Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Byłam sceptyczna do pomysłu wprowadzania czegoś na kształt standardów leczenia w dziwnej formie komunikatów ad hoc, jak na przykład ten, który pojawił się w listopadzie 2021 r. na stronie Ministerstwa Zdrowia – na temat sytuacji zagrażających życiu i zdrowiu matki. Ale zmieniłam zdanie.

Komunikat, o którym wspominam na początku, ma tytuł: „Życie i zdrowie matki najważniejsze” (link tutaj).

Zagrożenie życia lub zdrowia ciężarnej

Ministerstwo Zdrowia „przypomina” w nim o tym, że w przypadku sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia ciężarnej (np. podejrzenia zakażenia dotyczącego jamy macicy, krwotoku) niezwłoczne zakończenie ciąży jest zgodne z prawem. Niezależnie od tego, na jakim etapie jest ciąża. I niezależnie od tego, czy dziecko żyje, czy nie. Oczywiste? W wielu przypadkach nie bardzo.

Ostatnio znów analizowałam kilka różnych spraw, gdzie z niewiadomych przyczyn lekarze postanowili zagrać życiem kobiety w „orzeł czy reszka”. Lekarze przegrali. Właściwie nie, nie oni. Przegranymi okazały się kobiety. Kilka z nich przeżyło, ale cudem. Ciąże zakończyły się poronieniem, a one wyszły z pobytu w szpitalu  pokiereszowane na zdrowiu fizycznym i psychicznym.

W jednym przypadku pacjentka nie miała nawet tyle szczęścia. Zmarła, a mąż i dzieci, osierocone przez kobietę, wciąż nie mogą zaakceptować tej sytuacji. Przecież mogła żyć, gdyby podjęto zdecydowane działania, a wcześniej zapytano ją o zdanie. Może gdyby lekarze przeczytali „okólnik” Ministerstwa Zdrowia?

Wstrząs w ciąży

Ciężarna zgłosiła się do szpitala z powodu gorączki i wymiotów, które pojawiły się na kilka godzin wcześniej. Zdiagnozowano ciążę obumarłą (II trymestr). Pacjentka była już we wstrząsie. Zamiast zakończyć jak najszybciej ciążę, przystąpiono do farmakologicznej indukcji porodu. U matki, będącej już w coraz cięższym stanie ogólnym z powodu zakażenia, wywołano intensywną czynność skurczową macicy. Oksytocyna przyniosła skutek dopiero po kilku godzinach.

Kobieta zmarła niedługo po wydobyciu martwego płodu. Mąż zdecydował się na kroki prawne, jak mówi – jest to winien swojej żonie i dzieciom. Odszkodowanie i zadośćuczynienie za krzywdę wyrządzoną śmiercią osoby bliskiej, nawet najwyższe, nie wróci jednak życia ciężarnej, ani nie przywróci matki dzieciom.

Zagrożenie życia i zdrowia ciężarnej

Zagrożenie życia i zdrowia ciężarnej

Lekarzu, czytaj okólniki

Dlaczego zmieniłam zdanie odnośnie roli Ministerstwa Zdrowia i Konsultanta Krajowego do Spraw Ginekologii i Położnictwa oraz Konsultanta Krajowego do Spraw Perinatologii i wydawanych przez nich komunikatów przypominających o zasadach postępowania w określonych sytuacjach?

Standardy leczenia, wydawane czy to przez towarzystwa naukowe, czy w formie rozporządzenia, rodzą się w bólach. Uzgodnienie stanowisk między autorytetami z danej dziedziny medycyny trwa wieki. Często więc ostatni opublikowany „standard” pochodzi sprzed dobrych kilku lat, podczas gdy nauka medyczna idzie cały czas do przodu.

W tej sytuacji chyba rzeczywiście lepiej w przystępnej i dostępnej dla każdego formie przynajmniej publikować takie „przypomnienia”, jak komunikat przytoczony na początku? Może przeczyta tekst jakiś lekarz, który zdążył zapomnieć o tym, czego nauczył się na studiach i w trakcie specjalizacji? Może właśnie taki krótki „okólnik” zapadnie mu w pamięć i przyda się akurat wtedy, kiedy będzie potrzebny?

Na pierwszym miejscu: pacjentka

A może przeczyta to pacjentka zanim trafi do szpitala? W zaleceniach MZ* czytamy:

„Oczywistym jest, że pacjentka na każdym etapie prowadzenia ciąży musi być informowana o aktualnych ryzykach związanych ze zdrowiem i życiem.”

I jeszcze:

„Niezależnie od podjętej przez kobietę decyzji powinna być ona odnotowana w dokumentacji medycznej i poświadczona przez pacjentkę i lekarza specjalistę w zakresie położnictwa i ginekologii.”

