Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Nie, ten post nie będzie o orzeczeniu Trybunału z 22 października 2020 r. dotyczącego prawa do aborcji. Dziś opiszę sytuację, która nie powinna mieć miejsca, bo nie było cienia wątpliwości – ciąża w bliźnie po cięciu cesarskim zagrażała życiu kobiety. A mimo to lekarz nie udzielił pacjentce wymaganej pomocy. 

Pacjentka trafiła do ginekologa w związku z wczesną ciążą. Lekarz wykonał badanie USG. Stwierdził, że pęcherzy ciążowy jest blisko blizny po cesarskim cięciu, ale że to dopiero początek (6 tydzień) i jeszcze nic nie da się przesądzić i trzeba obserwować.  Kontrolne badanie miało miejsce w 8. tygodniu. Lekarz potwierdził diagnozę: ciąża w bliźnie po cieciu cesarskim.

Ciąża w bliźnie po cięciu cesarskim

to sytuacja, kiedy pęcherzyk ciążowy jest zaimplementowany w bliźnie lub ubytku blizny po cięciu cesarskim.  Wczesne rozpoznanie i leczenie jest kluczowe, bo przebieg ciąży może zagrażać życiu kobiety. Leczenie polega na zakończeniu ciąży.

Ciąża w bliźnie. Wszystko dobrze?

Kolejna wizyta, w 11. tygodniu przebiegła podobnie. Pacjentka uzyskała jedynie lakoniczną informację, że jej ciąża jest ciążą wysokiego ryzyka, ale płód rozwija się prawidłowo, a ciąża ma przebieg niezakłócony. Znów bez szczegółów: jakie są zagrożenia dla matki, dla płodu, jakie są możliwe komplikacje przy porodzie, jak zapobiec ryzyku powikłań przy ciąży w bliźnie i jakie są możliwości działania od strony medycznej. Podczas kolejnego badania, w 14. tygodniu lekarz kolejny raz przekazał informację, że ciąża rozwija się prawidłowo i nie ma powodu do niepokoju. Wszystko miało zmierzać w dobrym kierunku.

Rozpoznanie ciąży w bliźnie

Rozpoznania ciąży w bliźnie dokonuje się głównie w USG dopochwowym, który jest złotym standardem diagnostyki w takim przypadku.

Krwotok, usunięcie macicy

Niestety jednak już następnego dnia w traumatycznych dla pacjentki okolicznościach doszło do krwotoku. Cudem zdołała wezwać karetkę. W momencie przywiezienia jej przez ZRM do szpitala pacjentka była już stanie ciężkim. Ze skrajnie niskim ciśnieniem tętniczym, nieoznaczalnym tętnem i ograniczonym kontaktem. W wykonanym badaniu USG stwierdzono ciążę obumarłą oraz płyn z licznymi skrzepami w jamie brzusznej. Pęknięcie macicy i krwawienie do jamy brzusznej.

Pacjentka w trybie pilnym została zakwalifikowana do operacji ze wskazań życiowych. W trakcie operacji z uwagi na obfite krwawienie, znaczne uszkodzenie mięśnia macicy oraz stan powódki i ryzyko rozwinięcia DIC (zespołu rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego) lekarze zdecydowali o usunięciu macicy.

Badanie histopatologiczne usuniętej macicy potwierdziło, że pęknięcie macicy wystąpiło dokładnie w miejscu, w którym dochodziło do wrastania ciąży w bliznę po cesarskim cięciu. Całe zdarzenie miało miejsce kilka lat temu. Pacjentka wystąpiła o odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd lekarski. Sprawa jest w toku.

Brak informacji o ryzyku utrzymania ciąży

Czy lekarz miał prawo arbitralnie decydować o życiu i zdrowiu pacjentki, nie informując jej, że utrzymanie takiej ciąży może być dla niej śmiertelnie niebezpieczne? Oczywiście, że nie. W takiej sytuacji wszelkie decyzje należy podejmować w porozumieniu z pacjentką, po dokładnym poinformowaniu jej o szansach i ryzykach związanych z próbą donoszenia ciąży.

W pewnych przypadkach ciąża w bliźnie może się rozwijać w taki sposób, że teoretycznie możliwe jest donoszenie ciąży. Ale i tak w jej trakcie występuje ryzyko ciężkiego krwotoku, co jest zagrożeniem życia matki. Najczęściej pęcherzyk ciążowy jest jednak tak głęboko umiejscowiony w obrębie blizny, że ryzyko pęknięcia macicy i krwotoku już w pierwszym trymestrze ciąży jest bardzo wysokie.

