Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Funkcjonowanie tzw. służby zdrowia w Wielkiej Brytanii owiane jest najróżniejszymi mitami. Począwszy od przekonania, że „trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu”, czyli że jest tam – jak to za granicą – o wiele lepiej niż u nas, a skończywszy na bardziej realistycznym podejściu. To drugie prezentują szczególnie Polki, mieszkające od jakiegoś czasu w Anglii, ale wybierające na miejsce porodu któryś z rodzimych szpitali, najczęściej w rodzinnej miejscowości w Polsce. W ich przekonaniu polski lekarz i polska położna to bezpieczniejsza opcja.

Jak się okazuje, w rzeczywistości niewiele nas dzieli. Funkcjonowanie porodówek w publicznych szpitalach w Wielkiej Brytanii stało się kanwą książki Leash Hazard, mamy więc łatwy dostęp do wiarygodnych wiadomości z pierwszej ręki. Autorka została położną po ukończeniu reżyserii i urodzeniu córki. Kilkaset odebranych porodów skłoniło ją do opisania realiów pracy położnej na Wyspach.

NHS czy NFZ?

I co się okazuje? Gdyby nie nazewnictwo: tam NHS, tu NFZ i różnice wynikające z  procedur, możnaby się nie zorientować, że akcja nie dzieje się w Polsce. Choćby taki fragment:  „Coraz częściej ze względu na samą liczbę pacjentek, przekraczającą liczbę dostępnych łóżek i położnych, kryteria przyjęcia na blok porodowy – mekkę macierzyństwa – stały się niemożliwie (i często okrutnie) wyśrubowane.” Brzmi znajomo, prawda?

SOR, w którym rządzi położna

Książka to zbiór opowieści  o niezwykłych zdarzeniach i niezwykłych kobietach, rodzących pod opieką autorki. Akcja dzieje się między innymi na Oddziale Oceny Położniczej, zwanym Selekcją.  Nazwa ta  – jak pisze Hazard – jest ponurym, aczkowiek adekwatnym nawiązaniem do oceny stanu rannych dokonywanej na polu walki. Innymi słowy: na takim naszym SOR, tyle, że dla ciężarnych. Już samo to może nam dać wyobrażenie o tym, jak może wyglądać praca położnej, gdy „ciężarne zlatują się do Selekcji jedna po drugiej, dosłownie wjeżdzając przez rozsuwane drzwi na śliskim strumieniu wód płodowych”.

Bez znieczulenia

Autorka zresztą piszę o wszystkim „bez znieczulenia”. W związku z tym zdecydowanie nie polecam lektury przeciętnym:) mężczyznom, kobietom planującym ciążę, kobietom w ciąży, ani tym tuż po trudnym porodzie (może utrwalić złe wspomnienia). I piszę to najzupełniej poważnie! Faktograficzne opisy i barwny język robią swoje, trudno jest uciec od własnej wyobraźni.

Jednocześnie jest to książka bardzo ciepła, opowiadająca o empatii i dylematach etycznych i zawodowych położnej: osoby, której powierzamy życie rodzącej i życie rodzącego się dziecka.

Stażystami położnictwo stoi

Autorka zamieszcza też ciekawe spostrzeżenia o organizacji pracy bloku porodowego i trudnej współpracy między członkami personelu. Także w Anglii życie i zdrowie rodzących zależy często od  lekarzy stażystów – „dwunastolatków o roziskrzonych spojrzeniach (tak w każdym razie wyglądali), z których część okazała się bardzo kompetentna, a część najwyraźniej jednak przerosła odgrywana po raz pierwszy w życiu rola lekarza odpowiedzialnego za pacjentki wymagające natychmiastowej pomocy.”  Podsumowujący ten wątek komentarz Hazard, oddający zresztą dobrze jej styl, to prawdziwa perełka:

„Nieraz odciągałam młodzika na bok, by wytłumaczyć mu, że musi umyć ręce, przedstawić się i nawiązać kontakt wzrokowy z pacjentką, nim nawiąże go z jej pochwą.”

