Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Wygraliśmy sprawę o błąd okołoporodowy. Proces trwał wyjątkowo krótko, bo łącznie z rozpoznaniem apelacji szpitala cztery lata. Od drugiej instancji szpital został sam na placu boju. Ubezpieczyciel „poddał się” po wyroku Sądu Okręgowego. Wypłacił całą sumę, na jaką szpital był ubezpieczony, czyli blisko 600 tys. zł. 

Kiedy wyrok o błąd medyczny powinien być wykonany?

Wyrok Sądu Apelacyjnego jest natychmiast wykonalny. Oznacza to, że szpital powinien zapłacić od razu po ogłoszeniu wyroku rodzicom i poszkodowanemu dziecku, choremu na MPD,  blisko 1 mln. zł. Miał czas przygotować się finansowo. W końcu z ryzykiem przegranej powinien był się liczyć od dawna.

Tak się jednak nie stało. Dni mijały, nikt ze szpitala nie próbował nawet nawiązać ze mną kontaktu. Mogłam od razu zapukać do drzwi komornika, żeby zajął się egzekucją. Szpital jednak zapłaciłby dodatkowe koszty. Skierowałam do szpitala wezwanie „ostatniej szansy” do zapłaty.

Nie mam, więc nie dam

Po wielokrotnym upominaniu się o odpowiedź dostałam takiego maila od pełnomocnika szpitala.

 

Dzień dobry

informuję, że Powiatowy Szpital XXX w XXX przystąpił do realizacji prawomocnego wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie I Wydział Cywilny z dnia XXX 2017 r. (sygn. akt. XXX). W dniu dzisiejszym Szpital przekazał na podany w wezwaniu do zapłaty numer konta bankowego kwotę XXX zł tytułem renty za miesiąc marzec 2019 r.

Szpital nie posiada środków finansowych na zapłatę całości zobowiązania z wyroku. Dyrektor Szpitala poinformował mnie, że w dniu XXX br. zostanie przekazana część zobowiązania. Konkretna kwota zostanie podana bezzwłocznie po otrzymaniu takiej informacji od Głównego Księgowego. Rada Społeczna wydała pozytywną decyzję na zaciągniecie kredytu na realizację wyroku.

Obecnie prowadzimy rozmowy z bankiem. Bezzwłocznie po uzyskaniu środków finansowych wypłacimy zasądzone należności.

Prosimy o wyrozumiałość i nie kierowanie sprawy na drogę egzekucji.

 Pozdrawiam”

Hmm. Rozbrajające. Od sześciu lat, czyli od dnia porodu w 2013 roku rodzice dzień w dzień wyrzekają się wszystkiego, żeby zapewnić dziecku rehabilitację i leczenie. A kiedy nadeszła chwila, kiedy szpital powinien ostatecznie ponieść konsekwencje swoich działań i wykonać wyrok za błąd przy porodzie, taki list.

Egzekucja komornicza przeciwko szpitalowi

Rodzice poszkodowanego dziecka wyrazili zgodę, aby zaoszczędzić szpitalowi kosztów komorniczych. Kiedy zapadł wyrok i ma się pewność co do zabezpieczenia przyszłości chorego dziecka, można jeszcze trochę poczekać na zapłatę zasądzonego odszkodowania za błąd lekarzy. Szpital nie może tego jednak oczekiwać od poszkodowanego pacjenta, a tym bardziej wymagać. Dobrze byłoby, żeby jego przedstawiciele o tym nie zapominali.

* * *

Przy okazji: opisana sytuacja doskonale ilustruje fakt, że obowiązkowe ubezpieczenia OC szpitalu są stanowczo zbyt niskie. O tym, że w pewnych sytuacjach poszkodowani pacjenci, mimo korzystnego wyroku, mogą zostać bez odszkodowania za błąd lekarski, napisałam w poście: Kiedy odszkodowanie za błąd medyczny pokrywa polisa?  

