Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Prawa pacjentki w trakcie porodu

Jolanta Budzowska27 września 2018Komentarze (0)

Błąd przy porodzie w oczywisty sposób kojarzy się w pierwszej kolejności z myślą o tym, jak zabezpieczyć dziecko, bo to ono cierpi najbardziej.

Myślimy wówczas o stałej miesięcznej rencie na koszty rehabilitacji i leczenia neurologicznego, odszkodowaniu – żeby były środki na takie przyziemne wydatki, jak specjalny wózek, łóżko czy pomoce rehabilitacyjne. Pojawia się też oczywiście temat zadośćuczynienia, żeby chociaż w ten sposób częściowo wynagrodzić krzywdę wyrządzoną dziecku przez błąd lekarski, błąd położnych czy – już rzadziej – przez zwykły bałagan w szpitalu, zwany czasem winą organizacyjną.

W tym wszystkim często zapomina się o mamie. O kobiecie, która robiła wszystko, żeby urodzić zdrowe dziecko i żeby móc je przytulać i karmić bez szukania gdzieś w głębi siebie odpowiedzi na pytanie, czy mogła zrobić coś więcej, by zapobiec tragedii.

A to przecież mama, rodząca, jest niestety pierwszą ofiarą niekompetencji personelu, który miał bezpiecznie przeprowadzić ją i jej nienarodzone jeszcze dziecko przez poród. Do niedawna nikt nie przywiązywał do tego większej wagi. Szczególnie w procesie o odszkodowanie za błąd okołoporodowy, gdzie poszkodowanym pacjentem jest najczęściej ciężko niedotlenione przy porodzie dziecko, i to na nim się koncentruje uwaga wszystkich: od sędziego i biegłych począwszy, a na samych rodzicach skończywszy.

Od kilku dobrych lat próbuję zmienić ten schemat, wskazując, że jeśli poród prowadzony jest nieprawidłowo, to nie tylko, że doprowadza do tragedii dziecka i jego bliskich*, ale łamie się też prawa rodzącej. I to ten moment – pogwałcenia praw pacjentki rodzącej – uruchamia lawinę późniejszych zdarzeń.

Przed sądem żądam więc zadośćuczynienia także dla matki, z tytułu naruszenia jej praw jako pacjentki podczas porodu. Początki były trudne. Sądom z trudnością przychodziło zrozumienie, że to nie powinna być symboliczna rekompensata. Początkowo zasądzane kwoty oscylowały wokół 2 – 5 tysięcy złotych. I tak był to sukces, bo na początku chodziło przecież przede wszystkim o napiętnowanie łamania standardów położniczych, o udowodnienie, że nie można bezkarnie traktować rodzącej przedmiotowo.

Z czasem jednak podejście Sądów ewaluowało. Dziś już coraz częściej Sądy, przyznając wysokie zadośćuczynienie za błąd przy porodzie dla dziecka, zasądzają także konkretną, mającą obiektywną wartość ekonomiczną kwotę zadośćuczynienia dla mamy za naruszenie jej praw jako pacjentki.

Mam przed sobą kolejny wyrok w takiej sprawie, w dzisiejszej poczcie znalazło się pisemne uzasadnienie orzeczenia Sądu. Sąd zasądził 50 tys. zł. argumentując tak:

„Niewykonanie u powódki badania USG bezpośrednio po przyjęciu do szpitala i w dniach kolejnych, nieudzielenie jej w związku z tym informacji o stanie łożyska i płodu oraz o ryzyku związanym z przedwczesnym odwarstwieniem, a także informacji o wynikach wykonywanych badań KTG, w oczywisty sposób naruszają prawa powódki jako pacjentki pozwanego szpitala i wymagają stosownej rekompensaty w postaci zadośćuczynienia.”

I dalej:

„W ocenie Sądu wysokość żądanego przez powódkę zadośćuczynienia  z tytułu naruszenia praw pacjenta nie jest nadmierna w stosunku do zakresu naruszenia jej praw. Niewątpliwie bowiem naruszenie to miało istotny wpływ na cały proces diagnostyczny powódki w pozwanym szpitalu i spóźnione podjęcie działań w celu zakończenia ciąży przez cesarskie cięcie.” 

Podpisuję się pod tym wyrokiem obiema rękami.

Pierwsza mama, to ja;)  Co prawda, moje córki są już częściowo dorosłe (jedna na 100 %, druga prawie);) Czy wykorzystuję swoje własne doświadczenia z ciąży i porodów w praktyce zawodowej? Oczywiście, że tak!

Inna sprawa, że gdybym w tamtym czasie miała tę wiedzę, którą mam dzisiaj, po przeczytaniu nieskończonej ilości zbiorów dokumentacji medycznej i zakończeniu setek  spraw o błędy medyczne, w tym błędy przy porodzie, to nie wiem, czy byłabym taką spokojną i ufną pacjentką… W moim przypadku na szczęście, poza drobnymi komplikacjami, wszystko zakończyło się dobrze.  Dziś naprawiam swój błąd i uświadamiam wszystkich, którzy chcą mnie słuchać, na co zwracać uwagę, żeby zminimalizować ryzyko błędu lekarskiego w ciąży, podczas i po porodzie. O tym piszę też na blogu, na który właśnie trafiłaś/trafiłeś (np. w poście „Opieka nad dzieckiem po urodzeniu a błąd medyczny”).

Druga mama, której rady mogą się przydać, to Mama Ginekolog. Blog mamaginekolog.pl prowadzi Nicole Sochacki – Wójcicka, ceniony lekarz-ginekolog.  Swój blog opatrzyła hasłem „Opowiadam historie z życia i przemycam wiedzę medyczną dla kobiet” i dokładnie tak robi.  Odczarowuje mity ciążowe i tworzy poradnik dla kobiet w ciąży z wykorzystaniem fachowej wiedzy medycznej. Moja córka, która jest naszym domowym „odkrywcą” tego bloga, powiedziała mi tak:

„Jak będę w ciąży, to przeczytam całego jej bloga. I będę np. wiedziała, że trzeba sprawdzać ginekologa, który wykonuje u mnie USG połówkowe, czy jest na liście specjalistów po kursie specjalnym.”;)

Trzecia mama, która też patrzy na świat przez pryzmat swoich doświadczeń macierzyńskich i zawodowych i dzieli się swoją wiedzą, to Matka Prawnik, czyli mec. Katarzyna Łodygowska. Mec. Łodygowska prowadzi świetny blog matkaprawnik.pl, gdzie możesz znaleźć przydatne i wiarygodne informacje na temat opieki okołoporodowej, macierzyństwa, tacierzyństwa i prawa pracy.

Opracowała też tzw. planery dla kobiet w ciąży i wracających do pracy po porodzie. We wkładce merytorycznej do planerów znajdują się porady i przepisy prawa, które warto mieć zawsze pod ręką.

Niedawno mec. Łodygowska poprosiła mnie, żebym do przygotowywanego przez nią ebooka  napisała fragment tekstu o tym, na co zwracać uwagę w okresie okołoporodowym, żeby uchronić siebie i swoje dziecko od błędu medycznego. Myślę, że to dobry pomysł, choć nieco karkołomny, bo oczywiście nie chciałabym nikomu zakłócać okresu ciąży opowieściami o błędach lekarskich przy porodzie. Nie da się jednak ukryć, że w kontaktach z placówkami medycznymi powinniśmy zachowywać zasadę ograniczonego zaufania:(

Więc wkrótce siadam do pisania. Szukajcie informacji o premierze tekstu na blogu matkaprawnik.pl!

Aha, na bieżąco możecie śledzić wpisy i  filmiki Mamy Ginekologa i Matki Prawnika także na FB i Instagramie! Przy okazji, zapraszam też na profile kancelarii BFP na FB i Instagramie🙂

 

 

Jakiś czas temu napisałam, że szpitale i biegli lubują się w myleniu tropów i szukaniu przyczyn uszkodzenia mózgu u noworodka wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba.