Niedofinansowane porodówki

Autorka pokusiła się też o głębsze refleksje „Położnictwo w jednym z najbogatszych i najlepiej rozwiniętych krajów świata może i powinno mieć do zaoferowania położnym i rodzącym coś więcej [poza czystą pościelą, wyjałowionymi narzędziami i lekami, za które pacjentki nie płacą – przyp. mój]. Niestety, rząd raczej nie skieruje dodatkowych środków na ten sektor opieki zdrowotnej, póki nie nastąpi zmiana kulturowego postrzegania położnictwa i roli, jaką położne odgrywają w ochronie zdrowia publicznego i w życiu kobiet.”  Znów różnic między Wielką Brytanią a Polską nie widać, oczywiście poza poziomem życia, prawda?

Położna angielska, położna polska

Niemal codziennie w swojej pracy mam „na tapecie” nadzór nad porodem, jaki sprawują położne. Często winię je za zbyt późne powiadomienie lekarza o niepokojących objawach, za bezzasadne odłączenie KTG, kiedy należało weryfikować dobrostan płodu, za niereagowanie na spadki tętna u płodu, czy wreszcie za brak bezpośredniego nadzoru nad przebiegiem porodu.

Nie da się jednak ukryć, że często to właśnie położne ratują życie rodzącym się dzieciom. Wykazując większą staranność i „czujność położniczą”, nie pozwalają się zbyć lekarzom, którzy lekceważą ich obserwacje i wezwania do rodzącej.  Wszyscy wiedzą, że wykonywanie zawodu położnej wymaga zarówno wiedzy, jak i fizycznej i psychicznej wytrzymałości. Do tego przekonywać nie trzeba. Niewiele osób  jednak wie, że bycie dobrą położną wymaga także odwagi w walce o pacjentów. Przypomina nam o tym autorka książki: „Zawód położna. Zapiski z dyżurów”, która jest Amerykanką, mieszka w Anglii, ale opisywane przez nią sytuacje równie dobrze mogłyby się wydarzać w Polsce, bo my też mamy położne, które kochają swój zawód.

Ps.1. O funkcjonowaniu publicznych szpitali w Wielkiej Brytanii, o tym, jakie zadośćuczynienie za błąd okołoporodowy zasądzono w jednej ze spraw, możesz przeczytać tutaj: „19 mln funtów za błąd okołoporodowy”.

Ps.2. Recenzje innych książek o tematyce medycznej znajdziesz też na moim drugim blogu, wpisując w pole „szukaj” słowo „recenzja”. Polecam m.in. wpis o książce Pawła Kapusty „Agonia”, o funkcjonowaniu SOR.

Zawód położna. Zapiski z dużurów.

Zawód położna. Zapiski z dyżurów.

Ilość rozpraw wyznaczonych na listopad i grudzień, powoduje, że nie mam ostatnio czasu na nic innego jak podróże pomiędzy sądami okręgowymi. Warszawa, Tarnów, Gliwice, Lublin, Katowice… Krakowa nie liczę, bo to prawie jak w domu;) Takie nagłe przyśpieszenie w sądach bierze się prawdopodobnie stąd, że jeśli jakaś sprawa nadaje się „do skończenia”, to lepiej ją skończyć w grudniu, niż w styczniu. Dotyczy to szczególnie procesów o błąd podczas porodu. W nich niemal z założenia sędziowie są „pod kreską”. Trwają o wiele dłużej niż mogłyby, a wszystkiemu winny system opiniowania przez biegłych. Parafrazując więc słynne zdanie ze skeczu „Ucz się Jasiu”, można podsumować: „praw statystyki pan nie zmienisz”.

Nie ma w tym jednak nic złego. A nawet kumulacja wygranych procesów o błędy medyczne sprawia, że w okresie przedświątecznym mamy w kancelarii szczególnie dobre nastroje:) Dobrze jest przecież wkroczyć w nowy rok ze wzmocnioną ostatnimi wygranymi wiarą, że gdzieś tam na końcu wieloletniej walki o zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd podczas porodu poszkodowane dziecko i jego rodzice mogą liczyć na sprawiedliwe rozstrzygnięcie.