 

 

Kiedy poszkodowany pacjent – dziecko uzyska orzeczenie o niepełnosprawności, to najczęściej matka, ojciec lub opiekun faktyczny jest zmuszony zrezygnować z pracy. Przysługuje mu wówczas świadczenie pielęgnacyjne. 

Dodatkowe warunki

Aby należało się świadczenie pielęgnacyjne, orzeczenie o niepełnosprawności musi jednak  przewidywać dodatkowe wskazania. Są nimi:

  • konieczność stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji,
  • konieczność stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji.

Opiekun nie może też być na emeryturze ani mieć prawa do renty (własnej) płaconej przez ZUS.

Co dalej?

Czy to wszystkie świadczenia, na jakie może liczyć dziecko i jego opiekunowie? Oczywiście nie. W dzisiejszym poście skupiamy się jednak tylko na świadczeniu pielęgnacyjnym dla rodzica i rencie dla dziecka.

Gdy udaje się wygrać proces o błąd medyczny i dziecko uzyskuje rentę tymczasową, to jest oczywiście inna renta niż ta otrzymywana z ZUS przez rencistów. Kwestię renty z tytułu zwiększonych potrzeb dla ofiary błędu medycznego opisałam tutaj: „Renta dla pacjenta poszkodowanego przez błąd lekarski”. 

Czy się różni renta z ZUS a renta na zwiększone potrzeby?

Hmm. Wszystkim.

Renta tymczasowa, zasądzona przez sąd wyrokujący o błędzie lekarskim, jest płatna poszkodowanemu nie przez ZUS.  Wypłaca ją osoba lub podmiot, który ponosi odpowiedzialność za pogorszenie stanu zdrowia poszkodowanego pacjenta. Najczęściej jest to szpital, rzadziej lekarz. W każdym przypadku w pierwszej kolejności świadczenia są wypłacane z polisy ubezpieczeniowej podmiotu leczniczego.

Przechodząc do sedna: czy taka renta (za błąd medyczny) wpływa na uzyskiwane przez rodzica świadczenie pielęgnacyjne?

Świadczenie pielęgnacyjne – co mówią przepisy?

Przepisy są jednoznaczne.

Renta zasądzona przez sąd w postępowaniu cywilnym lub wypłacana na podstawie ugody zawartej w postępowaniu cywilnym na rzecz poszkodowanego, nie wpływa na możliwość uzyskiwania świadczenia pielęgnacyjnego przez osobę sprawującą nad nim opiekę.

Czym innym jest renta cywilnoprawną otrzymywana przez osobę wymagającą opieki, a czym innym  świadczenie pielęgnacyjne dla jej opiekuna.

Co na to Sąd?

Ten – wydawałoby się oczywisty – pogląd podzielają też sądy w najświeższym orzecznictwie.

Ostatnio np. SA w Białymstoku* stwierdził, że:

”Celem świadczenia pielęgnacyjnego jest (…) udzielenie wsparcia materialnego nie osobom niepełnosprawnym, (…) lecz osobom, które rezygnują z własnej aktywności zawodowej, by opiekować się osobą niepełnosprawną.

Świadczenie pielęgnacyjne ma zatem zastąpić dochód wynikający ze świadczenia pracy, której nie może podjąć osoba pielęgnująca. Istotą świadczenia pielęgnacyjnego jest więc częściowe zrekompensowanie opiekunowi niepełnosprawnego strat finansowych spowodowanych niemożliwością podjęcia pracy lub rezygnacją z niej w związku z koniecznością opieki nad osobą niepełnosprawną.”

Podobnie już wcześniej wypowiedział się SA w Gdańsku**:

Świadczenia przyznane ze środków publicznych mają na celu wsparcie osób, które znalazły się w trudnej sytuacji lub które wypełniają inne bliżej określone w ustawie kryteria pomocy.

