Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Niedawno Sąd Apelacyjny rozpatrzył apelację szpitala od wyroku w jednej z naszych spraw o błąd przy porodzie. Już nie raz pisałam, że szpitale praktycznie bez wyjątku walczą w sądzie do upadłego. Apelacja nie była więc niczym niecodziennym. Nawet gdy, jak w tym procesie, nie sposób było znaleźć racjonalne argumenty przeciwko wyrokowi I instancji.

Wysokie zadośćuczynienie za błąd podczas porodu

Sąd Okręgowy zasądził 1 mln zł zadośćuczynienia dla ciężko poszkodowanego przy porodzie dziecka. Rodzice otrzymali po 100 tys. zadośćuczynienia. Dodatkowo Sąd zasądził po 50 tys. zł. dla dziecka i matki za naruszenie ich praw pacjenta. Do tego renta, odszkodowanie i odsetki ustawowe za czas opóźnienia.

Sąd Apelacyjny, rozpatrując sprawę po odwołaniu szpitala, nie miał – podobnie jak ja – wątpliwości, że są to kwoty odpowiednie, a z pewnością nie wygórowane. Pisałam już o wyrokach, gdzie zadośćuczynienie za błąd podczas porodu wyniosło i 1.200.000 zł. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, w jakich przypadkach przyznana została tak wysoka rekompensata dla poszkodowanego pacjenta, przeczytaj posty: „Zadośćuczynienie dla dziecka” i „Sąd Najwyższy po stronie poszkodowanych pacjentów”.

Najcięższe skutki wywołuje najczęściej błąd lekarski w prowadzeniu porodu. Dziecko zasługuje więc na najwyższe odszkodowanie za lekkomyślne podejście personelu medycznego.

wysokie odszkodowanie za błąd przy porodzie

wysokie odszkodowanie za błąd przy porodzie

Nieprawidłowe KTG, brak cięcia cesarskiego, zamartwica

Także w tym przypadku, o którym mowa na wstępie, nie znajduję wytłumaczenia dla opóźnienia w cięciu cesarskim. Termin porodu minął. W kolejnych dniach hospitalizacji akcja porodowa nie rozpoczęła się. Wyniki KTG nie budziły niepokoju, niestety do czasu. Kiedy KTG wykazało nieprawidłowość – zapis niereaktywny z zawężoną, a miejscami milczącą oscylacją tętna płodu – nie zweryfikowano dobrostanu płodu. W kolejnej dobie trwała już wywołana oxytocyną akcja skurczowa. Lekarz jednak nie reagował na informacje położnych o nieprawidłowym (zwolnionym) tętnie dziecka. Kontynuował poród siłami natury. Poród nie postępował. Zaczął sączyć się płyn owodniowy o zielonym zabarwieniu. Po zabiegu nacięciu krocza, noworodek urodził się w ciężkiej zamartwicy, bez własnego oddechu. Dziecko zostało ocenione na 1 punkt w skali Apgar w pierwszej minucie życia (za czynność serca). Po urodzeniu stwierdzono gęsty zielony płyn owodniowy, a także ułożenie potylicowe tylne płodu.

Mózgowe porażenie dziecięce jako następstwo porodu

U dziecka ostatecznie rozpoznano mózgowe porażenie dziecięce – zespół pozapiramidowy. W Opóźnienie w rozwoju i dysharmonia rozwoju psychoruchowego narastają. Konieczna jest stała rehabilitacja. Dziecko wymaga ciągłej opieki ze strony swoich rodziców. Mimo, że jest już kilkulatkiem, samodzielnie nie siedzi, nie chodzi, nie je i nie pije.

Jak wspomniałam, Sąd Apelacyjny nie miał zastrzeżeń do kwot zadośćuczynienia. Jest pewne, że stan zdrowia dziecka, stwierdzone u niego schorzenia i nieprawidłowości, są konsekwencją urazu porodowego i niedotlenienia. Dziecko urodziłoby się zdrowe, gdyby na czas wykonano cięcie cesarskie.

