Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Czy dziecko może złożyć pozew o błąd przy porodzie, przez który jest trwale niepełnosprawne? 

Może!

Jeśli skutkiem błędu przy porodzie jest choroba dziecka, to dziecku, a nie rodzicom, należy się zadośćuczynienie, odszkodowanie i renta. Tylko w niektórych sytuacjach rodzice mają prawo do dodatkowego zadośćuczynienia dla siebie. Więcej na ten temat napisałam tutaj: III CZP 60/17, czyli zadoścuczynienie dla rodziców i rodzeństwa.

Przed 18-tką, po 18-tce

Niepełnoletnie dziecko musi być jednak w sądzie reprezentowane przez rodziców (opiekunów prawnych). Kiedy stanie się pełnoletnie, a rodzice dotąd nie zrobili nic, by walczyć o jego prawa, ma jeszcze 2 lata na samodzielne wystąpienie z pozwem odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd medyczny. Potem często jest za późno, zarzut przedawnienia może okazać się skuteczny.Czy rodzicom, poza odwagą do walki o odszkodowanie dla dziecka i czasu na przygotowanie dokumentacji dla prawnika, potrzebne jest coś jeszcze? Czy może na wytoczenie powództwa przeciwko szpitalowi w imieniu dziecka rodzicom musi zezwolić sąd opiekuńczy?

pozew o błąd przy porodzie

pozew o błąd przy porodzie

Na szczęście nie!

SN przypomina, czyli sygn. akt: I CSK 79/18

Ostatnio po raz kolejny potwierdził to Sąd Najwyższy. Jak powiedział sędzia SN Jacek Grela, uzasadniając ustnie wydany wyrok*:

Nie każda czynność procesowa  wymaga zezwolenia sądu opiekuńczego.  Należy bowiem pamiętać, że w myśl art. 101 § 1 k.r.o. rodzice obowiązani są sprawować z należytą starannością zarząd majątkiem dziecka pozostającego pod ich władzą. Przez pojęcie zarządu należy rozumieć zarówno czynności faktyczne, prawne, jak i polegające na reprezentowaniu dziecka przed sądami lub innymi organami związanymi ze sprawowaniem zarządu. Rodzic zatem może dokonywać czynności procesowych w imieniu dziecka, kierując się jego dobrem w granicach należytej staranności.

W tym stwierdzeniu jest jeszcze jedna ważna myśl: wytoczenie powództwa w imieniu dziecka poszkodowanego przy porodzie to wręcz obowiązek rodziców! Chodzi przecież o dobro dziecka. I o to, by miało środki na leczenie, rehabilitację i opiekę w przyszłości, kiedy rodziców może zabraknąć….

Nie wiesz, od czego zacząć?

Przeczytaj mój wpis na blogu: „Odszkodowanie za błąd porodowy – od czego zacząć? Cz.I” .  Uprzedzając pytania: część II jeszcze nie powstała:( , ale powstanie niebawem. Zapraszam Cię też na mój drugi blog.  Możesz tam przeczytać, jak wygląda kontakt z kancelarią i prawnikami, a potem cały proces sądowy: „Jak dostać odszkodowanie?

 

*wyrok SN z dnia 29 maja 2019 r., cytat za „Rzeczpospolita”.

Liczba cięć cesarskich rośnie w Polsce lawinowo: w 2015 roku wykonano ich w 43,2 proc. wszystkich porodów, a w 2016 roku 45,8 proc. Nowszych danych brak. Ilość porodów drogami natury maleje także na świecie, ale w innych państwach skala cięć cesarskich jest jednak zdecydowanie mniejsza niż w Polsce.

W związku z tym Ministerstwo Zdrowia opracowało rekomendacje dla ginekologów i położników, które na zasadzie ręcznego sterowania mają realizować plan dziesięcioletni. W ciągu 10 lat mamy dojść do poziomu: cc = nie więcej niż 30 proc. wszystkich porodów. Jednym z narzędzi, które ma umożliwić realizację tego planu jest arbitralny przykaz dla szpitali. Sprowadza się do tego, że to lekarz w szpitalu, na gorąco i „autonomicznie” zdecyduje o tym, czy kobieta w kolejnej ciąży po cięciu cesarskim urodzi przez cesarkę, czy nie. Niezależnie, co na ten temat sądzi rodząca. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj: „Ostre cięcie cesarskiego cięcia”.

Poród naturalny czy przez cc?

Cięcie cesarskie na życzenie?

