To zależy. Jak szpitale będą postępować jak w tej sprawie, to może tak być. Zacznijmy od tego, że podczas porodu, jaki miał miejsce w 2008 roku, popełniono ewidentne błędy.

Poszkodowany noworodek, dziś 10-letnia dziewczynka, jest niepełnosprawna w stopniu najwyższym, jaki tylko można sobie wyobrazić. Jest całkowicie zależna od rodziców, a z matką łączy ją silna więź, wręcz symbiotyczną.  Jej mama nie może się od niej oddalić nawet na dłuższą chwilę.

Zadośćuczynienie za błąd przy porodzie

Sąd Najwyższy stwierdził w wydanym dzisiaj wyroku, że kwoty zadośćuczynienia:

– 1.200.000 zł. dla ciężko poszkodowanego przez błąd okołoporodowy dziecka – za krzywdę związaną ze szkodą na zdrowiu,

– 300.000 zł. dla jego matki i 200.000 zł. dla jego ojca – za krzywdę wyrządzoną naruszeniem ich dóbr osobistych w postaci więzi rodzinnej

– nie są wygórowane w stanie faktycznym, o jakim przyszło orzekać sądowi.

9 lat procesu

Systematycznie relacjonowałam na blogu przebieg postępowania w tej sprawie.

Nie wszyscy pamiętają, że proces w tej sprawie zaczął się w 2009 roku, kiedy poszkodowana przy porodzie dziewczynka miała rok. Po wielu latach procesu dobrnęliśmy do etapu Sądu Apelacyjnego. Kiedy szpital złożył skargę kasacyjną od korzystnego dla moich Klientów wyroku tego Sądu, w toku jej rozpatrywania, Sąd Najwyższy postanowił zapytać poszerzony skład SN o to, czy w ogóle osoby najbliższe poszkodowanemu mają prawo do zadośćuczynienia, czy też może nie zasługują na rekompensatę swojej krzywdy.

Sąd Najwyższy w marcu tego roku, w składzie siedmiu sędziów, wydał przełomową uchwałę. Definitywnie przesądził w niej, że najbliżsi osoby, która doznała ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu, mogą mieć prawo do zadośćuczynienia na swoją rzecz.

Sprawa wróciła więc do SN w „zwykłym” składzie trojga sędziów zawodowych, aby SN orzekł ostatecznie, jakie kwoty są „odpowiednim” odszkodowaniem za błąd medyczny, do jakiego doszło w rozpatrywanej sprawie.

I to właśnie dzisiaj Sąd Najwyższy rozstrzygnął ostatecznie tę kwestię, oddalając skargę kasacyjną szpitala i utrzymując w mocy korzystny dla nas wyrok Sądu Apelacyjnego, który przyznał poszkodowanym kwoty zadośćuczynienia wymienione na początku tego wpisu.

Dlaczego nie jest to „zwykły” wyrok?

Po pierwsze, bo jest to wyrok Sądu Najwyższego, a już samo ta okoliczność plasuje takie rozstrzygnięcie wysoko i każe traktować poglądy wyrażone w takim rozstrzygnięciu jako pewien kierunek, którym powinny podążać inne sądy, szczególnie niższych instancji, orzekając w podobnych sprawach.

Po drugie, sam Sąd, uzasadniając dziś ustnie wyrok podkreślił, że ma świadomość, iż jest to pierwsze stanowisko SN na temat wysokości zadośćuczynienia należnego osobom najbliższym poszkodowanego, jakie SN zajmuje po uchwale składu siedmiu sędziów.

Przyjęte przez Sąd Najwyższy kwoty powinny więc wyznaczać poziom zadośćuczynień zasądzanych w podobnych sprawach. Warto zatem się przyjrzeć, jak uzasadnił Sąd Najwyższy swoje rozstrzygnięcie w tym aspekcie.

1.200.000 zł. zadośćuczynienia za błąd medyczny

Kwota 1.200.000 zł. zadośćuczynienia dla dziecka nie powinna, zdaniem SN, wzbudzać wątpliwości. Z pewnością nie jest rażąco wygórowana, co próbował udowodnić szpital. Dziecko doświadcza bezmiaru krzywd, zostało pozbawione wszystkich przejawów ludzkiej egzystencji, zniszczono jego życie od początku do końca. Zadośćuczynienie jest przyznawane jednorazowo, ale trzeba je postrzegać perspektywicznie, musi obejmować ryzyka niekorzystnych zdarzeń, do jakich może dojść w przyszłości, na przykład związanych ze śmiercią rodziców, którzy dzisiaj sprawują opiekę nad poszkodowaną córką.