 

Pacjentka świadoma swoich praw to bezpieczniejsza pacjentka. Pamiętajmy i nie wahajmy się domagać świadczeń zgodnych z aktualną wiedzą medyczną, i respektowania naszych praw.

 

*Cytaty z komunikatu MZ „Życie i zdrowie matki najważniejsze”.

Zbyt późno podjęta decyzja o cięciu cesarskim? Zła interpretacja KTG? Lekarz zignorował prośby położnej o kontrolę przebiegu porodu? Brzmi znajomo, prawda? Zwykle odpowiedzialnością za niedotlenienie dziecka przy porodzie obarczamy lekarza lub położną, prowadzących poród. Bywa jednak, że o wszystkim przesądza niewłaściwa organizacja procesu leczenia i prowadzenia porodu, czyli tzw. błąd organizacyjny.

Czasem nawet pozornie mało znaczące decyzje dyrekcji czy ordynatora mają niewspółmiernie duży wpływ na bezpieczeństwo pacjentów. Do najdziwniejszych, a zarazem najbardziej niebezpiecznych zaleceń, z jakimi się spotkałam, mogę zaliczyć na przykład takie:

Błąd organizacyjny (błąd medyczny)

Błąd organizacyjny w ochronie zdrowia to nieprawidłowe zorganizowanie procesu udzielania świadczeń zdrowotnych, które może negatywnie wpływać na efekty leczenia chorych. 

Błąd organizacyjny – kadrowy

Są i grubsze błędy, które niemal „gwarantują” bardzo poważne konsekwencje dla życia i zdrowia rodzącej i dziecka. W jednej ze takich spraw, zakończonej w 2017 roku przed SO w Łodzi, sąd uznał, że pacjent nie może ponosić konsekwencji złej organizacji pracy szpitala. Chodziło o brak anestezjologa. Ginekolog nie przeprowadził cięcia cesarskiego, bo jedyny obecny w szpitalu anestezjolog był zajęty przy innej pacjentce. Użył więc kleszczy. Rodząca doznała poważnych obrażeń. Uszkodzono macicę, moczowody, doszło do krwotoku. Ostatecznie konieczne było usunięcie macicy. Biegli uznali, że gdyby anestezjolog był osiągalny, możliwe było wcześniejsze rozwiązanie ciąży drogą cięcia. Pacjentka miałaby wówczas większe szanse, by wyjść z porodu bez szwanku.

Inny przykład to brak przy porodzie neonatologa. W przypadku porodu w ciąży patologicznej przy porodzie powinien być lekarz położnik i lekarz neonatolog. Zadaniem neonatologa jest ocena dziecka natychmiast przy porodzie i szybka pomoc. Jeśli noworodek bezpośrednio po urodzeniu nie oddycha samodzielnie, jest wiotki, bez odruchów noworodkowych, z sinicą obwodową, ze zwolnioną akcją serca – to błąd organizacyjny w postaci braku neonatologa jest szczególnie rażący.

Odpowiedzialność za błąd organizacyjny

Błąd organizacyjny obciąża przede wszystkim szpital, oczywiście w zakresie odpowiedzialności cywilnej. Czyli to szpital i jego ubezpieczyciel mają obowiązek zapłacić pacjentowi odszkodowanie za błąd medyczny, do którego doszło na skutek wadliwej organizacji procesu udzielania świadczeń leczniczych.

Odpowiedzialność za błąd organizacyjny

Odpowiedzialność za błąd organizacyjny

Czy i kto odpowie za błąd organizacyjny na drodze karnej? Teoretycznie za osobę odpowiedzialną za błąd organizacyjny może być uznany dyrektor, kierownik kliniki czy ordynator. Czyli osoba, która ma w zakresie obowiązków kierowanie danym odcinkiem.  Niestety, błąd organizacyjny to istota jedynie 1 % spraw o błędy medyczne prowadzonych przez prokuraturę. Piszę niestety, bo mam przekonanie, że w zbyt wielu sprawach prowadzi się śledztwo i stawia zarzuty jedynie osobom, które są niejako na końcu łańcucha pokarmowego. A problem w rzeczywistości tkwi znaczne głębiej.

Dlaczego tak niewiele śledztw toczy się przeciwko zarządzającym? Odpowiedź jest prosta, wynika ze specyfiki prawa karnego. Bardzo trudno jest przypisać negatywny skutek dla życia i zdrowia pacjentów osobom zarządzającym. Trzeba byłoby udowodnić, że gdyby np. dyrektor szpitala właściwie zorganizował proces leczenia, to dałoby się uniknąć szkody na zdrowiu pacjenta. Przy naszym poziomie opinii biegłych, którzy potrafią rozmyć odpowiedzialność nawet w najprostszych sprawach, niestety tego „nie widzę”.