Cięcie cesarskie: drugie dno

Ja jednak chcę sprowadzić dyskusję na temat ilości cięć cesarskich w Polsce na nieco inne tory.  Dlaczego Ministerstwo ani Polskie Towarzystwo Ginekologiczne (PTG) nie analizuje przyczyn rosnącego odsetka cięć? Czyżby nikt nie widział tego, co ja widzę w dokumentacji medycznej analizowanych i prowadzonych spraw o błąd okołoporodowy? Powiedzmy to głośno: kobiety wybierają cięcie cesarskie, bo boją się o siebie i dziecko. Nie ufają szpitalom i przypadkowej obsadzie, na którą trafią, gdy rozpocznie się akcja skurczowa. Nie wierzą, że poród drogami natury będzie prowadzony prawidłowo i że wszystko się dobrze skończy. Że nikt nie przeoczy stanu zagrożenia dziecka i ktoś się wsłucha w skargi rodzącej. Powiąże je z objawami oddzielenia się łożyska. Że stan matki po trudnym porodzie fizjologicznym będzie na tyle skrupulatnie monitorowany, że ewentualny krwotok nie zostanie przeoczony.

Czy te obawy są przesadzone?

Powiedzmy to wszystkim matkom dzieci, które dziś cierpią na MPD i czterokończynowe porażenie, a ciąża przebiegała książkowo. Powiedzmy to mężom i dzieciom matek, które zmarły na skutek krwotoku poporodowego.

Codziennie widzą takie sytuacje. Pierwszy z brzegu przykład z rozprawy sprzed kilku dni, na której zeznawał biegły ginekolog. Źle założono KTG, aparat nie rejestrował skurczów macicy. KTG nie było prowadzone w sposób ciągły, mimo stymulowania akcji skurczowej oxytocyną. Wystąpiło szereg deceleracji głębokich, tętno płodu zwalniało. Zapis KTG momentami nie był diagnostyczny, nie zapisywał się z uwagi na obsunięcie peloty z brzucha matki. Położna nie reagowała, nie wezwała lekarza, aby ocenił KTG i zweryfikował, czy dziecku na pewno nic nie zagraża.

Adnotacje położnej i dwóch lekarzy o tym, czy główka płodu się prawidłowo wstawia do kanału rodnego, są sprzeczne. Podobnie niespójne, ze śladami poprawiania wpisów, są obserwacje stanu rozwarcia. W końcu lekarz (sic!) wpisał w dokumentacji, że „przypadkowo zaobserwował spadki tętna” i podjął natychmiastowe działania. Rzeczywiście, od tego momentu cc przeprowadzono rekordowo szybko, dziecko wydobyto w 10 minut. Tylko co z tego, jeśli w kolejnych pomiarach otrzymało 0 punktów APGAR, bo urodziło się w głębokiej kwasicy metabolicznej? Zostało zreanimowane po blisko 30 minutach. Dziś pięcioletnia dziewczynka jest skrajnie niepełnosprawna. Czy takich porodów naturalnych chcemy?

Poród drogą natury czy poród siłą kobiety?

Jeśli rodzące nie będą miały pewności, że nadzór nad prawidłowym przebiegiem porodu będzie realny, to żadna siła nie zmusi ich do porodów naturalnych.  Bo zawsze będą miały za sobą jakiegoś lekarza, który będzie „firmował” decyzję o cięciu cesarskim. Życie pokazuje, że sami lekarze uważają, że w polskich warunkach, systemu ochrony zdrowia z dykty, cięcie cesarskie w ostatecznym rozrachunku jest bezpieczniejsze dla wszystkich: dla matki, dla dziecka i dla samego lekarza.

Więc powrót do ręcznego sterowania i peerelowskich „planów dziesięcioletnich” bez głębokiej reformy systemu opieki nad rodzącą i zmiany mentalności personelu medycznego, nic nie da.

Oprócz tego, że prowadzę dwa blogi (ten drugi to pomylkalekarza.pl, gdzie piszę o wszystkich, a nie tylko okołoporodowych błędach medycznych), to systematycznie też – jako kancelaria  aktualizujemy naszą www.bf.com.pl. To tam relacjonujemy na bieżąco kończące się procesy i omawiamy wyroki. Kancelaria BFP ma także swój profil na FB i na Instagramie. I to właśnie na fejsbuku, równolegle do komentarzy do postów, trwa często dyskusja na tematy poruszane na blogach. Jak ta na temat odpowiedzialności lekarza za śmierć dziecka przy porodzie. 