Błąd okołoporodowy, zadośćuczynienie dla rodziców

Krzywda rodziców w takim przypadku także jest bezdyskusyjna. Więź, jaka mogła łączyć matkę i ojca z dzieckiem, nie istnieje. Owszem, łączy ich silna więź rodzinna, ale o zupełnie innym charakterze. Sąd użył nawet słowa „patologicznym” w rozumieniu – obiegającym od normy. Podczas, gdy typowa więź dziecko – rodzic z czasem ulega przekształceniu, rozluźnieniu w miarę, jak dzieci dorastają, w tym przypadku rodzice nigdy nie będą mogli liczyć na pomoc dziecka w czasie, kiedy oni będą w dojrzałym wieku i w okresie starości. Przeciwnie, do końca życia będą czuli na swoich barkach brzemię odpowiedzialności za los córki.

Zróżnicowanie zadośćuczynienia dla matki (300 tys. zł.) i ojca (200 tys. zł.) także zostało uznane przez SN za prawidłowe w rozpatrywanej sprawie, a to z uwagi na nie identyczną sytuację, w tym zdrowotną, rodziców.

W mojej ocenie ważne jest przede wszystkim, że Sąd Najwyższy nie zakwestionował słuszności zasądzonych kwot. Są one, co trzeba obiektywnie zauważyć, chyba najwyższe spośród zasądzonych dotąd przez inne sądy zadośćuczynień na rzecz członków rodzin za naruszenie dobra osobistego w postaci prawa do życia w rodzinie. Czy jednak taka krzywda rodziców nie zasługuje na więcej niż symboliczne 50 czy 100 tys. zł. zadośćuczynienia?

Niewątpliwie tak. I temu dał wyraz Sąd Najwyższy.

I na koniec…

Może i trudno się dziwić, że szpital walczył do końca, do ostatniej kropli krwi. Prawie dosłownie, bo taki proces nie jest łatwym przeżyciem dla rodziców.

Ja się jednak dziwię, że choć dla wszystkich od początku było oczywiste, że podczas porodu popełniono kardynalne błędy, to szpital nigdy, na żadnym etapie tego procesu przed Sądem Okręgowym, a potem i Sądem Apelacyjnym, nie zaproponował ugody, ani nie podjął naszych propozycji polubownego rozwiązania sporu. A można było podatnikom zaoszczędzić przynajmniej odsetek, które zapłaci szpital za 9 lat procesu…

Cieszę się z korzystnego wyroku, ale to zwycięstwo ma nieco gorzki smak. Kiedy mówię, że w sprawie o błąd medyczny, w walce ze szpitalem, trzeba być gotowym na wszystko, to … wiem, co mówię. Ten proces nie musiał tak wyglądać.

Rodzicom można było zaoszczędzić wielu przykrych przeżyć. Traumy, jaka związana była z toczącym się tak długo postępowaniem. Z wysłuchiwaniem argumentów szpitala, jak to rodzice domagają się odszkodowania, a przecież nie kochają swojego dziecka mniej przez to, że ono cierpi i nie mają z nim kontaktu, że przecież nikt im nie dał gwarancji szczęścia rodzinnego. I wyliczania, nawet dzisiaj na rozprawie przez SN, ile to setek tysięcy złotych dostaną z odsetek. Tak, jakby ponosili odpowiedzialność za to, że szpital jako dłużnik, nie płaci swoich zobowiązań i kwot zasądzonych wyrokiem Sądu Apelacyjnego…

Eh.

 

Sąd Najwyższy sporządził długo wyczekiwane pisemne uzasadnienie do Uchwały składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. (Sygn. akt III CZP 60/17)! Dla przypomnienia sentencja: „Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”

Uchwała zapadła na kanwie jednej z naszych, kancelaryjnych spraw: zadośćuczynienia, jakie sąd okręgowy, a potem apelacyjny, przyznały rodzicom dziewczynki bardzo poważnie poszkodowanej na skutek ewidentnych błędów lekarskich przy porodzie. Szpital kwestionował zarówno samo prawo rodziców do rekompensaty, jak i wysokość przyznanego przez sąd zadośćuczynienia za naruszenie ich prawa do życia rodzinnego.