Brak postępu porodu

Taki właśnie wyrok zapadł w ostatnim tygodniu w sprawie błędów w prowadzeniu porodu w jednym ze powiatowych szpitali na Pomorzu. Głównym naszym zarzutem było to, że najpierw zbyt długo obserwowano słabą, nieregularną akcję skurczową macicy. A kiedy wreszcie rozpoznano brak postępu porodu, to w zasadzie lekarz nie zrobił nic, żeby doprowadzić do szczęśliwego urodzenia dziecka.  W aktach sprawy brak danych z zapisu KTG.  Z pewnością nie wykonano badania USG. Nie zastosowano też wlewu z oksytocyną.

Położna przy porodzie, lekarz w dyżurce

Tętno dziecka spadało, położna była przy rodzącej, ale – co oczywiste – to do decyzji lekarza należało wykonanie cięcia cesarskiego w trybie nagłym, o ile główka dziecka nie była ustalona w kanale rodnym. Jeżeli główka już byłaby ustalona, to należało zastosować pilnie kleszcze położnicze lub wyciągacz próżniowy (vacuum). Metody te pozwoliłyby na natychmiastowe urodzenie płodu i zakończenie stanu niedotlenienia. Położna skontaktowała się z lekarzem dyżurnym, relacjonując mu sytuację rodzącej. Lekarz jednak odpowiedział, że „nie mam zamiaru spędzić całej nocy na porodówce”, i na sali porodowej się nie pojawił.

Niedotlenienie okołoporodowe

Dziecko urodziło się dopiero po zmianie dyżurnych. Lekarz dyżurny z nowej zmiany podjął decyzję o nacięciu krocza powódki. Po przeprowadzeniu tego zabiegu na świat przyszła dziewczynka. Urodziła się w ciężkiej zamartwicy, bez akcji serca oraz bez samodzielnego oddechu. W skali Apgar ocenianej w 1 minucie życia otrzymała 0 punktów. Przeprowadzono akcję resuscytacyjną. Dziś dziewczynka cierpi na MPD, dla neurologów nie budzi wątpliwości, że zmiany w jej mózgu to „stan po niedotlenieniu okołoporodowym”.

Wyrok

W wydanym wyroku sąd przyznał dziewczynce 1.050.000, 00 zł. zadośćuczynienia za błąd podczas porodu i naruszenie jej praw pacjentki, a także ponad 100.000 zł. odszkodowania. Szpital do końca życia będzie też płacił rentę, obecnie blisko 8.000 zł. miesięcznie. W razie wzrostu wydatków renta może być podwyższona.  Zadośćuczynienie za naruszenie jej własnych praw jako pacjentki otrzyma też matka dziecka: 50.000 zł.

Święta tej rodziny upłyną w tym roku już w spokoju, mąconym może jedynie myślą, że szpital z pewnością nie złoży broni. Apelacja ze strony szpitali jest regułą, ale i tak cieszy, że do końca sprawy, po 5 latach procesu, mamy bliżej, niż dalej.

Grudniowy Londyn

Grudniowy Londyn

P.s. Ilustracja to przygotowujący się do świąt Londyn, gdzie ostatnio miałam przyjemność wygłaszać wykład dla brytyjskich prawników zajmujących się odszkodowaniami za szkody na zdrowiu.

 

Dziękuję Panu Michałowi (nie brał Pan udziału w konkursie?) za przypomnienie, że czas podać rozwiązanie konkursu z 6 października br. – testu z wpisu pt. „Dokumentacja medyczna”.

Oto rozwiązanie:

Rzecznik Praw Pacjenta zobowiązał lekarza do

a) przeczytania decyzji RPP adresowanej do lekarza,

b) stosowania procedur, które spowodują, że będzie leczył pacjentki zgodnie z aktualną wiedzą medyczną,

c) prowadzenia dokumentacji zgodnie z prawem,

d) odbycia szkolenia z tego, jak prowadzić dokumentację zgodnie z prawem.

 

Zatem, prawidłowa jest odpowiedź:

2) „a,b,c,d”.