 

Koniec roku pełen nadziei?

Jolanta Budzowska22 grudnia 2021Komentarze (0)

Zwykle koniec roku składnia do refleksji i podsumowań, a ten rok – jeśli o mnie chodzi – szczególnie. Nie da się przejść obojętnie obok sprawy śmierci Pani Izabeli z Pszczyny. Toczy się postępowanie karne, każdy dzień przynosi nowe informacje i ustalenia. Niezmienne i przerażające jest tylko jedno: do tej śmierci nigdy nie powinno było dojść. Podtrzymuję to, co napisałam już na samym początku całej sprawy. Zawinili lekarze, ale też i zawiniło złe prawo.

Lekarze nie działali zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Popełnili błąd medyczny, na który złożyło się szereg nieprawidłowych decyzji i przerażająco zwyczajna w swoim okrucieństwie bierność. Obojętność wobec powolnej agonii płodu. Nieudzielenie pomocy pacjentce, która tej pomocy potrzebowała, by przeżyć.

To jednak nie wszystko. Jedną z przyczyn, dla których lekarze zachowali się tak, a nie inaczej, było złe prawo. Złe, niejasne prawo, które można zinterpretować w zależności od tego, skąd zawieje polityczny wiatr.

Atmosfera nagonki na lekarzy, którzy nie boją się głośno mówić o tym, że czasem aby uratować życie matce, trzeba terminować ciążę, jest przykładem takiego wiatru od wschodu. Koniec roku upłynie więc z jednej strony na oczekiwaniu na zakończenie śledztwa w sprawie śmierci Pani Izabeli, a z drugiej na dobry, zachodni wiatr.

Chciałabym mimo wszystko, żeby ten post był optymistyczny.

Co zatem optymistycznego mogę napisać? Może to, że  kiedy ktoś prosi mnie o pomoc, to odkąd jestem prawnikiem wiem, że zrobię wszystko, żeby pomóc osobie, która się do mnie zwraca.

Nie zawsze za śmierć kobiety po porodzie odpowiada personel medyczny. Ale zrozpaczony mąż i ojciec dwojga dzieci, w tym obecnie dwumiesięcznego niemowlaka, zasługuje – dla siebie i dla dzieci-  na to, żeby wyjaśnić okoliczności nagłego zgonu żony.

I żeby uzyskać odszkodowanie, które zabezpieczy przyszłość dzieci, jeśli jego podejrzenia są słuszne.

Na zdjęciu: prezent od Lekarki z powołania

Na zdjęciu: wyjątkowy prezent od Lekarki Z Powołania

A gdzie ten optymizm?

Jeśli moja ocena sprawy będzie trafna, to wierzę, że gdzieś na końcu tej drogi, jaką idę wspólnie z każdym klientem, czeka sprawiedliwy wyrok. A sprawiedliwy wyrok, jak ten, który niedawno zapadł w prowadzonej przez kancelarię BFP sprawie błędu okołoporodowego, daje poszkodowanym – oprócz zadośćuczynienia – spokój ducha i poczucie, że zrobili wszystko, co należało.

O wyroku można przeczytać tutaj: „Wyrok w sprawie błędu okołoporodowego – ponad 2 mln. zł. rekompensaty”.

***

Gdyby ktoś był zainteresowany bliżej sprawą Pani Izabeli, to zamieszczam linki do kilku moich wypowiedzi:

„Nieludzkie prawo trzeba zmienić”

„Nie wiem, co siedziało w głowach lekarzy”

„Lekarze powinni wcześniej interweniować”

Rozmowa Piaseckiego TVN24

„Jolanta Budzowska: miał miejsce błąd medyczny”

A tu szerszy wywiad: „Takich spraw, jak historia Izabeli z Pszczyny jest więcej”

Odpowiedzi na pytanie: „Czy pielęgniarka lub lub lekarza mogą kłamać, przesłuchiwani jako świadkowie w prokuraturze lub w sądzie?” poszukamy dziś wspólnie z praktykami. 

Na kanwie Uchwały SN z dnia 8 listopada 2021 r. wydanej w składzie 7 sędziów, której nadano moc zasady prawnej (sygn. I KZP 5/21), rozmawiam na ten temat z prokuratorem Waldemarem Starzakiem ze Stowarzyszenia Lex Super Omnia. Na końcu wywiadu zamieszczam też wypowiedzi ekspertów, prawników zajmujących się na co dzień obroną medyków.

***

Jolanta Budzowska: To zacznijmy bez zbędnych wstępów: czy lekarz, pielęgniarka lub położna mogą kłamać, zeznając w sprawie o błąd medyczny?

Waldemar Starzak: Nie mogą, bo każdy kogo wezwie prokurator lub sąd, ma obowiązek zeznawać zgodnie z posiadaną wiedzą i niczego nie ukrywać, co wynika z 233§1 kk*. Za składanie fałszywych zeznań grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Nie można też zapominać o odpowiedzialności karnej wynikającej z art. 233§1a kk, a więc za złożenie fałszywych zeznań przez osobę, która zeznaje nieprawdę obawiając się grożącej mu odpowiedzialności karnej. Za to przestępstwo grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.

„Uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 9 listopada 2021 r., sygn. akt I KZP 5/21”
Nie popełnia przestępstwa z art. 233 § 1a k.k. świadek składający fałszywe zeznanie z obawy przed grożącą mu odpowiedzialnością karną, jeśli — realizując prawo do obrony — zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, nie wyczerpując jednocześnie swoim zachowaniem znamion czynu zabronionego określonego w innym przepisie ustawy.

J.B.: Teoretyczny obowiązek mówienia prawdy to jedno, ale czy zawsze za mówienie nieprawdy grozi kara?

W.S.: Nie zawsze. Czasem zeznawanie nieprawdy może być elementem szeroko pojętego prawa do obrony. Oczywiście, nie powinno się tego robić, bo zgodnie z art. 183 §1 kk świadek może się uchylić od odpowiedzi na konkretne pytanie, jeśli uzna, że udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić jego lub osobę mu najbliższą na odpowiedzialność karną.

Wystarczy sama obawa świadka. Wtedy może powiedzieć: „przepraszam, ale odpowiedź na to pytanie może mnie narazić na odpowiedzialność karną, więc odmawiam na nie odpowiedzi”. I tak powinno to być zaprotokołowane w protokole przesłuchania wraz z treścią zadanego pytania. Tak, żeby organ procesowy też mógł dokonać oceny tej sytuacji.

J.B.: Świadka oczywiście uprzedza się o tym, że może odmówić odpowiedzi na pytania, które mogłyby skutkować odpowiedzialnością karną?

W.S.: To oczywiście zależy od organu wykonującego czynności, bo nie ma przepisu, który wprost nakazywałby pouczenie o tym każdego świadka. Decyduje sytuacja, dany stan faktyczny.

Czasem przecież świadek w sprawie nie ma żadnego związku z głównym wątkiem, tzn. z pewnością nie będzie mu postawiony zarzut błędu medycznego, bo na przykład jest członkiem rodziny pokrzywdzonego lub pracownikiem placówki medycznej, który nie brał udziału w procesie diagnostycznym lub terapeutycznym. Takiej osoby się nie poucza o prawie odmowy odpowiedzi na pytanie.

J.B.: Czy pouczenie, udzielone przez organ procesowy, zmienia coś w sytuacji świadka?

Na przykład, czy gdy świadek jest pouczony, a zatem powinien i może odmówić odpowiedzi na pytanie, które jest dla niego niebezpieczne, a mimo to decyduje się nie milczeć, a kłamać, nadal może być bezkarny?

W.S.: Pouczenie lub jego brak zasadniczo nie ma wpływu na potencjalną odpowiedzialność. Zresztą teraz informacja o prawie odmowy udzielenia odpowiedzi na poszczególne pytania jest elementem długiego formularza pouczeń o uprawieniach, który świadek dostaje przed przesłuchaniem. Sam świadek musi ocenić, czy powinien skorzystać z prawa do odmowy udzielenia odpowiedzi.

Istotne jest to, że ktoś zeznaje jako świadek. Jeśli lekarz kłamie w fazie postępowania in rem, a następnie w przyszłości zmieni się jego status i zostaną mu w tym samym postępowaniu postawione zarzuty np. popełnienia błędu medycznego, to nie będzie odpowiadał za fałszywe zeznania złożone na wcześniejszym etapie, kiedy był świadkiem, bo jego zeznania i uzyskane informacje nie będą mogły być brane pod uwagę i wykorzystywane w procesie.

Wtedy uznaje się, że wcześniej też korzystał ze swojego prawa do obrony, mimo że procesowo był tylko świadkiem. Taka osoba nie może mieć postawionego zarzutu składania fałszywych zeznań. To oczywiście nie dotyczy sytuacji, kiedy te zeznania wyczerpują znamiona innego przestępstwa.

Sytuacja komplikuje się, gdy ktoś kłamie zeznając jako świadek, bo wydaje mu się, że grozi mu odpowiedzialność karna za błąd medyczny, ale koniec końców nie staje się podejrzanym w sprawie o błąd. Wtedy jego brak odpowiedzialności za składnie fałszywych zeznań już nie jest taki oczywisty.

J.B.: No dobrze, to przeanalizujmy to na przykładzie. Wyobraźmy sobie taką sytuację: mamy dwóch świadków – pielęgniarki, w tym samym postępowaniu o błąd medyczny. Obie panie składając zeznania w prokuraturze kłamią co do tego, jak wyglądało leczenia pokrzywdzonego pacjenta.

Jednej z nich następnie prokuratura stawia zarzut z art. 160 kk – narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, drugiej nie stawia w ogóle zarzutów, nie jest podejrzaną w sprawie.

Czy któraś z nich odpowie za składanie fałszywych zeznań?

W.S.: Za składanie fałszywych zeznań w tej sytuacji zostanie najprawdopodobniej oskarżona druga z pielęgniarek.

Co do pierwszej pielęgniarki, to jej zeznania zostaną wyeliminowane z materiału dowodowego, ponieważ powinno się uznać, że korzystała ze swojego konstytucyjnego prawa do obrony (art. 42 ust. 2 Konstytucji RP). Na takich zeznaniach na przykład nie mogą się też opierać biegli. Nie mogą one być podstawą do ustaleń dowodowych w procesie.

Kiedy sprawa wejdzie w fazę ad personam, czyli pierwszej pielęgniarce prokurator postawi zarzuty, i ona zdecyduje się składać wyjaśnienia, to oczywiście te wyjaśnienia podejrzanej będą już pełnoprawnym materiałem dowodowym. Co więcej, te wyjaśnienia mogą być nawet sprzeczne z poprzednio złożonymi zeznaniami, kiedy obecna podejrzana była tylko świadkiem.

J.B.: Rozumiem, że konstytucyjne prawo do obrony członków personelu medycznego nie rozciąga się na prawo do fałszowania dokumentacji medycznej?

W.S.: Jeśli lekarz lub pielęgniarka dokona nieprawdziwych wpisów w dokumentacji medycznej, a następnie zostaną takiej osobie postawione zarzuty dotyczące błędu medycznego, to mamy zupełnie inną sytuację niż przy składaniu fałszywych zeznań.

Dokumentacja medyczna jest dowodem materialnym. Jeżeli w procesie uprawdopodobni się lub wykaże, że dokument, który funkcjonuje jako dowód rzeczowy jest podrobiony, przerobiony, poświadczający nieprawdę, to mamy kwestię niezależnej odpowiedzialności za ten czyn. Niezależnej od odpowiedzialności za sam błąd medyczny.

Czyli taki lekarz, jeśli mu wykażemy, że on na przykład poświadczył nieprawdę, a więc wpisał nieprawdziwe dane do dokumentacji papierowej lub prowadzonej w formie elektronicznej, przy założeniu, że jest on osobą uprawnioną do wystawienia takiego dokumentu, będzie odpowiadał z art. 271 kk.

Albo jeżeli wykażemy lekarzowi, że przerobił uprzednio wytworzony, prawdziwy dokument, albo dokonywał zmian w systemie elektronicznej dokumentacji szpitalnej, to będzie odpowiadał z art. 270 kk, a więc za fałszowanie dokumentacji medycznej, na przykład historii choroby.

Na marginesie: zmiany w dokumentacji elektronicznej można w dość prosty sposób wykazać opinią biegłego z zakresu informatyki, który stwierdzi, kto i kiedy dokonywał zmian i posługując się jakim loginem.

J.B.: Czyli odpowiedzialność za fałszowanie dokumentacji medycznej jest niezależna od odpowiedzialności za błąd medyczny?

W.S.: Tak, jedna osoba może odpowiadać w tej samej sprawie i za fałszowanie dokumentacji medycznej, i za błąd medyczny. Zdarza się, że lekarzowi, który dostanie podstawowy zarzut o szeroko rozumiany błąd medyczny, stawia się dodatkowo – nawet w ramach nawet tego samego postępowania – zarzut z art. 271 kk lub 270 kk.

Tego typu strategia dla mnie ma też pewien dodatkowy, istotny walor: jako prokurator mogę wskazywać sądowi, że niewątpliwie musiało tam „coś być” z tym błędem medycznym, skoro pan doktor zdecydował się na fałszowanie dokumentacji lub poświadczanie nieprawdy. Być może nie uda nam się dotrzeć do pierwotnej wersji dokumentu, bo tak się może zdarzyć, ale jest już przynajmniej wykazane, że po coś to robił. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś fałszuje dokumentację nie mając motywacji. Wiadomo, że zwykle pragnie coś ukryć.

Normalnie przyjmujemy, że dokumentacja wiernie odzwierciedla proces leczenia, zatem jeśli ktoś ją fałszuje, a przecież wiemy, że takie sytuacje bywają, to przecież robi to z określonych pobudek.

Dziękuję za rozmowę!

***

Sławomir Mrożek "Dziennik powrotu"

Sławomir Mrożek „Dziennik powrotu”

O fałszowaniu dokumentacji możesz przeczytać w innych moich wpisach na blogu, m.in.:

„Fałszowanie dokumentacji, tuszowanie błędów…”

*

„Fałszowanie dokumentacji medycznej – badanie KTG”

*

„Kłamią świadkowie, kłamią biegli”

*

Komentarze praktyków – obrońców lekarzy, pielęgniarek i położnych w procesach karnych i przed organami samorządu zawodowego

Mec. Oskar Luty:

W naszym prawie (i we wszystkich nowoczesnych systemach prawnych) obowiązuje zasada, że podejrzany lub oskarżony może milczeć i nie musi składać wyjaśnień, które przemawiałaby za koniecznością skazania go za przestępstwo.

No ale czy dałoby się skorzystać ze świetnego wytrychu – tzn. wezwać lekarza do złożenia zeznań nie jako podejrzanego lecz … jako świadka (a więc bez ścisłych gwarancji prawa do obrony)? Każdy świadek ma obowiązek mówić tylko i wyłącznie prawdę. Za skłamanie grozi do 8 lat więzienia. Recepta prosta: wziąć lekarza na spytki, zagrozić wysoką karą za zeznanie nieprawdy i wymusić przyznanie, że popełnił błąd medyczny. Czy to możliwe?

Już na studiach uczyłem się, że taka „kombinacja” jest bezprawna i nieetyczna. Świadek postawiony w tak dramatycznej sytuacji ma prawo przemilczeć okoliczności, których ujawnienie byłoby równoznaczne z przyznaniem się do przestępstwa lub – jeżeli to koniecznie – zanegować takie okoliczności (=skłamać!). Reguła ta nigdy nie była spisana w formie przepisu, ale jasno wynikała z orzecznictwa sądowego.

Problem pojawił się w 2016 r., gdy wprowadzono nowy art. 233 par. 1a kk, zgodnie z którym świadek zeznający nieprawdę z obawy przed karą może liczyć wyłącznie na… złagodzenie kary (z maks. 8 do maks. 5 lat). Treść przepisu zmierzała – dość przewrotnie – do wprowadzenia „tylnymi drzwiami” obowiązku samooskarżenia.

Na szczęście dla spójności naszego systemu prawnego, do tej trudnej kwestii odniósł się kilka dni temu Sąd Najwyższy (uchwała 7 sędziów, sygn. I KZP 5/21). SN stwierdził, że nie popełnia przestępstwa świadek składający fałszywe zeznanie z obawy przed grożącą mu odpowiedzialnością karną, jeśli — realizując swoje prawo do obrony — zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę. Granicę „prawa do skłamania we własnej obronie” Sąd postawił klarownie: broniąc się fałszem, nie wolno popełnić innego przestępstwa, czyli np. bezpodstawnie wskazywać na niewinną osobę, fałszować lub niszczyć dowody przestępstwa (np. dokumentację medyczną) itp.

Mec. Radosław Tymiński:

Na wstępie zaznaczam, że pomijam kwestie proceduralne, związane z uprawnieniem SN do wydania uchwały (uchwała 7 sędziów, sygn. I KZP 5/21) w tej sprawie, bo to trochę odrębny problem.

Krótko przypominając, nowelizacji art. 233 dokonano w 2016 r. Dodanie § 1a, który penalizował kłamanie świadka w obronie własnej, miało na celu przekreślenie jednolitej linii orzeczniczej, utrwalonej uchwałą całej Izby Karnej SN zgodnie z którą: „Nie popełnia przestępstwa fałszywych zeznań (art. 233 § 1 kk) kto umyślnie składa nieprawdziwe zeznania dotyczące okoliczności mających znaczenie dla realizacji jego prawa do obrony (art. 6 kpk**)” (uchwała z 20 września 2007 r., I KZP 26/07).

Uchwała ta była wyrazem przekonania, że prawo do obrony może być realizowane jeszcze przed przedstawieniem zarzutów. Należy dodać, że uchwała ta uwzględniała dorobek orzeczniczy Trybunału Konstytucyjnego, który prawo do obrony traktował bardzo szeroko (np. wyrok z 17 lutego 2004 r., SK39/02). W związku z treścią art. 233 § 1a k.k. kwestia kłamania w obronie własnej powróciła z całą mocą w sprawie, którą teraz rozpatrywał SN. Powstało bowiem pytanie, czy można obywatelowi nakazywać samooskarżenie, do czego de facto sprowadza się przepis art. 233 § 1a k.k.

Moim zdaniem słusznie SN wskazał, że jest to nie do pogodzenia z konstytucyjnym prawem do obrony, które – podkreślam – może realizować się jeszcze przed przedstawieniem zarzutów.

