Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Pytanie jest podchwytliwe, a odpowiedź wielowątkowa. Po pierwsze dlatego, że choć Święta jeszcze przed nami, to już wszystkie prezenty dostałam, i to o tym dziś napiszę. Po drugie dlatego, że najważniejsze dla mnie prezenty to te niematerialne, więc trudno je umieścić pod choinką:)

W tygodniu przedświątecznym zakończył się wreszcie naszym sukcesem proces karny w jednej ze spraw okołoporodowych. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, więc – tym bardziej w kontekście głównego wątku  – nie będę się na jego temat rozpisywała. Ważne, że poszkodowany chłopiec dostanie dodatkowo 10 tys. zł. nawiązki. Sprawę cywilną o odszkodowanie dla dziecka już kilka lat temu udało mi się zakończyć ugodą. O walce rodziców Karola o sprawiedliwość powstał nawet materiał TVN – możesz o tym przeczytać i obejrzeć relacje tutaj: „Jak dostać odszkodowanie za błąd medyczny? Historia Pana Kazimierza”.

Prezent 1

Ta sprawa ma jednak związek ze wspaniałym prezentem, jaki dostałam. Tym prezentem jest informacja, że Karol mieszka już w niemal zupełnie nowym – bo tak gruntownie przebudowanym – domu!  Ma tam swoje miejsce do rehabilitacji i spotkań z terapeutami. I wreszcie jest gdzie przechowywać sprzęt i wygodnie ćwiczyć! Zresztą, zobaczcie sami. Oto zdjęcia przysłane mi przez tatę Karolka, Pana Kazimierza. Dziękuję!

W trakcie remontu

Ta przebudowa była możliwa tylko dzięki temu, że rodzice mogli ją sfinansować z pieniędzy, jakie wygrywając proces o błąd okołoporodowy – wywalczyłam dla Karola. Oczywiście nie sama: wraz z zespołem kancelarii BFP, przede wszystkim z mec. Michałem Krzanowskim oraz mec. Karoliną Mazur.

Największą radością dla mnie jest widzieć, że moja praca ma sens i że wygrane procesy mają tak ogromną moc sprawczą. Jedna ugoda czy wyrok może zmienić na lepsze czyjeś życie!

Przy okazji: bardzo dziękuję za wszystkie otrzymywane wiadomości (czasem po wielu latach!) o tym, co słychać u moich Klientów.

Prezent 2

Drugi prezent ma wymiar jeszcze bardziej osobisty. Tym prezentem jest pewność, że udało mi się dobrze wychować moje dzieci i zaszczepić w nich silną potrzebę nie bycia obojętnym. Na ludzką krzywdę, na łamanie prawa, na niesprawiedliwość.

Jedna z córek od rodziny, którą wsparła w ramach Szlachetnej Paczki, dostała takie oto potwierdzenie, że pomaganie ma sens.

Pani Grażyna sama wyczarowuje takie cuda mając do dyspozycji nowy mikser!

Druga córka zaangażowała się w pomoc krakowskiej artystce dotkniętej kryzysem bezdomności. Z grupą znajomych postanowili pomóc jej promować na FB i Instagramie rysunki motyli, które tworzy (Krakowskie motyle: FB i Instagram).

Krakowskie motyle

Krakowskie motyle

Zainteresowanie przerosło najśmielsze oczekiwania samej Pani Basi i jej nowych przyjaciół.

Cieszmy się Świętami – pozwalają dostrzec to, co w nas i w innych najlepsze!

 

Odszkodowanie za błąd przy porodzie: dziś porcja dobrych informacji!  A wszystkie na postawie jednej – zakończonej po 6 latach procesu – sprawy o błąd porodowy. Zapowiadane dobre wiadomości dotyczą oczywiście tego, jak sądy orzekające w omawianym procesie podeszły do sytuacji dziecka i rodziców. I co więcej jak – korzystnie – rozstrzygnęły kwestie, które zwykle są osią sporu między moją kancelarią a pełnomocnikami szpitali i ubezpieczycieli. Tu też łatwo nie było, o czym świadczy sam czas trwania procesu, ale liczy się finał i wygrana na całej linii.