Może to zaskakujące, ale Rzecznik Praw Pacjenta ostatnio niesie kaganek oświaty pod strzechy jakoś tak… łopatologicznie. Właściwie, po głębszym zastanowieniu to doceniam, bo przecież jeśli Rzecznik nie zawrze w decyzji obowiązku dokładnego zapoznania się z decyzją przez adresata, to być może lekarz przy sprawdzaniu wykonania powoła się, że „nie doczytał”. Jak nie będzie w decyzji obowiązku odbycia szkolenia, to w kolejnym postępowaniu powie, że nie wiedział (choć powszechnie wiadomo, że nieznajomość prawa szkodzi, a nie pomaga).  I tak dalej.

W innej decyzji stwierdzającej naruszenie praw pacjenta, a adresowanej do szpitala, Rzecznik Praw Pacjenta zawarł też np. obowiązek przeszkolenia położonych w zakresie wykonywania badań KTG, uwzględniając zastrzeżenia biegłych zgłoszone w toku postępowania przed Rzecznikiem. Nałożył też obowiązek niezwłocznego wytwarzania oraz odnotowywania w dokumentacji medycznej wszelkich informacji związanych z udzielanymi świadczeniami zdrowotnymi (skądinąd, taki prawny obowiązek dawno istnieje).

Na szczególne uznanie zasługuje jednak zobowiązanie dyrekcji do zapoznania personelu medycznego Oddziału Położniczego z treścią decyzji Rzecznika – to ma niewątpliwy walor edukacyjny!

Podsumowując, prawidłowej odpowiedzi udzieliła Pani Joanna, Pan Paweł, Pani Beata, zatem wygrywają ex aequo: gratuluję! Proszę o kontakt mailowy na mój mail: j.budzowska@bf.com.pl – umówimy się na kawę czy herbatę:)

Pana L, Panią Aleksandrę, Pana Adriana i Pana Dawida też chętnie poznam osobiście, bo odpowiedzi, choć nietrafione – nie są pozbawione wdzięku i logiki. Ale kawę stawiają Państwo:) Również proszę o kontakt mailowy.

A z Panią Grażyną jesteśmy już pozakonkursowo umówione:)

Dokumentacja medyczna - rozwiązanie konkursu

Do zobaczenia!

Jak uzyskać rentę na zwiększone potrzeby dla dziecka poszkodowane przy porodzie? Jak udowodnić w sądzie okoliczność na pozór oczywistą, że koszty utrzymania dziecka z niepełnosprawnością są nieporównywalnie wyższe do kosztów wychowania zdrowego dziecka? Które wydatki pokryje szpital i ubezpieczyciel – jeśli ponoszą odpowiedzialność za błąd okołoporodowy?

W praktyce nie ma innej drogi, jak sądowa. Tylko proces o odszkodowanie za błąd przy porodzie zapewni dziecku rentę na zwiększone potrzeby. Co prawda, kilka razy zdarzyło mi się, że ubezpieczyciel uznał swoją odpowiedzialność już na etapie postępowania likwidacyjnego, ale to wyjątek, a nie reguła.

Renta na zwiększone potrzeby do wywalczenia w procesie

Kończyło się to i tak wypłatą całej sumy gwarancyjnej z polisy, ale – uwaga – jako zadośćuczynienie za błąd okołoporodowy. A właściwie część zadośćuczynienia. Brzmi dobrze, w praktyce jednak oznacza ni mniej, ni więcej, tylko „wypisanie się” ubezpieczyciela z procesu. Jest to konsekwencja faktu, że jeśli szpital jest ubezpieczony jedynie w ramach obowiązkowego OC (tak, jak w ubezpieczeniach komunikacyjnych), to limit odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń wynosi równowartość 100 tys. euro.

W sprawach, gdy dziecko jest ciężko poszkodowane, gdy dochodzi do czterokończynowego porażenia, ta suma oczywiście jest o wiele za mała. Za resztę zadośćuczynienie, odszkodowanie i wypłatę renty do końca życia dziecka, odpowiada finansowo sam szpital. Z własnego budżetu. O rentę trzeba się więc procesować, najczęściej ze szpitalem. O jaką kwotę powinniśmy wystąpić?

