Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Dobre wieści! Znów mieliśmy rację;-) Z tym „znów”, to oczywiście pół żartem, pół serio, ale cieszę się, że po raz kolejny udało się odwrócić niekorzystny bieg procesu.

 *                *               *

Korzystny zwrot akcji nastąpił po tym, jak początkowo biegły, nazwijmy go biegły I, wydał dwie jednoznacznie niekorzystne dla moich Klientów opinie na temat prowadzenia porodu i przyczyn skrajnego niedotlenienia dziecka, skutkujących ciężką postacią MPD. Biegły ten konsekwentnie utrzymywał, że – cytat z opinii:

„wymyślone przez Pełnomocnika Powodów [czyli mnie – przypis JB] wskazania do cięcia cesarskiego są jego indywidualną interpretacją faktów nie mającą uzasadnienia”.

Kolejny biegły (biegły II),do którego powołania dał się przekonać Sąd, miał już na ten temat na szczęście odmienną opinią, zbieżną z moją. Wszystkie jego tezy są szczegółowo i merytorycznie uzasadnione. Nie będę przytaczać całej opinii, ale żeby zobrazować, jak dalece poglądy biegłych mogą się różnić, przytoczę dla przykładu argumentację obu biegłych na temat stanu łożyska i możliwego wpływu na ciężki stan urodzeniowy noworodka.

Biegły I twierdzi, że „niewyjaśnionym pozostaje obraz popłodu (łożyska) w badaniu histopatologicznym.” Nieco mniejsza dojrzałość morfologiczna kosmków od należnej okresowo ciąży i skąpe wykładniki morfologiczne zdaniem biegłego I upoważniają do wniosku, że rozwój płodu już w trakcie ciąży nie był do końca prawidłowy. Moje argumenty, że stan łożyska nie miał znaczenia w tej sprawie, kwituje:

„Stwierdzenia Pełnomocnika Powodów z punktu widzenia procedowania są błyskotliwe, ale mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. Bo gdzie dowody?”

Hmm. Być może biegły nie wie, że to strona procesu, która wywodzi skutki prawne z danego faktu, musi ten fakt udowodnić. Czyli w tej sprawie: jeśli szpital twierdzi, że mózgowe porażenie dziecięce u dziecka jest konsekwencją nieprawidłowego rozwoju płodu w ciąży, to musi zaoferować konkretny dowód, który potwierdza taką tezę. To elementarz procesowy. Biegły I co prawda prawnikiem nie jest i nie taka jest zresztą jego rola, ale się stara. Wybronić szpital.

Biegły II kategorycznie napisał za to: „Obraz histologiczny łożyska nie przedstawia zmian, które mogłyby być powodem do przewlekłego niedotlenienia płodu. Dodatkową wskazówką jest fakt, że płód, który jest przewlekle niedotleniony z powodu niewydolności łożyska, zwykle oddaje smółkę do płynu owodniowego, co zabarwia wody płodowe na zielono. Analizując materiał biegły nie odnotował żadnych danych, które mogłyby sugerować możliwość niewydolności łożyska.”

Takich jednoznacznych rozbieżności między opiniami wydanymi przez biegłego I i biegłego II było oczywiście znacznie więcej tej sprawie.

Pamiętacie mój wpis „To wina matki”, gdzie opisałam, jakie pomysły miewają pozwane szpitale i biegli na to, by zwalić winę za stan dziecka na matkę, a tym samym odsunąć wszelkie zarzuty od siebie? Opisana przeze mnie właśnie postawa biegłego I to właśnie typowy przykład szukania dziury w całym. Wszystko po to, aby nie przyznać, że to zbyt późne wykrycie zaburzeń tętna dziecka i spóźniona decyzja o cięciu cesarskim była przyczyną niedotlenienia dziecka w trakcie porodu. Nic innego.

Jaki z tego wniosek?

Nie warto się załamywać ani tym bardziej poddawać się po tym, jak jedna opinia biegłego jest niekorzystna. Biegły to nie wyrocznia. Nie zawsze ma rację. Warto powiedzieć: „sprawdzam”!