Ciąża w bliźnie

jest patologią ciąży, które jest wskazaniem do terminacji (zakończenia) ciąży bezpośrednio po stwierdzeniu lokalizacji w bliźnie. Ma to uchronić pacjentkę przed koniecznością wykonania ratunkowej histerektomii, a w konsekwencji zachować płodność.

Ciało i wybór kobiety

Nawet, jeśli pacjentka podejmie ryzyko utrzymania ciąży w bliźnie, to będzie to wyłącznie jej wybór.  Jedynie kobieta ma prawo w takiej sytuacji decydować o swoim ciele, o swoim życiu i zdrowiu. Pozbawienie kobiety prawa do podjęcia świadomej decyzji co do utrzymania lub przerwania ciąży narusza jej dobro osobiste – prawo do samostanowienia.

Ten przypadek idealnie obrazuje, o czym mowa w art. 4a ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży:

przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.

Ten przepis nie budzi wątpliwości. A mimo to lekarze – jak pokazuje opisana sytuacja – często nie wywiązują się ze swoich obowiązków udzielenia ciężarnej rzetelnej i prawdziwej informacji o jej stanie zdrowia.

A tak na marginesie: czy teraz dodatkowo lekarze udzielając informacji o stanie zdrowia płodu mają zacząć się bać, że zostaną oskarżeni o pomocnictwo w aborcji z przyczyn, które zdelegalizowano? Czy kobiety przestaną być informowane, że noszą dziecko, które z dużym prawdopodobieństwem jest ciężko i nieodwracalnie upośledzone albo cierpi na nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu?

Witam w piekle kobiet.

Strajk kobiet

Strajk kobiet – ciąża w bliźnie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobrowolne poddanie się karze: lekarz, piekegniarka

Wbrew pozorom, a właściwie wbrew covidowi, rozprawy cywilne i karne w sądach się odbywają. Jak długo jeszcze w formie tradycyjnej? Nie wiem, bo niedawno Ministerstwo Sprawiedliwości przypomniało sędziom, że jako zasadę należy traktować rozprawę zdalną, czyli wideorozprawę.  

Proces karny w sprawie o błąd medyczny

Nie dotyczy to jednak procesów karnych. Tu „zdalność” może dotyczyć w zasadzie jedynie udziału prokuratora oraz przesłuchania świadka. Tego drugiego tylko pod warunkiem, że świadek łączy się z sądem prowadzącym jego przesłuchanie z budynku (najczęściej innego) sądu (a jeśli jest za granicą, to z konsulatu) – art. 177 §1a kpk.   A więc o składaniu zeznań „z domu”, tak jak to ma być od teraz regułą w procesach cywilnych, można na razie zapomnieć.

Wracając do rozpraw tradycyjnych. W ostatnim tygodniu przemierzyłam Polskę wzdłuż i wszerz, uczestnicząc przede wszystkim – co dla mnie jednak nietypowe – w rozprawach karnych, jako pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.

Dobrowolne poddanie się karze

Jedna z rozpraw dotyczyła ciężkiego wypadku drogowego. Było to pierwsze posiedzenie Sądu w tej sprawie. O kulach przyszła młoda kobieta, sprawczyni wypadku, z zawodu pielęgniarka. O kulach przyszedł też kierowca drugiego auta, poszkodowany. Ofiarami wypadku byli także pasażerowie tego pojazdu. Sprawczyni tuż przed rozprawą podeszła do moich Klientów i ich przeprosiła. Wyjaśniła, że nie mogła tego wcześniej zrobić, bo nie miała dostępu do ich danych osobowych. Jej adwokat poprosił o zgodę na dobrowolne poddanie się karze. Oskarżona przyznała się do popełnienia przestępstwa.

Dobrowolne poddanie się karze

Dobrowolne poddanie się karze to sposób na uzgodnienie kary za przestępstwo pomiędzy sprawcą zdarzenia, prokuratorem i pokrzywdzonym (oskarżycielem posiłkowym). W przypadku takiego porozumienia, sąd wydaje wyrok skazujący, skazując sprawcę na uzgodnioną przez wszystkie strony karę, chyba, że zasugeruje jej zmianę.