Za leczenie płaci fundacja, czyli my wszyscy

Sąd Apelacyjny miał jednak zastrzeżenia do odszkodowania za błąd medyczny, przyznanego poszkodowanemu dziecku. To fakt, podobnie jak zadośćuczynienie, nie było ono małe.  Wyniosło kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszystko to były wydatki ponoszone na leczenie i rehabilitację dziecka od urodzenia do czasu wydania wyroku przez Sąd I instancji. SA dostrzegł jednak problem w tym, że zwrot się nie należy, bo wydatki te nie zostały pokryte wprost z pieniędzy uzyskanych przez rodziców.  Płatności regulowała fundacji.

Gdzie jest luka w rozumowaniu Sądu Apelacyjnego?

Pomijam fakt, że gdyby to rodzice czy ich niepełnosprawne dziecko otrzymali bezpośrednio na ich konto darowizny, aby sfinansować leczenie, to problemu by – idąc tokiem rozumowania SA – nie było. Formalnie wydatki obciążyłyby ich budżet domowy, a nie budżet fundacji. Wpłaty i wypłaty za pośrednictwem fundacji wymusza jednak prawo podatkowe!

Pomijam też fakt, że gdyby nie determinacja rodziców w zbieraniu pieniędzy na leczenie chorego dziecka, to nie zgromadziliby prawdopodobnie na wydzielonym dla nich koncie w fundacji nawet cząstki potrzebnych środków. Sfinansowanie leczenia dziecka jest zatem wyłącznie ich zasługą. Oraz oczywiście – dobroczynności darczyńców.

Pomijam nawet obszerną argumentację prawną, jaką zamieścił SO w uzasadnieniu, sprowadzającą się do słusznej konkluzji, że

„bez względu na to, kto ponosi wydatki związane z leczeniem poszkodowanego, to poszkodowany jest wyłącznie legitymowany do dochodzenia zwrotu tych należności od sprawcy szkody”.

Pomijam te argumenty, bo wydają się oczywiste.

Sprawca błędu medycznego bezkarny?

Zgadzam się za to w pełni z poglądem, jaki sformułował profesor Mirosław Nestorowicz w glosie do wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 10 listopada 2009 r. w sprawie I ACa 523/09 (Prawo i Medycyna 2011/3/127-132). Wskazał on, że działalność fundacji mających cele charytatywne nie może łagodzić odpowiedzialności sprawców. To istota tego zagadnienia. Napisałam już raz o tym w artykule: „Fundacja, czyli kto płaci, a kto powinien”.

Jeśli Sądy nie będą zasądzały od sprawców błędu medycznego kwot, wydawanych na leczenie i rehabilitację poszkodowanych, a pozyskanych za pośrednictwem Fundacji,  to my wszyscy będziemy wyręczać winnych w obowiązku naprawienia szkody. Bezkarny sprawca nie ma motywacji, by starać się wyeliminować przyczyny błędu medycznego na przyszłość. Za popełnione przez niego błędy medyczne zapłaci przecież i tak ktoś inny. Nie widzi też potrzeby szybkiego zakończenia sporu z pacjentem i zawarcia ugody. Po co, skoro być może w sądzie jeszcze się „coś uszczknie”?

Bez skargi kasacyjnej ani rusz!

Jeśli – jak w omawianym wyroku SA – Sądy nie widzą możliwości zasądzenia pacjentom zwrotu środków uzbieranych przez nich za pośrednictwem fundacji, to niech wskażą inną drogę. Na przykład, aby wpłaty dokonane przez fundacje mogły być im zwrócone przez osobę zobowiązaną do naprawienia szkody. Czyli szpital, gdy ten odpowiada za błąd medyczny. Wtedy środki można byłoby przeznaczyć na rzecz innych poszkodowanych pacjentów, pilnie potrzebujących pomocy.

Trzeciej drogi nie ma. Dlatego od omawianego wyroku Sądu Apelacyjnego będziemy składać skargę kasacyjną. Niech w kwestii środków zbieranych przez fundację wypowie się Sąd Najwyższy. Trzymajcie kciuki!

Samo podejrzenie, że przyczyną śmierci dziecka lub matki był błąd medyczny, a nie przebieg porodu, nie wystarczy. W sądzie trzeba to udowodnić. Kluczowym dowodem dla biegłych i sądu są wyniki sekcji zwłok. Niestety, nie zawsze można ufać nawet ustaleniom z protokołu sekcyjnego.

