Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Po 7 latach od tragicznego w skutkach porodu – mamy to! Zapadł wyrok – a my wraz z rodzicami dziecka  – tym samym zyskaliśmy pewność, że chłopiec, który w 2017 r. doznał bardzo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w wyniku niedotlenienia wewnątrzmacicznego, będzie miał zapewnione pieniądze na leczenie, opiekę i rehabilitację.

Dziecko urodziło się w zamartwicy. Zamartwica jest ciężkim stanem dziecka wynikającym z niedoboru tlenu. Jak doszło do niedotlenienia podczas tego porodu? Czy nie dało się temu zapobiec?

W kancelarii znaleźliśmy odpowiedź na te pytania. Po analizie dokumentacji medycznej byliśmy pewni, że za fakt, że dziecko urodziło się w zamartwicy, odpowiada szpital, w którym odbył się poród. Dlatego doradziliśmy rodzicom proces o odszkodowanie, zadośćuczynienie i rentę dla dziecka, oraz walkę o zadośćuczynienie dla nich samych.

Niewspółmierność porodowa i duża waga płodu

Popełnione już przy przyjęciu do szpitala matki dziecka błędy sprowadzały się po pierwsze do nierozpoznania niewspółmierności porodowej, a po drugie nierozpoznania zwężenia miednicy matki.

Na fakt, że miednica jest zwężona, wskazywały pomiary wykonane przez personel, ale nie wyciągnięto z tego właściwych wniosków. Lekarz nie dostrzegł też ryzyka wynikającego z drugiego czynnika, wpływającego na ocenę niewspółmierności porodowej, czyli dużej wagi płodu.

Biegły powołany w procesie potwierdził nasze zarzuty, że oba te czynniki występowały oraz że w związku z tym należało się spodziewać wielu trudności w razie prowadzenia porodu drogami natury.

Błędna ocena KTG

Kiedy rozpoczął się poród, lekarz błędnie ocenił uzyskane wyniki badania KTG. Biegły zgodził się z naszą interpretacją i  przyznał, że jeden z wykonywanych w toku porodu zapisów był nieprawidłowy – występowały w nim zaburzenia tętna płodu w postaci deceleracji (zwolnień). Zdaniem biegłego, nie musiały one samodzielnie stanowić wskazania do cięcia cesarskiego, ale należało obligatoryjnie wyjaśnić ich przyczynę, a także kontynuować zapis KTG. Zamiast tego, personel odłączył zapis KTG po zaledwie 12 minutach od wystąpienia ostatniej deceleracji.  Była to błędna decyzja.

Zapis KTG podłączono co prawda ponownie, ale dopiero po ponad godzinnej przerwie. Brak monitorowania tętna płodu w tym kluczowym okresie skutkował przeoczeniem dalszych zaburzeń tętna, których występowanie było – zdaniem biegłego – bardzo prawdopodobne. Jednocześnie, jak wynika z opinii, gdyby potwierdzono dalsze występowanie deceleracji, to należało zakończyć ciążę operacyjnie – wykonując cięcie cesarskie.

Zapis badania KTG wznowionego po upływie ponad godziny był niestety jeszcze gorszy niż wcześniejszy. Wskazywał na niedotlenienie płodu i wysokie ryzyko zamartwicy. Powinien być traktowany jako zapis patologiczny. Stanowił więc wskazanie do wykonania natychmiastowego cięcia cesarskiego, już po pierwszych kilku minutach od rozpoczęcia badania.

Poród drogami natury zamiast cięcia cesarskiego

Zamiast wykonać cięcie cesarskie w trybie natychmiastowym, personel kontynuował poród drogami natury. Zeznania świadków co prawda wskazywały na to, że cięcie cesarskie było planowane, jednak w rzeczywistości nigdy do niego nie doszło. Na domiar złego, rodzącej podawano oksytocynę.

Zamartwica urodzeniowa – stan dziecka

W wyniku zaniedbań lekarzy dziecko urodziło się w zamartwicy. W efekcie niedotlenienia doznało mózgowego porażenia dziecięcego o postaci kurczowego porażenia obustronnego, jak również cierpi na padaczkę. Chłopiec jest dzieckiem z ciężkim uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego, spowodowanym masywnymi zmianami poniedotlenieniowymi, występującymi w wielu strukturach mózgu.