Uzgodniliśmy warunki z prokuratorem, a sąd je zaakceptował. Zapadł – relatywnie łagodny – wyrok skazujący, który otworzył drogę moim Klientom do ubiegania się o odszkodowanie za szkody na zdrowiu od ubezpieczyciela kierowcy, który spowodował wypadek.

Po rozprawie oskarżona jeszcze raz podeszła do poszkodowanych. Ze łzami w oczach przeprosiła po raz kolejny wyjaśniając, że nie chciała doprowadzić do wypadku. Że bardzo żałuje, że nie może przestać myśleć o tym, jaką krzywdę im wyrządziła. Moi klienci bez wahania powiedzieli, że już na drugi dzień po wypadku, kiedy odzyskali świadomość, jej wybaczyli. Przecież wiedzieli, że nie było to umyślne. To była bardzo wzruszająca chwila. A gdyby nie covid, korytarz sądowy byłby z pewnością świadkiem serdecznych uścisków i dowodów pojednania.

Oskarżona pielęgniarka

W kolejnym dniu uczestniczyłam w innej rozprawie, w innym mieście. Właściwie te dwa procesy karne łączą tylko trzy elementy: obie oskarżone były pielęgniarkami (przy czym pierwsza sprawa nie miała związku z wykonywanym przez nią zawodem). Obie sprawy były bardzo poważne: w pierwszym przypadku trzy osoby przeszły wielomiesięczne leczenie i szereg operacji. W drugim na skutek przestępstwa zmarło sześciomiesięczne dziecko. No i trzeci: okoliczności popełnienia przestępstwa obiektywnie nie budziły wątpliwości.

W pozostałym zakresie wszystko je różniło.

Czas leczy rany?

Proces o wypadek drogowy zakończył się na pierwszej rozprawie. Oszczędziło to wszystkim kosztów, stresu i nieustannego powracania do tragicznych wydarzeń. Na pewno i skazanej, i pokrzywdzonym będzie lżej na sercu po takim finale tragedii, której przecież nikt nie chciał.

W sprawie zmarłej dziewczynki w ciągu ponad 4 lata odbyły się 32 posiedzenia Sądu, przesłuchano kilkudziesięciu świadków, wydano kilkanaście opinii biegłych. Najpierw Sąd Rejonowy, a następnie Sąd odwoławczy (Okręgowy) uznał pielęgniarkę winną nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Zosia zmarła w marcu 2015 roku, dwa dni po tym, jak pielęgniarka, podając dziewczynce leki, pomyliła wejścia. Rozdrobione w płynie leki, zamiast podać do żołądka dziecka przez sondę nosowo-żołądkową, wstrzyknęła do wenflonu, dożylnie. Niemal natychmiast po rozpoczęciu podaży leków niemowlę posiniało, wygięło się w nienaturalny sposób i przestało oddychać. Dziewczynka doznała wstrząsu, nie udało się jej uratować. Mimo podjętej akcji reanimacyjnej dziecko zmarło po dwóch dniach. Więcej o tej sprawie możesz przeczytać tutaj: „Wyrok karny – pielęgniarka skazana”. 

Biegli i Sądy dwóch instancji nie mieli wątpliwości, że – jak napisał Sąd w uzasadnieniu – pielęgniarka

lek podała nieprawidłowo w wyniku rażącego niedbalstwa. Nie doszłoby do tragedii i zgonu dziecka, gdyby z zachowaniem elementarnej ostrożności upewniła się, co do prawidłowości swojego postępowania.”  

Podkreślenia wymaga, że wbrew linii obrony pielęgniarki, od momentu zdarzenia nie budziło wątpliwości, że pomyłka w podaniu leku była jedyną możliwą przyczyną załamania się stanu, a następnie śmierci dziecka.

Tragedia rozegrała się na oczach matki, która czuwała przy łóżku dziecka w szpitalu. Tragedia rozgrywała się też na nowo i na nowo na każdej z rozpraw, kiedy rodzice dziecka, występując w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi, musieli się mierzyć z roztrząsaniem okoliczności zdarzenia przez sąd.

Toczący się proces i świadomość nieuchronności wyroku z pewnością nie był także obojętny dla stanu emocjonalnego oskarżonej. Ona jednak, w przeciwieństwie do oskarżycieli posiłkowych – miała wybór. Mogła wybrać opcję dobrowolnego poddania się karze.