O tym, czym się różni tzw. sekcja zwłok administracyjna lub anatomopatologiczna od sądowo – lekarskiej sekcji zwłok, napisałam szczegółowo w postach „Czy sekcja zwłok jest potrzebna?” i „Pacjent zmarł z powodu śmierci, czyli czemu i komu służy sekcja zwłok”. Nie będę się więc powtarzać, proszę zajrzeć do tych artykułów.

Sekcja zwłok: z prokuratorem czy bez?

Opiszę w zamian działalność pewnego patomorfologa. Ten jaskrawy przykład. Pokazuje, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do zgonu pacjenta doszło na skutek błędów w leczeniu, nie ma wyjścia. Trzeba zawiadomić prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i złożyć wniosek o jak najszybszą, „prokuratorską” sekcję zwłok.

Śmierć dziecka podczas porodu

W trakcie porodu doszło do wewnątrzmacicznego zgonu płodu w zagadkowych okolicznościach. Sekcja zwłok dziecka była więc obligatoryjna. Została zlecona przez szpital. Szpitalna sekcja zwłok – zgodnie z interesem szpitala – wykazała, że w trakcie porodu nie doszło do błędów, a dziecko zmarło na skutek wad wrodzonych. Kiedy rodzice zawiadomili prokuraturę, było już niestety za późno na prokuratorską sekcję zwłok.

Prokuratura powołała więc biegłych dla oceny prawidłowości postępowania lekarzy i położnych. Z konieczności musieli oni wziąć pod uwagę ustalenia z protokołu sekcyjnego. Na szczęście nie podeszli do jego treści bezkrytycznie…

Na sekcji zwłok sporządzonej przez patologa szpitalnego nie pozostawili na suchej nitki.

Zacytuję tylko mały fragment:

„Wnioski z przeprowadzonego badania sekcyjnego świadczą, że zostały sporządzone w sposób niezgodny z obowiązującą wiedzą medyczną. Zatem obducent najpewniej nie posiadał merytorycznego przygotowania do badania tego typu przypadków”.

Jak wspomniałam, zdaniem patologa szpitalnego, za wewnątrzmaciczny zgon dziecka było odpowiedzialne wszystko inne, tylko nie błędy w prowadzeniu porodu

Nie powiązał zwolnień tętna, braku czynności skurczowej, potem oscylacji milczącej i licznych deceleracji, z ewidentnymi wskazaniami do cięcia cesarskiego. Decyzja o cięciu była podjęta dużo za późno. Doszło do niedotlenienia dziecka i śmieci w łonie matki.

Biegły lekarz z wątpliwymi zasługami

Opinia ZMS była na tyle miażdżąca dla patomorfologa szpitalnego i jego pseudonaukowych dywagacji z protokołu sekcyjnego, że aż – zaintrygowana – zaczęłam szukać dalszych informacji na jego temat. I co się okazało? Że po pierwsze, ten patomorfolog był biegłym sądowym! A opisywany przeze mnie przypadek nie jest pierwszym, kiedy ten lekarz przysporzył sporych kłopotów wymiarowi sprawiedliwości. O stresie najbliższej rodzinie zmarłego już nawet nie wspominając…

W pewnym procesie, gdzie występował w charakterze biegłego sądowego, kilkakrotnie wycofywał się ze swoich opinii co do przyczyn zgonu. Wg biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej twierdzenia zawarte w wydanych przez niego opiniach, wręcz dyskwalifikują go jako biegłego z zakresu medycyny sądowej!

Inny proces karny toczył się przeciwko lekarzom z tej samej miejscowości, w której biegły wykonywał zawód. Czy towarzyskie powiązania sprawiły, że bagatelizował znaczenie badań, uznanych później za kluczowe dla określenia czasu i przyczyny zgonu…

Patomorfologia: sekcja zwłok czy picie kawy?

Nie dziwię się zatem, że w efekcie „znielubił” wykonywanie sekcji zwłok. Wypowiadał się tak:

„Jako patolog w swoim gabinecie w szpitalu zarabiam wielokrotnie więcej [niż wykonując sekcje zwłok – przyp. mój]. Tam mogę pić jednak dobrą czarną kawę, rozmawiać z sympatyczną sekretarką i zarobić więcej niż za sekcję zwłok”.