W aspekcie fizycznym, dziecko, mające aktualnie 7 lat, nie utrzymuje głowy w pionie, nie jest w stanie samodzielnie usiąść, a tym bardziej utrzymać się samodzielnie w pozycji stojącej. W kończynach górnych i dolnych zauważalne są ruchy mimowolne, stwierdzono 100% deficyt sprawności manualnej obu dłoni.

Chłopiec nie jest też w stanie podjąć jakiejkolwiek komunikacji z otoczeniem (nawet alternatywnej), ani nawet sygnalizować swoich potrzeb fizjologicznych. Opiniujący w sprawie biegły z zakresu rehabilitacji stwierdził, że w jego przypadku występuje całkowity brak możliwości czynnego uczestniczenia w życiu rodzinnym.

Uszczerbek na zdrowiu został przez biegłych uznany za trwały, a rokowania są niepomyślne. Niemniej, co oczywiste, rodzice muszą nadal podejmować intensywne leczenie i rehabilitację dziecka, aby zapobiec dalszemu pogorszeniu jego stanu zdrowia.

Postępowanie przedsądowe

Przed wystąpieniem przez nas na drogę sądową matka chłopca złożyła skargę na naruszenie praw pacjenta do Rzecznika Praw Pacjenta. Następnie, w toku postępowania wyjaśniającego Rzecznik ustalił, że poród nie był prowadzony prawidłowo i  stwierdził naruszenie prawa matki do świadczeń zdrowotnych udzielonych z należytą starannością przez pozwany podmiot leczniczy.

Mimo tego, w toku postępowania wyjaśniającego szpital oświadczył, że jego zdaniem postępowanie personelu medycznego względem rodzącej było w pełni prawidłowe. W takiej sytuacji, wobec braku jakichkolwiek szans na ugodę przedsądową,  nie było innego wyjścia jak skierować sprawę do sądu.

Po wniesieniu przez nas pozwu Rzecznik Praw Pacjenta przystąpił do postępowania jako jego uczestnik.

Zamartwica, niedotlenienie - wygrana!

Zamartwica, niedotlenienie – wygrana!

Zabezpieczenie

Na początku procesu, zgodnie z naszym wnioskiem, sąd postanowił o częściowym zabezpieczeniu roszczenia małoletniego powoda o zapłatę renty, a to w kwocie 2.750 zł miesięcznie. W związku z tym, renta w takiej wysokości była wypłaca przez pozwanych od czerwca 2020 roku aż do teraz.

Wyrok  – odszkodowanie za błąd porodowy

Pozwany podmiot prowadzący szpital, a także jego ubezpieczyciel, przez cały proces konsekwentnie negowali własną odpowiedzialność co do zasady. Mimo tego, po czterech latach procesu, sąd uwzględnił żądania pozwu w przeważającej części, zasądzając na rzecz małoletniego powoda zadośćuczynienie w wysokości 1.200.000 zł, a także odszkodowanie w kwocie ok. 63 tys. zł. Kwoty te zostały zasądzone wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie za niemal cały czas trwania procesu.

Sąd zasądził także na rzecz dziecka rentę z tytułu zwiększonych potrzeb w wysokości ok. 11 tys. zł miesięcznie.

Na rzecz rodziców chłopca sąd przyznał zadośćuczynienie w kwotach po 100 tys. zł, również z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Sąd podjął taką decyzję, bo uznał, że rodzice mają prawo do wynagrodzenia im krzywdy jakiej doznali wobec odebrania im możliwości nawiązania i kontynuowania więzi rodzinnej z ich synem.  Jest to skutkiem jego ciężkiej niepełnosprawności, za którą odpowiedzialność ponosi szpital.

Ile trwa proces o błąd okołoporodowy?

Ten proces, jak wspomniałam, trwał 4 lata, co jak na postępowanie tego kalibru jest bardzo krótkim czasem. W sprawach błędów okołoporodowych zwykle trzeba się liczyć z tym, że I instancja zajmie 5-7 lat. Wiem, to szmat czasu, ale niestety nie mamy wpływu na to, jak bardzo sądy są przeciążone i jak bardzo „reformy” ostatnich lat okazały się być przeciwskuteczne i szkodzące wymiarowi sprawiedliwości.