RODO* i wszystko jasne!

RODO i inne przepisy unijne mają więcej zalet, niż nam się na co dzień wydaje:-)

Jedną z korzyści, jakie wynosi pacjent z regulacji RODO, jest gwarancja bezpłatnego dostępu do własnych danych osobowych pacjenta, gromadzonych przez podmioty lecznicze, w tym szpitale, przychodnie i gabinety lekarskie.

Podmioty lecznicze przetwarzają dane osobowe pacjentów między innymi prowadząc dokumentację medyczną. Swoje prawo dostępu do tych danych pacjent może więc zrealizować przez żądanie wydania kopii. Podmiot leczniczy ma obowiązek pierwszą kopię wydać pacjentowi bezpłatnie, w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

Wniosek można złożyć osobiście, pocztą tradycyjną lub mailem.

Oto wzór wniosku: wzór wniosku o dostęp do danych osobowych/kopię dokumentacji medycznej.

*RODO, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (EU) 2016/679  z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE

Osią sporu o odszkodowanie za błąd lekarski przy porodzie jest merytoryczna ocena postępowania lekarza. Czy było, czy nie było odpowiednio staranne, czy lekarz postępował jak profesjonalista.

Oceny tej dokonuje biegły. Sąd – choćby mający szeroką wiedzę, doświadczenie życiowe (Sędzia to czasem też matka lub ojciec…) czy zdolności analityczne – nie ma wiadomości specjalnych i nie może samodzielnie ustalić, czy dane zachowanie było zgodne z aktualną wiedzą medyczną, czy nie. Zleca więc opinię biegłemu sądowemu.

*           *            *

 

Biegły – towar deficytowy

Biegłych jest jak na lekarstwo, więc szczególnym wzięciem u Sędziów cieszą się ci, którzy po pierwsze w ogóle figurują na liście biegłych sądowych (a więc zgodzili się pełnić tę funkcję), a po drugie, wydają opinię w terminie wyznaczonym przez Sąd. Aspekt terminowości jest dziś szczególnie ważny. Sędziowie są rozliczani za czas trwania procesów i grozi im postępowanie dyscyplinarne nawet wtedy, gdy opóźnienie w rozstrzygnięciu sporu wynika z przyczyn obiektywnych. Jak na przykład zbyt mało rąk do pracy w sekretariacie wydziału czy brak chętnych wśród biegłych medyków, by wydawać opinie w sprawie o błąd medyczny.

 

Jaka opinia, taki wyrok

W tej sytuacji kusi droga na skróty. Konieczność oparcia wyroku przede wszystkim na opinii biegłego, gdy jednocześnie są olbrzymie trudności z uzyskaniem miarodajnej ekspertyzy, prowadzi czasem do sytuacji, że Sąd jest głuchy na choćby najlepiej uzasadnione argumenty stron. Zadowala się wtedy nawet kiepską merytorycznie opinią, jeśli tylko kończy się ona konkluzją mniej więcej taką: „biegły nie dopatrzył się w analizowanym stanie faktycznym jakichkolwiek zaniedbań czy błędów personelu medycznego”. Nie trzeba być jasnowidzem, że jeśli taka opinia się utrzyma, tzn. Sąd rzeczywiście na niej poprzestanie i nie dopuści dowodu z kolejnej opinii, to wyrok będzie takiej jakości, jak opinia. Ale będzie faktem. A poszkodowany pacjent przegra.

 

Na szczęście, to nie reguła

Nie zawsze tak jest. Mam w ręku wyjątkowe uzasadnienie. Sąd, mając do dyspozycji kilka opinii z zakresu ginekologii i położnictwa – oczywiście, jak to zwykle bywa – sprzecznych ze sobą, jedną z nich ocenił jednoznacznie negatywnie i to z odwagą, zasługującą na duży szacunek. A w konsekwencji nie wziął tej opinii (skądinąd prominentnego profesora medycyny, specjalisty z zakresu ginekologii i położnictwa) za podstawę rozstrzygania w sprawie.

