Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Kiedyś wśród znajomych lekarzy położników zrobiłam sondaż. Pytanie było proste: jak szybko można wydobyć dziecko w sytuacji zagrożenia – ile minut musi się poświęcić na poszczególne czynności od momentu podjęcia decyzji o cięciu cesarskim do urodzenia dziecka, przy założeniu dobrej organizacji szpitala?

Nagłe cięcie cesarskie –  godzina wydobycia dziecka

Opinie były zbieżne co do czasu, średnio wskazywano 10-15 min. Jeden z lekarzy pochwalił się swoim „rekordem”, który wyniósł 5 min. Ta odpowiedź była najdokładniejsza:

„U mnie w szpitalu ten czas to ok. 12 minut. Sala porodowa jest za ścianą bloku operacyjnego,  więc dystans żaden. Mamy alarm który jak się włączy, to każdy słyszy przez głośnik wezwanie do nagłego cięcia, nie trzeba nikogo oddzielnie wzywać.  Anestezjolog i zespół pielęgniarski są obecni przez całą dobę na bloku operacyjnym. Sala operacyjna jest gotowa z przygotowanym instrumentarium do cięcia i każdy zna swoją rolę. Doświadczony anestezjolog znieczula błyskawicznie. A od wzięcia do ręki skalpela przez położnika, który ma wprawę, do wyjęcia dziecka, mija 30 sekund.”

Z łożyskami jest w ogóle ciekawa sprawa. W innym procesie, tym razem cywilnym, szpital na pewnym etapie wyciągnął królika z kapelusza, czyli wynik badania histopatologicznego łożyska, który w cudowny sposób odnalazł się w szpitalu po… 7 latach postępowania. Wcześniej nikt się nawet nie zająknął, że takie badanie było wykonane.

I tak to szpitalowi nie pomogło:) Biegli podtrzymali swoją opinię, że do niedotlenienia doszło w trakcie porodu, a za stan dziecka odpowiada fakt, że decyzję o cięciu cesarskim podjęto zdecydowanie za późno.

Łożysko jak dziennik życia

Pomimo postępów w monitorowaniu stanu płodu w ostatnich latach, czasem trudno jest odtworzyć wszystko, co działo się z płodem tuż przed urodzeniem.

O łożysku mówi się jednak, że jest „dziennikiem życia wewnątrzmacicznego” i może naświetlić wiele aspektów tych procesów, m.in. pokazać, czy doszło do przedwczesnego oddzielenia się łożyska i czy personel medyczny powinien był podjąć decyzję o zabiegowym ukończeniu porodu.

 

„Badania prenatalne” – to pierwsze skojarzenie, jakie miałam widząc artykuł o operacjach wewnątrzmacicznych pt. „Batalia o życie i normalny rozwój” w najnowszym numerze „Ginekologii i Położnictwa”. Dlaczego? O tym później. 

Artykuł to właściwie rozmowa z dr.n.med. Robertem Brawurą-Biskupskim-Samahą – ginekologiem i perinatologiom ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie na temat tego, jakie choroby płodu można leczyć za pomocą operacji wewnątrzmacicznych.

Operacje wewnątrzmaciczne ratujące życie

Lekarz wymienia szereg procedur ratujących życie, a wśród nich:

  • transfuzje dopłodowe, które też są rodzajem zabiegów wewnątrzmacicznych. Ta procedura jest stosowana w przypadku konfliktu serologicznego. Leczenie w czasie ciąży polega na przetaczaniu dziecku odpowiednio dobranej krwi pod kontrolą USG bezpośrednio do pępowiny. Transfuzje można powtarzać kilka razy. Transfuzje stosuje się nie tylko w przypadku konfliktu serologicznego, ale i innych chorób powodujących niedokrwistość płodu. Transfuzje dopłodowe to jedna z interwencji, które bezpośrednio ratują życie płodu;

 

  • laserowe zamknięcie połączeń naczyniowych między bliźniętami, gdy dochodzi do „podkradania krwi” przez jedno z bliźniąt drugiemu. Zespół przetoczenia między płodami (twin-to-twin transfusion syndrome, TTTS)jest schorzeniem występującym z częstością około 1:2500 urodzeń.  Jest to stosunkowo rzadko spotykana choroba,  ale w jej przypadku wdrożenie terapii wewnątrzmacicznej ma ogromny wpływ  na przeżywalność płodów. Jej zastosowanie pozwoliło u kobiet, u których szanse na przeżycie płodu ocenia się na 0-20%, uzyskać przeżycie przynajmniej jednego dziecka na ponad 80%.  Jeden z przypadków  TTTS, które trafiły do naszej kancelarii, opisałam tutaj: „TTTS – powikłania ciąży bliźniaczej”;