Świadczenia te są wyrazem solidaryzmu społecznego i elementem wsparcia Państwa dla osób potrzebujących. Nie można przyjąć, by ich funkcją było zastępowanie sprawcy szkody w ponoszeniu przez niego własnej odpowiedzialności cywilnej za zdarzenie powodujące z jego winy szkodę. Żaden przepis ustawy w obowiązującym stanie prawnym nie przewiduje w omawianej sytuacji możliwości roszczenia regresowego ze strony ośrodka pomocy społecznej wypłacającego środki publiczne, w stosunku do sprawcy szkody.

Świadczenie pielęgnacyjne dla osoby rezygnującej z zatrudnienia w związku z koniecznością opieki nad dzieckiem także nie jest świadczeniem przysługującym i należnym powódce, lecz jej matce.

Gwoli sprawiedliwości wypada jednak dodać, że temat nadal wzbudza kontrowersje, jest przedmiotem sporów sądowych i zdarzają się wyroki odmienne.

* Wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 16 listopada 2018 r. I ACa 603/18

**Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 9 lipca 2015 r. I ACa 298/15

Niedawno Sąd Apelacyjny rozpatrzył apelację szpitala od wyroku w jednej z naszych spraw o błąd przy porodzie. Już nie raz pisałam, że szpitale praktycznie bez wyjątku walczą w sądzie do upadłego. Apelacja nie była więc niczym niecodziennym. Nawet gdy, jak w tym procesie, nie sposób było znaleźć racjonalne argumenty przeciwko wyrokowi I instancji.

Wysokie zadośćuczynienie za błąd podczas porodu

Sąd Okręgowy zasądził 1 mln zł zadośćuczynienia dla ciężko poszkodowanego przy porodzie dziecka. Rodzice otrzymali po 100 tys. zadośćuczynienia. Dodatkowo Sąd zasądził po 50 tys. zł. dla dziecka i matki za naruszenie ich praw pacjenta. Do tego renta, odszkodowanie i odsetki ustawowe za czas opóźnienia.

Sąd Apelacyjny, rozpatrując sprawę po odwołaniu szpitala, nie miał – podobnie jak ja – wątpliwości, że są to kwoty odpowiednie, a z pewnością nie wygórowane. Pisałam już o wyrokach, gdzie zadośćuczynienie za błąd podczas porodu wyniosło i 1.200.000 zł. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, w jakich przypadkach przyznana została tak wysoka rekompensata dla poszkodowanego pacjenta, przeczytaj posty: „Zadośćuczynienie dla dziecka” i „Sąd Najwyższy po stronie poszkodowanych pacjentów”.

Najcięższe skutki wywołuje najczęściej błąd lekarski w prowadzeniu porodu. Dziecko zasługuje więc na najwyższe odszkodowanie za lekkomyślne podejście personelu medycznego.

wysokie odszkodowanie za błąd przy porodzie

wysokie odszkodowanie za błąd przy porodzie

Nieprawidłowe KTG, brak cięcia cesarskiego, zamartwica

Także w tym przypadku, o którym mowa na wstępie, nie znajduję wytłumaczenia dla opóźnienia w cięciu cesarskim. Termin porodu minął. W kolejnych dniach hospitalizacji akcja porodowa nie rozpoczęła się. Wyniki KTG nie budziły niepokoju, niestety do czasu. Kiedy KTG wykazało nieprawidłowość – zapis niereaktywny z zawężoną, a miejscami milczącą oscylacją tętna płodu – nie zweryfikowano dobrostanu płodu. W kolejnej dobie trwała już wywołana oxytocyną akcja skurczowa. Lekarz jednak nie reagował na informacje położnych o nieprawidłowym (zwolnionym) tętnie dziecka. Kontynuował poród siłami natury. Poród nie postępował. Zaczął sączyć się płyn owodniowy o zielonym zabarwieniu. Po zabiegu nacięciu krocza, noworodek urodził się w ciężkiej zamartwicy, bez własnego oddechu. Dziecko zostało ocenione na 1 punkt w skali Apgar w pierwszej minucie życia (za czynność serca). Po urodzeniu stwierdzono gęsty zielony płyn owodniowy, a także ułożenie potylicowe tylne płodu.

