodzin. O działaności Fundacji możesz przeczytać więcej we wpisie: “Kabuli Nkalango, adoptowana córka Martyny Wojciechowskiej”.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Funkcjonowanie tzw. służby zdrowia w Wielkiej Brytanii owiane jest najróżniejszymi mitami. Począwszy od przekonania, że „trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu”, czyli że jest tam – jak to za granicą – o wiele lepiej niż u nas, a skończywszy na bardziej realistycznym podejściu. To drugie prezentują szczególnie Polki, mieszkające od jakiegoś czasu w Anglii, ale wybierające na miejsce porodu któryś z rodzimych szpitali, najczęściej w rodzinnej miejscowości w Polsce. W ich przekonaniu polski lekarz i polska położna to bezpieczniejsza opcja.

Jak się okazuje, w rzeczywistości niewiele nas dzieli. Funkcjonowanie porodówek w publicznych szpitalach w Wielkiej Brytanii stało się kanwą książki Leash Hazard, mamy więc łatwy dostęp do wiarygodnych wiadomości z pierwszej ręki. Autorka została położną po ukończeniu reżyserii i urodzeniu córki. Kilkaset odebranych porodów skłoniło ją do opisania realiów pracy położnej na Wyspach.

NHS czy NFZ?

I co się okazuje? Gdyby nie nazewnictwo: tam NHS, tu NFZ i różnice wynikające z  procedur, możnaby się nie zorientować, że akcja nie dzieje się w Polsce. Choćby taki fragment:  “Coraz częściej ze względu na samą liczbę pacjentek, przekraczającą liczbę dostępnych łóżek i położnych, kryteria przyjęcia na blok porodowy – mekkę macierzyństwa – stały się niemożliwie (i często okrutnie) wyśrubowane.” Brzmi znajomo, prawda?

SOR, w którym rządzi położna

Książka to zbiór opowieści  o niezwykłych zdarzeniach i niezwykłych kobietach, rodzących pod opieką autorki. Akcja dzieje się między innymi na Oddziale Oceny Położniczej, zwanym Selekcją.  Nazwa ta  – jak pisze Hazard – jest ponurym, aczkowiek adekwatnym nawiązaniem do oceny stanu rannych dokonywanej na polu walki. Innymi słowy: na takim naszym SOR, tyle, że dla ciężarnych. Już samo to może nam dać wyobrażenie o tym, jak może wyglądać praca położnej, gdy “ciężarne zlatują się do Selekcji jedna po drugiej, dosłownie wjeżdzając przez rozsuwane drzwi na śliskim strumieniu wód płodowych”.

Bez znieczulenia

Autorka zresztą piszę o wszystkim “bez znieczulenia”. W związku z tym zdecydowanie nie polecam lektury przeciętnym:) mężczyznom, kobietom planującym ciążę, kobietom w ciąży, ani tym tuż po trudnym porodzie (może utrwalić złe wspomnienia). I piszę to najzupełniej poważnie! Faktograficzne opisy i barwny język robią swoje, trudno jest uciec od własnej wyobraźni.

Jednocześnie jest to książka bardzo ciepła, opowiadająca o empatii i dylematach etycznych i zawodowych położnej: osoby, której powierzamy życie rodzącej i życie rodzącego się dziecka.

Stażystami położnictwo stoi

Autorka zamieszcza też ciekawe spostrzeżenia o organizacji pracy bloku porodowego i trudnej współpracy między członkami personelu. Także w Anglii życie i zdrowie rodzących zależy często od  lekarzy stażystów – “dwunastolatków o roziskrzonych spojrzeniach (tak w każdym razie wyglądali), z których część okazała się bardzo kompetentna, a część najwyraźniej jednak przerosła odgrywana po raz pierwszy w życiu rola lekarza odpowiedzialnego za pacjentki wymagające natychmiastowej pomocy.”  Podsumowujący ten wątek komentarz Hazard, oddający zresztą dobrze jej styl, to prawdziwa perełka:

“Nieraz odciągałam młodzika na bok, by wytłumaczyć mu, że musi umyć ręce, przedstawić się i nawiązać kontakt wzrokowy z pacjentką, nim nawiąże go z jej pochwą.”