 

  • operacje związane z wysiękami w jamie ciała płodu. Do szczególnie groźnych sytuacji dochodzi kiedy w jamach opłucnej dziecka gromadzi się płyn, który uciska płuca i uniemożliwia ich rozwój. Wówczas w trakcie operacji wewnątrznacicznej zakłada się rodzaj drenów, które stale oprowadzają płyn z klatki piersiowej płodu do jamy owodniowej;

 

  • operacje przepukliny przeponowej – zabieg zwiększa szanse przeżycia dziecka po urodzeniu o 30-50%.
Operacje wewnątrzmaciczne

Operacje wewnątrzmaciczne

Operacje wewnątrzmaciczne a jakość życia

Kolejne procedury, których wykonanie poprawia jakość życia i sprawność dziecka po urodzeniu, to:

  • operacje serca – wewnątrzmacicznie można operować zwężenie zastawki aortalnej i zwężenie zastawki pnia płucnego. Ten zabieg zwiększa szansę na prawidłowy rozwój serca;

 

  • operacje rozszczepu kręgosłupa – te operacje prenatalne pozwalają uzyskać 2-krotnie większy odsetek dzieci samodzielnie chodzących i 2- krotnie zmniejszają ryzyko konieczności założenia zastawki;

 

  • operacje w obrębie układu moczowego – leczenie uropatii zaporowej;

 

  • operacje z powodu wytrzewienia.

Badania prenatalne a operacje wewnątrzmaciczne

Co było przyczyną, że moje pierwsze skojarzenie z hasłem „operacje wewnątrzmaciczne” to „badania prenatalne”? Bo do kancelarii trafiają sprawy tych małych pacjentów i ich rodziców, którzy nie mieli szansy skorzystać z dobrodziejstwa współczesnej medycyny i poddać się leczeniu prenatalnemu. Dlaczego? Bo lekarze prowadzący ciążę nie rozpoznali choroby w ramach badań prenatalnych.

Zajmujemy się na przykład przypadkiem wrodzonej wady klatki piersiowej u płodu. Jeśli ta choroba zostanie na czas rozpoznana i leczona, to zabiegi przeprowadzane w trakcie ciąży zwiększają szanse przeżycia do 69-75%. Wadę tę można wykryć w II badaniu prenatalnym, czyli między 18 a 20 tygodniem ciąży. Niektóre źródła wskazują również już na 16 tydzień ciąży. Niestety, lekarz w wykonanym u pacjentki badaniu USG połówkowym nie opisał widocznej nieprawidłowości. Nie wdrożono leczenia. Dziecko zmarło.

Ścieżka pacjenta – jak wybrać szpital?

Może poprzestanę na cytatach z wypowiedzi lekarza:

„Bywa (…) tak, że lekarze dorywczo przyjeżdzają do nas oglądać zabiegi, a potem próbują je przeprowadzić sami w swoich ośrodkach macierzystych. Tymczasem są to naprawdę bardzo trudne operacje. (…) To nie jest tak, że po obejrzeniu jednej operacji samemu można próbować ją przeprowadzić.” 

„Tworzymy swego rodzaju sieć umożliwiająca przekazywanie informacji. W ten sposób lekarze z innych miast dowiadują się również, czym się zajmują poszczególne jednostki. Kiedy na przykład trafia do nich pacjenta z rozszczepem kręgosłupa u płodu, wiedzą, że w Polsce takie operacje wykonuje kilka ośrodków, i właśnie tam należy ją skierować”.

 

 

***

Przy pisaniu tego postu korzystałam z artykułu Jerzego Dziekońskiego opublikowanego w „Ginekologii i Położnictwie” nr 3 (151) maj-czerwiec 2024.

 

To jest dość krótka relacja jak na fakt, że podsumowuje długoletnie postępowanie w sprawie śmierci młodej kobiety. Przyczyną jej zgonu był krwotok wewnętrzny. Proces, toczący się blisko 9 lat, zakończył się prawomocnym wyrokiem zasądzającym na rzecz męża, dzieci i matki zmarłej pacjentki łącznie (z odsetkami za czas trwania procesu) ponad 2,5 mln zł. Dzieciom przyznano także rentę miesięczną. 