Mózgowe porażenie dziecięce jako następstwo porodu

U dziecka ostatecznie rozpoznano mózgowe porażenie dziecięce – zespół pozapiramidowy. W Opóźnienie w rozwoju i dysharmonia rozwoju psychoruchowego narastają. Konieczna jest stała rehabilitacja. Dziecko wymaga ciągłej opieki ze strony swoich rodziców. Mimo, że jest już kilkulatkiem, samodzielnie nie siedzi, nie chodzi, nie je i nie pije.

Jak wspomniałam, Sąd Apelacyjny nie miał zastrzeżeń do kwot zadośćuczynienia. Jest pewne, że stan zdrowia dziecka, stwierdzone u niego schorzenia i nieprawidłowości, są konsekwencją urazu porodowego i niedotlenienia. Dziecko urodziłoby się zdrowe, gdyby na czas wykonano cięcie cesarskie.

Za leczenie płaci fundacja, czyli my wszyscy

Sąd Apelacyjny miał jednak zastrzeżenia do odszkodowania za błąd medyczny, przyznanego poszkodowanemu dziecku. To fakt, podobnie jak zadośćuczynienie, nie było ono małe.  Wyniosło kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszystko to były wydatki ponoszone na leczenie i rehabilitację dziecka od urodzenia do czasu wydania wyroku przez Sąd I instancji. SA dostrzegł jednak problem w tym, że zwrot się nie należy, bo wydatki te nie zostały pokryte wprost z pieniędzy uzyskanych przez rodziców.  Płatności regulowała fundacji.

Gdzie jest luka w rozumowaniu Sądu Apelacyjnego?

Pomijam fakt, że gdyby to rodzice czy ich niepełnosprawne dziecko otrzymali bezpośrednio na ich konto darowizny, aby sfinansować leczenie, to problemu by – idąc tokiem rozumowania SA – nie było. Formalnie wydatki obciążyłyby ich budżet domowy, a nie budżet fundacji. Wpłaty i wypłaty za pośrednictwem fundacji wymusza jednak prawo podatkowe!

Pomijam też fakt, że gdyby nie determinacja rodziców w zbieraniu pieniędzy na leczenie chorego dziecka, to nie zgromadziliby prawdopodobnie na wydzielonym dla nich koncie w fundacji nawet cząstki potrzebnych środków. Sfinansowanie leczenia dziecka jest zatem wyłącznie ich zasługą. Oraz oczywiście – dobroczynności darczyńców.

Pomijam nawet obszerną argumentację prawną, jaką zamieścił SO w uzasadnieniu, sprowadzającą się do słusznej konkluzji, że

„bez względu na to, kto ponosi wydatki związane z leczeniem poszkodowanego, to poszkodowany jest wyłącznie legitymowany do dochodzenia zwrotu tych należności od sprawcy szkody”.

Pomijam te argumenty, bo wydają się oczywiste.

Sprawca błędu medycznego bezkarny?

Zgadzam się za to w pełni z poglądem, jaki sformułował profesor Mirosław Nestorowicz w glosie do wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 10 listopada 2009 r. w sprawie I ACa 523/09 (Prawo i Medycyna 2011/3/127-132). Wskazał on, że działalność fundacji mających cele charytatywne nie może łagodzić odpowiedzialności sprawców. To istota tego zagadnienia. Napisałam już raz o tym w artykule: „Fundacja, czyli kto płaci, a kto powinien”.

Jeśli Sądy nie będą zasądzały od sprawców błędu medycznego kwot, wydawanych na leczenie i rehabilitację poszkodowanych, a pozyskanych za pośrednictwem Fundacji,  to my wszyscy będziemy wyręczać winnych w obowiązku naprawienia szkody. Bezkarny sprawca nie ma motywacji, by starać się wyeliminować przyczyny błędu medycznego na przyszłość. Za popełnione przez niego błędy medyczne zapłaci przecież i tak ktoś inny. Nie widzi też potrzeby szybkiego zakończenia sporu z pacjentem i zawarcia ugody. Po co, skoro być może w sądzie jeszcze się „coś uszczknie”?