Niedofinansowane porodówki

Autorka pokusiła się też o głębsze refleksje “Położnictwo w jednym z najbogatszych i najlepiej rozwiniętych krajów świata może i powinno mieć do zaoferowania położnym i rodzącym coś więcej [poza czystą pościelą, wyjałowionymi narzędziami i lekami, za które pacjentki nie płacą – przyp. mój]. Niestety, rząd raczej nie skieruje dodatkowych środków na ten sektor opieki zdrowotnej, póki nie nastąpi zmiana kulturowego postrzegania położnictwa i roli, jaką położne odgrywają w ochronie zdrowia publicznego i w życiu kobiet.”  Znów różnic między Wielką Brytanią a Polską nie widać, oczywiście poza poziomem życia, prawda?

Położna angielska, położna polska

Niemal codziennie w swojej pracy mam “na tapecie” nadzór nad porodem, jaki sprawują położne. Często winię je za zbyt późne powiadomienie lekarza o niepokojących objawach, za bezzasadne odłączenie KTG, kiedy należało weryfikować dobrostan płodu, za niereagowanie na spadki tętna u płodu, czy wreszcie za brak bezpośredniego nadzoru nad przebiegiem porodu.

Nie da się jednak ukryć, że często to właśnie położne ratują życie rodzącym się dzieciom. Wykazując większą staranność i “czujność położniczą”, nie pozwalają się zbyć lekarzom, którzy lekceważą ich obserwacje i wezwania do rodzącej.  Wszyscy wiedzą, że wykonywanie zawodu położnej wymaga zarówno wiedzy, jak i fizycznej i psychicznej wytrzymałości. Do tego przekonywać nie trzeba. Niewiele osób  jednak wie, że bycie dobrą położną wymaga także odwagi w walce o pacjentów. Przypomina nam o tym autorka książki: “Zawód położna. Zapiski z dyżurów”, która jest Amerykanką, mieszka w Anglii, ale opisywane przez nią sytuacje równie dobrze mogłyby się wydarzać w Polsce, bo my też mamy położne, które kochają swój zawód.

Ps.1. O funkcjonowaniu publicznych szpitali w Wielkiej Brytanii, o tym, jakie zadośćuczynienie za błąd okołoporodowy zasądzono w jednej ze spraw, możesz przeczytać tutaj: “19 mln funtów za błąd okołoporodowy”.

Ps.2. Recenzje innych książek o tematyce medycznej znajdziesz też na moim drugim blogu, wpisując w pole “szukaj” słowo “recenzja”. Polecam m.in. wpis o książce Pawła Kapusty “Agonia”, o funkcjonowaniu SOR.

Zawód położna. Zapiski z dużurów.

Zawód położna. Zapiski z dyżurów.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Grudniowe szczęście w nieszczęściu

Jolanta Budzowska02 grudnia 2019Komentarze (0)

Ilość rozpraw wyznaczonych na listopad i grudzień, powoduje, że nie mam ostatnio czasu na nic innego jak podróże pomiędzy sądami okręgowymi. Warszawa, Tarnów, Gliwice, Lublin, Katowice… Krakowa nie liczę, bo to prawie jak w domu;) Takie nagłe przyśpieszenie w sądach bierze się prawdopodobnie stąd, że jeśli jakaś sprawa nadaje się „do skończenia”, to lepiej ją skończyć w grudniu, niż w styczniu. Dotyczy to szczególnie procesów o błąd podczas porodu. W nich niemal z założenia sędziowie są “pod kreską”. Trwają o wiele dłużej niż mogłyby, a wszystkiemu winny system opiniowania przez biegłych. Parafrazując więc słynne zdanie ze skeczu „Ucz się Jasiu”, można podsumować: „praw statystyki pan nie zmienisz”.