Rodzice nie mają jednak innego wyjścia jak walczyć o odszkodowanie dla dziecka, bo to jest walka o przyszłość finansową całej rodziny. A tym samym o spokój ducha i brak stresu o jutro i kolejne dni. Wyrok daje pewność, że nie zabraknie środków na opiekę, leczenie i rehabilitację poszkodowanego pacjenta.

Ukazały się właśnie Wytyczne ws. aborcji autorstwa Ministerstwa Zdrowia, a pełny tytuł brzmi: „Wytyczne w sprawie obowiązujących przepisów prawnych dotyczących dostępu do procedury przerwania ciąży”.  Miałam już okazję je kilkakrotnie skomentować, w tym dla TVN24 i wiodących portali zajmujących się problematyką ochrony zdrowia (a także na moich profilach w  SM), więc nie będę się powtarzać.

Jako prawnik reprezentujący poszkodowanych pacjentów i pacjentki, chcę zwrócić uwagę na trzy najważniejsze moim zdaniem tezy, jakie padają w Wytycznych.

Swoją drogą, wytyczne powinny mieć tytuł: „Wytyczne w sprawie ratowania zdrowia i życia kobiety ciężarnej”, bo o tym mówią.

1. Definicja zagrożenia

Wystarczy, że ciąża zagraża życiu albo zdrowiu kobiety, by zakończenie  ciąży było zgodne z prawem, a zagrożenie nie musi być bezpośrednie, tzn. np. kobieta nie musi „tu i teraz” umierać, by lekarz mógł stwierdzić, że ciążę można legalnie zakończyć;

2. Prawo do informacji

Lekarz ma obowiązek poinformować kobietę nie tylko o ryzykach dla życia lub zdrowia, jakie w jej przypadku wiążą się z ciążą, ale też o tym, jakie ciężarna ma możliwości działania. Przede wszystkim ma obowiązek poinformować kobietę o tym, że w jej przypadku dopuszczalne jest przerwanie ciąży;

3. Pacjentka ma prawo do podjęcia decyzji o przerwaniu ciąży albo jej kontynuowaniu

Żadna pacjentka nie ma obowiązku przerwania ciąży nawet w sytuacji, gdy ciąża zagraża jej życiu lub zdrowiu. To pacjentka, po otrzymaniu przez nią od lekarza pełnej i zrozumiałej informacji medycznej, podejmuje decyzję czy podejmuje ryzyko i kontynuuje ciążę, czy też korzysta z prawa do jej zakończenia z uwagi na obawę co do własnego zdrowia i życia.

Wytyczne ws aborcji

Wytyczne ws aborcji

Mam nadzieję, że te informacje ostudzą choć trochę emocje, jakie wytyczne wzbudzają wśród niektórych osób. To są wytyczne o tym, jak uratować kobietę w ciąży. Jeśli ktoś nie wierzy, polecam wpis: „Ciąża w bliźnie po cięciu cesarskim a sprawa polska”

 

 

Kiedyś wśród znajomych lekarzy położników zrobiłam sondaż. Pytanie było proste: jak szybko można wydobyć dziecko w sytuacji zagrożenia – ile minut musi się poświęcić na poszczególne czynności od momentu podjęcia decyzji o cięciu cesarskim do urodzenia dziecka, przy założeniu dobrej organizacji szpitala?

Nagłe cięcie cesarskie –  godzina wydobycia dziecka

Opinie były zbieżne co do czasu, średnio wskazywano 10-15 min. Jeden z lekarzy pochwalił się swoim „rekordem”, który wyniósł 5 min. Ta odpowiedź była najdokładniejsza:

„U mnie w szpitalu ten czas to ok. 12 minut. Sala porodowa jest za ścianą bloku operacyjnego,  więc dystans żaden. Mamy alarm który jak się włączy, to każdy słyszy przez głośnik wezwanie do nagłego cięcia, nie trzeba nikogo oddzielnie wzywać.  Anestezjolog i zespół pielęgniarski są obecni przez całą dobę na bloku operacyjnym. Sala operacyjna jest gotowa z przygotowanym instrumentarium do cięcia i każdy zna swoją rolę. Doświadczony anestezjolog znieczula błyskawicznie. A od wzięcia do ręki skalpela przez położnika, który ma wprawę, do wyjęcia dziecka, mija 30 sekund.”