Prawo do obrony

W toku procesu oskarżona pielęgniarka korzystała z pomocy aż dwóch obrońców z wyboru. Także do takiego wyboru miała prawo. Szczególnie, jeśli ją na to stać. Dlaczego zatem, kiedy Sąd nałożył na nią obowiązek zapłaty rodzicom zmarłego dziecka kosztów ich pełnomocnika, z czym się przecież musiała liczyć, zapowiedziała, że będzie prosić o rozłożenie tej płatności na raty?

Skazana prawomocnie za spowodowanie śmierci Zosi pielęgniarka nigdy nie przeprosiła za ten czyn rodziców dziecka.

 

 

Dobrowolne poddanie się karze: lekarz, pielęgniarka

Z życzeniami spokoju ducha, JB

 

 

 

„Rekordowa” renta za błąd medyczny?

Jolanta Budzowska27 października 20202 komentarze

Wczoraj w TV usłyszałam wypowiedź pewnej pani polityk, że nasze państwo otacza opieką dzieci z głębokimi niepełnosprawnościami, bo „przecież na przykład są fundacje, które pomagają”. Jakim ignorantem trzeba być, żeby się tak publicznie wypowiedzieć?

Relację o wyroku Sądu Okręgowego, który zapadł w ubiegłym tygodniu, powinnam zatytułować: „Rekordowe odszkodowanie i zadośćuczynienie dla dziecka poszkodowanego podczas porodu”, ale tak nie zrobię, bo nie o „rekord” w tym chodzi, a o zapewnienie przyszłości dziecku i uświadomienie sobie, jak bardzo państwo NIE pomaga. Tak długo, jak się da, czyli zwykle do prawomocnego wyroku, NIE pomagają także ubezpieczyciele szpitali i szpitale. I to nawet, jeśli wina personelu prowadzącego poród nie budzi większych wątpliwości.

Kolejny korzystny wyrok – błąd okołoporodowy

Owszem, sąd zasądził 1,2 mln zł. zadośćuczynienia z odsetkami za 7 lat. Tak, 7 lat trwał proces, a dotyczył chłopca, który w wyniku niedostatecznego nadzoru nad porodem oraz niewykonania cesarskiego cięcia urodził się w stanie ciężkiej zamartwicy. Dziś – mimo ogromnej determinacji rodziców, którzy walczą o jego zdrowie – jest głęboko niepełnosprawny, z mózgowym porażeniem dziecięcym.

Renta za błąd medyczny

Tzw. odszkodowanie za błąd porodowy – to w praktyce także zadośćuczynienie za krzywdę i miesięczna renta z tytułu zwiększonych potrzeb dziecka. Taka renta za błąd medyczny może być zwiększona, jeśli z czasem okaże się, że zasądzona kwota jest niewystarczająca.

Czy 1,2 mln zł. to dużo? Wydaje się, że tak, ale kwoty zasądzane w przypadku najbardziej tragicznych konsekwencji błędu przy porodzie nie rosną od lat. Nie powstrzymuje to pełnomocników szpitali przed argumentacją, że „to za dużo”. I jeszcze: „zadośćuczynienie nie może być źródłem wzbogacenia”. W tej sprawie zeznania rodziców jak na dłoni pokazały słabość systemu i to, jakie trzeba mieć środki, by walczyć o godne życie dziecka z niepełnosprawnością.

Ile kosztuje wychowanie niepełnosprawnego dziecka?

Do tej pory wydatki na leczenie i rehabilitację chłopca pochłonęły już kwotę niemal 1 mln. zł. Część rodzice pozyskali ze zbiórek na leczenie, część z fundacji. 1/3  pochodzi z renty tymczasowej, którą już w toku procesu uzyskaliśmy dla dziecka. Zwrot tych kwot do rąk rodziców Sąd również zasądził w formie renty za błąd medyczny. Piszę o tym dlatego, żeby pokazać, że 1,2 mln. zł. zadośćuczynienia, które ma być jednorazową rekompensatą za krzywdę, nie jest bynajmniej kwotą abstrakcyjną. A już z pewnością nie jest to kwota oderwana od aktualnych realiów ekonomicznych i społecznych. Zwłaszcza tych, które dotyczą osób ciężko niepełnosprawnych i ich rodzin.