Można nawet zrozumieć takie podejście, choć wygląda na mocno cyniczne. Czy jednak, biorąc pod uwagę całokształt działalności tego patomorfologa, „jego” szpital powinien nadal powierzać mu wykonywanie sekcji zwłok, nawet tych szpitalnych? Pod protokołem z sekcji zwłok widnieje przecież „goły” podpis lekarza, który ją wykonał (obducenta). Bez gwiazdki – objaśnienia, że istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy autor daje rękojmię należytego wykonywania zawodu…

 

Dziennik Gazeta Prawa opublikował dziś ranking ranking 50 najbardziej wpływowych prawników w Polsce. Pochwalę się: ku mojemu zaskoczeniu znalazłam się na okładce:) i na 34. miejscu – pierwszy raz w tym rankingu.

Prawnik od błędów medycznych

Prawnik od błędów medycznych

Redakcja pisze tak:

Jolanta Budzowska

radca prawny, partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy, pierwszy raz w rankingu

Uchodzi za najlepszą specjalistkę̨ w Polsce od spraw błędów medycznych. Co istotne, nie broni wielkich korporacji i szpitali, lecz z nimi w imieniu poszkodowanych ludzi walczy. W ostatnim roku zwieńczeniem jej wieloletniej pracy była uchodząca już za przełomową uchwała SN, w której sąd opowiedział się za zadośćuczynieniem nie tylko dla dziewczynki, która w wyniku błędów lekarskich podczas odbierania porodu stała się trwale niepełnosprawna, lecz także dla jej rodziców za naruszenie więzi rodzinnych.

Budzowskiej nie cierpią sądowi biegli lekarze. Na sali sądowej często to ona jest bowiem osobą z największą wiedzą medyczną, co skrzętnie wykorzystuje na rzecz swoich klientów. Zresztą sama od dawna mówi wprost, że system opiniowania w sprawach o błędy medyczne woła o pomstę do nieba.”

Hmm. Dementuję, że biegli lekarze mnie nie cierpią:) Z kompetentnymi biegłymi doskonale się rozumiemy!

Kiedy orientujemy się, że gdyby nie błąd lekarza i położnych podczas porodu, to być może nasze dziecko nie cierpiałoby na MPD (mózgowe porażenie dziecięce), zwykle jesteśmy w rozterce.

Co robić? Od czego zacząć?

Najwyższe zadośćuczynienie za błąd porodowy” –  z prawnikiem czy bez?

Pierwszy krok to wybranie prawnika. Nigdy, choćby w najprostszej sprawie o błąd medyczny, poszkodowany pacjent nie powinien działać sam (chyba, że jest prawnikiem, ale i tak wówczas odradzam: zaangażowanie emocjonalne i brak dystansu nie są dobrym doradcą).

Dlaczego? Bo nawet, jeśli na pozór sprawa wydaje się być jak dwa razy dwa, a lekarz czy szpital deklarują chęć „dogadania się”, to diabeł tkwi w szczegółach.

Przykład?

Sformułowanie w ugodzie:

„pacjent oświadcza, że uzyskane zadośćuczynienie zaspokaja jego wszelkie roszczenia związane z przebiegiem porodu i jego następstwami”,

może nam raz na zawsze zamknąć drogę do dochodzenia odszkodowania za koszty leczenia, gdy w przyszłości ujawnią się dalsze szkody na zdrowiu, albo wzrosną wydatki na leczenie czy rehabilitację. A to otrzymane „najwyższe” zadośćuczynienie, bez odszkodowania i bez prawa do renty z tytułu utraconych zarobków i bez prawa do renty  na zwiększone koszty: leczenia, opieki, rehabilitacji,  szybko się rozejdzie…

Prawnik Google zastąpi „mojego Mecenasa” (?)

Inny przykład to sytuacja, kiedy pacjent myśli, że jego roszczenie nie jest przedawnione, choć przez kilka lat nie miał serca do zajmowania się sprawą o błąd lekarski i sądził, że ma jeszcze czas, bo „przecież prokuratura zajmuje się sprawą, a w internecie przeczytał, że trzeba czekać”.