Sąd Okręgowy w Katowicach, biorąc pod uwagę ogromną krzywdę i szkodę, jaką wyrządziła najbliższym zmarłej kobiety jej śmierć, za odpowiednie zadośćuczynienie i odszkodowanie za pogorszenie sytuacji życiowej uznał kwotę 300 tys. dla męża zmarłej, po 200 tys. zł dla trójki dzieci oraz 125 tys. zł. dla matki i 105 tys. zł. dla ojca zmarłej.

Wyrok wstępny w sprawie o błąd medyczny

Proces ma długą historię, bowiem w sprawie, w pierwszej kolejności został wydany wyrok wstępny (wyrok SO w Katowicach z dnia 20.07.2020 r., Sygn. akt I C 975/15). Wówczas Sąd uznał powództwo za usprawiedliwione co do zasady. Wyrok ten został utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny (wyrok SA w Katowicach z dnia 18 czerwca 2021 roku Sygn. akt I ACa 794/20). Następnie – ponownie – Sąd Okręgowy orzekał co do konkretnych żądań pozwu (Wyrok SO w Katowicach z dnia 30 listopada 2023 r.).

Krwotok wewnętrzny po porodzie

Poszkodowani dochodzili roszczeń związanych ze śmiercią kobiety, która miała miejsce w 2015 r. w wyniku krwotoku pooperacyjnego. Doszło do niego w krótkim czasie po porodzie najmłodszego syna pacjentki.

Dwie wcześniejsze ciąże pacjentki rozwiązano w drodze cięcia cesarskiego z uwagi na jej wadę wzroku oraz wcześniejsze porody przedwczesne. W konsekwencji, i tę ciążę zakończono w trybie planowym drogą zabiegową.

W trakcie operacji doszło do nacięcia na 1/3 obwodu lewej tętnicy macicznej. Operator zaopatrzył krwawiące miejsce. Po upewnieniu się, że uzyskano hemostazę, zadecydował o zamknięciu powłok i zakończeniu operacji. W dokumentacji operacyjnej potraktowano operację jako typową. Nie zaznaczono żadnych komplikacji. Po zakończeniu operacji pacjentkę bez problemu wybudzono, a anestezjolog przyznała jej 10 pkt w skali Aldreta. Była przytomna, w pełnym logicznym kontakcie oraz była wydolna oddechowo i krążeniowo. W karcie pooperacyjnej uwidoczniono o godzinie 16.45 pomiar ciśnienia 140/80 oraz tętno 100.

Niewystarczająca opieka pooperacyjna

Po operacji pacjentka została przekazana pod opiekę położnych, które oprócz opieki nad nią zajmowały się pacjentkami na oddziale. Opieka odbywała się na sali porodowej po przeniesieniu na łóżko szpitalne. W karcie zaleceń zalecono monitorowanie saturacji (SaO2) oraz częstotliwości oddechów i tętna (RR/HR), a także tlenoterapię i płynoterapię. Operator uznał, że pacjentka nie wymaga ponadstandardowej opieki. O godzinie 17.00 zmierzono pacjentce ciśnienie, które wynosiło 110/70 oraz tętno – 70. O 17.26 mąż ostatni raz rozmawiał z żoną przez telefon.

Według dokumentacji, pacjentka była kontrolowana przez położne co 15 minut.  Ostatnie wpisane pomiary ciśnienia pochodzą z godz. 19.00 i o 19.10. O godzinie 19.15 jedna z położnych zauważyła, że pacjentce zsunęła się ręka z łóżka. Zauważyła też, że pacjentka jest nieprzytomna. Zawiadomiła lekarza. Rozpoczęto resuscytację. Wezwani anestezjolodzy stwierdzili, że pacjentka jest bez kontaktu, bez oznak życia. Prowadzona akcja nie przyniosła rezultatu i o godzinie 19.50 stwierdzono zgon pacjentki.

Przyczyną śmierci krwotok wewnętrzny

Wykonana sekcja zwłok wykazała, że jama otrzewnowa zmarłej pacjentki zawierała około 2 litry płynnej, częściowo skrzepłej krwi. Stwierdzono uszkodzenie pełnościenne ściany tętnicy macicznej lewej niepełno obwodowe, tuż przy ścianie macicy. Uszkodzone było 1/3 obwodu tętnicy, na odcinku około  2-3 mm. Biegli stwierdzili, że przyczyną zgonu było uszkodzenie lewej tętnicy macicznej wraz z następstwami.