Zadośćuczynienie dla rodziców dziecka poszkodowanego przy porodzie

Zacznę od końca, czyli od rozstrzygnięcia apelacji. Mimo, że wyrok I instancji był korzystny dla naszych Klientów, to jednak nie w całości. Nasza apelacja była konieczna, bo Sąd Okręgowy uznał, że osobom bliskim poszkodowanego nie przysługuje zadośćuczynienie. I w tym zakresie oczywiście oddalił powództwo. Z takim poglądem fundamentalnie się nie zgadzam, szczególnie jako „współsprawczyni” jednej z Uchwał składu 7 sędziów SN, który już w 2018 r. rozstrzygnął, że

„Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”

Więcej o tych uchwałach przeczytasz w poście „Zadośćuczynienie dla osób najbliższych poszkodowanego”.

I co zrobił Sąd Apelacyjny? Przyznał nam rację🙂 Rozpatrując naszą apelację, zasądził zadośćuczynienie dla matki poszkodowanej dziewczynki w kwocie 150 tys. zł., a zadośćuczynienie dla ojca 100 tys. zł.

Ważne jest jednak jeszcze jedno. A mianowicie, w ustnym uzasadnieniu SA stwierdził, że jest to utrwalony pogląd, że takie zadośćuczynienie dla bliskich się należy! To dobrze wróży na przyszłość w innych sprawach, gdzie także walczymy o zadośćuczynienie nie tylko dla poszkodowanych maluchów, ale także członków ich rodzin.

Odszkodowanie za błąd porodowy

Odszkodowanie za błąd porodowy

Odszkodowanie za błąd przy porodzie – co z fundacją?

Już wcześniej, bo w wyroku Sądu Okręgowego znalazły się inne, korzystne dla naszych Klientów ustalenia. SO przyznał w ramach renty i odszkodowania zwrot wydatków na leczenie i rehabilitację, które rodzice pokrywali ze pieniędzy uzyskanych w ramach 1 % podatku i ze zbiórek prowadzonych przez nich za pośrednictwem fundacji.

Bywa, że sądy rozstrzygają tę kwestię inaczej. Pisałam o tym m.in. w poście: „Błąd medyczny w szarej strefie, kto korzysta na dobroczynności”.  Nota bene, w opisywanej wtedy sprawie złożyliśmy skargę kasacyjną do SN i została ona przyjęta do rozpoznania. Mam nadzieję, że tamto niekorzystne rozstrzygnięcie będzie jeszcze zmienione.

Tu Sąd napisał tak:

„Celem dobrowolnych świadczeń osób trzecich na rzecz poszkodowanego z reguły nie jest zwolnienie osoby odpowiedzialnej od obowiązku naprawienia szkody, lecz nieodpłatne przysporzenie korzyści poszkodowanemu, bez nabycia roszczenia regresowego wobec osoby odpowiedzialnej. (…) Kwota zebrana dzięki staraniom rodziców poszkodowanej oraz empatii i szczodrobliwości ofiarodawców nie powinna zatem zwalniać osoby zobowiązanej do naprawienia szkody od spełnienia tego obowiązku (tak Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 17 listopada 2016 r., IV CSK 52/16)”.

Zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta dla dziecka

Sąd Okręgowy zasądził dodatkowe zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta po 50 tys. zł. (poza 1 mln. zł. dla dziecka za uszkodzenie ciała i rozstrój zdrowia) nie tylko dla matki, ale i dla dziecka. Uznał, tak jak twierdziliśmy, że podczas porodu pacjentem jest nie tylko rodząca, ale i płód w łonie matki.

Sąd podzielił nasz pogląd, że rodzący się człowiek, zdolny do życia poza organizmem matki, który przeżył poród, jest uznawany za osobę – podmiot posiadający dobra osobiste podlegające ochronie. Rodzącemu się dziecku oczywiście nie przysługiwało prawo do uzyskania informacji o stanie zdrowia czy prawo do wyrażenia lub odmowy wyrażenia zgody na ich udzielenie. Jednak prawo do uzyskania świadczeń zdrowotnych odpowiadających stanowi aktualnej wiedzy medycznej już zdecydowanie tak!

Wydatki przyszłe

Sąd Okręgowy nie miał też wątpliwości, że mieliśmy prawo domagać się pokrycia kosztów wydatku jeszcze nieponiesionego. Zasądził ponad 70 tys. zł. na windę, którą rodzice zamierzają zamontować w domu.