Nic bardziej mylnego: terminy przedawnienia są krótkie, a czas mija szybko, kiedy człowiek ma głowę zajętą podstawowymi problemami związanymi z leczeniem dziecka.

W przypadku matki – pacjentki czy roszczeń osób najbliższych to tylko trzy lata od chwili, kiedy doszło do nieprawidłowości i kiedy się dowiedzieliśmy o tym, że może chodzić nie o zwykle powikłanie, tylko o błąd medyczny przy porodzie!

Dla roszczeń dziecka te terminy są dłuższe: pozew cywilny można bezpiecznie wnieść do dwóch lat od ukończenia pełnoletności.

Oczywiście, kiedy zapadnie wyrok karny, to terminy przedawnienia roszczeń odszkodowawczych także się wydłużają. Bądźmy jednak realistami: wyroki karne skazujące w sprawach o błąd medyczny to wyjątek. Regułą jest umorzenie postępowania przez prokuraturę. Czasem następuje to po wielu latach, a w międzyczasie pacjentom zamyka się droga do dochodzenia odszkodowania…

Dlaczego nie warto czekać ze sprawą o błąd w sztuce lekarskiej?

Po pierwsze: z czasem jest trudniej uzasadnić swoje żądania finansowe, bo konia z rzędem temu, kto przechowuje przez kilkanaście lat skrupulatnie wszystkie dokumenty medyczne i finansowe (faktury, paragony).

Po drugie: w miarę upływu czasu zdarzają się rzeczy dziwne i nieprzewidywalne: np. wydruki badań KTG, często rozstrzygające o tym, czy rzeczywiście podczas porodu popełniono błąd w nadzorze nad dobrostanem płodu i doprowadzono do niedotlenienia – blakną i stają się nieczytelne. Już kilka razy zdarzyło mi się odmówić prowadzenia sprawy z tego powodu, że zabrakło takiego najistotniejszego dowodu…

Po trzecie: nie dalej, niż wczoraj tłumaczyłam klientowi, jaką proponuję strategię postępowania w sprawie jego dziecka, tragicznie zmarłego w trakcie porodu. Kiedy mówiłam o tzw. „Wezwaniu do zapłaty”, klient przytomnie zauważył:

„czyli, gdybym nie czekał, tylko wysłał wezwanie do zapłaty od razu wtedy, kiedy zgłosiłem sprawę do prokuratury, to dziś, w razie wygranej w sprawie cywilnej o błąd medyczny, miałbym dodatkowo odsetki ustawowe za opóźnienie w zapłacie za te ponad dwa lata, kiedy czekałem na opinię biegłych?”

No tak… – w skrócie rzecz ujmując 🙁

O tym, co następuje już po podjęciu tej pierwszej decyzji: jak uzyskać odszkodowanie za błąd przy porodzie, jakie działania trzeba podjąć i ile to wszystko będzie trwało, napiszę już wkrótce, w kolejnym poście.

Wygrać życie!

Jolanta Budzowska03 stycznia 20194 komentarze

Rzadko zdarza się, żeby – jak ostatnio – moment wydania wyroku w sprawie o błąd przy porodzie oznaczał jednocześnie dwie dobre wiadomości: wygraną w procesie i wygraną… życiową małej pacjentki!

Niedotlenienie okołoporodowe to nie wyrok!

Z podobną sytuacją zetknęłam się dotąd jeden raz, w sprawie opisanej w poście „Cud! Błąd przy porodzie”.  Bohaterka tej historii, dziewczynka, u której po powikłanym porodzie rozpoznano niedotlenienie okołoporodowe, infekcję wewnątrzmaciczną oraz wrodzone zapalenie płuc, w trakcie sześcioletniego procesu o odszkodowanie za błąd medyczny doskonale się „pozbierała” i obecnie rozwojowo nie odstaje od dzieci w jej wieku!

Zadośćuczynienie dla  rodziców?