Fundacje nie zastąpią państwa

Pomoc z fundacji to nie manna z nieba, a tym bardziej nie pomoc państwa dla osób niepełnosprawnych. Na zgromadzenie tych środków rodzice dzieci poszkodowanych przy porodzie ciężko pracują, wkładając w to ogrom sił i zaangażowania. A przy okazji godząc się na odarcie się z resztek prywatności. Zdjęcia i informacje o przebiegu choroby i leczenia dziecka, o czynionych przez niego postępach, o terapiach, w których uczestniczy, ich efektach, o codziennym życiu, w tym o gorszych i lepszych chwilach, są przecież nieodzownym elementem apeli o pomoc finansową. Smutna prawda jest też taka, że im dziecko starsze, tym trudniej pozyskać dla niego wsparcie ze zbiórek.

Renta za błąd medyczny

Podobnie jak pani polityk, o której wspomniałam na wstępie, zdają się myśleć sprawcy niepełnosprawności dzieci. Szpitale i ich ubezpieczyciele często próbują przekonać sąd, że skoro wydatki na rehabilitację, opiekę i leczenie zostały pokryte ze środków zgromadzonych przez rodziców za pośrednictwem fundacji, to oni już nie muszą tego zwracać. Mogą co najwyżej płacić rentę na przyszłość. Na szczęście, nic bardziej mylnego. Jest wiele argumentów przemawiających przeciwko takiemu poglądowi, ale z jednym trudno polemizować.

Przyjmijmy na chwilę, że poszkodowany, naglony przez czas i zmuszony do skorzystania z pomocy fundacji przed zakończeniem procesu, nie mógłby następnie dochodzić zwrotu wydatków pokrytych za pośrednictwem fundacji. Przecież wówczas jak najdalej idące przedłużanie postępowania sądowego promowałoby sprawcę błędu medycznego, bo w ten sposób oszczędzałby na wydatkach! Absurd.

Rekordy, rekordy

Kończąc, podsumujmy. Sąd Okręgowy zasądził na rzecz małoletniego powoda, poszkodowanego na skutek błędu medycznego kwoty:

  • 1,2 ml zł. tytułem zadośćuczynienia
  • 12,5 tys. zł. miesięcznej renty – Sąd uznał takie wydatki za konieczne na pokrycie zwiększonych potrzeb w zakresie leczenia i rehabilitacji niepełnosprawnego dziecka i to niezależnie od świadczeń na NFZ, z których oczywiście rodzice korzystają.

Czy to „rekordowa” renta za błąd medyczny i „rekordowe zadośćuczynienie” od szpitala? Pewno tak, bo o ile wiem, nadal nie zapadł w Polsce wyrok zasądzający wyższe kwoty, i to mimo upływu lat od 2014 r., kiedy już wtedy w jednej z prowadzonych przeze mnie spraw o błąd okołoporodowy zadośćuczynienie wyniosło 1,1 mln zł., a w 2018 roku 1,2 ml zł. Ten poziom maksymalnych zasądzeń utrzymuje się do dzisiaj. Nie o rekordy tu jednak chodzi. Chodzi o to, żeby w jak najwyższym stopniu zrekompensować dziecku wyrządzoną mu krzywdę. Tylko tyle możemy zrobić. Bez pomocy państwa, bo jej nie ma.

 

 

 

O tym, że po październiku 2019 r., kiedy skład powiększony Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego orzekł, że więź rodzinna nie jest dobrem osobistym (sygn. akt I NSNZP 2/19), prawo do zadośćuczynienia dla osób bliskich poszkodowanego znów zaczęło być kwestionowane, pisałam w poście „3:1, czyli kolejna uchwała SN ws osób bliskich”. 

Wcześniej, w marcu 2018 r. skład powiększony Izby Cywilnej SN stwierdził w trzech jednobrzmiących uchwałach (III CZP 36/17, III CZP 60/17 oraz III CZP 69/17), że najbliżsi osób w ciężkim stanie mogą liczyć na zadośćuczynienie.

Tę rozbieżność w orzecznictwie na najwyższym szczeblu, bo Sądu Najwyższego, trzeba było jakoś rozwiązać.   Nie wierzyłam (tu moja wypowiedź dla red. Patryka Słowika z DGP) , że wspólnie zechcą orzec w tej sprawie dwie uwikłane w ten spór orzeczniczy Izby Sądu Najwyższego, bo nie jest tajemnicą, że Izba Cywilna to tzw. stara Izba SN, a Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych to Izba „nowa”, i chemii między nimi nie ma.