Jak wyliczyć rentę na zwiększone potrzeby chorego dziecka?

Dobre pytanie, bo sądy podchodzą różnie do wyliczeń rodziców. Na rentę dla poszkodowanego pacjenta składają się przede wszystkim koszty opieki. Ustalając koszty opieki, sąd bierze pod uwagę następujące okoliczności:

  • ile godzin dziennie trzeba zajmować się dzieckiem (bywa przecież, że 24h/dobę…)?
  • ile osób musi sprawować opiekę?
  • czy opiekun musi mieć specjalne kwalifikacje (np. czy nie musi to być dyplomowana pielęgniarka)?

Stawka godzinowa za opiekę

Następnie trzeba ustalić odpowiednią stawkę godzinową. Z tym jest największa trudność, bo przecież najczęściej opiekę sprawują rodzice. Można jako punkt odniesienia wziąć zarobki rodzica z ostatnich lat sprzed porodu. Można też spróbować ustalić, ile zarabiałby rodzic, gdyby nie konieczność opieki nad chorym dzieckiem. Ubezpieczyciele chętnie sięgają po argumenty, że odpowiednią stawką jest ta płacona opiekunom z opieki społecznej przez państwo. To, jaka kwota zostanie ostatecznie przyjęta przez sąd jako podstawa kalkulacji renty na zwiększone potrzeby dziecka, zależy od tego, co udowodnimy w procesie o błąd okołoporodowy.

Walka o każdą złotówkę

Drugim istotnym składnikiem renty na zwiększone potrzeby są oczywiście koszty rehabilitacji. Rehabilitacja to też dojazdy. Koszty dojazdów dobrze obrazują, jak trzeba walczyć o każdą złotówkę. Jedne sądy uznają, że można posłużyć się tzw. kilometrówką – np. dla samochodu o pojemności silnika powyżej 900 cm sześc. wynosi ona 0,83 zł. za 1 km. Inne uważają, że trzeba się wylegitymować kosztami paliwa i paragonami, a najlepiej fakturami wystawionymi na dziecko, i tylko tyle zasądzają. Oczywiście pod warunkiem udokumentowania, kiedy i w jakim celu się podróżowało. A amortyzacja, koszty polisy itd.? Znów: żmudne udowadnianie każdego wydatku i odpieranie argumentów pozwanych, czy aby na pewno samochód nie służy głównie rozrywce rodziców…

Składniki renty na zwiększone potrzeby

To, co składa się na rentę na zwiększone potrzeby, to oczywiście nie jest zamknięta lista. Logopeda, hipoterapia, rehabilitacja na basenie, bio-feedback: wyliczać możnaby niemal w nieskończoność. Chore dziecko to studnia bez dna. Na zaspokojenie tych potrzeb możemy jednak uzyskać środki na stałe, w formie comiesięcznej renty. Odpadnie konieczność zbierania pieniędzy z darowizn i 1 % za pośrednictwem fundacji.

Rentę można wygrać od szpitala i ubezpieczyciela

Trzeba tylko pamiętać, żeby od początku dokumentować potrzeby dziecka i koszty:

  •  uzyskiwać zaświadczenia od lekarza, że dana forma terapii jest zalecana, a przynajmniej nie przeciwskazana,
  • dokumentować fakt odbycia terapii (przynajmniej zaświadczeniem terapeuty) i – najlepiej – jej efekty: czy pomaga? Jak byłoby bez tej rehabilitacji?
  • dokumentować koszty terapii (przynajmniej zaświadczeniem terapeuty) i koszty dojazdu,
  • notować sobie czas spędzony z dzieckiem podczas dowodu i trwania terapii (to czas opieki!),
  • robić zdjęcia i nagrać telefonem kilka filmików z przebiegu terapii,
    i jeszcze jedno:
  • kiedy rehabilitacja „na NFZ” nie jest możliwa albo jej termin przypada na „za x miesięcy” – brać zaświadczenia z danej placówki leczniczej, że rzeczywiście tak jest.