Obecnie mamy jednak nowy problem: nadrzędności norm prawnych. Nie jest do końca jasne, czy zasada prawa ustalona przez SN ma większą moc prawną niż przepis ustawy, który wprost zawiera inną treść niż zasada prawna ustalona przez SN. Uważam, że nikogo nie można zmusić do samooskarżenia się, jednakże to, czy kłamanie w obronie własnej będzie rzeczywiście bezkarne, dopiero wyjaśni praktyka, która powstanie na kanwie art. 233 § 1a k.k. i ostatniej uchwały SN w tym przedmiocie.

Mec. Łukasz Chmielniak:

Nie będę ukrywał, że z dużą satysfakcją przyjąłem uchwałę 7 sędziów SN z 9 listopada bieżącego roku. Sąd Najwyższy wskazał w niej, że nie popełnia przestępstwa z art. 233 § 1a k.k. świadek składający fałszywe zeznania z obawy przed grożącą mu odpowiedzialnością karną, jeżeli realizując prawo do obrony zeznaje nieprawdę lub prawdę zataja.

W uchwale tej SN odniósł się do przepisu art. 233 § 1 a k.k., który został wprowadzony do Kodeksu karnego w 2016 r. Zaistnienie tego przepisu w polskiej przestrzeni prawnej było delikatnie rzecz ujmując zdarzeniem kontrowersyjnym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że przepis ten uderzał w konstytucyjne prawo do obrony. Prawo, które jest niezależne od statusu procesowego konkretnej jednostki. Wydaje się bowiem, że prawo to powstaje z momentem popełnienia czynu zabronionego, przysługuje więc sprawcy takiego czynu niezależnie od tego w jakiej roli występuje w procesie. Nie jest więc istotne czy sprawca jest świadkiem, podejrzanym, czy oskarżonym, w każdym bowiem przypadku powinien mieć możliwość obrony własnych interesów.

Ów przepis w praktyce procesowej jest chętnie wykorzystywany przez organy ścigania. Wygląda to tak: osoba, która jest sprawcą czynu zabronionego, będąc przesłuchiwana w procesie karnym w charakterze świadka złapana jest w swoisty potrzask, pozbawiona jest bowiem możliwości skłamania w swojej obronie. Jeżeli powie prawdę, narażona jest na odpowiedzialność karną za popełniony czyn, jeżeli broniąc się skłamie lub prawdę zatai, naraża się na odpowiedzialność karną za składanie fałszywych zeznań. Regulacja kodeksowa sprowadza się więc do powiedzenia „jak nie kijem go, to pałką”.

Wspomniana wcześniej uchwała SN wydaje się powyższą kwestię normalizować. W jej świetle sprawca czynu zabronionego będąc słuchany w procesie karnym w charakterze świadka ma bowiem możliwość realizowania przysługującego mu prawa do obrony, a co za tym idzie broniąc się nie musi mówić prawdy. Jeżeli bowiem zezna nieprawdę co do jego udziału w inkryminowanym zdarzeniu lub tę prawdę zatai, nie będzie ponosił z tego tytułu odpowiedzialności karnej.

Jako obrońca reprezentujący moich Klientów w procesach karnych uważam tę uchwałę nie tylko za słuszną, ale także za bardzo istotną w perspektywie praktyki procesowej.

***

*kk, czyli Kodeks Karny

** kpk czyli Kodeks Postępowania Karnego

Wstrząs septyczny

Jolanta Budzowska30 października 2021Komentarze (0)

W 2012 roku w Irlandii zmarła Savita Halappanavar, stomatolog, Hinduska mieszkająca w Irlandii. Personel medyczny szpitala uniwersyteckiego w Galway odrzucił jej prośbę o aborcję po niecałkowitym poronieniu, tłumacząc, że spełnienie jej prośby byłoby niezgodne z prawem irlandzkim. Przyczyną śmierci Halappanavar stał się wstrząs septyczny. 

 

***

Dalej możesz poczytać, albo… posłuchać:

***

Jak podaje wikipedia:

„Personel medyczny odmówił wykonania zabiegu tłumacząc, że wciąż bije serce płodu, a także dlatego, że Hinduska mieszka w kraju katolickim. Została odesłana do domu, jednak jej stan się pogarszał. Dyżurny ginekolog poinformował Hinduskę, że poroni. Także nie zgodził się na przerwanie ciąży, pomimo świadomości, że dziecko urodzi się martwe. 24 października Halappanavar urodziła martwą córkę, po czym zapadła w śpiączkę. Następnie wywiązało się u niej zakażenie krwi.” 

Dlaczego o tym piszę?

W postępowaniu sądowym w Irlandii udowodniono personelowi medycznemu popełnienie błędów medycznych: nieprawidłową reakcję na objawy sepsy i błędną ocenę sytuacji. 