Sąd uznał, że w tym przypadku konieczność zakupu windy jest związana ze stanem zdrowia pokrzywdzonego dziecka. W konsekwencji, zobowiązany do naprawienia szkody szpital powinien wyłożyć z góry sumę potrzebną na tak rozumiane koszty leczenia. Takie stanowisko sądu jest jak najbardziej prawidłowe. To nie jest nasza pierwsza wygrana winda:-) Warto dodać, że za koszty leczenia uznawane są też wydatki na zakup lub dostosowanie samochodu  kupowanego na potrzeby poszkodowanego.

Więcej o szczegółach tej i innych wygranych przez nas spraw można przeczytać na stronie kancelarii BFP.

 

Nie, ten post nie będzie o orzeczeniu Trybunału z 22 października 2020 r. dotyczącego prawa do aborcji. Dziś opiszę sytuację, która nie powinna mieć miejsca, bo nie było cienia wątpliwości – ciąża w bliźnie po cięciu cesarskim zagrażała życiu kobiety. A mimo to lekarz nie udzielił pacjentce wymaganej pomocy. 

Pacjentka trafiła do ginekologa w związku z wczesną ciążą. Lekarz wykonał badanie USG. Stwierdził, że pęcherzy ciążowy jest blisko blizny po cesarskim cięciu, ale że to dopiero początek (6 tydzień) i jeszcze nic nie da się przesądzić i trzeba obserwować.  Kontrolne badanie miało miejsce w 8. tygodniu. Lekarz potwierdził diagnozę: ciąża w bliźnie po cieciu cesarskim.

Ciąża w bliźnie po cięciu cesarskim

to sytuacja, kiedy pęcherzyk ciążowy jest zaimplementowany w bliźnie lub ubytku blizny po cięciu cesarskim.  Wczesne rozpoznanie i leczenie jest kluczowe, bo przebieg ciąży może zagrażać życiu kobiety. Leczenie polega na zakończeniu ciąży.

Ciąża w bliźnie. Wszystko dobrze?

Kolejna wizyta, w 11. tygodniu przebiegła podobnie. Pacjentka uzyskała jedynie lakoniczną informację, że jej ciąża jest ciążą wysokiego ryzyka, ale płód rozwija się prawidłowo, a ciąża ma przebieg niezakłócony. Znów bez szczegółów: jakie są zagrożenia dla matki, dla płodu, jakie są możliwe komplikacje przy porodzie, jak zapobiec ryzyku powikłań przy ciąży w bliźnie i jakie są możliwości działania od strony medycznej. Podczas kolejnego badania, w 14. tygodniu lekarz kolejny raz przekazał informację, że ciąża rozwija się prawidłowo i nie ma powodu do niepokoju. Wszystko miało zmierzać w dobrym kierunku.

Rozpoznanie ciąży w bliźnie

Rozpoznania ciąży w bliźnie dokonuje się głównie w USG dopochwowym, który jest złotym standardem diagnostyki w takim przypadku.

Krwotok, usunięcie macicy

Niestety jednak już następnego dnia w traumatycznych dla pacjentki okolicznościach doszło do krwotoku. Cudem zdołała wezwać karetkę. W momencie przywiezienia jej przez ZRM do szpitala pacjentka była już stanie ciężkim. Ze skrajnie niskim ciśnieniem tętniczym, nieoznaczalnym tętnem i ograniczonym kontaktem. W wykonanym badaniu USG stwierdzono ciążę obumarłą oraz płyn z licznymi skrzepami w jamie brzusznej. Pęknięcie macicy i krwawienie do jamy brzusznej.

Pacjentka w trybie pilnym została zakwalifikowana do operacji ze wskazań życiowych. W trakcie operacji z uwagi na obfite krwawienie, znaczne uszkodzenie mięśnia macicy oraz stan powódki i ryzyko rozwinięcia DIC (zespołu rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego) lekarze zdecydowali o usunięciu macicy.

Badanie histopatologiczne usuniętej macicy potwierdziło, że pęknięcie macicy wystąpiło dokładnie w miejscu, w którym dochodziło do wrastania ciąży w bliznę po cesarskim cięciu. Całe zdarzenie miało miejsce kilka lat temu. Pacjentka wystąpiła o odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd lekarski. Sprawa jest w toku.