Bardzo wszystkim dziękuję za wszystkie komentarze i dzielenie się opiniami. Dzięki waszemu aktywnemu udziałowi wszyscy jesteśmy mądrzejsi i bogatsi nie tylko o swoje doświadczenia. Dlatego przytoczę w tym miejscu wpis Pani Luizy. Szkoda byłoby, żeby umknął wszystkim tym czytelnikom bloga, którzy nie są '”fajsbukowi”. Komentarz, umieszczony na FB, dotyczy postu o odpowiedzialności karnej lekarzy za błedy medyczne: czy zmiany dotyczące art. 155 kk są słuszne? Odnosi się też do często spotykanego argumentu, jakim posługują się lekarze.  Czyżby poszkodowani pacjenci, którzy kierują sprawę do prokuratury, rzeczywiście kierowali się jedynie żądzą zysku?

Oto zdanie Pani Luizy, pod którym podpisuję się obiema rękami

„Myślę, że gdyby tzw. sądy lekarskie wywiązywały się należycie ze swego zadania i po dogłębnej analizie odpowiednio ukarali lekarza, na przykład czasowym zakazem wykonywania zawodu czy zakazem pełnienia funkcji kierowniczych w jednostkach służby zdrowia, itd., wówczas niekoniecznie procesy karne byłyby priorytetem poszkodowanych. Jednak jest to nierealne, gdyż lekarzy osądzają lekarze. Bardzo rzadko sprawy trafiają na wokandę. Jeśli nawet tak się zdarzy to zapadają najniższe z możliwych kary – upomnienia za błędy, które doprowadziły do śmierci człowieka.

Postępowania karne również trwają bardzo długo. Na swoim przykładzie – lekarz usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka przy porodzie po niemal 5 latach… Niedługo minie 6 lat, a przewód sądowy nie ruszył. Niezrozumiałe jest również, że sprawy karne trafiają do sądów rejonowych, najbliższych miejscu zamieszkania. Efekt jest taki, że kolejni sędziowie się wyłączają.  Jeden sędzia jest sąsiadem oskarżonego, drugi kolegą, trzeci pacjentem – mijają kolejne miesiące. Co po 6 czy 7 latach będą mieli do powiedzenia świadkowie? Czy coś więcej niż „Nie pamiętam Wysoki Sądzie”?

FB: Kancelaria Prawna Budzowska Fiutowski i Partnerzy

FB: Kancelaria Prawna Budzowska Fiutowski i Partnerzy

Rzeczywiście, lekarz powiedział jednej z dziennikarek, która przygotowywała reportaż o naszej sprawie, że robimy to dla pieniędzy! Gdzie tu sens, gdzie logika? Czy naprawdę lekarz sądzi, że młoda kobieta zachodzi w ciążę z myślą, że może lekarzowi powinie się noga, dojdzie do śmierci dziecka przy porodzie  i wywalczy odszkodowanie?! Czy naprawdę poszkodowani pragną jedynie zemsty? Trzeba być ignorantem, by wysuwać takie stwierdzenia w obliczu tragedii ludzkiej.

Dlaczego więc zdecydowałam się na skierowanie sprawy do sądu? Naiwnie wierzyłam, że Ci, którzy przyczynili się do śmierci mojego dziecka, zreflektują się. Przemyślą swoje postępowanie i zrobią wszystko, by drugi raz tego błędu nie popełnić. No i najważniejsze – szpital zmuszony jest w takich wypadkach do zmiany wadliwych procedur. To pośrednio może przyczynić się do uniknięcia kolejnych tragedii! I właśnie to jest celem poszkodowanych pacjentów, którzy walczą o sprawiedliwość.”

Środowiska medyczne twierdzą, że niedługo nie będzie miał kto nas leczyć. Lekarze i pielęgniarki mają dość: nie chcą ryzykować. Obawiają się surowych sankcji karnych za błędy medyczne, do których dochodzi coraz częściej z uwagi na przemęczenie personelu i złą organizację w szpitalach. Wszystko przez dyskutowane właśnie zmiany w prawie. A konkretnie sporną treść pewnego artykułu w Kodeksie Karnym, czyli art. 155 kk.

Art. 155 kodeksu karnego

Art. 155 kk dzisiaj mówi, że: „Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat”.

Po zmianie miałby brzmieć:

„Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat”.

rys. Arkadiusz Krupa, Ślepym Okiem Temidy

rys. Arkadiusz Krupa, Ślepym Okiem Temidy

„Zawiasy” nie dla lekarza?

Krótko mówiąc, chodzi o podwyższenie kar. To jednak nie wszystko. Lekarz skazany z tego przepisu mógłby liczyć na zawieszenie wykonania kary, zwane popularnie „zawiasami’, tylko w jednym przypadku: gdy sąd wymierzy mu karę możliwie najniższą.  Czyli po zmianach: 1 rok więzienia. Jeśli zapadnie wyższa kara, to lekarz mógłby się uratować przed pójściem za kratki tylko wyjątkowo.

A może lepiej postawić na skuteczność?

Na łamach jednego z dzienników zaryzykowałam tezę, że choć zmiany przepisów o odpowiedzialności za błędy medyczne są konieczne, to jednak nie sama surowość sankcji, a przede wszystkim jej nieuchronność może zmniejszyć ilość przestępstw związanych z błędami medycznymi. Co z tego, że teoretycznie lekarzowi grozi wiele lat więzienia, skoro i tak postępowania w prokuraturze ciągną się latami.  Dodatkowo biegli sądowi – po długim oczekiwaniu – wydają ogólnikowe opinie, z których niewiele wynika.

Szczegółowo o tym opowiadam w rozmowie z dziennikarkami Dziennika Gazety Prawnej.  Można ją przeczytać tutaj: „Kara więzienia dla lekarza nie jest priorytetem poszkodowanych”.

Art. 155 kk w praktyce       

Czy art. 155 kk w ogóle jest stosowany? Tak, ale rzadko. Nawet, gdy chodzi o śmierć dziecka przez – wydawałoby się – oczywisty błąd okołoporodowy, wyrok nie zawsze jest po myśli prokuratora i pokrzywdzonych rodziców. Najczęściej bowiem prokuratorowi nie udaje się udowodnić lekarzowi skutku. Problem jest z głównie z wykazaniem, że gdyby poród był prowadzony prawidłowo, to dziecko nie zmarłoby. Skazanie – jeśli następuje, to z art. 160 kk, czyli „łagodniejszej” podstawy prawnej.

Zdarzają się jednak wyjątki.  Jak choćby w jednej z niedawno zakończonych przeze mnie spraw o błąd przy porodzie. Lekarz był oskarżony o spowodowanie śmierci noworodka poprzez nieuzasadnione odstąpienie od rozwiązania ciąży drogą cięcia cesarskiego, czyli o przestępstwo z art. 155 kk.

Udowodniono mu błąd okołoporodowy.  Został skazany za to przestępstwo na karę 3 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 1 roku. Wymiar kary – najniższy z aktualnie możliwych – świadczy tylko o tym, że obawy lekarzy o kary wieloletniego więzienia są mocno przesadzone.  Sądy, trzeba powiedzieć: na szczęście, widzą różnice między sytuacją lekarza a zabójcy.  Nie sposób przecież jej nie dostrzec. Nawet, jeśli lekarz popełnia błąd w sztuce lekarskiej prowadzący do śmierci pacjenta.

Więzienie a jakość leczenia

Nie ulega wątpliwości, że jeśli lekarz popełnił przestępstwo i nieumyślnie, w wyniku błędu medycznego spowodował śmierć człowieka, to powinien za to odpowiedzieć. Praktyka sądowa praktyką, ale przymus skazania lekarza na bezwzględną karę pozbawienia wolności, czyli bez możliwości warunkowego zawieszenia – które w danym przypadku sąd mógłby rozważyć –  to jednak nieco za wiele.

Od bezrefleksyjnego zapełniania więzień lekarzami jakość leczenia nie wzrośnie.

W procesach medycznych, dotyczących obrażeń i pęknięcia krocza, jakiego doznała przy porodzie rodząca, przewijają się trzy argumenty pozwanych szpitali.

Są to:

  • pęknięcie krocza to normalne powikłanie porodu drogami natury,
  • skoro w dokumentacji nie odnotowano pęknięcia krocza powyżej II stopnia, to znaczy, że go nie było,
  • skoro kobieta zgłosiła niepokojące objawy po dłuższym czasie od porodu, to znaczy, że nie są one konsekwencją porodu, a bliżej niezidentyfikowanych wydarzeń z późniejszego okresu.

Najczęściej te tragiczne skutki przypisywane są „nieprawidłowemu gojeniu się rany pooperacyjnej”. Rzecz jasna, zdaniem pozwanego szpitala, odpowiada za nie rodząca, bo najprawdopodobniej „nie dbała o higienę i regularne kontrole po porodzie”.

Na marginesie: próba przerzucenia odpowiedzialności za błędy medyczne na pacjenta, to nic nowego, pisałam o tym m.in. w poście: „To wina matki”.

Przeanalizujmy fakty.

Kwalifikacja urazów krocza

Oto obowiązująca klasyfikacja urazów, jakie może odnieść rodząca:

I stopień – uraz ograniczony do skóry krocza

II stopień – uraz mięśni krocza nieobejmujący zwieracza odbytu

III stopień – uraz krocza oraz kompleksu zwieraczy:

  • IIIa: mniej niż 50 % grubości EAS
  • IIIb: więcej niż 50 % grubości EAS
  • IIIc: rozdarcie EAS oraz IAS,

IV stopień – uraz krocza, kompleksu zwieraczy (EAS i IAS) oraz błony śluzowej odbytu.