Wiele osób jednak uważało, że na zachowanie lekarzy wpłynął tzw. efekt mrożący, czyli powstrzymanie się od działań zgodnych z zasadami wykonywania zawodu ze względu na zagrożenie konsekwencjami prawnymi. Prawo irlandzkie zezwalało bowiem na aborcję wyłącznie w przypadku zagrożenia życia matki, jednak było na tyle niejasne, że zniechęcało wielu lekarzy do przeprowadzania zabiegu. Brzmi znajomo?

Irlandia a sprawa polska

W ostatnim czasie trafiły do mnie dwie bardzo podobne sprawy. W obu źródłem zagrożenia życia dla kobiet w ciąży był wstrząs septyczny, związany z przedwczesnym odpłynięciem wód płodowych przed 23 tygodniem ciąży. Obie pacjentki straciły ciążę. Jedna z nich zmarła. Druga z kobiet przeżyła, ale przez długi czas walczyła o życie. Usunięto jej macicę i nerkę. Czy wstrząs septyczny sam w sobie jest tak groźną sytuacją, czy też nie zrobiono wszystkiego, by mu zapobiec? Wydaje się, że i jedno, i drugie.

PPROM jako źródło zakażenia

Jednym ze źródeł wstrząsu septycznego w położnictwie jest przedwczesne pęknięcie błon płodowych przed terminem – PPROM (preterm premature rupture of membranes). 

W przypadku rozpoznania przedwczesnego pęknięcia błon płodowych możliwe są dwie strategie postępowania: postępowanie zachowawcze i aktywne. Dobór odpowiedniego sposobu postępowania zależy m.in. od wieku ciążowego, w którym doszło do przedwczesnego pęknięcia błon płodowych. 

Wariant zachowawczy PPROM a ryzyko wstrząsu septycznego

Wariant zachowawczy w przypadku PPROM polega na hospitalizacji ciężarnej oraz cyklicznym monitorowaniu stanu matki i płodu. Chodzi o to, żeby jak najwcześniej wykryć cechy rozpoczynającego się zakażenia wewnątrzowodniowego. I zapobiec sepsie.

Monitorowanie płodu jest konieczne. Kiedy ilość wód płodowych jest śladowa lub płynu owodniowego nie ma wcale, płód jest niedotleniony, najczęściej w wyniku mechanicznego ucisku na pępowinę. 

Kryteria rozpoznania zakażenia

Kryteria kliniczne oraz laboratoryjne umożliwiające rozpoznanie zakażenia wewnątrzowodniowego u ciężarnej to: 

1. temperatura ogólna ciała >37,8°C, 

2. tętno matki ≥100 uderzeń serca/min, 

3. tętno płodu – FHR ≥160 uderzeń serca/min, 

4. nieprawidłowy zapach płynu owodniowego, 

5. leukocytoza >15 G/l, 

6. przesunięcie obrazu rozmazu krwi obwodowej w stronę lewą – wzrost stężenia 

granulocytów obojętnochłonnych 

7. CRP ≥ 25 mg/l. 

Wstrząs septyczny – wyścig z czasem

Kiedy postępowanie zachowawcze nie przynosi efektów i dochodzi do rozwoju sepsy, rozpoczyna się wyścig z czasem. Od zakażenia do sepsy niedaleka droga. Sepsa może z kolei prowadzić do wstrząsu septycznego i niewydolności wielonarządowej, jeżeli proces ten nie zostanie przerwany

Odsetek umieralności matczynej związanej z zakażeniami w Stanach Zjednoczonych wynosi 12,7%. 6% spośród tego odsetka stanowią przypadki sepsy. Najnowsze dane wskazują, że zakażenia są obecnie trzecią pod względem częstości występowania przyczyną śmierci matek.

Wstrząs septyczny – jak zapobiec śmierci ciężarnej? 

Lekarze jednogłośnie wskazują, że podstawowym krokiem w leczenie wstrząsu septycznego w położnictwie jest opróżnienie jamy macicy. Nawet, jeśli płód, mimo odpłynięcia wód płodowych, żyje. Problem polega na tym, że zgodnie z polskim prawem (wyrok TK z dnia 22.10.2020 r. ) opróżnienie jamy macicy, gdy płód żyje, jest traktowane jako przerwanie ciąży. W opisywanej sytuacji mogłoby być dokonane w przypadku, gdyby lekarz uznał, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej. 

I tu wracamy do punktu wyjścia. Na którym etapie w przypadku wystąpienia PPROM przed 23 tygodniem ciąży, i pod jakimi warunkami, lekarz może bezpiecznie z punktu widzenia swojej ewentualnej odpowiedzialności karnej uznać, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej? 

Jedno jest jednak pewne: bezpieczeństwo prawne lekarza i jego dylematy wynikające z nieznajomości prawa nigdy nie mogą być stawiane ponad życiem i zdrowiem pacjenta.