Najważniejsze: wszystko na piśmie, nic na słowo

W procesie o błąd okołoporodowy ubezpieczyciel i szpital będą przed Wami (i sądem) roztaczać wizję bezpłatnego, nieograniczonego i natychmiastowego dostępu do publicznej tzw. służby zdrowia i wszelkich świadczeń najwyższej jakości.

I przyjdzie nam udowadniać, że nie jesteście wielbłądem. Bądźmy na to przygotowani!

PS. Pozdrawiam z krótkiego urlopu i ślę pocztówkę z wakacji:

Jolanta Budzowska blog

Fot. Jolanta Budzowska blog

Wydawałoby się, że trzy ubiegłoroczne uchwały Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, wydane w powiększonych składach 7 sędziów SN, uporządkowały orzecznictwo na temat prawa zadośćuczynienia dla osób bliskich poszkodowanego. Nic bardziej mylnego.

Przypomnijmy dla porządku: 27 marca 2018 r. Sąd Najwyższy (Izba Cywilna)  orzekł:

„Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”*

Omówienie tych uchwał można znaleźć w moich innych postach na blogu: III CZP 60/17, czyli zadośćuczynienie dla rodziców i rodzeństwa i Zadośćuczynienie dla osób najbliższych.

Dzisiaj Sąd Najwyższy, ale – uwaga! – Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, ta sama, która rozpatruje m.in protesty wyborcze, orzekł (sygn. akt I NSNZP 2/19), że

osobie bliskiej poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego rozstroju zdrowia nie przysługuje zadośćuczynienie na podstawie art. 448 kodeksu cywilnego.

Z ustnego uzasadnienia, wygłoszonego przez sędziego sprawozdawcę, znanego zwolennika odosobnionego poglądu, który dziś stał się poglądem całego składu 7 sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, Pana prof. Pawła Księżaka, wynika, że:

– nie istnieje w polskim prawie takie dobro osobiste  jak prawo do więzi rodzinnej, a zatem nie można domagać się zadośćuczynienia za naruszenie więzi rodzinnej na postawie art. 448 kc;

– nie ma innego przepisu, który pozwalałby na przyznanie zadośćuczynienie osobom bliskim poszkodowanego, na przykład rodzicom dziecka czterokończynowo porażonego  przez błąd okołoporodowy; takie zadośćuczynienie może być jednak np. przyznane każdemu za zmarnowany urlop, bo wprost wynika to z przepisów;

– nie ma ogólnej zasady, że każdy ból i każda krzywda podlega naprawieniu.

Sąd tej Izby, do której generalnie nie należy wypowiadanie się w sprawach z zakresu spraw cywilnych, postanowił się jednak wypowiedzieć (jak wyżej), uzasadniając to koniecznością… ochrony zasad demokratycznego państwa prawnego. A także tym, że ustalenie podstaw i podmiotów uprawionych do zadośćuczynienia należy do doniosłych decyzji demokratycznego państwa prawnego. Sąd dodał też, że ewentualna zmiana prawa leży w gestii demokratycznie legitymowanego ustawodawcy, czyli Parlamentu RP.

Generalnie, dużo było o demokracji.

Najlepiej to podsumował jeden z dziennikarzy obecnych na sali posiedzeń: „nikt się nie spodziewał, że pójdą na takie zwarcie z Izbą Cywilną SN”.

No cóż. Izba Cywilna, broniąc dorobku judykatury, doktryny oraz praw ofiar wypadków drogowych  błędów medycznych, powinna jak najszybciej podjąć uchwałę w składzie całej Izby Cywilnej.

Chyba, że ustawodawca będzie szybszy i przewidzi wprost w Kodeksie Cywilnym zadośćuczynienie dla osób najbliższych ciężko poszkodowanego?  Nowo powołany – demokratycznie – Parlament ma szansę się wykazać.

Póki co, i tak mamy stan 3:1, czyli trzy uchwały Izby Cywilnej SN korzystne dla poszkodowanych, jedna… Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Kto zgadnie, na które uchwały będą się powoływać sądy powszechne?

Uchwała SN I NSNZP 2/19

Uchwała SN I NSNZP 2/19

*Uchwały składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. III CZP 60/17,  III CZP 69/17, III CZP 36/17