Bez skargi kasacyjnej ani rusz!

Jeśli – jak w omawianym wyroku SA – Sądy nie widzą możliwości zasądzenia pacjentom zwrotu środków uzbieranych przez nich za pośrednictwem fundacji, to niech wskażą inną drogę. Na przykład, aby wpłaty dokonane przez fundacje mogły być im zwrócone przez osobę zobowiązaną do naprawienia szkody. Czyli szpital, gdy ten odpowiada za błąd medyczny. Wtedy środki można byłoby przeznaczyć na rzecz innych poszkodowanych pacjentów, pilnie potrzebujących pomocy.

Trzeciej drogi nie ma. Dlatego od omawianego wyroku Sądu Apelacyjnego będziemy składać skargę kasacyjną. Niech w kwestii środków zbieranych przez fundację wypowie się Sąd Najwyższy. Trzymajcie kciuki!

Samo podejrzenie, że przyczyną śmierci dziecka lub matki był błąd medyczny, a nie przebieg porodu, nie wystarczy. W sądzie trzeba to udowodnić. Kluczowym dowodem dla biegłych i sądu są wyniki sekcji zwłok. Niestety, nie zawsze można ufać nawet ustaleniom z protokołu sekcyjnego.

O tym, czym się różni tzw. sekcja zwłok administracyjna lub anatomopatologiczna od sądowo – lekarskiej sekcji zwłok, napisałam szczegółowo w postach „Czy sekcja zwłok jest potrzebna?” i „Pacjent zmarł z powodu śmierci, czyli czemu i komu służy sekcja zwłok”. Nie będę się więc powtarzać, proszę zajrzeć do tych artykułów.

Sekcja zwłok: z prokuratorem czy bez?

Opiszę w zamian działalność pewnego patomorfologa. Ten jaskrawy przykład. Pokazuje, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do zgonu pacjenta doszło na skutek błędów w leczeniu, nie ma wyjścia. Trzeba zawiadomić prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i złożyć wniosek o jak najszybszą, „prokuratorską” sekcję zwłok.

Śmierć dziecka podczas porodu

W trakcie porodu doszło do wewnątrzmacicznego zgonu płodu w zagadkowych okolicznościach. Sekcja zwłok dziecka była więc obligatoryjna. Została zlecona przez szpital. Szpitalna sekcja zwłok – zgodnie z interesem szpitala – wykazała, że w trakcie porodu nie doszło do błędów, a dziecko zmarło na skutek wad wrodzonych. Kiedy rodzice zawiadomili prokuraturę, było już niestety za późno na prokuratorską sekcję zwłok.

Prokuratura powołała więc biegłych dla oceny prawidłowości postępowania lekarzy i położnych. Z konieczności musieli oni wziąć pod uwagę ustalenia z protokołu sekcyjnego. Na szczęście nie podeszli do jego treści bezkrytycznie…

Na sekcji zwłok sporządzonej przez patologa szpitalnego nie pozostawili na suchej nitki.

Zacytuję tylko mały fragment:

„Wnioski z przeprowadzonego badania sekcyjnego świadczą, że zostały sporządzone w sposób niezgodny z obowiązującą wiedzą medyczną. Zatem obducent najpewniej nie posiadał merytorycznego przygotowania do badania tego typu przypadków”.

Jak wspomniałam, zdaniem patologa szpitalnego, za wewnątrzmaciczny zgon dziecka było odpowiedzialne wszystko inne, tylko nie błędy w prowadzeniu porodu

Nie powiązał zwolnień tętna, braku czynności skurczowej, potem oscylacji milczącej i licznych deceleracji, z ewidentnymi wskazaniami do cięcia cesarskiego. Decyzja o cięciu była podjęta dużo za późno. Doszło do niedotlenienia dziecka i śmieci w łonie matki.