Z łożyskami jest w ogóle ciekawa sprawa. W innym procesie, tym razem cywilnym, szpital na pewnym etapie wyciągnął królika z kapelusza, czyli wynik badania histopatologicznego łożyska, który w cudowny sposób odnalazł się w szpitalu po… 7 latach postępowania. Wcześniej nikt się nawet nie zająknął, że takie badanie było wykonane.

I tak to szpitalowi nie pomogło:) Biegli podtrzymali swoją opinię, że do niedotlenienia doszło w trakcie porodu, a za stan dziecka odpowiada fakt, że decyzję o cięciu cesarskim podjęto zdecydowanie za późno.

Łożysko jak dziennik życia

Pomimo postępów w monitorowaniu stanu płodu w ostatnich latach, czasem trudno jest odtworzyć wszystko, co działo się z płodem tuż przed urodzeniem.

O łożysku mówi się jednak, że jest „dziennikiem życia wewnątrzmacicznego” i może naświetlić wiele aspektów tych procesów, m.in. pokazać, czy doszło do przedwczesnego oddzielenia się łożyska i czy personel medyczny powinien był podjąć decyzję o zabiegowym ukończeniu porodu.

 

„Badania prenatalne” – to pierwsze skojarzenie, jakie miałam widząc artykuł o operacjach wewnątrzmacicznych pt. „Batalia o życie i normalny rozwój” w najnowszym numerze „Ginekologii i Położnictwa”. Dlaczego? O tym później. 

Artykuł to właściwie rozmowa z dr.n.med. Robertem Brawurą-Biskupskim-Samahą – ginekologiem i perinatologiom ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie na temat tego, jakie choroby płodu można leczyć za pomocą operacji wewnątrzmacicznych.

Operacje wewnątrzmaciczne ratujące życie

Lekarz wymienia szereg procedur ratujących życie, a wśród nich:

  • transfuzje dopłodowe, które też są rodzajem zabiegów wewnątrzmacicznych. Ta procedura jest stosowana w przypadku konfliktu serologicznego. Leczenie w czasie ciąży polega na przetaczaniu dziecku odpowiednio dobranej krwi pod kontrolą USG bezpośrednio do pępowiny. Transfuzje można powtarzać kilka razy. Transfuzje stosuje się nie tylko w przypadku konfliktu serologicznego, ale i innych chorób powodujących niedokrwistość płodu. Transfuzje dopłodowe to jedna z interwencji, które bezpośrednio ratują życie płodu;

 

  • laserowe zamknięcie połączeń naczyniowych między bliźniętami, gdy dochodzi do „podkradania krwi” przez jedno z bliźniąt drugiemu. Zespół przetoczenia między płodami (twin-to-twin transfusion syndrome, TTTS)jest schorzeniem występującym z częstością około 1:2500 urodzeń.  Jest to stosunkowo rzadko spotykana choroba,  ale w jej przypadku wdrożenie terapii wewnątrzmacicznej ma ogromny wpływ  na przeżywalność płodów. Jej zastosowanie pozwoliło u kobiet, u których szanse na przeżycie płodu ocenia się na 0-20%, uzyskać przeżycie przynajmniej jednego dziecka na ponad 80%.  Jeden z przypadków  TTTS, które trafiły do naszej kancelarii, opisałam tutaj: „TTTS – powikłania ciąży bliźniaczej”;

 

  • operacje związane z wysiękami w jamie ciała płodu. Do szczególnie groźnych sytuacji dochodzi kiedy w jamach opłucnej dziecka gromadzi się płyn, który uciska płuca i uniemożliwia ich rozwój. Wówczas w trakcie operacji wewnątrznacicznej zakłada się rodzaj drenów, które stale oprowadzają płyn z klatki piersiowej płodu do jamy owodniowej;