A jednak. Zdecydowanie dobry ruch wykonała Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, prof. Małgorzata Manowska, kierując wniosek o rozstrzygnięcie doniosłej społecznie rozbieżności w wykładni art. 446 § 4 k.c. oraz art. 448 k.c. przez skład połączonych Izb Sądu Najwyższego w zakresie dotyczącym tego:

„czy w sytuacji, gdy wskutek czynu niedozwolonego doszło do ciężkiego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, którego konsekwencją jest niemożność nawiązania lub kontynuowania typowej więzi rodzinnej, osobom bliskim poszkodowanego przysługuje zadośćuczynienie pieniężne?”

W sprawach, gdzie rodzice dzieci w stanie wegetatywnym domagają się zadośćuczynienia z tytułu naruszenia ich własnych dóbr osobistych w postaci prawa do utrzymywania więzi rodzinnych z dzieckiem, i sądy, i strony, zapewne z ulgą przyjmą rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego.

Nie oceniam wniosku Pierwszej Prezes w aspekcie pojawiających się zarzutów o wymuszenie – poprzez ten ruch –  legitymizacji tych Sędziów SN, którzy zostali powołani przez tzw. neoKRS. O dylematach związanych z zastrzeżeniami ustrojowymi świetnie napisał red. Patryk Słowik: „Stół niezgody w SN. Co jest ważniejsze: ustrojowe zastrzeżenia czy los tysięcy obywateli?”.

Ja wiem jedno: istniejąca dziś niepewność prawa działa na niekorzyść najsłabszych, czyli poszkodowanych pacjentów i ich rodzin.  Na zamieszaniu wprowadzonym Uchwałą Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego skorzystali jedynie ubezpieczyciele, którzy powołując się na nią, odmawiają wypłaty zadośćuczynienia.

Jestem głęboko przekonana, że prawo do życia rodzinnego zdecydowanie winno być ujmowane jako dobro osobiste. Nikt oczywiście nie gwarantuje nam prawa do szczęścia. I nie chodzi tu o ochronę przed wypadkiem losowym czy nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności. Chodzi o sytuację, kiedy krzywda w postaci ciężkiego stanu zdrowia osoby najbliższej i niemożności utrzymywania z nią więzi rodzinnych została wyrządzona z czyjejś winy.

Błąd okołoporodowy, którego ofiarą dziecko, powinien skutkować odpowiedzialnością sprawcy nie tylko wobec dziecka, ale i wobec jego bliskich. Najbliżsi cierpią w milczeniu. Sąd Najwyższy powinien przemówić w ich imieniu.

Jak zdecydują połączone Izby Sądu Najwyższego, dowiemy się 25 marca 2021 r. 

 

Wideorozprawa, czyli pierwsze koty za płoty

Jolanta Budzowska01 października 20202 komentarze

Wygląda na to, że wideorozprawa, czyli rozprawa prowadzona online, zagości u nas na dłużej.

E-rozprawy są obecnie podstawową formą posiedzeń sądu. Mają być zarządzane w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz w ciągu roku od odwołania ostatniego z nich.

Wideorozprawa

A że odwołanie stanu epidemii raczej na razie nie wchodzi w grę, to lepiej zaprzyjaźnić się z komputerem i chwycić byka za rogi.

Poniżej kilka rad i spostrzeżeń po wideorozprawie, w której uczestniczyłam wczoraj. Uwaga: „moja” rozprawa online była prowadzona za pośrednictwem programu Microsoft Teams, ale różne sądy mają różną praktykę.

Pamiętaj także, że wideorozprawa czy nie, warto przed złożeniem zeznań przeczytać Poradnik dla świadka o tym, jak zachować się i zeznawać w sądzie, a także post: „Masz zeznawać w sądzie? 8 dobrych rad!”

Wideorozprawa

Wideorozprawa, rozprawa online – to rozprawa lub posiedzenie jawne przeprowadzane przy użyciu urządzeń technicznych umożliwiających przeprowadzenie ich na odległość z jednoczesnym bezpośrednim przekazem obrazu i dźwięku, z tym że osoby w nich uczestniczące nie muszą przebywać w budynku sądu.

Przygotowanie do wideorozprawy

1. Kiedy sąd zwraca się z prośbą/pytaniem o możliwość uczestnictwa w wideorozprawie, prosi o podanie maila, na który zostanie wysłany link do konferencji. Warto od razu podać bezpośredni numer telefonu do siebie, bo w czasie rozprawy online zdarzają się problemy techniczne, które najlepiej rozwiązać telefonicznie.