Co zaważyło na takim podejściu Sądu?

Sąd nie zawahał się stwierdzić, że po pierwsze, skoro biegły w opiniach ujawnił, a wręcz zamanifestował osobiste, negatywne nastawienie do rodzącej (z przyczyn pozamerytorycznych), to ten biegły nie jest bezstronny. Już samo to stanowi podstawę do wyłączenia biegłego z postępowania karnego (art. 196 § 3 kpk) i cywilnego (art.49 kpc).

Sąd zauważył też, że opinie biegłych w założeniu przede wszystkim mają stwierdzać okoliczności o istotnym znaczeniu dla rozstrzygnięcia sprawy w oparciu o wiadomości specjalne, a nie osobiste uprzedzenia biegłego. (O podobnej sytuacji pisałam w poście: „Biegli od spraw medycznych„.)

Po drugie, Sąd wytknął biegłemu, że wydane przez niego opinie budzą poważne wątpliwości co do ich pełności i logiczności oraz zakresu materiału dowodowego w oparciu, o jaki zostały sporządzone. Biegły nie wziął bowiem pod uwagę ważnego, konkretnego faktu, który wynikał z dokumentacji medycznej z przebiegu porodu…

Nie wierzę w przeoczenie czy przypadek, tym bardziej, że biegły nie uderzył się w piersi po zapoznaniu się z naszymi zarzutami do pierwszej z jego opinii.  Gdyby biegły uwzględnił kluczową okoliczność, konkluzja opinii musiałaby być korzystna dla rodzącej, a „wybiórcze” traktowanie istotnych dowodów w sprawie wiele mówi o rzetelności biegłego.

 

Błędów było znacznie więcej…  

Na szczęście, udało się uzyskać opinie innych ekspertów. Okazały się jednoznacznie korzystne dla rodzącej i jednoznacznie negatywnie oceniły postępowanie lekarza, który prowadził poród. Symptomatyczne jest, że według tych opinii, tak jak twierdziliśmy od początku w procesie, rozstrzygające znacznie miał dowód z dokumentacji medycznej, pominięty przez pana profesora.

 

Fałszywa opinia, prawdziwy biegły

Czy to już się kwalifikuje jako przedstawienie fałszywej opinii lub ekspertyzy mających służyć za dowód w postępowaniu? To przecież przestępstwo, zagrożone karą pozbawienie wolności od roku do lat 10…

Hmm, być może. Póki co, pan profesor medycyny jako biegły ma się znakomicie, wciąż figuruje na liście zaprzysiężonych biegłych sądowych, a za wydanie dwóch opinii, które tak jednoznacznie zostały „zrównane z ziemią” przez sąd, uzyskał łącznie ponad 4 tys. zl. wynagrodzenia.

Tytuł, jak to tytuł, był intrygujący: “Dziewczynka z uszkodzeniem mózgu wygrywa 19 mln. funtów odszkodowania od NHS.”

Z zainteresowaniem sięgnęłam do pełnego tekstu. Artykuł nie był obszerny. Jak doniósł na początku maja br. brytyjski The Times, sądowym zatwierdzeniem ugody zakończył się właśnie głośny spór o błąd lekarski. Obecnie dziewięcioletnia dziewczynka, cierpiąca na poważne uszkodzenie mózgu, otrzyma łącznie 19 mln. funtów brytyjskich, z czego jednorazowo zostanie wypłacone 6,8 mln funtów, a pozostała część będzie płatna w ratach. Płatność ratalna ma pokryć koszty opieki i leczenia. Skapitalizowana renta została obliczona odpowiednio do przewidywanej długości życia poszkodowanej.