Sąd ustalił, że opieka pooperacyjna w pozwanym szpitalu była zorganizowana w sposób prawnie dopuszczalny, ale poniżej zaleceń Polskiego Towarzystwa Anestezjologicznego. Prowadzony przez pozwaną nadzór nad pacjentką nie był wystarczający. Personel szpitala przeoczył symptomy, które powinny występować przy tak dużym krwawieniu pacjentki i utracie 2 litrów krwi.

Nierzetelna dokumentacja medyczna

Zdaniem sądu, istniały poważne wątpliwości co do rzetelności sporządzonej dokumentacji. Świadczyła o tym choćby adnotacja, że o godzinie 19.10 pacjentka jest w kontakcie i ma prawidłowe parametry, a 5 minut później jest nieprzytomna i ma ciśnienie nieoznaczalne, co stwierdził wezwany lekarz. Tymczasem 5 minut wcześniej pacjentka miała mieć ciśnienie normalne i być w kontakcie z położną. W kontekście utraty przez nią dwóch litrów krwi wydaje się to niemożliwe.

Krwotok wewnętrzny

Krwotok wewnętrzny

Trafnie wskazał biegły powołany w tej sprawie, że opieka nad pacjentką po cesarskim cieciu ma być tak prowadzona, by wykryć symptomy krwotoku i przeprowadzić reoperację. Sytuacja, gdy pacjentka praktycznie do samej zapaści nie wykazuje objawów, jest atypowa.  Personel szpitala powinien dostrzec objawy i odpowiednio zareagować. Skoro tego nie uczynił, to szpital ponosi odpowiedzialność cywilną (finansową) za śmierć pacjentki.

Braki w dokumentacji medycznej

Dużą wagę ma stwierdzenie sądu zawarte w uzasadnieniu wyroku, że istotne znaczenie w ocenie prawidłowości przebiegu leczenia pacjentów ma obowiązek prawidłowego prowadzenia dokumentacji medycznej. Sąd podkreślił:

„Wszelkie braki w tym zakresie obciążają pozwanego, gdyż to szpital ma zapewnić prawidłowość jej prowadzenia. Jeżeli jakieś istotne okoliczności nie zostały ujęte w dokumentacji, to pozwany nie może skutecznie powołać się na ich przeprowadzenie.”

Sąd stwierdził jednoznacznie, że brak zapewnienia prawidłowej opieki pooperacyjnej, która pozwoliłaby na odpowiednio wczesne wykrycie i zaopatrzenie krwotoku wewnętrznego u zmarłej pacjentki stanowił zawinione zaniedbanie pozwanego. Poziom wiedzy medycznej w tym czasie bezsprzecznie wskazywał, że dla uniknięcia ryzyka braku zdiagnozowania wystąpienia najpoważniejszego powikłania pooperacyjnego w postaci krwotoku wewnętrznego, konieczne było zapewnienie szerszego, stałego, rzetelnego i fachowego monitoringu pooperacyjnego pacjentki.

Krwotok wewnętrzny a brak należytej opieki

Zaniedbanie pozwanego szpitala dotyczyło przede wszystkim niewłaściwej organizacji opieki pooperacyjnej w pozwanym szpitalu. Wyrażało się to w braku powierzenia tej opieki osobom, które potrafiłyby relatywnie szybko wykryć krwotok wewnętrzny i które odpowiednio monitorowałyby stan pacjentki. Nie bez znaczenia był też niewłaściwie, nierzetelnie prowadzony monitoring parametrów życiowych pacjentki.

Zaniedbania te pozostawały w adekwatnym związku przyczynowo – skutkowym ze śmiercią pacjentki. Nie pozwoliły na odpowiednio wczesne wykrycie krwawienia wewnętrznego u pacjentki. Ze statystycznie dużym prawdopodobieństwem odpowiednio wczesne rozpoznanie pozwoliłoby na podjęcie reoperacji i zaopatrzenie krwawienia. A w konsekwencji uratowano by pacjentce życie.