Nie ma w tym jednak nic złego. A nawet kumulacja wygranych procesów o błędy medyczne sprawia, że w okresie przedświątecznym mamy w kancelarii szczególnie dobre nastroje:) Dobrze jest przecież wkroczyć w nowy rok ze wzmocnioną ostatnimi wygranymi wiarą, że gdzieś tam na końcu wieloletniej walki o zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd podczas porodu poszkodowane dziecko i jego rodzice mogą liczyć na sprawiedliwe rozstrzygnięcie.

Brak postępu porodu

Taki właśnie wyrok zapadł w ostatnim tygodniu w sprawie błędów w prowadzeniu porodu w jednym ze powiatowych szpitali na Pomorzu. Głównym naszym zarzutem było to, że najpierw zbyt długo obserwowano słabą, nieregularną akcję skurczową macicy. A kiedy wreszcie rozpoznano brak postępu porodu, to w zasadzie lekarz nie zrobił nic, żeby doprowadzić do szczęśliwego urodzenia dziecka.  W aktach sprawy brak danych z zapisu KTG.  Z pewnością nie wykonano badania USG. Nie zastosowano też wlewu z oksytocyną.

Położna przy porodzie, lekarz w dyżurce

Tętno dziecka spadało, położna była przy rodzącej, ale – co oczywiste – to do decyzji lekarza należało wykonanie cięcia cesarskiego w trybie nagłym, o ile główka dziecka nie była ustalona w kanale rodnym. Jeżeli główka już byłaby ustalona, to należało zastosować pilnie kleszcze położnicze lub wyciągacz próżniowy (vacuum). Metody te pozwoliłyby na natychmiastowe urodzenie płodu i zakończenie stanu niedotlenienia. Położna skontaktowała się z lekarzem dyżurnym, relacjonując mu sytuację rodzącej. Lekarz jednak odpowiedział, że „nie mam zamiaru spędzić całej nocy na porodówce”, i na sali porodowej się nie pojawił.

Niedotlenienie okołoporodowe

Dziecko urodziło się dopiero po zmianie dyżurnych. Lekarz dyżurny z nowej zmiany podjął decyzję o nacięciu krocza powódki. Po przeprowadzeniu tego zabiegu na świat przyszła dziewczynka. Urodziła się w ciężkiej zamartwicy, bez akcji serca oraz bez samodzielnego oddechu. W skali Apgar ocenianej w 1 minucie życia otrzymała 0 punktów. Przeprowadzono akcję resuscytacyjną. Dziś dziewczynka cierpi na MPD, dla neurologów nie budzi wątpliwości, że zmiany w jej mózgu to „stan po niedotlenieniu okołoporodowym”.

Wyrok

W wydanym wyroku sąd przyznał dziewczynce 1.050.000, 00 zł. zadośćuczynienia za błąd podczas porodu i naruszenie jej praw pacjentki, a także ponad 100.000 zł. odszkodowania. Szpital do końca życia będzie też płacił rentę, obecnie blisko 8.000 zł. miesięcznie. W razie wzrostu wydatków renta może być podwyższona.  Zadośćuczynienie za naruszenie jej własnych praw jako pacjentki otrzyma też matka dziecka: 50.000 zł.

Święta tej rodziny upłyną w tym roku już w spokoju, mąconym może jedynie myślą, że szpital z pewnością nie złoży broni. Apelacja ze strony szpitali jest regułą, ale i tak cieszy, że do końca sprawy, po 5 latach procesu, mamy bliżej, niż dalej.

Grudniowy Londyn

Grudniowy Londyn

P.s. Ilustracja to przygotowujący się do świąt Londyn, gdzie ostatnio miałam przyjemność wygłaszać wykład dla brytyjskich prawników zajmujących się odszkodowaniami za szkody na zdrowiu.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl