Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Środowiska medyczne twierdzą, że niedługo nie będzie miał kto nas leczyć. Lekarze i pielęgniarki mają dość: nie chcą ryzykować. Obawiają się surowych sankcji karnych za błędy medyczne, do których dochodzi coraz częściej z uwagi na przemęczenie personelu i złą organizację w szpitalach. Wszystko przez dyskutowane właśnie zmiany w prawie. A konkretnie sporną treść pewnego artykułu w Kodeksie Karnym, czyli art. 155 kk.

Art. 155 kodeksu karnego

Art. 155 kk dzisiaj mówi, że: „Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat”.

Po zmianie miałby brzmieć:

„Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat”.

rys. Arkadiusz Krupa, Ślepym Okiem Temidy

rys. Arkadiusz Krupa, Ślepym Okiem Temidy

„Zawiasy” nie dla lekarza?

Krótko mówiąc, chodzi o podwyższenie kar. To jednak nie wszystko. Lekarz skazany z tego przepisu mógłby liczyć na zawieszenie wykonania kary, zwane popularnie „zawiasami’, tylko w jednym przypadku: gdy sąd wymierzy mu karę możliwie najniższą.  Czyli po zmianach: 1 rok więzienia. Jeśli zapadnie wyższa kara, to lekarz mógłby się uratować przed pójściem za kratki tylko wyjątkowo.

A może lepiej postawić na skuteczność?

Na łamach jednego z dzienników zaryzykowałam tezę, że choć zmiany przepisów o odpowiedzialności za błędy medyczne są konieczne, to jednak nie sama surowość sankcji, a przede wszystkim jej nieuchronność może zmniejszyć ilość przestępstw związanych z błędami medycznymi. Co z tego, że teoretycznie lekarzowi grozi wiele lat więzienia, skoro i tak postępowania w prokuraturze ciągną się latami.  Dodatkowo biegli sądowi – po długim oczekiwaniu – wydają ogólnikowe opinie, z których niewiele wynika.

Szczegółowo o tym opowiadam w rozmowie z dziennikarkami Dziennika Gazety Prawnej.  Można ją przeczytać tutaj: „Kara więzienia dla lekarza nie jest priorytetem poszkodowanych”.

Art. 155 kk w praktyce       

Czy art. 155 kk w ogóle jest stosowany? Tak, ale rzadko. Nawet, gdy chodzi o śmierć dziecka przez – wydawałoby się – oczywisty błąd okołoporodowy, wyrok nie zawsze jest po myśli prokuratora i pokrzywdzonych rodziców. Najczęściej bowiem prokuratorowi nie udaje się udowodnić lekarzowi skutku. Problem jest z głównie z wykazaniem, że gdyby poród był prowadzony prawidłowo, to dziecko nie zmarłoby. Skazanie – jeśli następuje, to z art. 160 kk, czyli „łagodniejszej” podstawy prawnej.

Zdarzają się jednak wyjątki.  Jak choćby w jednej z niedawno zakończonych przeze mnie spraw o błąd przy porodzie. Lekarz był oskarżony o spowodowanie śmierci noworodka poprzez nieuzasadnione odstąpienie od rozwiązania ciąży drogą cięcia cesarskiego, czyli o przestępstwo z art. 155 kk.

Udowodniono mu błąd okołoporodowy.  Został skazany za to przestępstwo na karę 3 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 1 roku. Wymiar kary – najniższy z aktualnie możliwych – świadczy tylko o tym, że obawy lekarzy o kary wieloletniego więzienia są mocno przesadzone.  Sądy, trzeba powiedzieć: na szczęście, widzą różnice między sytuacją lekarza a zabójcy.  Nie sposób przecież jej nie dostrzec. Nawet, jeśli lekarz popełnia błąd w sztuce lekarskiej prowadzący do śmierci pacjenta.

Więzienie a jakość leczenia

Nie ulega wątpliwości, że jeśli lekarz popełnił przestępstwo i nieumyślnie, w wyniku błędu medycznego spowodował śmierć człowieka, to powinien za to odpowiedzieć. Praktyka sądowa praktyką, ale przymus skazania lekarza na bezwzględną karę pozbawienia wolności, czyli bez możliwości warunkowego zawieszenia – które w danym przypadku sąd mógłby rozważyć –  to jednak nieco za wiele.

Od bezrefleksyjnego zapełniania więzień lekarzami jakość leczenia nie wzrośnie.

W procesach medycznych, dotyczących obrażeń i pęknięcia krocza, jakiego doznała przy porodzie rodząca, przewijają się trzy argumenty pozwanych szpitali.

Są to:

  • pęknięcie krocza to normalne powikłanie porodu drogami natury,
  • skoro w dokumentacji nie odnotowano pęknięcia krocza powyżej II stopnia, to znaczy, że go nie było,
  • skoro kobieta zgłosiła niepokojące objawy po dłuższym czasie od porodu, to znaczy, że nie są one konsekwencją porodu, a bliżej niezidentyfikowanych wydarzeń z późniejszego okresu.

Najczęściej te tragiczne skutki przypisywane są „nieprawidłowemu gojeniu się rany pooperacyjnej”. Rzecz jasna, zdaniem pozwanego szpitala, odpowiada za nie rodząca, bo najprawdopodobniej „nie dbała o higienę i regularne kontrole po porodzie”.

Na marginesie: próba przerzucenia odpowiedzialności za błędy medyczne na pacjenta, to nic nowego, pisałam o tym m.in. w poście: „To wina matki”.

Przeanalizujmy fakty.

Kwalifikacja urazów krocza

Oto obowiązująca klasyfikacja urazów, jakie może odnieść rodząca:

I stopień – uraz ograniczony do skóry krocza

II stopień – uraz mięśni krocza nieobejmujący zwieracza odbytu

III stopień – uraz krocza oraz kompleksu zwieraczy:

  • IIIa: mniej niż 50 % grubości EAS
  • IIIb: więcej niż 50 % grubości EAS
  • IIIc: rozdarcie EAS oraz IAS,

IV stopień – uraz krocza, kompleksu zwieraczy (EAS i IAS) oraz błony śluzowej odbytu.

W przypadku, gdy dochodzi do pęknięcia zwieraczy odbytu, najczęściej występują objawy nietrzymania gazów i stolca. W zależności od rozmiaru uszkodzenia, te obawy mogą się pojawić w różnym czasie od urazu (od kilku dni w przypadku urazu krocza IV stopnia, do kilku miesięcy w stopniu uszkodzenia IIIa) i w różnym nasileniu.

Wina rodzącej?

I tak doszliśmy do odpowiedzi na zarzut trzeci. Nie zgłoszenie objawów pęknięcia zwieraczy odbytu w ciągu kilku dni od porodu nie świadczy o tym, że nie doszło do uszkodzenia podczas porodu!

Czy kobieta ma obowiązek zorientować się natychmiast, że objawy, jakie u siebie obserwuje, są nietypowe? Nie. Często kobiety w połogu, szczególnie, gdy jest to pierwszy poród, sądzą, że „może tak ma być”, i nie ma co im się dziwić…

Czy lekarz odpowiada za urazy i rodzącej?

Lekarz faktycznie najczęściej nie jest winny tego, że doszło do pęknięcia krocza. Poza oczywiście ewidentnymi przypadkami m.in. złego nacięcia krocza lub nieprawidłowej kwalifikacji do porodu drogami natury.

Ale może być winny powikłaniom. Szczególnie, gdy jeśli nie oceni prawidłowo obrażeń (wzrokowo i palpacyjnie) i nie zakwalifikuje odpowiednio stopnia pęknięcia. Odpowiada także za zeszycie rozerwanych tkanek tak, aby nie było powikłań w postaci nietrzymania gazów i stolca lub konsekwencji wynikających z powstania przetoki pochwowo – odbytniczej.

Nierzetelna dokumentacja medyczna

A popros treści dokumentacji: w dokumentacji medycznej rzadko pojawia się adnotacja: „pęknięcie krocza III (lub IV) stopnia”. Brak takiego wpisu nie przesądza oczywiście, że do pęknięcia krocza nie doszło. Szczególnie, gdy jedocześnie zaobserwowano pęknięcie pochwy.

Rola położnej

Warto podkreślić, że nie każdy poród wymaga nacięcia krocza. Wykonuje się je po to, żeby zmniejszyć opór tkanek miękkich rozciągającego się podczas porodu krocza. Ideą naczelną jest, aby zapobiec niekontrolowanym pęknięciom. To, czy w trakcie porodu grozi samoistne i niekontrolowane pęknięcie, ocenia zwykle położna. To ona powinna podjąć wstępną decyzję o nacięciu krocza (oczywiście, jeśli rodząca się nie sprzeciwia).

Z prawidłowo wykonanym nacięciem krocza nie wiąże się istotne ryzyko. Biegli piszą, że nie powinno się zdarzyć takie nacięcie krocza, którego nie można zaopatrzyć tak, żeby w efekcie przywrócić warunki anatomiczne bliskie prawidłowym.

Co, jeśli duży uraz krocza jednak miał miejsce?

Konsekwencje są niestety poważne. Najczęściej konieczne jest leczenie operacyjne: plastyka zwieraczy odbytu czy rekonstrukcja przegrody odbytniczo-pochwowej. Kobieta musi stosować specjalną dietę, mierzyć się z licznymi ograniczenia w życiu codziennym, nietrzymaniem stolca, gazów, trudnościami we współżyciu, pogodzić się z oszpeceniem. Kolejne porody najprawdopodobniej będą się musiały odbyć przez cięcie cesarskie. Nic dziwnego, że szkodom na zdrowiu fizycznym towarzyszy najczęściej silny uraz psychiczny u poszkodowanej pacjentki.

Czy w takiej sytuacji warto ubiegać się o odszkodowanie za błąd medyczny?

Tak, ale z punktu widzenia trudności dowodowych, nie są to łatwe procesy. W jednej z podobnych, prowadzonych przez moją kancelarię spraw, Sąd Okręgowy w Warszawie wydał właśnie – po 3 latach postępowania – wyrok. Zasądził na rzecz poszkodowanej pacjentki 250 tys. zł. zadośćuczynienia za doznaną krzywdę oraz dodatkowo odszkodowanie za błąd lekarski. Czy to wynagradza krzywdę doznaną przez młodą kobietę? Pozostawiam Państwu ocenę.

 

Pytanie powinno brzmieć: kiedy się rozpocznie:(  Nie da się ukryć: zarządzenie, jakie ukazało się ostatnio na portalu sądowym, wprawiło mnie w lekkie zdumienie. Niemal rok mamy czekać na pierwszą rozprawę?

terminy rozpraw w procesie o błąd medyczny

sprawa o błąd porodowy

Niestety, tak to zaczyna wyglądać. Sprawy w polskich sądach ciągną się i ciągną. Dzieje się tak mimo coraz sprawniejszego organizowania procesów. Sędziowie już nie patrzą przez palce na spóźnione zgłaszania dowodów przez strony czy nie usprawiedliwione nieobecności świadków.

Narastają jednak problemy z biegłymi sądowymi, a właściwie brakiem biegłych medyków. Problemy kadrowe w sądach także nie zostały rozwiązane. Sędziów, asystentów oraz pracowników sekretariatów jest po prostu zbyt mało i są nadmiernie obciążeni pracą. Trwają protesty pracowników sądów i prokuratur. Wywiad, który kiedyś przeprowadziłam z pewnym sędzią, nic a nic nie stracił na aktualności.

Nam – poszkodowanym i prawnikom – pozostaje robić swoje. Na pewno ważne jest, żeby nie zwlekać z decyzją o procesie o błąd medyczny (proszę przeczytać post: „Odszkodowanie za błąd porodowy – od czego zacząć?”).

Im szybciej złożymy pozew, tym szybciej dziecko ma szanse na rentę miesięczną tytułem zabezpieczenia. Taka renta zapewni przynajmniej część środków na rehabilitację i opiekę (o tym napisałam tutaj: „Skąd wziąć pieniądze na leczenie?”).

Za czas trwania procesu naliczane* są odsetki ustawowe za czas opóźnienia od kwot odszkodowania, renty i zadośćuczynienia: 7 % rocznie! Tym bardziej więc nie ma co zwlekać z jego rozpoczęciem.

*Są pewne kontrowersje w orzecznictwie sądów, ale przeważający pogląd jest taki, jak napisałam.

7 razy winny

Jolanta Budzowska23 kwietnia 20192 komentarze

Uczestniczyłam ostatnio w prokuraturze w przesłuchaniu pewnej lekarki, ginekologa-położnika. Zostały jej postawione zarzuty dotyczące braku nadzoru nad porodem.  Nie rozpoznała stanu zagrożenia płodu, dziecko zmarło. Najbardziej mną wstrząsnęło jedno stwierdzenie podejrzanej: – Chyba było nas tam za dużo.

To prawda. Podczas tego porodu nie zabrakło personelu. Na porodówce była tylko jedna rodząca. W dyżurce siedziało trzech lekarzy, których czujność całkowicie uśpiło to, że bezpośrednio przy porodzie była położna i praktykantka.

Co poszło nie tak?

Zawiniła komunikacja, bo inny lekarz ocenił badanie KTG wykonane przy przyjęciu, a kto inny potem miał nadzór nad rodzącą. I już nie zweryfikował tego pierwszego, jak się później okazało z nieprawidłowym zapisem, KTG.

Zawiniła rutyna, bo przebieg ciąży był prawidłowy, dziecko donoszone. Po przyjęciu do szpitala początkowo nic – poza  tym nieprawidłowym KTG – nie wskazywało na to, że może dojść do komplikacji.

Zawiniło niedbałe podejście do obowiązków lekarza, bo w karcie zleceń nie wpisał konieczności wykonania USG Doppler, choć podobno je zlecił. Badanie USG Dopper niewątpliwie pomogłoby rozpoznać zagrożenie dla płodu.

Zawiniła awaria sprzętu: KTG na porodówce było niesprawne, ale nie zostało zastąpione innym aparatem. Obywano się bez niego, a ręczne monitorowanie tętna bywa zawodne.

Zawiniła nadmierna pewność siebie lekarzy: wzywani przez położną do spadku tętna u dziecka i z powodu odejścia brudnych wód płodowych, zajrzeli na salę porodową tylko na chwilę. Po to, aby uznać, że wbrew ocenie położnej, wszystko jest w porządku, a rodząca ma urodzić drogami natury.

Zawiniła organizacja pracy na bloku: młodszy lekarz uznał, że nie może zrobić cięcia cesarskiego bez wyraźnego polecenia starszej dyżurnej. Lekarz – starsza dyżurna wydała polecenie dokończenia porodu i uznała, że to wystarczy.

Zawinił też brak elementarny brak zaangażowania. Jak zeznała lekarka:

– Ja do pacjentki potem nie podchodziłam, bo mnie nie wołano. Dowiedziałam się o problemach z tym porodem, jak się zaczęła akcja reanimacyjna. Poszłam zobaczyć, co się dzieje.

Wtedy było już za późno. Dziecko było reanimowane przez dwóch anestezjologów. Bezskutecznie. Tej tragedii można było uniknąć.

Zamartwica wewnątrzmaciczna: lekarz położnik ponosi odpowiedzialność karną za nierozpoznanie stanu zagrożenia płodu. Niedotlenienie wewnątrzmaciczne prowadzi do zamartwicy płodu. Poród należy wówczas zakończyć jak najszybciej. Aby uratować dziecko, najczęściej konieczne jest cięcie cesarskie.

Przedwczesne oddzielenie łożyska

Jolanta Budzowska02 kwietnia 2019Komentarze (0)

W przypadkach przedwczesnego oddzielenia się łożyska najważniejsze znaczenie ma czas. Im wcześniej zostanie rozwiązana ciężarna, im szybciej jest wykonane cesarskie cięcie, w tym lepszym stanie rodzi się dziecko. I w tym lepszym stanie będzie matka. Gra idzie o życie obojga. 

Brak reakcji personelu medycznego na objawy oddzielania się łożyska często jest podstawowym zarzutem w sprawie o błąd lekarski lub błąd położnej prowadzącej poród.

Objawy przedwczesnego oddzielenia łożyska

Przedwczesne oddzielenie się łożyska w większości przypadków następuje nagle. Oznacza to, że często brak jest bez innych objawów poprzedzających. Nagle pojawia się silny ból w podbrzuszu. Czasem ból ten promieniuje do okolicy krzyżowej. Mogą pojawić się nudności. Rodząca szybko wpada  w niepokój, zaczyna czuć się źle, jej własne tętno przyspiesza, a skóra pokrywa się zimnym potem i blednie.

Kiedy oddziela się łożysko…

Jak pisze biegły w jednej z opinii wydanej w sprawie o błąd okołoporodowy:

„Początkowo ruchy płodu mogą ulec krótkotrwałemu nasileniu, by potem ciężarna przestała czuć ruchy płodu lub ulegają one stopniowemu, wyraźnemu osłabieniu aż do ich zaniku. Szybko dołącza się złe samopoczucie ciężarnej. Obniża się ciśnienie krwi rodzącej.”

Oddzielaniu się łożyska towarzyszy często krwawienie z dróg rodnych wówczas, gdy oddzielenie się łożyska ma charakter brzeżny.  Krwawienie na zewnątrz może się jednak nie pojawić, jeśli  krwiak powstaje wewnątrz. W tym drugim przypadku objawy narastającego wstrząsu pojawiają się szybciej i przebiegają bardziej dramatycznie, co powinno być sygnałem alarmowym dla lekarza i położnej prowadzących poród.

Rokowania w przypadku oddzielenia się łożyska

Gwałtowne odklejenie łożyska to stan bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia dla obojga – płodu i ciężarnej. Śmiertelność ciężarnych sięga do 5%, a  śmiertelność noworodków 60%.

Rokowania zależą jednak w dużym stopniu od tego, czy objawy świadczące o odklejeniu łożyska nie zostały zlekceważone i od tego, jak szybko personel zaczął działać.

Czy zrobiono wszystko, aby uratować dziecko?

Jeśli w Twoim przypadku doszło do odklejenia się łożyska, to czy po wystąpieniu niepokojących objawów zostałaś zbadana? Czy wykonano:

  • pomiar ciśnienia krwi,
  • podłączenie do kontrolnego zapisu KTG,
  • zbadanie napięcia podstawowego macicy
  • czy wykonano USG?

Przedwczesne oddzielenie łożyska

Czas od rozpoczęcia oddzielenia się łożyska do cięcia cesarskiego ma kluczowe znaczenie dla szczęśliwego lub dramatycznego zakończenia. Im wcześniej dochodzi do rozwiązania, tym większe są szanse dziecka na przeżycie.

Jeśli nie wiesz, albo nie potrafisz sama zinterpretować wpisów w dokumentacji medycznej, napisz do mnie. Pomogę Ci zrekonstruować przebieg wydarzeń. Czy szanse Twojego dziecka byłyby większe, gdyby wcześniej podjęto decyzję o cięciu cesarskim? Spróbujmy się tego dowiedzieć.