Więcej o tej sprawie można też przeczytać tutaj:

„Dwie godziny na śmierć”

„Krwotok i wstrząs po cięciu cesarskim”

Ułożenie potylicowe tylne dziecka nie stanowi bezwzględnego wskazania do rozwiązania ciąży drogą cięcia cesarskiego. Mogą jednak w takim przypadku wystąpić względne wskazania do porodu zabiegowego. Niedostrzeżenie ich na czas, skutkujące niedotleniem dziecka podczas porodu, to powód do żądania od szpitala odszkodowania za błąd medyczny, zadośćuczynienia i renty dla dziecka. 

Poród siłami natury dziecka w ułożeniu potylicowym tylnym, jakkolwiek możliwy, nawet bez dodatkowych ryzyk, na przykład  związanych z budową kobiety ciężarnej, jest bardzo trudny. Tylko 35 % takich porodów odbywa się bez powikłań. Oznacza to tym samym, że 2/3 porodów w ułożeniu potylicowym tylnym skutkuje problemami zdrowotnymi u matki lub dziecka.

Ułożenie potylicowe tylne – poród niefizjologiczny

Niewątpliwie taki poród należy zaliczyć do niefizjologicznych. Poród dziecka w ułożeniu potylicowym tylnym z założenia wiąże się ze zwiększonym ryzykiem, a nawet nie w każdej sytuacji będzie możliwy. Niezależnie od wybranego sposobu rozwiązania ciąży, poród powinien zostać poprzedzony uzyskaniem świadomej zgody rodzącej pacjentki. Pacjentka musi być dokładnie poinformowana o sytuacji położniczej i o ryzyku.  Ponadto taki poród – drogami natury – wymaga prowadzenia przez bardzo doświadczonego lekarza położnika.

Ułożenie potylicowe tylne

Ułożenie potylicowe tylne

Błędna kwalifikacja do porodu drogami natury

W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw dziecko było w ułożeniu potylicow0 tylnym, a jego mama osobą bardzo drobną, z wąską miednicą.  Poród siłami natury przy ułożeniu potylicowym tylnym dziecka w takich warunkach był niezwykle ryzykowny. Co za tym idzie: przeciwwskazany. Mimo to do takiego porodu dopuszczono, nie informując rodzącej o ryzyku i nie pytając o jej zgodę.

Co więcej, ten wyjątkowo trudny poród prowadziła samodzielnie położna. Lekarz pojawił się na sali porodowej dopiero w II okresie porodu. Wcześniej, przez dłuższy czas, lekarz nie badał rodzącej, nie kontrolował przebiegu porodu i wstawiania się główki do kanału rodnego. Nie weryfikował więc podjętej uprzednio przez siebie decyzji o zakwalifikowaniu pacjentki do porodu drogami natury. Ponadto w II okresie lekarz również nie wziął aktywnego udziału w porodzie, poprzestając na zleceniu oksytocyny. Ta decyzja  również była co najmniej kontrowersyjna.

Lekarz rezydent bez nadzoru

Co więcej, lekarz nadzorujący w ten sposób poród był rezydentem, i to dopiero  na pierwszym roku specjalizacji. Nie ma wątpliwości, że miał niewielkie doświadczenie. Zgodnie z przepisami powinien pracować pod nadzorem starszego, doświadczonego lekarza, szczególnie prowadząc poród niestandardowy i trudny. Mimo to jego decyzji nikt z nim nie konsultował i nie weryfikował.

Istotne jest również to, że od przyjęcia do szpitala, przez 2 godziny rodząca pozostawała właściwie bez jakiejkolwiek opieki, poza jednorazowym badaniem lekarskim przy przyjęciu.

Do momentu przyjazdu prywatnej położnej, wezwanej na prośbę rodzącej, nikt nie kontrolował przebiegu porodu, tętna dziecka, wstawiania się główki do kanału rodnego, siły skurczów ani samopoczucia rodzącej. Innymi słowy pacjentka, mimo, że była w szpitalu, rodziła zupełnie sama. Był to ten okres porodu, w którym można było – właściwie nadzorując poród – zidentyfikować wszystkie problemy położnicze i podjąć adekwatne decyzje. Niestety tak się nie stało.

Prywatna położna podczas porodu

Mogłoby budzić wątpliwości, czy skoro rodzącej po pewnym czasie zaczęła towarzyszyć prywatna położna, to czy szpital odpowiada za przebieg porodu.

Odpowiedź jest prosta.