Brak informacji o ryzyku utrzymania ciąży

Czy lekarz miał prawo arbitralnie decydować o życiu i zdrowiu pacjentki, nie informując jej, że utrzymanie takiej ciąży może być dla niej śmiertelnie niebezpieczne? Oczywiście, że nie. W takiej sytuacji wszelkie decyzje należy podejmować w porozumieniu z pacjentką, po dokładnym poinformowaniu jej o szansach i ryzykach związanych z próbą donoszenia ciąży.

W pewnych przypadkach ciąża w bliźnie może się rozwijać w taki sposób, że teoretycznie możliwe jest donoszenie ciąży. Ale i tak w jej trakcie występuje ryzyko ciężkiego krwotoku, co jest zagrożeniem życia matki. Najczęściej pęcherzyk ciążowy jest jednak tak głęboko umiejscowiony w obrębie blizny, że ryzyko pęknięcia macicy i krwotoku już w pierwszym trymestrze ciąży jest bardzo wysokie.

Ciąża w bliźnie

jest patologią ciąży, które jest wskazaniem do terminacji (zakończenia) ciąży bezpośrednio po stwierdzeniu lokalizacji w bliźnie. Ma to uchronić pacjentkę przed koniecznością wykonania ratunkowej histerektomii, a w konsekwencji zachować płodność.

Ciało i wybór kobiety

Nawet, jeśli pacjentka podejmie ryzyko utrzymania ciąży w bliźnie, to będzie to wyłącznie jej wybór.  Jedynie kobieta ma prawo w takiej sytuacji decydować o swoim ciele, o swoim życiu i zdrowiu. Pozbawienie kobiety prawa do podjęcia świadomej decyzji co do utrzymania lub przerwania ciąży narusza jej dobro osobiste – prawo do samostanowienia.

Ten przypadek idealnie obrazuje, o czym mowa w art. 4a ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży:

przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.

Ten przepis nie budzi wątpliwości. A mimo to lekarze – jak pokazuje opisana sytuacja – często nie wywiązują się ze swoich obowiązków udzielenia ciężarnej rzetelnej i prawdziwej informacji o jej stanie zdrowia.

A tak na marginesie: czy teraz dodatkowo lekarze udzielając informacji o stanie zdrowia płodu mają zacząć się bać, że zostaną oskarżeni o pomocnictwo w aborcji z przyczyn, które zdelegalizowano? Czy kobiety przestaną być informowane, że noszą dziecko, które z dużym prawdopodobieństwem jest ciężko i nieodwracalnie upośledzone albo cierpi na nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu?

Witam w piekle kobiet.

Strajk kobiet

Strajk kobiet – ciąża w bliźnie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobrowolne poddanie się karze: lekarz, piekegniarka

Wbrew pozorom, a właściwie wbrew covidowi, rozprawy cywilne i karne w sądach się odbywają. Jak długo jeszcze w formie tradycyjnej? Nie wiem, bo niedawno Ministerstwo Sprawiedliwości przypomniało sędziom, że jako zasadę należy traktować rozprawę zdalną, czyli wideorozprawę.  

Proces karny w sprawie o błąd medyczny

Nie dotyczy to jednak procesów karnych. Tu „zdalność” może dotyczyć w zasadzie jedynie udziału prokuratora oraz przesłuchania świadka. Tego drugiego tylko pod warunkiem, że świadek łączy się z sądem prowadzącym jego przesłuchanie z budynku (najczęściej innego) sądu (a jeśli jest za granicą, to z konsulatu) – art. 177 §1a kpk.   A więc o składaniu zeznań „z domu”, tak jak to ma być od teraz regułą w procesach cywilnych, można na razie zapomnieć.

Wracając do rozpraw tradycyjnych. W ostatnim tygodniu przemierzyłam Polskę wzdłuż i wszerz, uczestnicząc przede wszystkim – co dla mnie jednak nietypowe – w rozprawach karnych, jako pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.