Biegły lekarz z wątpliwymi zasługami

Opinia ZMS była na tyle miażdżąca dla patomorfologa szpitalnego i jego pseudonaukowych dywagacji z protokołu sekcyjnego, że aż – zaintrygowana – zaczęłam szukać dalszych informacji na jego temat. I co się okazało? Że po pierwsze, ten patomorfolog był biegłym sądowym! A opisywany przeze mnie przypadek nie jest pierwszym, kiedy ten lekarz przysporzył sporych kłopotów wymiarowi sprawiedliwości. O stresie najbliższej rodzinie zmarłego już nawet nie wspominając…

W pewnym procesie, gdzie występował w charakterze biegłego sądowego, kilkakrotnie wycofywał się ze swoich opinii co do przyczyn zgonu. Wg biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej twierdzenia zawarte w wydanych przez niego opiniach, wręcz dyskwalifikują go jako biegłego z zakresu medycyny sądowej!

Inny proces karny toczył się przeciwko lekarzom z tej samej miejscowości, w której biegły wykonywał zawód. Czy towarzyskie powiązania sprawiły, że bagatelizował znaczenie badań, uznanych później za kluczowe dla określenia czasu i przyczyny zgonu…

Patomorfologia: sekcja zwłok czy picie kawy?

Nie dziwię się zatem, że w efekcie „znielubił” wykonywanie sekcji zwłok. Wypowiadał się tak:

„Jako patolog w swoim gabinecie w szpitalu zarabiam wielokrotnie więcej [niż wykonując sekcje zwłok – przyp. mój]. Tam mogę pić jednak dobrą czarną kawę, rozmawiać z sympatyczną sekretarką i zarobić więcej niż za sekcję zwłok”.

Można nawet zrozumieć takie podejście, choć wygląda na mocno cyniczne. Czy jednak, biorąc pod uwagę całokształt działalności tego patomorfologa, „jego” szpital powinien nadal powierzać mu wykonywanie sekcji zwłok, nawet tych szpitalnych? Pod protokołem z sekcji zwłok widnieje przecież „goły” podpis lekarza, który ją wykonał (obducenta). Bez gwiazdki – objaśnienia, że istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy autor daje rękojmię należytego wykonywania zawodu…

 

Dziennik Gazeta Prawa opublikował dziś ranking ranking 50 najbardziej wpływowych prawników w Polsce. Pochwalę się: ku mojemu zaskoczeniu znalazłam się na okładce:) i na 34. miejscu – pierwszy raz w tym rankingu.

Prawnik od błędów medycznych

Prawnik od błędów medycznych

Redakcja pisze tak:

Jolanta Budzowska

radca prawny, partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy, pierwszy raz w rankingu

Uchodzi za najlepszą specjalistkę̨ w Polsce od spraw błędów medycznych. Co istotne, nie broni wielkich korporacji i szpitali, lecz z nimi w imieniu poszkodowanych ludzi walczy. W ostatnim roku zwieńczeniem jej wieloletniej pracy była uchodząca już za przełomową uchwała SN, w której sąd opowiedział się za zadośćuczynieniem nie tylko dla dziewczynki, która w wyniku błędów lekarskich podczas odbierania porodu stała się trwale niepełnosprawna, lecz także dla jej rodziców za naruszenie więzi rodzinnych.

Budzowskiej nie cierpią sądowi biegli lekarze. Na sali sądowej często to ona jest bowiem osobą z największą wiedzą medyczną, co skrzętnie wykorzystuje na rzecz swoich klientów. Zresztą sama od dawna mówi wprost, że system opiniowania w sprawach o błędy medyczne woła o pomstę do nieba.”

Hmm. Dementuję, że biegli lekarze mnie nie cierpią:) Z kompetentnymi biegłymi doskonale się rozumiemy!