Prawo do zadośćuczynienia, czyli dzielenie skóry na niedźwiedziu

Po emocjonującej rozprawie w Sądzie Najwyższym, na której podjęto tę Uchwałę, rozpętała się głośna dyskusja w świecie prawniczym i ubezpieczeniowym. Nawet na profilu naszej kancelarii na FB padały takie argumenty, że hoho…

Bo, z jednej strony – jak to zwykle bywa – mogło się okazać, że diabeł tkwi w szczegółach i że pisemne motywy rozstrzygnięcia nieco zmienią, jak się wydaje, jednoznacznie korzystną dla rodzin poszkodowanych wymowę sentencji. Tym bardziej, że podczas posiedzenia Sąd Najwyższy nie podał nawet jednozdaniowego, ustnego uzasadnienia dla swojej decyzji.

Firmy ubezpieczeniowe biły z kolei na alarm, że pójdą z torbami, a już na pewno podniosą znacznie ceny polis OC komunikacyjnych, jeśli sądy zaczną bez opamiętania kierować się Uchwałą i sypać pieniędzmi na prawo i lewo.

Najciszej, przyzwyczajeni do trudów dnia codziennego i przeciwności losu, czekali rodzice niepełnosprawnych dzieci i niepełnosprawnych dorosłych. Choć to przecież o ich prawa i dobra osobiste chodzi…

Jest! Jest!

Jest mądre, godne składu siedmiu sędziów, uzasadnienie!

Nie będę opisywać tych fragmentów uzasadnienia, które są niejako wprowadzeniem do istoty rozstrzygnięcia. Najważniejsze dla praktyki orzeczniczej są następujące argumenty podane przez SN:

 

  • „[Dobro osobiste] najczęściej opisywane jako szczególna emocjonalna więź między osobami najbliższymi, odpowiada nie tylko intuicyjnemu rozumieniu pojęcia dobra osobistego, ale spełnia też kryteria „definicyjne”, gdyż jest przejawem samorealizacji osoby ludzkiej, ma silne umocowanie aksjologiczne, plasuje się wysoko w hierarchii wartości w ogóle i bezsprzecznie jest powszechnie społecznie akceptowane.” A więc: nie można kwestionować, że więź rodzinna to dobro osobiste.

 

  • Sąd określił jako „współcześnie niemożliwy do obrony” argument, że krzywdy wynikłej z naruszenia  prawa do życia w rodzinie nie można, a nawet nie godzi się wynagradzać w pieniądzu…

 

  • „W razie pozostawania osoby najbliższej w nieodwracalnym stanie śpiączki lub trwałego stanu wegetatywnego dochodzi do podobnych skutków jak w przypadku śmierci, a sytuacja taka jest porównywalna z zerwaniem więzi z osobą bliską, która straciła życie. W okolicznościach trwałego i nieodwracalnego uszkodzenia mózgu cierpienie osoby bliskiej może być nie mniej dojmujące niż doświadczenie śmierci chorego. (…) Problemu nie można też postrzegać w kategoriach istnienia więzi lepszej lub gorszej, nie chodzi bowiem o wartościowanie więzi pomiędzy bliskimi, lecz o istnienie lub nieistnienie wszystkich czynników, które tę więź tworzą.”

 

I najważniejsze: jakie kryteria przesądzą o prawie bliskich do zadośćuczynienia?

Rozsądne. Zdaniem Sądu Najwyższego, granice wyznaczają dwa główne czynniki.

Po pierwsze, naruszenie dobra osobistego w postaci więzi bliskości następuje tylko w razie istnienia szczególnie silnego stosunku emocjonalnego i psychicznego o charakterze rzeczywistym i trwałym.

Po drugie: o naruszeniu więzi w sposób uzasadniający przyznanie osobom najbliższym zadośćuczynienia można mówić jedynie w okolicznościach wyjątkowych, w których doszło nie do zaburzenia, zakłócenia lub pogorszenia więzi, lecz do faktycznej niemożliwości nawiązania i utrzymywania kontaktu właściwego dla danego rodzaju stosunków – w szczególności więzi łączącej dzieci i rodziców – z powodu ciężkiego i głębokiego stanu upośledzenia funkcji życiowych.