Dobrowolne poddanie się karze

Jedna z rozpraw dotyczyła ciężkiego wypadku drogowego. Było to pierwsze posiedzenie Sądu w tej sprawie. O kulach przyszła młoda kobieta, sprawczyni wypadku, z zawodu pielęgniarka. O kulach przyszedł też kierowca drugiego auta, poszkodowany. Ofiarami wypadku byli także pasażerowie tego pojazdu. Sprawczyni tuż przed rozprawą podeszła do moich Klientów i ich przeprosiła. Wyjaśniła, że nie mogła tego wcześniej zrobić, bo nie miała dostępu do ich danych osobowych. Jej adwokat poprosił o zgodę na dobrowolne poddanie się karze. Oskarżona przyznała się do popełnienia przestępstwa.

Dobrowolne poddanie się karze

Dobrowolne poddanie się karze to sposób na uzgodnienie kary za przestępstwo pomiędzy sprawcą zdarzenia, prokuratorem i pokrzywdzonym (oskarżycielem posiłkowym). W przypadku takiego porozumienia, sąd wydaje wyrok skazujący, skazując sprawcę na uzgodnioną przez wszystkie strony karę, chyba, że zasugeruje jej zmianę.

Uzgodniliśmy warunki z prokuratorem, a sąd je zaakceptował. Zapadł – relatywnie łagodny – wyrok skazujący, który otworzył drogę moim Klientom do ubiegania się o odszkodowanie za szkody na zdrowiu od ubezpieczyciela kierowcy, który spowodował wypadek.

Po rozprawie oskarżona jeszcze raz podeszła do poszkodowanych. Ze łzami w oczach przeprosiła po raz kolejny wyjaśniając, że nie chciała doprowadzić do wypadku. Że bardzo żałuje, że nie może przestać myśleć o tym, jaką krzywdę im wyrządziła. Moi klienci bez wahania powiedzieli, że już na drugi dzień po wypadku, kiedy odzyskali świadomość, jej wybaczyli. Przecież wiedzieli, że nie było to umyślne. To była bardzo wzruszająca chwila. A gdyby nie covid, korytarz sądowy byłby z pewnością świadkiem serdecznych uścisków i dowodów pojednania.

Oskarżona pielęgniarka

W kolejnym dniu uczestniczyłam w innej rozprawie, w innym mieście. Właściwie te dwa procesy karne łączą tylko trzy elementy: obie oskarżone były pielęgniarkami (przy czym pierwsza sprawa nie miała związku z wykonywanym przez nią zawodem). Obie sprawy były bardzo poważne: w pierwszym przypadku trzy osoby przeszły wielomiesięczne leczenie i szereg operacji. W drugim na skutek przestępstwa zmarło sześciomiesięczne dziecko. No i trzeci: okoliczności popełnienia przestępstwa obiektywnie nie budziły wątpliwości.

W pozostałym zakresie wszystko je różniło.

Czas leczy rany?

Proces o wypadek drogowy zakończył się na pierwszej rozprawie. Oszczędziło to wszystkim kosztów, stresu i nieustannego powracania do tragicznych wydarzeń. Na pewno i skazanej, i pokrzywdzonym będzie lżej na sercu po takim finale tragedii, której przecież nikt nie chciał.

W sprawie zmarłej dziewczynki w ciągu ponad 4 lata odbyły się 32 posiedzenia Sądu, przesłuchano kilkudziesięciu świadków, wydano kilkanaście opinii biegłych. Najpierw Sąd Rejonowy, a następnie Sąd odwoławczy (Okręgowy) uznał pielęgniarkę winną nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Zosia zmarła w marcu 2015 roku, dwa dni po tym, jak pielęgniarka, podając dziewczynce leki, pomyliła wejścia. Rozdrobione w płynie leki, zamiast podać do żołądka dziecka przez sondę nosowo-żołądkową, wstrzyknęła do wenflonu, dożylnie. Niemal natychmiast po rozpoczęciu podaży leków niemowlę posiniało, wygięło się w nienaturalny sposób i przestało oddychać. Dziewczynka doznała wstrząsu, nie udało się jej uratować. Mimo podjętej akcji reanimacyjnej dziecko zmarło po dwóch dniach. Więcej o tej sprawie możesz przeczytać tutaj: „Wyrok karny – pielęgniarka skazana”. 

Biegli i Sądy dwóch instancji nie mieli wątpliwości, że – jak napisał Sąd w uzasadnieniu – pielęgniarka

lek podała nieprawidłowo w wyniku rażącego niedbalstwa. Nie doszłoby do tragedii i zgonu dziecka, gdyby z zachowaniem elementarnej ostrożności upewniła się, co do prawidłowości swojego postępowania.”  