Niedotlenienie przez brak decyzji

Podstawowym zarzutem w stosunku do lekarzy było – jak wynika z treści artykułu – opóźnienie w podjęciu decyzji o transfuzji krwi po zdiagnozowaniu u noworodka poważnej żółtaczki i bardzo wysokiego poziomu bilirubiny. Zostało udowodnione, że gdyby transfuzja nastąpiła niezwłocznie, dziecko uniknęłoby niedotlenienia i poważnych szkód na zdrowiu.

Kwota tej ugody sądowej to prawdopodobnie rekordowe odszkodowanie za błąd medyczny, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Sędzia, który zaaprobował wynegocjowaną przez strony ugodę, przyznał: „To bardzo blisko maksymalnej rekompensaty za uszkodzenie mózgu, ale dziecko mimo paraliżu i trudności w poruszaniu, ma świadomość swojej sytuacji. Żadne pieniądze nie zrekompensują jej wszystkiego, co straciła.”

Ponieważ dziewczynka urodziła się w publicznym szpitalu, to odpowiedzialnym za ten błąd medyczny jest NHS, czyli podmiot zarządzający finansowanym ze środków publicznych systemem służby zdrowia w Wielkiej Brytanii. Coś jak nasz NFZ. NHS przyznało swoją odpowiedzialność za obecny stan zdrowia dziecka w 85 %.

Głos tzw. opinii publicznej

Mniej więcej tyle na temat tego procesu o błąd medyczny było w samym artykule. A w komentarzach pod nim, podobnie jak to bywa u nas, głosy czytelników (tłum. z ang. własne):

„Każde takie odszkodowanie ma znacznie szersze implikacje dla setek, jeśli nie tysięcy innych pacjentów.”

“Odszkodowania tego rodzaju za błędy lekarskie są absurdalne i powinny być ograniczone, jako wywierające niepotrzebną presję na personel medyczny i NHS.”

„Jakkolwiek to, co się stało tej biednej dziewczynce, jest tragedią, to ten rodzaj „wygranej na loterii”, jeśli chodzi o wysokość odszkodowania, jedynie rozzuchwala prawników procesowych. NHZ po prostu nie stać na takie wypłaty. Powinniśmy zmienić system i wprowadzić takie zasady, jak na przykład w Nowej Zelandii, gdzie obowiązuje reguła wypłaty odszkodowań ze środków Skarbu Państwa, bez orzekania o winie, a droga sądowa jest niedopuszczalna.”

„Jeśli NHS nie może sobie pozwolić na wypłatę rekompensat, to może jego personel powinien po prostu przestać partaczyć leczenie swoich pacjentów.”

“NHS nie jest bogiem. Nie może wyleczyć wszystkich, ocalić wszystkich. Choroba i śmierć są częścią życia.”

Uff.

No dobrze: „Słoń, a sprawa polska”

6,8 ml funtów brytyjskich to blisko 33 ml złotych polskich*!

Czy tyle powinien wynieść górny pułap zadośćuczynień zasądzanych przez polskie sądy w najcięższych przypadkach? Pytania, jak i porównania, są jak najbardziej na miejscu, bo jakkolwiek Wielka Brytania występuje właśnie z Unii Europejskiej, to przecież nie z Europy. Oczywiście, musimy znaleźć jakieś bardziej uprawnione – poza geograficznymi – wspólne mianowniki. Na początek więc trochę matematyki, z elementami logiki i ekonomii;-)

Najwyższe zadośćuczynienie za błąd medyczny w Polsce w podobnym stanie faktycznym (ciężko poszkodowane na skutek niedotlenienia okołoporodowego dziecko) to 1,2 mln zł.

(Polski) Sąd Najwyższy już wielokrotnie podkreślił, że zadośćuczynienie ma mieć taką wartość, by stanowiło realną rekompensatę, a punktem odniesienia dla wartościowania powinny być m.in. stosunki majątkowe oraz poziom życia, w szczególności koszty utrzymania. Czyli, w uproszczeniu, „koszty życia” istniejące w kraju miejsca zamieszkania poszkodowanego.

