Dyskusja o bezpieczeństwie pomieszczeń, zwanych „pokojami narodzin”, i celowości likwidacji porodówek związana z obowiązującymi od 31 stycznia 2026 r. nowymi przepisami, przypomniała mi o podobnym temacie sprzed lat. Kiedyś napisałam post o tym, żeby zastanawiając się gdzie rodzić, wybierać przede wszystkim szpital publiczny. A nie reklamowaną w pastelowych barwach, widealizowaną prywatną „klinikę”.
Powikłania porodu
Dlaczego?
Z dwóch zasadniczych powodów:
- Myślmy nie tylko o porodzie bez powikłań, ale o tym, co może się wydarzyć w razie kłopotów. Duże szpitale mają sprzęt i pełne zaplecze diagnostyczne i intensywnej terapii dla matki i dziecka. Mogą udzielić pomocy natychmiast.
- Pacjenci nie dostaną odszkodowania i renty za błędy medyczne, jeśli spółka prowadząca prywatny szpital upadnie. Bankructwo publicznych ZOZ jest niemożliwe.
I tu, i tu możemy rodzić „na NFZ”, ale w razie błędu przy porodzie sytuacja pacjenta jest kompletnie różna.
Poród na NFZ – kto płaci odszkodowanie?
Jeśli rodzimy w szpitalu publicznym, to nawet w razie jego likwidacji zobowiązania, np. do wypłacenia poszkodowanemu dziecku dożywotniej renty, przejmuje organ założycielski lecznicy. Najczęściej jest to powiat, a więc z reguły jednostka wypłacalna. Jeżeli jednak w grę wchodzi spółka kapitałowa prywatnych inwestorów, to jej bankructwo oznacza, że po zakończeniu postępowania upadłościowego pacjent pozostaje z niczym…
Prowadziłam sprawę, w której sąd zasądził dziecku odszkodowanie, zadośćuczynienie oraz rentę płatną co miesiąc od jednej z prywatnych klinik działającej w formie spółki z o. o. Więcej na ten temat napisała Gazeta Krakowska tutaj. Chodziło o błąd medyczny podczas porodu, w wyniku którego dziecko od urodzenia znajdowało się w bardzo ciężkim stanie. Dorosły dziś mężczyzna jest sparaliżowany czterokończynowo, od szyi w dół, oddycha za pomocą respiratora. Wymaga stałej opieki. Poród, mimo że klinika była prywatna, objęty był kontraktem z NFZ.
Odszkodowanie oraz zadośćuczynienie częściowo wypłacił poszkodowanemu ubezpieczyciel, częściowo pozwana prywatna klinika. Suma gwarancyjna z polisy się jednak szybko wyczerpała. Winna klinika wypłacała więc choremu dziecku rentę jeszcze około dwóch lat. Później sąd ogłosił jej bankructwo. Chłopiec został bez zasądzonej prawomocnym wyrokiem renty na koszty opieki i leczenia. Bez pomocy. Poszkodowany został pozbawiony środków do życia w majestacie prawa.

Pokój narodzin i czyhające tam ryzyka
Dziś kobiety w ciąży muszą stawić czoła nowym, dodatkowym ryzykom. Mowa o „pokojach narodzin”.
„Pokój narodzin” to miejsce, które ma zastąpić likwidowany oddział położniczy. Likwidacja porodówek oznacza zmiany, o których powinna wiedzieć każda kobieta w ciąży. Od 31 stycznia 2026 r. weszły w życie nowe zasady organizacji porodów* w „pokojach narodzin”. W przypadku zgłoszenia się rodzącej na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) albo izbę przyjęć, poród w nagłych przypadkach będzie się tam odbywał w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu. Niestety, w asyście jedynie położnej i ratownika medycznego.
To nie będzie pełnoprawna porodówka, lecz punkt pierwszego kontaktu dla ciężarnych. I lepiej tylko tak o tym miejscu myśleć, nie łudząc się, że ciężarna może tam otrzymać wszechstronną pomoc medyczną w sytuacjach nagłych.
Odpowiedzialność prawna położnych za „pokój narodzin”
Cała odpowiedzialność za przeprowadzenie w „pokoju narodzin” procedury w postaci:
- oceny stanu zdrowia ciężarnej i płodu,
- wydania zaleceń
- podjęcia decyzji o przekierowaniu do szpitala położniczego,
- przyjęcia porodu na miejscu, gdy na transport jest za późno,
- podjęcia decyzji o transporcie noworodka do szpitala referencyjnego,
spoczywa na położnej (lekarz będzie tam obecny tylko od godz. 8 do 18 od poniedziałku do piątku). Czy położne zawierające umowę o świadczenie takich usług na pewno mają świadomość podejmowanego przez nie ryzyka prawnego? Czy mają odpowiednie ubezpieczenie OC?