Podkreślenia wymaga, że wbrew linii obrony pielęgniarki, od momentu zdarzenia nie budziło wątpliwości, że pomyłka w podaniu leku była jedyną możliwą przyczyną załamania się stanu, a następnie śmierci dziecka.

Tragedia rozegrała się na oczach matki, która czuwała przy łóżku dziecka w szpitalu. Tragedia rozgrywała się też na nowo i na nowo na każdej z rozpraw, kiedy rodzice dziecka, występując w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi, musieli się mierzyć z roztrząsaniem okoliczności zdarzenia przez sąd.

Toczący się proces i świadomość nieuchronności wyroku z pewnością nie był także obojętny dla stanu emocjonalnego oskarżonej. Ona jednak, w przeciwieństwie do oskarżycieli posiłkowych – miała wybór. Mogła wybrać opcję dobrowolnego poddania się karze.

Prawo do obrony

W toku procesu oskarżona pielęgniarka korzystała z pomocy aż dwóch obrońców z wyboru. Także do takiego wyboru miała prawo. Szczególnie, jeśli ją na to stać. Dlaczego zatem, kiedy Sąd nałożył na nią obowiązek zapłaty rodzicom zmarłego dziecka kosztów ich pełnomocnika, z czym się przecież musiała liczyć, zapowiedziała, że będzie prosić o rozłożenie tej płatności na raty?

Skazana prawomocnie za spowodowanie śmierci Zosi pielęgniarka nigdy nie przeprosiła za ten czyn rodziców dziecka.

 

 

Dobrowolne poddanie się karze: lekarz, pielęgniarka

Z życzeniami spokoju ducha, JB

 

 

 

„Rekordowa” renta za błąd medyczny?

Jolanta Budzowska27 października 20202 komentarze

Wczoraj w TV usłyszałam wypowiedź pewnej pani polityk, że nasze państwo otacza opieką dzieci z głębokimi niepełnosprawnościami, bo „przecież na przykład są fundacje, które pomagają”. Jakim ignorantem trzeba być, żeby się tak publicznie wypowiedzieć?

Relację o wyroku Sądu Okręgowego, który zapadł w ubiegłym tygodniu, powinnam zatytułować: „Rekordowe odszkodowanie i zadośćuczynienie dla dziecka poszkodowanego podczas porodu”, ale tak nie zrobię, bo nie o „rekord” w tym chodzi, a o zapewnienie przyszłości dziecku i uświadomienie sobie, jak bardzo państwo NIE pomaga. Tak długo, jak się da, czyli zwykle do prawomocnego wyroku, NIE pomagają także ubezpieczyciele szpitali i szpitale. I to nawet, jeśli wina personelu prowadzącego poród nie budzi większych wątpliwości.

Kolejny korzystny wyrok – błąd okołoporodowy

Owszem, sąd zasądził 1,2 mln zł. zadośćuczynienia z odsetkami za 7 lat. Tak, 7 lat trwał proces, a dotyczył chłopca, który w wyniku niedostatecznego nadzoru nad porodem oraz niewykonania cesarskiego cięcia urodził się w stanie ciężkiej zamartwicy. Dziś – mimo ogromnej determinacji rodziców, którzy walczą o jego zdrowie – jest głęboko niepełnosprawny, z mózgowym porażeniem dziecięcym.

Renta za błąd medyczny

Tzw. odszkodowanie za błąd porodowy – to w praktyce także zadośćuczynienie za krzywdę i miesięczna renta z tytułu zwiększonych potrzeb dziecka. Taka renta za błąd medyczny może być zwiększona, jeśli z czasem okaże się, że zasądzona kwota jest niewystarczająca.

Czy 1,2 mln zł. to dużo? Wydaje się, że tak, ale kwoty zasądzane w przypadku najbardziej tragicznych konsekwencji błędu przy porodzie nie rosną od lat. Nie powstrzymuje to pełnomocników szpitali przed argumentacją, że „to za dużo”. I jeszcze: „zadośćuczynienie nie może być źródłem wzbogacenia”. W tej sprawie zeznania rodziców jak na dłoni pokazały słabość systemu i to, jakie trzeba mieć środki, by walczyć o godne życie dziecka z niepełnosprawnością.