Sąd rozwiał zatem obawy firm ubezpieczeniowych. Prawo do zadośćuczynienia dla osób najbliższych jego zdaniem dotyczy uszczerbków zdrowia najcięższych i nieodwracalnych, a więc takich, w których naruszenie więzi rodzinnej wiąże się z dotkliwą, niekończącą się krzywdą, i jest porównywalne z krzywdą związaną z definitywną utratą osoby najbliższej.

I to jest dobre rozstrzygnięcie.

Najbliżsi, którzy poświęcają życie, by opiekować się i trwać przy najbliższym członku rodziny, z głęboko upośledzonymi funkcjami życiowymi, uzyskają zadośćuczynienie. Wyjątkową grupą osób,  którym to zadośćuczynienie się szczególnie należy, są rodzice i rodzeństwo dzieci, które cierpią na mózgowe porażenie dziecięce na skutek błędu przy porodzie.

Uwaga: przedawnienie!

Szkoda tylko, że ta uchwała zapadła tak późno. W przeszłości, ponieważ w wielu wyrokach sądy kwestionowały prawo najbliższych do zadośćuczynienia za naruszenie więzi rodzinnej, poszkodowani rezygnowali z walki i nie wnosili powództw we własnym imieniu. Sił starczało im tylko na walkę o dobro bliskich. Więcej o przedawnieniu roszczeń rodziców napisałam przy okazji omawiania innego wyroku, w poście “Zadośćuczynienie dla rodziców niepełnosprawnego dziecka”.

Dziś ryzyka rozbieżnych poglądów sądów i niekorzystnego rozstrzygnięcia tego typu spraw w zasadzie już nie ma, gdyby nie jedno „ale”. „Podstawowy” termin przedawnienia wynosi 3 lata od dowiedzenia się o szkodzie i o osobie zobowiązanej do naprawienia, a Uchwała składu siedmiu sędziów tego niestety nie zmienia… Trudno będzie więc uzyskać rekompensatę tym wszystkim, którzy już od wielu lat poświęcają swoje życie na opiekę nad członkiem rodziny. W wielu przypadkach, mimo upływu czasu, może się to jednak okazać możliwe. Warto sprawdzić!

Niedotlenienie podczas porodu – jak to widzą biegli?

Jolanta Budzowska        03 czerwca 2018        2 komentarze

Dobre wieści! Znów mieliśmy rację;-) Z tym „znów”, to oczywiście pół żartem, pół serio, ale cieszę się, że po raz kolejny udało się odwrócić niekorzystny bieg procesu.

 *                *               *

Korzystny zwrot akcji nastąpił po tym, jak początkowo biegły, nazwijmy go biegły I, wydał dwie jednoznacznie niekorzystne dla moich Klientów opinie na temat prowadzenia porodu i przyczyn skrajnego niedotlenienia dziecka, skutkujących ciężką postacią MPD. Biegły ten konsekwentnie utrzymywał, że – cytat z opinii:

„wymyślone przez Pełnomocnika Powodów [czyli mnie – przypis JB] wskazania do cięcia cesarskiego są jego indywidualną interpretacją faktów nie mającą uzasadnienia”.

Kolejny biegły (biegły II),do którego powołania dał się przekonać Sąd, miał już na ten temat na szczęście odmienną opinią, zbieżną z moją. Wszystkie jego tezy są szczegółowo i merytorycznie uzasadnione. Nie będę przytaczać całej opinii, ale żeby zobrazować, jak dalece poglądy biegłych mogą się różnić, przytoczę dla przykładu argumentację obu biegłych na temat stanu łożyska i możliwego wpływu na ciężki stan urodzeniowy noworodka.

Biegły I twierdzi, że „niewyjaśnionym pozostaje obraz popłodu (łożyska) w badaniu histopatologicznym.” Nieco mniejsza dojrzałość morfologiczna kosmków od należnej okresowo ciąży i skąpe wykładniki morfologiczne zdaniem biegłego I upoważniają do wniosku, że rozwój płodu już w trakcie ciąży nie był do końca prawidłowy. Moje argumenty, że stan łożyska nie miał znaczenia w tej sprawie, kwituje:

„Stwierdzenia Pełnomocnika Powodów z punktu widzenia procedowania są błyskotliwe, ale mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. Bo gdzie dowody?”

Hmm. Być może biegły nie wie, że to strona procesu, która wywodzi skutki prawne z danego faktu, musi ten fakt udowodnić. Czyli w tej sprawie: jeśli szpital twierdzi, że mózgowe porażenie dziecięce u dziecka jest konsekwencją nieprawidłowego rozwoju płodu w ciąży, to musi zaoferować konkretny dowód, który potwierdza taką tezę. To elementarz procesowy. Biegły I co prawda prawnikiem nie jest i nie taka jest zresztą jego rola, ale się stara. Wybronić szpital.