„Pokój narodzin” to nie mini-szpital
Niezależnie od tego, czy likwidacja porodówek jest uzasadniona ekonomicznie i demograficznie, to uważam, że wprowadzone zmiany w opiece perinatologicznej istotnie zwiększają ryzyko wystąpienia ciężkich powikłań okołoporodowych u kobiet i noworodków. Szczególnie dotyczy to sytuacji nagłych, dynamicznie rozwijających się lub trudnych do przewidzenia.
Krwotok okołoporodowy w „pokoju narodzin”
W sytuacji krwotoku okołoporodowego, zwłaszcza w przypadku atonii macicy, pęknięcia macicy, przedwczesnego oddzielenia łożyska lub zatrzymania fragmentów łożyska, brak natychmiastowego dostępu do sali operacyjnej, banku krwi oraz zespołu anestezjologicznego może prowadzić do zagrożenia życia kobiety.
Rzucawka, poród w transporcie
Wydłużony czas diagnozy i opóźnionego leczenia stanu przedrzucawkowego i rzucawki może skutkować poważnymi powikłaniami.
W przypadku porodu odbywającego się w trakcie transportu wzrasta ryzyko zakażeń połogowych wynikających z braku aseptycznych warunków i opóźnionego wdrożenia antybiotykoterapii.
Niedotlenienie okołoporodowe – kto odpowiada za brak cc?
Dla noworodków opóźnienie w zakończeniu ciąży w sytuacji zagrożenia dobrostanu płodu, ale braku możliwości natychmiastowego cięcia cesarskiego, oznacza zwiększone ryzyko niedotlenienia okołoporodowego. Może to prowadzić do encefalopatii niedotlenieniowo-niedokrwiennej, oraz trwałych uszkodzeń neurologicznych. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje takie jak wypadnięcie pępowiny, dystocja barkowa czy nagłe zaburzenia czynności serca płodu, które wymagają natychmiastowej interwencji położniczej lub wykonania pilnego cięcia cesarskiego.
Poród wcześniaka
Opóźnienie w dotarciu do wyspecjalizowanej placówki zwiększa także ryzyko powikłań u wcześniaków, w tym zaburzeń oddychania, hipotermii, hipoglikemii oraz zakażeń, zwłaszcza gdy poród odbywa się bez obecności zespołu neonatologicznego i odpowiedniego zaplecza sprzętowego.
Jestem w ciąży: czy kierować się do „pokoju narodzin”?
Jaki z tego wniosek dla kobiet w ciąży? „Pokój narodzin” to nie to samo co oddział ginekologiczno-położniczy w szpitalu. Jeśli jesteś w ciąży, czujesz niepokój o swój stan zdrowia lub dobrostan płodu, a sytuacja nie jest nagła – jedź prosto do szpitala referencyjnego. „Pokój narodzin” to nie miejsce, gdzie dostaniesz specjalistyczną pomoc w sytuacji, kiedy wymagana jest pogłębiona diagnostyka lub gdy trzeba pilnie zakończyć ciążę.
*Rozporządzenie z 15 stycznia 2025 r., zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego (Dz. U. z 2026 r. poz. 51), weszło w życie 31 stycznia 2026 r.














{ 9 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }
kolejny dobry wpis na blogu, ale mam co do niektórych rzeczy trochę inny pogląd
1. w szpitalu czy tam klinice prywatnej jest milej, personel jest uprzejmy, budynek ładniejszy przez co myśle, że łatwiej przejść przez cały ten okres
2. w dużych klinikach ( nie lokuje tu konkretnej placówki, ale np. szpital medicover w W-wie jest zastrzeżenie w umowie, ze jak co się dzieje to pacjentka i dziecko sa od razu przewozeni do specjalistycznej placówki), większe szpitale prywatne maja odpowiednie zaplecze i oddzialy, żeby podjąć się trudniejszych przypadkow
3. w prywatnym bardziej dba się o pacjenta – ” klienta”, lekarze tez się bardziej starają, płacisz za usluge i nie trzeba dawac w przyslowiowa lape, żeby się ktoś zainteresowal
4. w publicznych szpitalach panuje powszechny brak informacji i całkowity brak organizacji pracy, nikt nic nie wie
5. zdecydowanie duzy + na korzyść ZOZ dla pacjenta, jeśli jest później potrzeba dochodzenia rekompensaty, tylko tutaj mówimy o pozywaniu placówki medycznej,
w prywatnych klinikach lekarze nie sa zatrudnieni na etat, wiec jeśli cos się stanie prywatnie to nie trzeba pozywac prywatnego szpitala, ale lekarza, a on na pewno nie upadnie
Dziękuję za (pozytywną) recenzję;-)
Wpis na blogu nie wyczerpywał tematu, tzn. nie analizował wszystkich „za i przeciw”.