Dla odpowiedzialności szpitala nie ma znaczenia fakt, że przy porodzie pacjentce  towarzyszyła „umówiona” położna. Rodząca zgłosiła się do porodu w szpitalu i do szpitala została przyjęta. Przyjmując pacjentkę do porodu szpital wziął odpowiedzialność za sprawowaną nad nią opiekę. Opieka ta, zarówno jeśli chodzi o opiekę lekarską, jak i opiekę położnej, powinna być sprawowana przez personel szpitala. Powinna też odbywać się zgodnie z przyjętymi standardami, a nade wszystko zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Tzw. „prywatna położna” pełni wyłącznie rolę bliskiej pacjentce osoby, która na życzenie pacjentki towarzyszy jej przy porodzie.

Obecność „umówionej” położnej, niezależnie od jej kwalifikacji zawodowych, nigdy nie zwalnia szpitala z odpowiedzialności za poród.  Nie pozwala też szpitalowi scedować na taką osobę towarzyszącą własnych obowiązków szpitala związanych z opieką nad pacjentami. Jeżeli do takiej sytuacji dochodzi, to dzieje się tak na wyłączne ryzyko i odpowiedzialność szpitala, który, zupełnie niezależnie od wcześniejszej decyzji pacjentki, sam również powierza takiej osobie prowadzenie porodu.

Ułożenie potylicowe tylne – proces o odszkodowanie

Ten poród zakończył się źle. Doszło do niedotlenienia dziecka. Można było tego uniknąć, gdyby od początku właściwie zidentyfikowano ryzyka i wybrano – wspólnie z pacjentką – najbezpieczniejsze rozwiązanie.

Proces o odszkodowanie za błąd medyczny związany z porodem dziecka w położeniu tylnym potylicowym jest w toku.

 

Kilka dni temu zapadł niezwykle istotny wyrok dotyczący kwestii badań prenatalnych i zakresu informacji, jakie lekarz ginekolog ma przekazać kobiecie w ciąży.

Wystąpiliśmy z pozwem w imieniu klientki i jej męża, ponieważ w toku ciąży doszło do poważnych błędów w diagnozie i – świadomego lub nie – wprowadzenia pacjentki przez lekarza w błąd odnośnie stanu zdrowia jej dziecka.

Badania w trakcie ciąży

Lekarz prowadził ciążę pacjentki prywatnie. Przez cały okres ciąży wykonywał obowiązkowe oraz dodatkowe badania USG, oceniając dobrostan płodu.  Na ich podstawie zapewniał pacjentkę, że płód rozwija się prawidłowo i nie ma powodów do obaw.

Wada rozwojowa stwierdzona po porodzie

Po porodzie u noworodka stwierdzono istotne wady rozwojowe. Dziecko nie miało kończyny górnej prawej od wysokości obręczy barkowej. Kończyna górna lewa złożona była jedynie z ramienia oraz fragmentu przedramienia. Nie można sobie nawet wyobrazić tego, co czuli rodzice dowiadując się o stanie zdrowia wyczekiwanego dziecka.

W naszej ocenie wada rozwojowa dziecka była możliwa do wykrycia w ciąży. Lekarz nie opisał jej jednak w wykonywanych i wydawanych pacjentce opisach badań USG. Te opisy były nie tylko niezgodne z prawdą, ale również nie spełniały wymagań stawianych przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne.

Niepełne badania USG

Nasze zarzuty potwierdził powołany przez sąd biegły. W jednym z badań USG ginekolog nie podał wieku ciążowego według daty ostatniej miesiączki. Pomiary biometryczne wykonał w niepełnym zakresie, na przykład nie zmierzył obwodu główki HC. Odnotowano natomiast wartości wymiaru dwuciemieniowego BPD, obwodu brzucha AC oraz zmierzono długość kości udowej FL, ale już nie wykonano pomiaru HC. Anatomia płodu nie została odrębnie opisana. Ginekolog ograniczył się do lakonicznego, zbiorczego zdania: „anatomia płodu bez uchwytnych nieprawidłowości”. I dodał: „dłonie złożone w pięści”.

W kolejnym, trzecim badaniu USG, wykonanym w terminie badania przesiewowego zaawansowanie biometryczne ciąży oceniono na podstawie trzech, zamiast czterech podstawowych parametrów pomiarowych. Nie podano wieku ciążowego według daty ostatniej miesiączki. Anatomia płodu nie została oceniona. Podano oczekiwaną masę płodu z pominięciem określenia lokalizacji w siatce centylowej.