 

  • operacje przepukliny przeponowej – zabieg zwiększa szanse przeżycia dziecka po urodzeniu o 30-50%.
Operacje wewnątrzmaciczne

Operacje wewnątrzmaciczne

Operacje wewnątrzmaciczne a jakość życia

Kolejne procedury, których wykonanie poprawia jakość życia i sprawność dziecka po urodzeniu, to:

  • operacje serca – wewnątrzmacicznie można operować zwężenie zastawki aortalnej i zwężenie zastawki pnia płucnego. Ten zabieg zwiększa szansę na prawidłowy rozwój serca;

 

  • operacje rozszczepu kręgosłupa – te operacje prenatalne pozwalają uzyskać 2-krotnie większy odsetek dzieci samodzielnie chodzących i 2- krotnie zmniejszają ryzyko konieczności założenia zastawki;

 

  • operacje w obrębie układu moczowego – leczenie uropatii zaporowej;

 

  • operacje z powodu wytrzewienia.

Badania prenatalne a operacje wewnątrzmaciczne

Co było przyczyną, że moje pierwsze skojarzenie z hasłem „operacje wewnątrzmaciczne” to „badania prenatalne”? Bo do kancelarii trafiają sprawy tych małych pacjentów i ich rodziców, którzy nie mieli szansy skorzystać z dobrodziejstwa współczesnej medycyny i poddać się leczeniu prenatalnemu. Dlaczego? Bo lekarze prowadzący ciążę nie rozpoznali choroby w ramach badań prenatalnych.

Zajmujemy się na przykład przypadkiem wrodzonej wady klatki piersiowej u płodu. Jeśli ta choroba zostanie na czas rozpoznana i leczona, to zabiegi przeprowadzane w trakcie ciąży zwiększają szanse przeżycia do 69-75%. Wadę tę można wykryć w II badaniu prenatalnym, czyli między 18 a 20 tygodniem ciąży. Niektóre źródła wskazują również już na 16 tydzień ciąży. Niestety, lekarz w wykonanym u pacjentki badaniu USG połówkowym nie opisał widocznej nieprawidłowości. Nie wdrożono leczenia. Dziecko zmarło.

Ścieżka pacjenta – jak wybrać szpital?

Może poprzestanę na cytatach z wypowiedzi lekarza:

„Bywa (…) tak, że lekarze dorywczo przyjeżdzają do nas oglądać zabiegi, a potem próbują je przeprowadzić sami w swoich ośrodkach macierzystych. Tymczasem są to naprawdę bardzo trudne operacje. (…) To nie jest tak, że po obejrzeniu jednej operacji samemu można próbować ją przeprowadzić.” 

„Tworzymy swego rodzaju sieć umożliwiająca przekazywanie informacji. W ten sposób lekarze z innych miast dowiadują się również, czym się zajmują poszczególne jednostki. Kiedy na przykład trafia do nich pacjenta z rozszczepem kręgosłupa u płodu, wiedzą, że w Polsce takie operacje wykonuje kilka ośrodków, i właśnie tam należy ją skierować”.

 

 

***

Przy pisaniu tego postu korzystałam z artykułu Jerzego Dziekońskiego opublikowanego w „Ginekologii i Położnictwie” nr 3 (151) maj-czerwiec 2024.

 

To jest dość krótka relacja jak na fakt, że podsumowuje długoletnie postępowanie w sprawie śmierci młodej kobiety. Przyczyną jej zgonu był krwotok wewnętrzny. Proces, toczący się blisko 9 lat, zakończył się prawomocnym wyrokiem zasądzającym na rzecz męża, dzieci i matki zmarłej pacjentki łącznie (z odsetkami za czas trwania procesu) ponad 2,5 mln zł. Dzieciom przyznano także rentę miesięczną. 

Sąd Okręgowy w Katowicach, biorąc pod uwagę ogromną krzywdę i szkodę, jaką wyrządziła najbliższym zmarłej kobiety jej śmierć, za odpowiednie zadośćuczynienie i odszkodowanie za pogorszenie sytuacji życiowej uznał kwotę 300 tys. dla męża zmarłej, po 200 tys. zł dla trójki dzieci oraz 125 tys. zł. dla matki i 105 tys. zł. dla ojca zmarłej.