Szczególnie wątpliwe etycznie jest zrzucanie winy na matkę:-(

Więcej na ten temat można przeczytać w poście: „To wina matki…”.

Warto zatem uporządkować sobie fakty:

  • dowodem na to, czy u dziecka doszło do ciężkiego niedotlenienia wewnątrzmacicznego są m.in. badania równowagi kwasowo-zasadowej oraz ocena stanu dziecka po urodzeniu wg skali APGAR;

 

  • niedotlenienie wewnątrzmaciczne jest ciężkim schorzeniem, w którym dochodzić może do uszkodzeń wielonarządowych, dotyczących głównie mózgu, serca, nerek, płuc i jeli;

 

  • wczesne następstwa niedotlenienia to przejściowe ostre zaburzenia neurologiczne, czyli encefalopatia niedotlenieniowo-niedokrwienna. ENN jest stanem klinicznym występującym u noworodka bezpośrednio po porodzie i charakteryzującym się trudnościami z podjęciem i utrzymaniem własnego oddechu oraz obecnością od pierwszej doby życia zespołu neurologicznego pod postacią zaburzeń świadomości, obniżenia napięcia mięśniowego i (często, ale nie zawsze) drgawek;

 

  • za wystąpienie mózgowego porażenia dziecięcego (MPD) u noworodka donoszonego odpowiedzialne jest głównie niedotlenienie wewnątrzmaciczne i poporodowe;

 

  • każdy inny czynnik, jak na przykład uogólnione zakażenie, może mieć dodatkowy, negatywny wpływ na rozwój mózgu dziecka.

Jeśli więc dziecko cierpi na MPD, warto zadać sobie pytanie, czy poród prowadzony był prawidłowo i czy nie można było uniknąć niedotlenienia.

Gdy miał miejsce błąd lekarski przy porodzie, dziecku przysługuje odszkodowanie, zadośćuczynienie i renta. Jest więc o co walczyć!

Do analizy niezbędna jest pełna dokumentacja medyczna z przebiegu ciąży, porodu i z początkowego okresu leczenia noworodka. Zapraszam do kontaktu!

Tel.: +48 (12) 428 00 70

e-mail: krakow@bf.com.pl

www.bf.com.pl

W sprawie dotyczącej śmierć dziecka w łonie matki, wydano już 3 opinie. A właściwie, łącznie z postępowaniem karnym, 9 opinii. Wypowiadały się dwa ośrodki akademickie i jeden doświadczony indywidualny biegły.

Dziecko zmarło, bo doszło do odklejenia się łożyska. Personel medyczny nie rozpoznał stanu zagrożenia, panika wybuchła dopiero wtedy, gdy położna nie wysłuchała tętna dziecka.

Co w tej sprawie jest nietypowe?

To, co powiedziała mi dziś po rozprawie matka dziecka, moja Klientka:

„Pani Mecenas. Ale to jest właściwie prosta sprawa, dlaczego to tak długo trwa?”

Dobre pytanie. Trafna uwaga Klientki. Ma rację. Oceniając na chłodno sytuację, można powiedzieć tak: jak na sprawy o błąd okołoporodowy, to w tej sprawie mamy rzeczywiście do czynienia z nieskomplikowanym i łatwym do oceny przebiegiem leczenia i porodu. Zakończonym tragicznie.

Ciężarna zgłosiła się do szpitala z pilnym skierowaniem od lekarza prowadzącego ciążę z rozpoznaniem: stan przedrzucawkowy. Wystąpiło nagłe, znaczne nadciśnienie ciążowe. Ciężarna miała obrzęki. Wyniki badań zleconych po przyjęciu były alarmujące: stwierdzono białkomocz. Mimo to, wyniki rutynowych badań KTG i USG wydawały się być ok, nie wskazywały bezpośredniego zagrożenia płodu.

Mijały godziny. Nie wdrożono żadnej diagnostyki, ani leczenia. Nie wykonano kontrolnego KTG ani USG Doppler. Po południu do objawów prezentowanych przez ciężarną dołączyły skąpomocz, utrzymujący się i narastający ból brzucha oraz nudności i wymioty. Po kolejnym, tym razem już gwałtownym, ataku bólu w godzinach wieczornych, matkę dziecka zbadała jedynie położna, nie stwierdzając rozwarcia.

Godzinę później nie wysłuchano tętna dziecka. Drogą cięcia cesarskie – wykonanego już wówczas w trybie pilnym – urodziła się martwa dziewczynka. Stwierdzono, że przyczyną śmierci dziecka w łonie matki było odklejenie się łożyska.

Sprawę możnaby właściwie ocenić w kilku zdaniach: u ciężarnej należało w szpitalu rozpoznać stan przedrzucawkowy. Ponieważ ciąża była donoszona (39 tydzień), nie było racjonalnego powodu, żeby czekać na rozpoczęcie akcji porodowej. Zresztą, poród drogami natury był przeciwskazany w tej sytuacji klinicznej.

Przyjęcie postawy wyczekującej i zwlekanie z decyzją o cięciu cesarskim nie dawało żadnych korzyści matce ani dziecku. Wręcz przeciwnie: zwiększało się ryzyko powikłań. Przede wszystkim narastało ryzyko przedwczesnego oddzielenia się łożyska.

Nie zareagowano na czas, już po raz drugi, także wtedy, kiedy ten czarny scenariusz się ziścił. Lekarz nie przeprowadził żadnych badań, nie zweryfikował stanu płodu, kiedy ciężarna i położna po raz kolejny zgłosiły mu ból, tym razem o niespodziewanej sile. W tym czasie dziecko już umierało.

Biegły napisał:

„W miarę upływu czasu oddzielona powierzchnia łożyska zwiększa się wraz z narastaniem krwiaka pozałożyskowego, co drastycznie pogarsza warunki życiowe płodu. Czyli im dłużej trwa, tym większa powierzchnia łożyska ulega oddzieleniu, tym gorzej dla płodu. Czas od oddzielenia się łożyska ma kluczowe znaczenie dla szczęśliwego lub dramatycznego zakończenia”.

Trudno o bardziej klarowne wytłumaczenie tego, co się wydarzyło w ciągu 12 h od zgłoszenia się matki do szpitala do momentu martwego urodzenia jej córeczki. A jednak życie (sądowe) pokazuje, że nawet najbardziej rzetelne opinie biegłych można kwestionować niemal w nieskończoność. Cierpienia rodziców nie mają kresu. Oczekiwanie na sprawiedliwość przedłuża się, w głównej mierze na skutek niezwykłej aktywności pozwanego szpitala, który nie ustaje w składaniu wciąż nowych zastrzeżeń i niezmiennie – wbrew dowodom – utrzymuje, że leczył wręcz modelowo.

Na szczęście dziś położyliśmy temu kres. Sąd oddalił wniosek pozwanego szpitala o dopuszczenie dowodu z opinii kolejnego biegłego z zakresu ginekologii i położnictwa.  Proces zmierza do końca.

Jest szansa na to, że w 6 lat znajdziemy odpowiedź na pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za to, że 12 h specjalistycznej opieki położniczej w referencyjnym szpitalu okazało się zbyt krótkim czasem na to, by zapobiec śmierci dziecka.

Sąd Rejonowy uznał lekarza za winnego zarzucanego mu czynu, a to dlatego, że:

będąc w X lekarzem ginekologiem-położnikiem, na którym ciążył obowiązek opieki nad pacjentką Y, w dniu Z, mimo istniejących u niej wskazań do rozwiązania ciąży poprzez cięcie cesarskie, zbyt późno wykonał u pacjentki to cięcie, czym spowodował u płodu niedotlenienie śródporodowe skutkujące mózgowym porażeniem dziecięcym.

Lekarz ginekolog-położnik został skazany za popełnienie przestępstwa z art. 160 § 2 k.k. w zw. z art. 156 § 2 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. (zostawiam numery artykułów Kodeksu Karnego, bo są ważne w kontekście tego, o czym jest ten wpis).