Zapewnienia ginekologa

Podczas wizyt lekarskich, prowadzący ciążę lekarz zapewniał pacjentkę o braku komplikacji oraz prawidłowym przebiegu ciąży i prawidłowym rozwoju płodu.

Poród drogami natury przebiegł bez powikłań. W badaniu fizykalnym chłopca stwierdzono gotyckie podniebienie oraz wadę rozwojową kończyn górnych – całkowity brak kończyny górnej prawej od wysokości obręczy barkowej, skróconą kończynę górną lewą – brak przedramienia, nieprawidłowo wykształconą dłoń. Rodzice dziecka była w szoku.

Wada rozwojowa – amelia (fokomelia)

U płodu stwierdzono wadę rozwojową pod postacią amelii/fokomelii. Polega ona na braku całej kończyny lub braku części kończyny. Powstaje z powodu nieprawidłowego rozwoju kończyn płodu podczas wczesnego etapu rozwoju zarodkowego ciąży.

Ciężki stan uszkodzenia płodu cechował się niedwracalnością, bowiem stan dziecka w przyszłości nie ulegnie zmianie. Przedmiotowy przypadek spełniał kryteria ciężkiego kalectwa, a więc ciężkiej i nieodwracalnej wady rozwojowej i spełniał kryteria do kwalifikacji do legalnej terminacji ciąży w stanie prawnym obowiązującym przed wyrokiem trybunału Julii Przyłębskiej.

Wyrok sądu w sprawie badań prenatalnych

Sąd orzekający w tej sprawie, po przeprowadzeniu postepowania dowodowego, które potwierdziło wszystkie nasze zarzuty, nie miał wątpliwości, że opisy badań lekarza wykonującego USG u pacjentki w czasie ciąży nie były zgodne ze stanem rzeczywistym, a lekarz nie dołożył należytej staranności podczas wykonywania badań.

Wada rozwojowa u dziecka powinna być rozpoznana na etapie prenatalnej diagnostyki USG szczebla podstawowego, a więc podczas standardowych badań przesiewowych USG, które należy wykonać u każdej ciężarnej kobiety w Polsce.

Badania prenatalne

Brak usprawiedliwienia dla ginekologa

Nie wystąpiła w tej sprawie żadna okoliczność, która mogłaby utrudnić wizualizację. Już na etapie pierwszego badania przesiewowego szczebla podstawowego (11-14 tydzień ciąży), lekarz powinien ocenić anatomię płodu, w tym sprawdzić, czy płód ma dwie ręce i dwie nogi, oraz czy kończyny górne składają się z trzech części: ramion, przedramion i dłoni.

Drugie (18-22 tydzień ciąży) i trzecie badanie ultrasonograficzne (28-32 tydzień ciąży) związane było natomiast z koniecznością przeprowadzenia przez lekarza szczegółowej oceny narządów płodu pod kątem występowania wad wrodzonych. Ocenie powinny podlegać wówczas również cztery kończyny, w tym minimum oceny powinno objąć uwidocznienie kości długich dłoni i stóp.

Nieprawdziwe informacje w dokumentacji medycznej

Lekarz w dokumentacji medycznej odnotował nieprawdziwe informacje. Gdyby postąpił prawidłowo, po stwierdzeniu lub podejrzeniu wady rozwojowej właściwym dalszym postępowaniem byłoby skierowanie ciężarnej do właściwej placówki referencyjnej.

Właściwa diagnoza lekarza nie uchroniłaby co prawda dziecka przed niepełnosprawnością, ale dałaby możliwość rodzicom przygotowania się do urodzenia dziecka z niepełnosprawnością, zaplanowania działań leczniczych, a przede wszystkim podjęcia świadomej decyzji o podtrzymywaniu ciąży czy też jej legalnej terminacji.

Zadośćuczynienie dla rodziców

Rodzicom dziecka sąd przyznał rodzicom zadośćuczynienie za krzywdę spowodowaną bezprawnym naruszeniem ich dóbr osobistych w postaci prawa do planowania rodziny i wynikającego z niego uprawnienia do świadomego podjęcia decyzji o utrzymaniu lub przerwaniu ciąży.

Na ich rzecz sąd zasądził też zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjentów – po 25.000 zł za każde z naruszeń. Na rzecz matki za naruszenie jej prawa do informacji oraz prawa do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością, a na rzecz ojca tytułem naruszenia jego prawa do informacji.

Wyrok zapadł w marcu br., nie jest prawomocny.