Wyrok wstępny w sprawie o błąd medyczny

Proces ma długą historię, bowiem w sprawie, w pierwszej kolejności został wydany wyrok wstępny (wyrok SO w Katowicach z dnia 20.07.2020 r., Sygn. akt I C 975/15). Wówczas Sąd uznał powództwo za usprawiedliwione co do zasady. Wyrok ten został utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny (wyrok SA w Katowicach z dnia 18 czerwca 2021 roku Sygn. akt I ACa 794/20). Następnie – ponownie – Sąd Okręgowy orzekał co do konkretnych żądań pozwu (Wyrok SO w Katowicach z dnia 30 listopada 2023 r.).

Krwotok wewnętrzny po porodzie

Poszkodowani dochodzili roszczeń związanych ze śmiercią kobiety, która miała miejsce w 2015 r. w wyniku krwotoku pooperacyjnego. Doszło do niego w krótkim czasie po porodzie najmłodszego syna pacjentki.

Dwie wcześniejsze ciąże pacjentki rozwiązano w drodze cięcia cesarskiego z uwagi na jej wadę wzroku oraz wcześniejsze porody przedwczesne. W konsekwencji, i tę ciążę zakończono w trybie planowym drogą zabiegową.

W trakcie operacji doszło do nacięcia na 1/3 obwodu lewej tętnicy macicznej. Operator zaopatrzył krwawiące miejsce. Po upewnieniu się, że uzyskano hemostazę, zadecydował o zamknięciu powłok i zakończeniu operacji. W dokumentacji operacyjnej potraktowano operację jako typową. Nie zaznaczono żadnych komplikacji. Po zakończeniu operacji pacjentkę bez problemu wybudzono, a anestezjolog przyznała jej 10 pkt w skali Aldreta. Była przytomna, w pełnym logicznym kontakcie oraz była wydolna oddechowo i krążeniowo. W karcie pooperacyjnej uwidoczniono o godzinie 16.45 pomiar ciśnienia 140/80 oraz tętno 100.

Niewystarczająca opieka pooperacyjna

Po operacji pacjentka została przekazana pod opiekę położnych, które oprócz opieki nad nią zajmowały się pacjentkami na oddziale. Opieka odbywała się na sali porodowej po przeniesieniu na łóżko szpitalne. W karcie zaleceń zalecono monitorowanie saturacji (SaO2) oraz częstotliwości oddechów i tętna (RR/HR), a także tlenoterapię i płynoterapię. Operator uznał, że pacjentka nie wymaga ponadstandardowej opieki. O godzinie 17.00 zmierzono pacjentce ciśnienie, które wynosiło 110/70 oraz tętno – 70. O 17.26 mąż ostatni raz rozmawiał z żoną przez telefon.

Według dokumentacji, pacjentka była kontrolowana przez położne co 15 minut.  Ostatnie wpisane pomiary ciśnienia pochodzą z godz. 19.00 i o 19.10. O godzinie 19.15 jedna z położnych zauważyła, że pacjentce zsunęła się ręka z łóżka. Zauważyła też, że pacjentka jest nieprzytomna. Zawiadomiła lekarza. Rozpoczęto resuscytację. Wezwani anestezjolodzy stwierdzili, że pacjentka jest bez kontaktu, bez oznak życia. Prowadzona akcja nie przyniosła rezultatu i o godzinie 19.50 stwierdzono zgon pacjentki.

Przyczyną śmierci krwotok wewnętrzny

Wykonana sekcja zwłok wykazała, że jama otrzewnowa zmarłej pacjentki zawierała około 2 litry płynnej, częściowo skrzepłej krwi. Stwierdzono uszkodzenie pełnościenne ściany tętnicy macicznej lewej niepełno obwodowe, tuż przy ścianie macicy. Uszkodzone było 1/3 obwodu tętnicy, na odcinku około  2-3 mm. Biegli stwierdzili, że przyczyną zgonu było uszkodzenie lewej tętnicy macicznej wraz z następstwami.