Oczywiście, SN nie dostarczył nam wzoru, do którego moglibyśmy podstawić liczby i wyliczyć odpowiednie zadośćuczynienie.  Gdybyśmy jednak zastosowali na przykład wskaźnik PKB (produkt krajowy brutto wg parytetu siły nabywczej) na mieszkańca, to rezultaty mogą być, według mnie ,miarodajne.

PKB [czy też w nomeklaturze międzynarodowej gross domestic product based on purchasing power parity GDP (PPP)] w UK jest znacznie wyższy niż w Polsce (42.491 Int.$ do 27.764 Int.$, wg ostatnio dostępnych danych statystycznych z października 2017 r.)

Czyli – stosując analogiczną proporcję – 6,8 mln funtów w Anglii, odpowiada w Polsce około 4,5 mln zł. Takie mniej więcej zadośćuczynienie dla opisywanej w artykule poszkodowanej dziewczynki zostałoby przyznane, gdyby realia tamtej sprawy przenieść do Polski i gdyby dziecko żyło w Polsce: 4,5 mln. zł. Plus renta, oczywiście.

Odpowiednie zadośćuczynienie za błąd przy porodzie, czyli ile za krzywdę dziecka?

Czy to jest poziom zadośćuczynień, do którego dążymy? Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest jakaś górna granica rekompensaty, o której moglibyśmy powiedzieć, że: „O! Tyle, to już na pewno wynagrodzi każdą krzywdę!”

Na marginesie opisywanego wyroku mam jednak kilka refleksji:

  • zadośćuczynienie 6,8 mln. funtów zapłaci NHS (brytyjski „NFZ”), bo leczenie było finansowane ze środków publicznych. U nas każe się płacić szpitalom, które nie mają środków na odszkodowania za błędy medyczne. Nie bądźmy hipokrytami, nie wystarczy powiedzieć: „nie partaczcie”, leczcie zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, nie będziecie musieli płacić. Błędy medyczne są i będą. Umywanie rąk przez Skarb Państwa od odpowiedzialności wobec pacjentów jest nie fair. Poza tym, kiedy prywatna klinika upada, w Polsce pacjent leczony w tym podmiocie „na NFZ” zostaje na lodzie, bez środków do życia. I to niezależnie od tego, ile wygrał w sądzie i po ilu latach procesu;

 

  • szpitale w Polsce płacą pacjentom odszkodowanie i zadośćuczynienie za leczenie niezgodne z aktualną wiedzą medyczną, ale jednocześnie ustawodawca akceptuje, a wręcz wymusza organizację udzielania świadczeń poniżej standardów. Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy na przykład z powodu niedoboru personelu dwie pielęgniarki wykonują pracę za pięć albo gdy na konsultację neurologiczną do pacjenta zamiast specjalisty przychodzi rezydent – bo może mieć i ma zgodę na samodzielne dyżury na neurologii?

Pacjent – najsłabsze ogniwo

W łańcuchu pęka zawsze najsłabsze ogniwo. Mimo zmian w organizacji świadczeń zdrowotnych, w Polsce niezmiennie tym najsłabszym ogniwem jest pacjent: bo prawa pacjenta są często gwarantowane tylko na papierze, bo szpitale walczą o przetrwanie, bo NFZ nie odpowiada w stosunku do pacjentów za przebieg leczenia, a desperacja szpitali w walce z pacjentami nie zna granic – w końcu zawsze na horyzoncie majaczy szansa, żeby zapłacić mniej. I tak dalej.

Może więc już czas dopełnić ten eksperyment na żywym organizmie pacjenta? Niech wreszcie organizator świadczeń ze środków publicznych: Skarb Państwa, weźmie odpowiedzialność finansową za skutki, czyli między innymi za niepożądane zdarzenia medyczne, których już w takim przypadku nie będzie wypadało nazywać błędami w leczeniu?