Oczywiście, to nie stało się „samo”. Dziewczynka początkowo osiągała poszczególne etapy rozwoju ze znacznym opóźnieniem w porównaniu do rówieśników. Proces leczenia i rehabilitacji był okupiony wielkim wysiłkiem zarówno rodziców, jak i samego dziecka. Między innymi dlatego, obok zadośćuczynienia, odszkodowania i renty za błąd okołoporodowy i szkodę na zdrowiu dla małoletniej powódki, sąd przyznał też zadośćuczynienie dla rodziców. Trzeba jednak przyznać uczciwie, że był to jeden z precedensowych wyroków wydanych jeszcze przed przełomową Uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. – sygn. akt III CZP 60/17. Dziś, zgodnie z obowiązującą linią orzecznictwa, rodzice najpewniej nie dostaliby zadośćuczynienia za naruszenie więzi rodzinnych.  W tym przypadku więź była zakłócona „jedynie” przejściowo, a nie przerwana w sposób trwały. Najważniejsze, że koniec końców dziecko ma świetny kontakt z rodzicami!

Resuscytacja noworodka

A teraz o wygranej sprzed tygodnia. Dziś prawie dziesięcioletnia dziewczynka urodziła się jako ważący niespełna 900 g wcześniak. Nie byłoby w tym nic niecodziennego, gdyby nie to, że lekarz obecny przy przedwczesnym porodzie noworodka urodzonego w 26. tygodniu uznał dziecko za niezdolne do życia i odstąpił od jakichkolwiek działań ratujących życie, a po przeniesieniu na Oddział Neonatologiczny zlecił jedynie niską dawkę tlenu.

W procesie karnym został skazany za narażenie noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W procesie cywilnym wygraliśmy dla dziecka 150 tys. zadośćuczynienia i odszkodowania oraz rentę, a dla rodziców po 40 tys. zadośćuczynienia. Zapłaci ubezpieczyciel szpitala…

Biegli w procesie karnym i cywilnym mówili jednym głosem. Nie mieli wątpliwości, że dzieci takie jak powódka (urodzone po 24 tygodniu ciąży, bez wad rozwojowych) powinny być poddane resuscytacji natychmiast po urodzeniu, jeszcze na sali porodowej, celem przywrócenia czynności życiowych. Nie ma w takim wypadku żadnych podstaw do odstąpienia od leczenia.

Błąd lekarza – zaniechanie pomocy

Tymczasem wobec urodzonej w nocy dziewczynki przez wiele godzin nie podjęto żadnych działań leczniczych: nie zabezpieczono oddechu i nie podano glukozy. Doszło do ciężkiej kwasicy oddechowej i hipoglikemii – to jest stanów, które wpłynęły niekorzystnie na mózg dziecka.  A niedotlenienie i hipoglikemia nie tylko u wcześniaków mogą prowadzić do upośledzenia rozwoju…

Dziewczynką, która dotrwała do rana w stanie skrajnie ciężkim, zajął się dopiero zespół lekarzy i położnych, którzy przejęli dyżur następnego dnia. Przywrócono prawidłową akcję serca i ustabilizowano stan noworodka.

Rehabilitacja po niedotlenieniu

Rozwój psychoruchowy dziecka od urodzenia do trzeciego roku życia przebiegał wolniej niż u zdrowych rówieśników, dziewczynka z opóźnieniem osiągała zdolności motoryczne. Była poddawana leczeniu i intensywnej rehabilitacji. Wszelkie osiągnięcia rozwojowe dziecka to efekt ciężkiej pracy jej samej oraz rodziców i terapeutów.

Dziś, choć dziewczynka nadal wymaga rehabilitacji neuropsychologicznej oraz stałego monitorowania przebiegu rozwoju zdolności poznawczych, to rokowania są dobre. Chodzi do zwykłej szkoły, jest sprawna ruchowo i intelektualnie.

Jak napisała w wydanej w tej sprawie opinii biegła: „Mózg noworodka ma ogromną plastyczność i stymulacja rozwoju może przynieść dobre efekty”.

Obie historie moich małych Klientek są najlepszym dowodu na to, co twierdzą neonatolodzy: że w okresie noworodkowym nie wolno lekarzom stawiać diagnozy co do stopnia przyszłych zaburzeń rozwoju. Nie ma rzeczy niemożliwych!