Sąd ustalił, że opieka pooperacyjna w pozwanym szpitalu była zorganizowana w sposób prawnie dopuszczalny, ale poniżej zaleceń Polskiego Towarzystwa Anestezjologicznego. Prowadzony przez pozwaną nadzór nad pacjentką nie był wystarczający. Personel szpitala przeoczył symptomy, które powinny występować przy tak dużym krwawieniu pacjentki i utracie 2 litrów krwi.

Nierzetelna dokumentacja medyczna

Zdaniem sądu, istniały poważne wątpliwości co do rzetelności sporządzonej dokumentacji. Świadczyła o tym choćby adnotacja, że o godzinie 19.10 pacjentka jest w kontakcie i ma prawidłowe parametry, a 5 minut później jest nieprzytomna i ma ciśnienie nieoznaczalne, co stwierdził wezwany lekarz. Tymczasem 5 minut wcześniej pacjentka miała mieć ciśnienie normalne i być w kontakcie z położną. W kontekście utraty przez nią dwóch litrów krwi wydaje się to niemożliwe.

Krwotok wewnętrzny

Krwotok wewnętrzny

Trafnie wskazał biegły powołany w tej sprawie, że opieka nad pacjentką po cesarskim cieciu ma być tak prowadzona, by wykryć symptomy krwotoku i przeprowadzić reoperację. Sytuacja, gdy pacjentka praktycznie do samej zapaści nie wykazuje objawów, jest atypowa.  Personel szpitala powinien dostrzec objawy i odpowiednio zareagować. Skoro tego nie uczynił, to szpital ponosi odpowiedzialność cywilną (finansową) za śmierć pacjentki.

Braki w dokumentacji medycznej

Dużą wagę ma stwierdzenie sądu zawarte w uzasadnieniu wyroku, że istotne znaczenie w ocenie prawidłowości przebiegu leczenia pacjentów ma obowiązek prawidłowego prowadzenia dokumentacji medycznej. Sąd podkreślił:

„Wszelkie braki w tym zakresie obciążają pozwanego, gdyż to szpital ma zapewnić prawidłowość jej prowadzenia. Jeżeli jakieś istotne okoliczności nie zostały ujęte w dokumentacji, to pozwany nie może skutecznie powołać się na ich przeprowadzenie.”

Sąd stwierdził jednoznacznie, że brak zapewnienia prawidłowej opieki pooperacyjnej, która pozwoliłaby na odpowiednio wczesne wykrycie i zaopatrzenie krwotoku wewnętrznego u zmarłej pacjentki stanowił zawinione zaniedbanie pozwanego. Poziom wiedzy medycznej w tym czasie bezsprzecznie wskazywał, że dla uniknięcia ryzyka braku zdiagnozowania wystąpienia najpoważniejszego powikłania pooperacyjnego w postaci krwotoku wewnętrznego, konieczne było zapewnienie szerszego, stałego, rzetelnego i fachowego monitoringu pooperacyjnego pacjentki.

Krwotok wewnętrzny a brak należytej opieki

Zaniedbanie pozwanego szpitala dotyczyło przede wszystkim niewłaściwej organizacji opieki pooperacyjnej w pozwanym szpitalu. Wyrażało się to w braku powierzenia tej opieki osobom, które potrafiłyby relatywnie szybko wykryć krwotok wewnętrzny i które odpowiednio monitorowałyby stan pacjentki. Nie bez znaczenia był też niewłaściwie, nierzetelnie prowadzony monitoring parametrów życiowych pacjentki.

Zaniedbania te pozostawały w adekwatnym związku przyczynowo – skutkowym ze śmiercią pacjentki. Nie pozwoliły na odpowiednio wczesne wykrycie krwawienia wewnętrznego u pacjentki. Ze statystycznie dużym prawdopodobieństwem odpowiednio wczesne rozpoznanie pozwoliłoby na podjęcie reoperacji i zaopatrzenie krwawienia. A w konsekwencji uratowano by pacjentce życie.

Więcej o tej sprawie można też przeczytać tutaj:

„Dwie godziny na śmierć”

„Krwotok i wstrząs po cięciu cesarskim”