2. Po otrzymaniu linku warto sprawdzić – na jakiś czas przed rozpoczęciem rozprawy – czy link działa. Czasem trzeba zainstalować nowy program, a to trwa.

3. Trzeba upewnić się, że mamy naładowane baterie w komputerze i słuchawkach (jeśli ich używamy) plus ładowarki w zasięgu ręki. Czas wideorozprawy potrafi wyczerpać nie tylko człowieka, ale i rzeczy martwe.

4. Warto zapewnić sobie pełen komfort składania zeznań: zamknięte pomieszczenie, brak rozpraszającego hałasu (dziecko, pies, młot pneumatyczny u sąsiada).

W trakcie wideorozprawy

1. W kamerze widać uczestników spotkania, ale też mniejszy lub większy fragment otoczenia. Warto upewnić się, że w tle nie ma czegoś, czego byśmy nie chcieli pokazać, albo co nie licuje z powagą – nie szkodzi, że online – Sądu (i trwającej rozprawy). Na przykład: zdecydowanie nie polecam zainstalowania się na czas rozprawy w łazience:-)

2. Pamiętaj o dowodzie osobistym. Świadek musi go okazać Sądowi do kamery.

3. Świadek podczas składania zeznań powinien być sam. Sąd, jak i pełnomocnicy stron mogą to sprawdzić. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji, kiedy świadkowie uczestniczą w rozprawie np. korzystając z komputera w kancelarii pełnomocnika i zeznają w jego obecności. Jeśli osoba trzecia chce uczestniczyć w wideorozprawie, może zwrócić się do Sądu o przesłanie osobnego linku. Wideorozprawy co do zasady pozostają przecież jawne.

4. Świadek, podobnie jak podczas tradycyjnej rozprawy, nie powinien bez zgody Sądu korzystać z notatek. To – wbrew pozorom – widać w kamerze.

5. Pełnomocnicy są w togach, ale świadkowie muszą pamiętać, że zasady savoir vivre odnośnie ubioru obowiązują także podczas zeznań przed komputerem w swoim domu. I czasem trzeba wstać… – na przykład składając przyrzeczenie. Warto więc mieć na sobie nie tylko np. białą koszulę, ale też inne niż te od pidżamy – spodnie:-) W trakcie wideorozprawy nie ma takiej możliwości, jaką dopuszczają niektórzy pracodawcy podczas służbowych spotkań online, czyli wyłączenia kamery. Świadek musi być widoczny dla uczestników rozprawy.

Kiedy przeprowadza się wideorozprawę?

Kiedy tak zarządzi sąd. Sąd powinien wydać takie zarządzenie, gdy rozprawa ma się odbyć w czasie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Może jednak uznać, że przeprowadzenie rozprawy w tradycyjnej formie nie wywoła nadmiernego zagrożenia dla zdrowia osób w nim uczestniczących.

Inne

1. To, że rozprawa jest online, nie wyłącza opóźnienia i długiego czasu oczekiwania na swoją kolejkę złożenia zeznań. Plus: w międzyczasie– będąc generalnie „wyciszonym” przez sąd – można czuwać i jednocześnie  wykonywać inne czynności w domu.

2. Świadek, mimo, że zeznaje będąc poza siedzibą Sądu, najczęściej musi wziąć zwolnienie z pracy. Nadal przysługuje mu więc zwrot utraconych zarobków, o który należy złożyć wniosek na koniec zeznań.

3. Sąd – prowadząc wideorozprawę – sam przebywa w siedzibie sądu, w „realnej” sali rozpraw. Ma to wiele zalet, ale i istotne wady. Po pierwsze, nie prowadzi się rejestracji wideo zeznań świadka. Po drugie, zapis audio jest tylko taki, jak jest w stanie zarejestrować standardowa aparatura do nagrywania na sali rozpraw. Czyli jakość raczej uniemożliwiająca transkrypcję, bo dźwięk z komputera ulega rozproszeniu.

***

Jeśli chcesz poznać spostrzeżenia innych prawników, to mec. Leszek Bloch na swoim blogu opisał rozprawę online z wykorzystaniem Centralnej Platformy Wideokonferencyjnej Ministerstwa Sprawiedliwości. Z kolei mec. Agnieszka Swaczyna zrelacjonowała wideorozprawę w systemie Avaya Scopia.