Biegły II kategorycznie napisał za to: „Obraz histologiczny łożyska nie przedstawia zmian, które mogłyby być powodem do przewlekłego niedotlenienia płodu. Dodatkową wskazówką jest fakt, że płód, który jest przewlekle niedotleniony z powodu niewydolności łożyska, zwykle oddaje smółkę do płynu owodniowego, co zabarwia wody płodowe na zielono. Analizując materiał biegły nie odnotował żadnych danych, które mogłyby sugerować możliwość niewydolności łożyska.”

Takich jednoznacznych rozbieżności między opiniami wydanymi przez biegłego I i biegłego II było oczywiście znacznie więcej tej sprawie.

Pamiętacie mój wpis „To wina matki”, gdzie opisałam, jakie pomysły miewają pozwane szpitale i biegli na to, by zwalić winę za stan dziecka na matkę, a tym samym odsunąć wszelkie zarzuty od siebie? Opisana przeze mnie właśnie postawa biegłego I to właśnie typowy przykład szukania dziury w całym. Wszystko po to, aby nie przyznać, że to zbyt późne wykrycie zaburzeń tętna dziecka i spóźniona decyzja o cięciu cesarskim była przyczyną niedotlenienia dziecka w trakcie porodu. Nic innego.

Jaki z tego wniosek?

Nie warto się załamywać ani tym bardziej poddawać się po tym, jak jedna opinia biegłego jest niekorzystna. Biegły to nie wyrocznia. Nie zawsze ma rację. Warto powiedzieć: „sprawdzam”!

Jak uzyskać bezpłatnie dokumentację medyczną?

Jolanta Budzowska        25 maja 2018        6 komentarzy

RODO* i wszystko jasne!

RODO i inne przepisy unijne mają więcej zalet, niż nam się na co dzień wydaje:-)

Jedną z korzyści, jakie wynosi pacjent z regulacji RODO, jest gwarancja bezpłatnego dostępu do własnych danych osobowych pacjenta, gromadzonych przez podmioty lecznicze, w tym szpitale, przychodnie i gabinety lekarskie.

Podmioty lecznicze przetwarzają dane osobowe pacjentów między innymi prowadząc dokumentację medyczną. Swoje prawo dostępu do tych danych pacjent może więc zrealizować przez żądanie wydania kopii. Podmiot leczniczy ma obowiązek pierwszą kopię wydać pacjentowi bezpłatnie, w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

Wniosek można złożyć osobiście, pocztą tradycyjną lub mailem.

Oto wzór wniosku: wzór wniosku o dostęp do danych osobowych/kopię dokumentacji medycznej.

*RODO, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (EU) 2016/679  z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE

Jak wygrać sprawę o błąd przy porodzie? „Wygrać” z biegłym!

Jolanta Budzowska        22 maja 2018        2 komentarze

Osią sporu o odszkodowanie za błąd lekarski przy porodzie jest merytoryczna ocena postępowania lekarza. Czy było, czy nie było odpowiednio staranne, czy lekarz postępował jak profesjonalista.

Oceny tej dokonuje biegły. Sąd – choćby mający szeroką wiedzę, doświadczenie życiowe (Sędzia to czasem też matka lub ojciec…) czy zdolności analityczne – nie ma wiadomości specjalnych i nie może samodzielnie ustalić, czy dane zachowanie było zgodne z aktualną wiedzą medyczną, czy nie. Zleca więc opinię biegłemu sądowemu.

*           *            *

 

Biegły – towar deficytowy

Biegłych jest jak na lekarstwo, więc szczególnym wzięciem u Sędziów cieszą się ci, którzy po pierwsze w ogóle figurują na liście biegłych sądowych (a więc zgodzili się pełnić tę funkcję), a po drugie, wydają opinię w terminie wyznaczonym przez Sąd. Aspekt terminowości jest dziś szczególnie ważny. Sędziowie są rozliczani za czas trwania procesów i grozi im postępowanie dyscyplinarne nawet wtedy, gdy opóźnienie w rozstrzygnięciu sporu wynika z przyczyn obiektywnych. Jak na przykład zbyt mało rąk do pracy w sekretariacie wydziału czy brak chętnych wśród biegłych medyków, by wydawać opinie w sprawie o błąd medyczny.