Póki co jednak, kiedy dochodzi do błędu medycznego i poważnej szkody na zdrowiu, jedyną nadzieją jest sprawiedliwy wyrok. A „odpowiedniość” zadośćuczynienia mierzy się – jak Europa długa i szeroka – w milionach. Dura lex, sed lex.  Niech więc sędziowie stosują prawo.  Z elementami matematyki, logiki i ekonomii. I pamiętając, że jesteśmy częścią Europy. Nadal.

 

*przy średnim kursie NBP z 5.05.2018 r.:  1 GBP = 4,8430 zł.

Lekarz skazany za śmierć dziecka

Jolanta Budzowska28 kwietnia 20184 komentarze

W ubiegłym tygodniu zapadł wyrok karny w sprawie lekarza oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci noworodka w przebiegu porodu. Jakiś czas temu pisałam o tej sprawie w poście „Brak decyzji o cięciu cesarskim.”

Lekarz oskarżony był o to, że jako starszy lekarz dyżurny na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala wojewódzkiego:

  • przez podjęcie decyzji o porodzie siłami natury przy stwierdzeniu miednicowego, podłużnego (pośladkowego) położenia płodu oraz
  • przez dokonanie błędnej oceny masy ciała płodu nieznajdującej potwierdzenia w przeprowadzonych wynikach badań oraz
  • przez nieuzasadnione odstąpienie od rozwiązania ciąży przez cesarskie cięcie,

nieumyślnie spowodował śmierć noworodka w przebiegu porodu, to jest o przestępstwo z art. 155 kk*.

Sąd**:

  • uznał oskarżonego lekarza za winnego popełnienia zarzucanego przestępstwa,
  • skazał lekarza na karę 3 miesięcy pozbawienia wolności,
  • warunkowo zawiesił wykonanie kary na okres 1 rok,
  • nałożył na lekarza obowiązek zapłaty nawiązki po 50 tys. zł. dla każdego z rodziców zmarłego noworodka (zgodnie z wnioskiem prokuratora oraz moim, jako pełnomocnika pokrzywdzonych rodziców),
  • nakazał lekarzowi zapłatę 15 tys. zł kosztów sądowych plus 18 tys. zł. kosztów zastępstwa procesowego – na rzecz pokrzywdzonych.

To była sprawa pełna emocji. Wyjątkowa nawet w bezmiarze nieszczęść, jakimi są wszystkie, bez wyjątku, prowadzone przez mnie sprawy związane z błędem medycznym.

Wiadomo, że błąd lekarski to nie jest przestępstwo, które lekarz chce popełnić. Nie można nawet zakładać, że czasem lekarz „w duchu” godzi się na to, że może dojść do czyjejś śmierci, jeśli podejmie ryzykowną decyzję.  Dlaczego miałby tak postępować?

Przecież przyrzekał: „Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i rozeznania ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.”**

Dlatego właśnie, jeśli już – w przypadku lekarzy – mówimy o odpowiedzialności za spowodowanie śmierci, to chodzi o przestępstwo nieumyślne. Czasem jednak, mimo to, że wiemy, że przecież „nikt nie chciał źle”, nie ma racjonalnego wytłumaczenia dla decyzji lekarza. Dlaczego na przykład w tym przypadku położnik – wbrew m.in. obiektywnym wynikom badania USG wykonanego na nowoczesnym aparacie, wbrew sugestii innych lekarzy – nie wybrał opcji bezpieczniejszej dla matki i dziecka?

Dlaczego zaryzykował życie dziecka i cierpienia matki podczas porodu dziecka, ważącego 4500 g, forsując poród drogami natury? To kluczowe pytania. Proces karny nie przyniósł odpowiedzi i przekonującego wytłumaczenia.

Wina lekarza w procesie karnym została udowodniona.

Proces cywilny przeciwko szpitalowi o zadośćuczynienie i odszkodowanie za śmierć osoby najbliższej jest w toku.

 

 

 

 

 

*art.155 Kodeksu Karnego: „Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

**Wyrok nie jest prawomocny, wszystkim stronom przysługuje prawo do złożenia apelacji.

*** Fragment Przysięgi Hipokratesa