W przypadku, gdy dochodzi do pęknięcia zwieraczy odbytu, najczęściej występują objawy nietrzymania gazów i stolca. W zależności od rozmiaru uszkodzenia, te obawy mogą się pojawić w różnym czasie od urazu (od kilku dni w przypadku urazu krocza IV stopnia, do kilku miesięcy w stopniu uszkodzenia IIIa) i w różnym nasileniu.

Wina rodzącej?

I tak doszliśmy do odpowiedzi na zarzut trzeci. Nie zgłoszenie objawów pęknięcia zwieraczy odbytu w ciągu kilku dni od porodu nie świadczy o tym, że nie doszło do uszkodzenia podczas porodu!

Czy kobieta ma obowiązek zorientować się natychmiast, że objawy, jakie u siebie obserwuje, są nietypowe? Nie. Często kobiety w połogu, szczególnie, gdy jest to pierwszy poród, sądzą, że „może tak ma być”, i nie ma co im się dziwić…

Czy lekarz odpowiada za urazy i rodzącej?

Lekarz faktycznie najczęściej nie jest winny tego, że doszło do pęknięcia krocza. Poza oczywiście ewidentnymi przypadkami m.in. złego nacięcia krocza lub nieprawidłowej kwalifikacji do porodu drogami natury.

Ale może być winny powikłaniom. Szczególnie, gdy jeśli nie oceni prawidłowo obrażeń (wzrokowo i palpacyjnie) i nie zakwalifikuje odpowiednio stopnia pęknięcia. Odpowiada także za zeszycie rozerwanych tkanek tak, aby nie było powikłań w postaci nietrzymania gazów i stolca lub konsekwencji wynikających z powstania przetoki pochwowo – odbytniczej.

Nierzetelna dokumentacja medyczna

A popros treści dokumentacji: w dokumentacji medycznej rzadko pojawia się adnotacja: „pęknięcie krocza III (lub IV) stopnia”. Brak takiego wpisu nie przesądza oczywiście, że do pęknięcia krocza nie doszło. Szczególnie, gdy jedocześnie zaobserwowano pęknięcie pochwy.

Rola położnej

Warto podkreślić, że nie każdy poród wymaga nacięcia krocza. Wykonuje się je po to, żeby zmniejszyć opór tkanek miękkich rozciągającego się podczas porodu krocza. Ideą naczelną jest, aby zapobiec niekontrolowanym pęknięciom. To, czy w trakcie porodu grozi samoistne i niekontrolowane pęknięcie, ocenia zwykle położna. To ona powinna podjąć wstępną decyzję o nacięciu krocza (oczywiście, jeśli rodząca się nie sprzeciwia).

Z prawidłowo wykonanym nacięciem krocza nie wiąże się istotne ryzyko. Biegli piszą, że nie powinno się zdarzyć takie nacięcie krocza, którego nie można zaopatrzyć tak, żeby w efekcie przywrócić warunki anatomiczne bliskie prawidłowym.

Co, jeśli duży uraz krocza jednak miał miejsce?

Konsekwencje są niestety poważne. Najczęściej konieczne jest leczenie operacyjne: plastyka zwieraczy odbytu czy rekonstrukcja przegrody odbytniczo-pochwowej. Kobieta musi stosować specjalną dietę, mierzyć się z licznymi ograniczenia w życiu codziennym, nietrzymaniem stolca, gazów, trudnościami we współżyciu, pogodzić się z oszpeceniem. Kolejne porody najprawdopodobniej będą się musiały odbyć przez cięcie cesarskie. Nic dziwnego, że szkodom na zdrowiu fizycznym towarzyszy najczęściej silny uraz psychiczny u poszkodowanej pacjentki.

Czy w takiej sytuacji warto ubiegać się o odszkodowanie za błąd medyczny?

Tak, ale z punktu widzenia trudności dowodowych, nie są to łatwe procesy. W jednej z podobnych, prowadzonych przez moją kancelarię spraw, Sąd Okręgowy w Warszawie wydał właśnie – po 3 latach postępowania – wyrok. Zasądził na rzecz poszkodowanej pacjentki 250 tys. zł. zadośćuczynienia za doznaną krzywdę oraz dodatkowo odszkodowanie za błąd lekarski. Czy to wynagradza krzywdę doznaną przez młodą kobietę? Pozostawiam Państwu ocenę.