 

Jaka opinia, taki wyrok

W tej sytuacji kusi droga na skróty. Konieczność oparcia wyroku przede wszystkim na opinii biegłego, gdy jednocześnie są olbrzymie trudności z uzyskaniem miarodajnej ekspertyzy, prowadzi czasem do sytuacji, że Sąd jest głuchy na choćby najlepiej uzasadnione argumenty stron. Zadowala się wtedy nawet kiepską merytorycznie opinią, jeśli tylko kończy się ona konkluzją mniej więcej taką: „biegły nie dopatrzył się w analizowanym stanie faktycznym jakichkolwiek zaniedbań czy błędów personelu medycznego”. Nie trzeba być jasnowidzem, że jeśli taka opinia się utrzyma, tzn. Sąd rzeczywiście na niej poprzestanie i nie dopuści dowodu z kolejnej opinii, to wyrok będzie takiej jakości, jak opinia. Ale będzie faktem. A poszkodowany pacjent przegra.

 

Na szczęście, to nie reguła

Nie zawsze tak jest. Mam w ręku wyjątkowe uzasadnienie. Sąd, mając do dyspozycji kilka opinii z zakresu ginekologii i położnictwa – oczywiście, jak to zwykle bywa – sprzecznych ze sobą, jedną z nich ocenił jednoznacznie negatywnie i to z odwagą, zasługującą na duży szacunek. A w konsekwencji nie wziął tej opinii (skądinąd prominentnego profesora medycyny, specjalisty z zakresu ginekologii i położnictwa) za podstawę rozstrzygania w sprawie.

Co zaważyło na takim podejściu Sądu?

Sąd nie zawahał się stwierdzić, że po pierwsze, skoro biegły w opiniach ujawnił, a wręcz zamanifestował osobiste, negatywne nastawienie do rodzącej (z przyczyn pozamerytorycznych), to ten biegły nie jest bezstronny. Już samo to stanowi podstawę do wyłączenia biegłego z postępowania karnego (art. 196 § 3 kpk) i cywilnego (art.49 kpc).

Sąd zauważył też, że opinie biegłych w założeniu przede wszystkim mają stwierdzać okoliczności o istotnym znaczeniu dla rozstrzygnięcia sprawy w oparciu o wiadomości specjalne, a nie osobiste uprzedzenia biegłego. (O podobnej sytuacji pisałam w poście: “Biegli od spraw medycznych“.)

Po drugie, Sąd wytknął biegłemu, że wydane przez niego opinie budzą poważne wątpliwości co do ich pełności i logiczności oraz zakresu materiału dowodowego w oparciu, o jaki zostały sporządzone. Biegły nie wziął bowiem pod uwagę ważnego, konkretnego faktu, który wynikał z dokumentacji medycznej z przebiegu porodu…

Nie wierzę w przeoczenie czy przypadek, tym bardziej, że biegły nie uderzył się w piersi po zapoznaniu się z naszymi zarzutami do pierwszej z jego opinii.  Gdyby biegły uwzględnił kluczową okoliczność, konkluzja opinii musiałaby być korzystna dla rodzącej, a „wybiórcze” traktowanie istotnych dowodów w sprawie wiele mówi o rzetelności biegłego.

 

Błędów było znacznie więcej…  

Na szczęście, udało się uzyskać opinie innych ekspertów. Okazały się jednoznacznie korzystne dla rodzącej i jednoznacznie negatywnie oceniły postępowanie lekarza, który prowadził poród. Symptomatyczne jest, że według tych opinii, tak jak twierdziliśmy od początku w procesie, rozstrzygające znacznie miał dowód z dokumentacji medycznej, pominięty przez pana profesora.

 

Fałszywa opinia, prawdziwy biegły

Czy to już się kwalifikuje jako przedstawienie fałszywej opinii lub ekspertyzy mających służyć za dowód w postępowaniu? To przecież przestępstwo, zagrożone karą pozbawienie wolności od roku do lat 10…

Hmm, być może. Póki co, pan profesor medycyny jako biegły ma się znakomicie, wciąż figuruje na liście zaprzysiężonych biegłych sądowych, a za wydanie dwóch opinii, które tak jednoznacznie zostały „zrównane z ziemią” przez sąd, uzyskał łącznie ponad 4 tys. zl. wynagrodzenia.