Ile kosztuje wychowanie niepełnosprawnego dziecka?

Do tej pory wydatki na leczenie i rehabilitację chłopca pochłonęły już kwotę niemal 1 mln. zł. Część rodzice pozyskali ze zbiórek na leczenie, część z fundacji. 1/3  pochodzi z renty tymczasowej, którą już w toku procesu uzyskaliśmy dla dziecka. Zwrot tych kwot do rąk rodziców Sąd również zasądził w formie renty za błąd medyczny. Piszę o tym dlatego, żeby pokazać, że 1,2 mln. zł. zadośćuczynienia, które ma być jednorazową rekompensatą za krzywdę, nie jest bynajmniej kwotą abstrakcyjną. A już z pewnością nie jest to kwota oderwana od aktualnych realiów ekonomicznych i społecznych. Zwłaszcza tych, które dotyczą osób ciężko niepełnosprawnych i ich rodzin.

Fundacje nie zastąpią państwa

Pomoc z fundacji to nie manna z nieba, a tym bardziej nie pomoc państwa dla osób niepełnosprawnych. Na zgromadzenie tych środków rodzice dzieci poszkodowanych przy porodzie ciężko pracują, wkładając w to ogrom sił i zaangażowania. A przy okazji godząc się na odarcie się z resztek prywatności. Zdjęcia i informacje o przebiegu choroby i leczenia dziecka, o czynionych przez niego postępach, o terapiach, w których uczestniczy, ich efektach, o codziennym życiu, w tym o gorszych i lepszych chwilach, są przecież nieodzownym elementem apeli o pomoc finansową. Smutna prawda jest też taka, że im dziecko starsze, tym trudniej pozyskać dla niego wsparcie ze zbiórek.

Renta za błąd medyczny

Podobnie jak pani polityk, o której wspomniałam na wstępie, zdają się myśleć sprawcy niepełnosprawności dzieci. Szpitale i ich ubezpieczyciele często próbują przekonać sąd, że skoro wydatki na rehabilitację, opiekę i leczenie zostały pokryte ze środków zgromadzonych przez rodziców za pośrednictwem fundacji, to oni już nie muszą tego zwracać. Mogą co najwyżej płacić rentę na przyszłość. Na szczęście, nic bardziej mylnego. Jest wiele argumentów przemawiających przeciwko takiemu poglądowi, ale z jednym trudno polemizować.

Przyjmijmy na chwilę, że poszkodowany, naglony przez czas i zmuszony do skorzystania z pomocy fundacji przed zakończeniem procesu, nie mógłby następnie dochodzić zwrotu wydatków pokrytych za pośrednictwem fundacji. Przecież wówczas jak najdalej idące przedłużanie postępowania sądowego promowałoby sprawcę błędu medycznego, bo w ten sposób oszczędzałby na wydatkach! Absurd.

Rekordy, rekordy

Kończąc, podsumujmy. Sąd Okręgowy zasądził na rzecz małoletniego powoda, poszkodowanego na skutek błędu medycznego kwoty:

  • 1,2 ml zł. tytułem zadośćuczynienia
  • 12,5 tys. zł. miesięcznej renty – Sąd uznał takie wydatki za konieczne na pokrycie zwiększonych potrzeb w zakresie leczenia i rehabilitacji niepełnosprawnego dziecka i to niezależnie od świadczeń na NFZ, z których oczywiście rodzice korzystają.

Czy to „rekordowa” renta za błąd medyczny i „rekordowe zadośćuczynienie” od szpitala? Pewno tak, bo o ile wiem, nadal nie zapadł w Polsce wyrok zasądzający wyższe kwoty, i to mimo upływu lat od 2014 r., kiedy już wtedy w jednej z prowadzonych przeze mnie spraw o błąd okołoporodowy zadośćuczynienie wyniosło 1,1 mln zł., a w 2018 roku 1,2 ml zł. Ten poziom maksymalnych zasądzeń utrzymuje się do dzisiaj. Nie o rekordy tu jednak chodzi. Chodzi o to, żeby w jak najwyższym stopniu zrekompensować dziecku wyrządzoną mu krzywdę. Tylko tyle możemy zrobić. Bez pomocy państwa, bo jej nie ma.