Ad. 1 – zgoda. Co więcej, przeciwko klinikom o tzw. najwyższym stopniu referencyjności, paradoksalnie przemawia fakt, że bardzo często szereg czynności jest tam wykonywanych przez przez praktykantów (studentów), stażystów i rezydentów, a nie najbardziej doświadczonych lekarzy.
ad. 2. Większość dużych prywatnych klinik ma przynajmniej umowę. Ale umowa działa, jak już jest się „pod ścianą”, wcześniej ktoś musi zdiagnozować problem, ktoś podjąć decyzję. A i samo zamówienie transportu i transport – trwają.
ad. 3. – zgoda.
ad. 4. – brak informacji i organizacji pracy – to zależy. Jaki pan, taki kram – wszystko zalezy na ogół od ordynatora i szefa placówki. Prowadzę proces przeciwko prywatnej klinice, gdzie był zwyczaj, że wydruki z KTG wykładało się na ladę w recepcji i podbijał ten z lekarzy, który akurat przechodził. Bez zagłębiania się w treść. A dziecko powoli umierało z niedotlenienia…
ad. 5. – tak, o tym piszę. Pozywanie prywatnego szpitala z lekarzami zatrudnionymi na kontrakcie, to gehenna dla pacjenta – bo lekarze mają status albo pozwanych albo interwenientów i efekt jest taki, że ma się kilku niezależnie działających przeciwników procesowych. A na „egzekwowalność” to się raczej nie przekłada, proces trwa kilka lat, a majątki już dawno przepisane na żonę…
do ad 5. dzisiaj mi się przewinęło
http://www.termedia.pl/mz/Zasadzili-rekordowa-kare-dla-lekarza,22787.html
Akurat nazwa klinika w przypadku jednostek położniczych niepublicznych to często tylko szumne określenie, a taka jednostka kompetencją odpowiada nierzadko zwykłemu oddziałowi w powiatowym szpitalu lub wręcz nieistniejącym już izbom porodowym (ostatnia zamknięta w 2008 r.). I to jest przyczyną problemów, że takie jednostki zabierają się do rzeczy przekraczających ich możliwości.
A z linku wynika, że do uszkodzenia doszło w wyniku porodu kleszczowego. I to właśnie był problem – polecam tekst Punktacja z książki Atula Gawande Lepiej (polecam zresztą całą książkę i 2 inne: Komplikacje i Śmiertelni). Tam ładnie opisano, dlaczego kleszcze itp. zostały wyparte w praktyce przez cięcie cesarskie.
Tak, to był poród kleszczowy. Nieumiejętnie wykonany – doprowadził do przerwania rdzenia w odcinku szyjnym. A poród kleszczowy był koniecznością, bo nie można było zrobić cięcia cesarskiego – anestezjolog dyżurował „pod telefonem” w domu, na drugim końcu miasta… Taka to właśnie była klinika ginekologiczno-położnicza.
Atula Gawande znam – pasjonująca lektura!
ps. Ładny nick:)
Znam się na temacie tylko od strony praktycznej 🙂 tzn. lata temu rodziłam przez cesarkę. Rodziłam w państwowej klinice – warunki były naprawdę nienajlepsze (w czasie obserwacji ciąży schudłam dwa kilogramy mimo dożywiania przez rodzinę), ale uważam, że wszelkie niedogodności są do wytrzymania dla dobra dziecka. Dla mnie najważniejsze było, że na miejscu był oddział neonatologii, gdyby cokolwiek poszło nie tak.
Oczywiście, że trzeba wybrać sprawdzoną placówkę. Ja długo szukałam lekarza, który miałby poprowadizć moją ciąże. Kolezanki miały różne przejścia i były one niekoniecznie dobre, więc mocno przylożyłam się do szukania odpowiedniego lekarza. Jestem z Krakowa i tu bardzo polecam [dane konkretnego lekarza usunęłam, z uwagi na brak fakt, że blog nie służy reklamie konkretnych placówek leczniczych – przypis Jolanta Budzowska], prowadził całą moją ciąże i odbierał poród.
Cieszę się, że Pani ciąża i poród przebiegały bez powikłań. Pani podejście do tematu jest wzorcowe: dobre przygotowanie pacjenta zdecydowanie zmniejsza ryzyko wystąpienia błędu medycznego, ponieważ świadomy pacjent jest lepszym partnerem lekarza. pozdrawiam!
Bardzo dobry wpis zeby pacjent swiadomie wybieral miejsce udzielania swiadczen zdrowotnych a nie gdzie wygodnie i latwiej dojechac a potem jakos to bedzie, tak bez wyobrazni.
Mam tylko jedna uwage. Nie zgadzam sie do konca ze szpitale publiczne sa bezpieczniejsze niz prywatne.
Np. wczesniej wspomniany w komentarzu Szpital Medicover jest wielospecjalistyczny, posiada nawet w pełni wyposazony Oddzial Intensywnej Terapii, wiele publicznych mniejszych szpitali nie ma tak rozbudowanego zaplecza i mozliwosci zabezpieczenia pacjenta w razie powiklań. Takie generalizowanie ze publiczne jest bezpieczniejsze jest w mojej ocenie nieprawdziwe. Wiele panstwowych klinik referencyjnych IIIst to izolowane szpitale ginekologiczno-położnicze gdzie jak jest problem nie-ginekologiczny musza transportowac pacjentke w inne miejsca.