U dziecka rozpoznano nie tylko mózgowe porażenie dziecięce o postaci czterokończynowej, ale także padaczkę. Dziewczynka jest całkowicie niesamodzielna – nie chodzi, nie siedzi samodzielnie, nie mówi, wymaga całodobowej opieki osób trzecich i pomocy w najprostszych czynnościach życia codziennego, jest żywiona przez gastrostomię, musi być regularnie rehabilitowana. Stałą, 24-godzinną opiekę nad dziewczynką sprawują jej rodzice.

Czy taki wyrok karny, jak opisany na początku, może ułatwić uzyskanie przez dziecko i jej najbliższych odszkodowania za błąd lekarski?  Czy też może rodzinę czeka kolejny wieloletni proces, zanim otrzymają zadośćuczynienie i rentę dla dziecka? Czy całe postępowanie dowodowe: przesłuchania świadków, opinie biegłych, z których wynika, że doszło do błędu medycznego przy porodzie, trzeba będzie powtórzyć, tym razem przed sądem cywilnym?

Na wszystkie te pytania można wstępnie odpowiedzieć krótko: na szczęście, będzie już znacznie łatwiej. Wyrok karny to w tym przypadku połowa sukcesu.

Zgodnie z art. 11 k.p.c., czyli Kodeksu Postępowania Cywilnego, ustalenia wydanego w postępowaniu karnym prawomocnego wyroku skazującego co do popełnienia przestępstwa wiążą sąd w postępowaniu cywilnym. Trzeba jednak pamiętać, że zakres związania sądu cywilnego prawomocnymi wyrokami skazującymi dotyczy jedynie ustaleń co do okoliczności popełnienia przestępstwa zawartych w sentencji wyroku.  

Mówiąc prościej: to, co sąd karny opisał w sentencji (uwaga! nie w uzasadnieniu) wyroku, jest wiążące dla sądu cywilnego. Tego już nie trzeba będzie już udowadniać. Sąd cywilny nie będzie mógł już mieć innego zdania.

A zatem, w omawianym przypadku sąd cywilny będzie musiał przyjąć za pewnik, że doszło do przestępstwa i że wina skazanego lekarza nie budzi wątpliwości.

Co więcej, ponieważ lekarz popełnił na szkodę dziecka przestępstwo z art. 156 § 2 k.k., a przestępstwo to ma tzw. charakter materialnydo którego tzw. znamion należy skutek w postaci ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za udowodniony sąd cywilny uzna też związek przyczynowo – skutkowy między błędami lekarskimi popełnionymi przy porodzie, a tym, że dziecko cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. (O tym, kiedy wyrok karny ma inną słabszą „siłę” oddziaływania na sprawę cywilną, napisałam w poście „Czy czekać na zakończenie sprawy karnej przeciwko lekarzowi?”)

Do udowodnienia w procesie cywilnym w omawianym przypadku pozostaną więc:

  • rozmiar krzywdy wszystkich poszkodowanych (dziecka, rodziców i rodzeństwa), co będzie miało wpływ na wysokość zadośćuczynienia dla każdego z nich,
  • poniesione dotąd wydatki i potrzeba ich poniesienia w związku ze stanem zdrowia dziecka,
  • zwiększone potrzeby bieżące w zakresie opieki, rehabilitacji, leczenia itp.,
  • potrzeby w zakresie dostosowania i wyposażenia mieszkania (sprzęt rehabilitacyjny i ułatwiający opiekę, jak podnośnik, stół do masażu itp.).

Choć brzmi to dość groźnie, to po wyroku karnym praca z prawnikiem nad wyliczeniem i udowodnieniem szkody to już ostatnia prosta. A jednocześnie bardzo ważny etap. Warto się zmobilizować.

Kiedy wspólnie pokonamy te trudności, poszkodowane dziecko i jego rodzina będzie zabezpieczona finansowo na resztę życia.