Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Koniec grudnia i zbliżające się Święta nastrajają refleksyjnie, ale i radośnie. Przed kilkoma dniami uroczyście podsumowaliśmy w kancelarii BFP mijający rok. Były przemowy i prezenty, była też okazja, by po prostu pobyć chwilę razem także poza biurem.

A że jesteśmy prawnikami z krwi i kości, to i rozmowy przy kolacji i winie koniec końców zeszły na tematy związane z prowadzonymi sprawami… 🙂 Bo my z prawdziwą pasją zajmujemy się prawem medycznym! O prowadzonych i zakończonych sprawach możemy dyskutować w nieskończoność. Szczególnie, gdy  jest się czym pochwalić 🙂 A jest!

Gdybym miała utworzyć swój subiektywny ranking najważniejszych sukcesów minionego roku w prowadzonych przez nas sprawach, to na pewno znalazłyby się w nim m.in.:

  • przełomowa, praktycznie kończąca wieloletni proces uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. (sygn. akt III CZP 60/17): „Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.” Dzięki temu rozstrzygnięciu członkowie najbliższej rodziny poważnie poszkodowanych przy porodzie dzieci uzyskali prawo do zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, niezależnie od odszkodowania i zadośćuczynienia należnego poszkodowanemu pacjentowi. Więcej na ten temat można znaleźć w poście: „Uzasadnienie do Uchwały SN z dnia 27.03.2018 r. III CZP 60/2017”;
  • szereg wyroków, w których sądy zasądziły na rzecz poszkodowanych okołoporodowo dzieci, z czterokończynowym porażeniem, zadośćuczynienia w kwocie 1,2 mln. zł (oczywiście dodatkowo też rentę i odszkodowanie za błąd medyczny). Kwoty zadośćuczynień powinny rosnąć, bo koszty życia – dosłownie i w przenośni – rosną, nie wolno deprecjonować wartości najważniejszego dobra, jakim jest zdrowie człowieka. Niestety, wciąż zdarzają się wyroki, w których sądy przyznają za błąd medyczny zaniżone  kwoty zadośćuczynienia. Temat: „najwyższe zadośćuczynienie” za błąd lekarski poruszałam już wielokrotnie, m.in. w poście: „Czy zadośćuczynienie za błąd lekarski jest karą dla lekarza?”;
  • kilka postanowień sądów, na podstawie których sąd już na początku procesu przyznał poszkodowanym pacjentom przyzwoite pieniądze tytułem zabezpieczenia roszczenia, miesięcznie od 2 – 8 tys. zł. Fachowo zwąc, jest to renta tymczasowa, z której można sfinansować podstawowe, nie cierpiące zwłoki potrzeby, takie jak rehabilitacja czy leczenie. To czasem „być albo nie być” dla pacjenta, którego stan zdrowia nie pozwala na bierne, wieloletnie oczekiwanie na wyrok w sprawie o błąd medyczny. Niestety, bardzo trudno jest wywalczyć takie świadczenie dla poszkodowanego, co jest poniekąd zrozumiałe, skoro pieniądze są wypłacane przed wydaniem ostatecznego wyroku w sprawie. O rencie na zabezpieczenie powstał kiedyś post: „Skąd wziąć pieniądze na leczenie?”;
  • kilka ugód zawartych przed mediatorem, które zakończyły procesy o błąd medyczny zanim te na dobre się zaczęły. Podpisaliśmy je już po wniesieniu pozwu, ale jeszcze przed pierwszą rozprawą. Dodam, że oczywiście były to ugody, których postanowienia uzgodniono w toku twardych negocjacji i które były jednoznacznie korzystne dla poszkodowanych pacjentów, bo inaczej nie rekomendowałabym moim Klientom polubownego zakończenia sporu 🙂 Może dlatego było ich tylko kilka… To, czym jest mediacja i kim jest mediator wyjaśniałam m.in. w poście: „Czy mediacje i ugoda leżą w naturze Polaków?„.

Patrząc wstecz, widać, że jest nadzieja dla poszkodowanych pacjentów ciężko doświadczonych przez los. Warto walczyć o swoje prawa!

Najserdeczniej życzę Państwu pięknych Świąt Bożego Narodzenia i zdrowia w Nowym Roku 2019!

Procesy o błędy medyczne to nie tylko moja codzienna praca. Zagadnienia z pogranicza medycyny i prawa to także moja pasja. Dlatego w wolnym czasie chętnie czytam książki, które co prawda nie są akademickimi podręcznikami dla studentów medycyny, ale za to są znacznie bardziej wciągające 😉

Sekretny dziennik lekarza

„Będzie bolalo” Adam Kay

Dotychczas moimi wrażeniami z lektury takich pozycji dzieliłam się na moim drugim blogu:

„W szoku. Moja droga od lekarki do pacjentki. Cała prawda o służbie zdrowia”

„Agonia” – Paweł Kapusta

„Mali bogowie, czyli o znieczulicy polskich lekarzy”

„Będzie bolało”, bo podtytuł brzmi: „Sekretny dziennik młodego lekarza”

O książce Adama Keya „Będzie bolało” napiszę jednak tutaj, bo jest pewnego rodzaju dziennikiem autora z czasów, gdy jako lekarz ginekolog – położnik pracował w brytyjskich publicznych szpitalach.

Żeby was nie zanudzać, to poniżej recenzja w punktach:

  • książka dla czytelników o mocnych nerwach – połączenie brytyjskiego humoru z detalicznymi, momentami mocno zniesmaczającymi, opisami działań podejmowanych przez lekarza to prawdziwa mieszanka wybuchowa…

 

  • genialne opisy różnych przypadków związanych z ciążą i porodem, wraz z przystępnym i błyskotliwie dowcipnym słownikim terminologii medycznej (przy czym Key zaznacza: „Będę tłumaczył trudne terminy medyczne, ale jeśli nie wiecie, co to jest stetoskop, powinniście chyba komuś sprezentować tę książkę.”)

 

 

  • książka osadzona jest w realiach brytyjskiej publicznej sieci szpitali, ale jak się okazuje, niewiele nas różni, jeśli chodzi o relacje lekarz – pacjent i warunki, w jakich pracują lekarze.

 

I na koniec próbka tego, co znajdziecie w książce. Wybrałam kilka najłagodniejszych fragmentów.

Cytaty, czyli poczucie humoru ostre jak skalpel

22 marca 2006 , środa

Obchód oddziału o godzinie trzeciej w nocy. Pacjentka R.O ma dwadzieścia pięć lat i jest w trzydziestym tygodniu pierwszej ciąży. Skarży się, że zauważyła wiele małych, bezbolesnych kropek na języku. Rozpoznanie: kubki smakowe. 

30 września 2006, sobota

Na izbę przyjęć trafia sapiąca i dysząca kobieta, u której zaczęła się akcja porodowa. Na moje pytanie o częstotliwość skurczów mąż kobiety odpowiada, że występują one co dziesięć minut, po trzy lub cztery w jednej serii, a każdy z nich trwa około jednej minuty. Wyjaśniam, że muszę zbadać pacjentkę i sprawdzić wielkość rozwarcia. 

Mąż twierdzi, że sprawdził to przed wyjazdem z domu – rozwarcie wynosiło 6 centymetrów. Niewielu przyszłych tatusiów decyzuje się zajrzeć pod maskę, dlatego pytam, czy jest lekarzem. Zaprzecza i mówi mi, że jest tynkarzem. „Ale wiem, do czego służy centymetr” – dodaje. Po przebadaniu pacjentki okazuje się, że pomiary wykonane przez jej męża były prawidłowe. Już samo to czyni go bardziej kompetentnym od większości moich kolegów po fachu. 

7 lipca 2008, poniedziałek

Pilne wezwania na oddział położniczy. Mąż rodzącej pacjentki, żeby zabić dłużący mu się czas, skakał na piłce do porodu. Spadł z niej i rozbił sobie głowę.

6 lutego 2009, piątek

(…) Kiedyś pewna pacjentka poskarżyła się na mnie, ponieważ nie wyraziłem zgody, by na sali porodowej paliły się świece. „Nie uważam, by moje oczekiwania były nieracjonalne” – napisała, odnosząc się do pragnienia umieszczenia źródła ognia tuż obok butli z tlenem. 

3 marca 2010, środa

Planowana cesarka przebiegła bez żadnych komplikacji i właśnie kończę zszywać skórę pacjentki. Kiedy zakładam ostatni mechaniczny szew, asystująca przy operacji pielęgniarka oznajmia, że nie może się doliczyć jednego z chirurgicznych tamponów. Tylko bez paniki, mówimy do siebie, panikując. Sprawdzamy na podłodze i w fałdach obłożenia – ani śladu brakującego tamponu. Zanurzamy ręce w koszu na odpady medyczne, grzebiąc w łożysku i w krwawych skrzepach, zupełnie jakbyśmy brali udział w jakiejś makabrycznej loterii fantowej – wszystko na nic. [Lekarz specjalista] decyduje, że trzeba ponownie otworzyć pacjentkę. Czekamy aż zacznie działać kolejna dawka środka do znieczulenia zewnątrzoponowego. (…) Zabieram się za zdejmowanie dopiero co założonych szwów, gdy nagle do sali operacyjnej wbiega położna, która przynosi nam pomyślne wieści: zaginiony tampon odnalazł się w zaciśniętej piąstce noworodka.” (Więcej o przypadkach, gdy w ciele pacjenta pozostawiono ciało obce można przeczytać tutaj: „Chusta w brzuchu”.)

 

Gorąco polecam! Z zastrzeżeniem, że wrażliwcy mogą mieć problemy z przebrnięciem przez niektóre historie. Jeśli dotąd nie istniał gatunek literacki w postaci komedio – horroru medycznego, to Adam Key właśnie go zapoczątkował:)

Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one, głosi staropolskie przysłowie.  No trudno:)

Jak się szkolić na potrzeby procesu medycznego, to najlepiej u źródła

XV Krajowa Konferencja Szkoleniowa Ginekologia i Położnictwo 2018 odbywała się w Krakowie, więc grzechem byłoby nie spędzić minionej soboty na pasjonujących wykładach dla ginekologów i położników:)  Czapki niewidki nie miałam, co skutkowało uprzejmymi ukłonami medyków, z którymi mieliśmy wcześniej okazję spotkać się na sali sądowej. Ciekawe, czy skojarzyli, skąd mnie znają…

Kilka informacji pozyskanych z wykładów będzie z pewnością niezwykle przydatnych w prowadzonych przeze mnie sprawach o błąd okołoporodowy. Pani Prof. Bożena Leszczyńska-Gorzelak z Lublina omawiała na przykład nowe rozporządzenie w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej  – pisałam już o tych wchodzących w życie  1 stycznia 2019 r. przepisach  w poście: „Nowe zasady prowadzenia porodu – czy będzie bezpieczniej rodzić?”, i zasady prowadzenia ciąży u kobiet z nadciśnieniem przewlekłym lub przebytym stanem przedrzucawkowym.

Prof. Ryszard Lauterbach z Krakowa mówił z kolei o tym, w którym tygodniu ciąży wykonywać planowe cięcie cesarskie, żeby uniknąć zaburzeń oddychania u dziecka.

Dr Tomasz Ozorowski z Poznania wygłosił niezwykle ciekawy wykład na temat zakażeń szpitalnych.

Z ciekawostek, to…

Czy wiecie, że:

  • osoba towarzysząca może co do zasady przebywać na sali operacyjnej podczas cięcia cesarskiego, ale jest to kwestia indywidualna, często zgodnie z regulaminem organizacyjnym szpitala na sali operacyjnej nie może być więcej niż 5 osób postronnych (np. studenci)
  • już wkrótce zostaną opublikowane nowe Rekomendacje PTG – nie będzie wymagana zgoda rodzącej na próbę porodu drogami natury po wcześniejszym cięciu cesarskim
  • z uwagi na wprowadzony nowymi Standardami obwiązek wykonania KTG i USG po 40. tyg. ciąży lekarze, którzy nie mają w gabinecie aparatu KTG, będą musieli odsyłać ciężarną do izby przyjęć szpitala na to badanie
  • najczęstszą drogą rozprzestrzeniania się zakażeń w szpitalach są ręce personelu („żółwik” jest znacznie zdrowszy, niż tradycyjny uścisk dłoni!), na drugim miejscu znalazły się biżuteria i tipsy, trzecie miejsce przypada polityce ubraniowej (powinna obowiązywać zasada „nic poniżej łokci” – czyli uniformy służbowe z krótkimi rękawami), czwarte miejsce – wg mnie niedocenione – zajmują… telefony komórkowe! (najlepiej je dezynfekować chusteczkami bezalkoholowymi, choć skuteczność dezynfekcji telefonu jest w ogóle wątpliwa).

Najbardziej jednak zainteresował mnie wykład prof. Leszka Pawelczyka z Poznania: „Kilka zasad bezpiecznej laparoskopii„. Ha! Jeszcze bardziej:) wiem, jakie pytania zadawać operatorom i czego szukać w protokole operacyjnym!

Podsumowując – to był fascynujący weekend! I nadchodzą fascynujące jesienne wieczory, podczas których będę miała co czytać, bo kupiłam całkiem sporo najnowszych publikacji:)

Błąd okoloporodowy

Jak uzyskać odszkodowanie za błąd przy porodzie?

 

Jakiś czas temu napisałam o sprawie, gdzie mimo umorzenia postępowania przez prokuraturę, rodzice postanowili udowodnić, że doszło do rażących błędów przy porodzie, a ich dziecko umarło przez zaniedbania lekarzy i położnych. Pełny tekst artykułu można znaleźć pod linkiem „Jak udowodnić błąd w trakcie porodu?”

Właśnie zapadły w tej sprawie kolejne wyroki.

Lekarz skazany za błąd lekarski

Skazany został (kolejny już, spośród zespołu opiekującego się rodzącą) lekarz, za niewyciągnięcie właściwych wniosków z patologicznego  zapisu KTG, który wskazywał na zagrożenie życia dziecka i głębokie nietlenienie wewnątrzmaciczne płodu.

Położna skazana za fałszowanie dokumentacji

Skazana została też położna. Też kolejna. Ta konkretna została uznana za winną przerobienia w celu użycia za autentyczny dokumentu w postaci wyniku badania KTG w ten sposób, że zapis badania pochodzący od nieustalonej pacjentki, opatrzyła własnoręcznym opisem wskazującym, że pochodzi od pacjentki, której dziecko zmarło.  Chodziło oczywiście o to, żeby się obronić, że badanie zostało w ogóle wykonane (choć nie było) i że pokazywało dobry stan dziecka (choć dziecko było zagrożone)…

Zakaz wykonywania zawodu dla lekarza i położnej

W obu przypadkach, co jest wyjątkiem, sąd wymierzył też kary w postaci zakazu wykonywania zawodu: dla lekarza na okres 3 lat, dla położnej 2 lat! To rzadkość, na ogół nawet w przypadku skazania, sądy nie nakładają kar pozbawienia prawa wykonywania zawodu.

Źródło: instagram/abadoned_nordic

Błąd okoloporodowy: zakaz wykonywania zawodu

Tym razem jednak uzasadnienie było miażdżące:

„Sąd, wymierzając wobec oskrżonego XY środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu lekarza wziął pod uwagę fakt drastycznego złamania obowiązujących go przepisów ustawy o zawodzie lekarza. W ocenie Sądu bowiem oskarżony w szczególności lekceważąc swoje obowiązki służbowe uniemożliwił podjęcie szybkich działań mających na celu ratowanie życia dziecka pokrzywdzonych.

W ocenie Sądu zatem takie zachowanie się oskarżonego świadczy o tym, że nie daje ob gwarancji prawidłowego wykonywania swojego zawodu, skoro lekceważy swoje obowiązki w tak podstawowych sprawach jak analiza zapisu badań KTG u rodzącej pacjentki.

W przypadku natomiast oskarżonej położnej YZ nie daje ona gwarancji prawidłowego wykonywania obowiązków pielęgniarki i położnej, skoro świadomie działa ona na szkodę pacjentki chcąc ukryć zaniedbania, jakie wystąpiły podczas porodu”.

Nic dodać, nic ując. Brawo Sąd!

Podziwiam determinację rodziców. Choć ich dziecku nic życia nie zwróci,  z pewnością kolejne pacjentki będą bezpieczniejsze. A z procesem o odszkodowanie i zadośćuczynienie przeciwko lekarzowi i położnej też nie ma co czekać: „Czy czekać na zakończenie sprawy karnej przeciwko lekarzowi?”

Śmierć matki i dziecka podczas porodu

Jolanta Budzowska01 listopada 20184 komentarze

1 listopada nie sprzyja lekturze, ani oglądaniu TV. To jednak w ten dzień wyemitowano reportaż o tragicznej śmierci dziecka i matki w jednym ze śląskich szpitali. Materiał można obejrzeć pod tym linkiem:

”Urodziła martwe dziecko. Sama zmarła chwilę po porodzie.” 

Ciąża bez powikłań. Poród, do którego rodząca perfekcyjnie się przygotowała. Wszystko miało być pod kontrolą, matka dziecka już przez kilka dni przed planowaną datą porodu była w szpitalu. Szpital cieszący się dobrą opinią. Nic nie zapowiadało kłopotów…

Dziś, po śmierci dziecka, które urodziło się martwe i po śmierci jego matki, można jedynie stawiać pytania:

  • dlaczego wywołanie porodu zaplanowano na niedzielę, kiedy oddział ginekologiczno-położniczy pracuje w trybie dyżurowym?
  • dlaczego po podaniu oxytocyny, wbrew zaleceniom, nie monitorowano tętna dziecka aparatem KTG  w sposób ciągły?
  • dlaczego nie reagowano, kiedy drugi okres porodu się przedłużał?
  • dlaczego zlekceważono symptomy odklejającego się łożyska?
  • dlaczego nie zapobieżono krwotokowi poporodowemu?

Sala porodowa: jak doszło do śmierci dziecka i matki?

 

I wiele innych pytań pod adresem personelu medycznego, lekarzy i położnych, którzy byli odpowiedzialni za ten poród, za zdrowie i życie noworodka i jego matki. Może uda się znaleźć na nie odpowiedź. Może przyniosą ukojenie bliskim. Może trwające postępowania wyjaśniające zmniejszą ryzyko śmierci dzieci i matek przy porodzie w tym szpitalu w przyszłości. Może.