Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Dwa dni przed terminem drugiego porodu dziecko zmieniło położenie na miednicowe pośladkowe.

Rozpoczęły się skurcze przepowiadające, więc rodząca pojechała do szpitala. Lekarz prowadzący ciążę powiedział jej, że prawdopodobnie konieczne będzie cięcie cesarskie. W USG przy przyjęciu do szpitala masę płodu określono na 3857 g wg Sheparda, 3400 g wg Grannuma, a lekarz rezydent w dekursus wpisał ostatecznie na podstawie wydruku z badania, że szacowana waga to 3973 g informując jednocześnie rodziców, że może to być +/- 20 %.

Lekarz dyżurny podjął jednak decyzję o prowadzeniu porodu siłami natury. Biegli stwierdzili, że było to „pierwotne uchybienie”. Analiza sytuacji położniczej nie stwarzała podstaw do jednoznacznego przyjęcia, że „rodzenie dołem” nie stwarza zagrożenia dla płodu, a „niejasne wątpliwości w takiej ocenie winny spowodować odstąpienie od decyzji porodu siłami natury i rozwiązania ciąży cięciem cesarskim”.

Dziecko urodziło się martwe, ponieważ wystąpiły trudności przy urodzeniu barków, rączek i główki, a wydobywanie dziecka od momentu urodzenia się pośladków i tułowia trwało około kilkunastu minut. Chłopiec ważył 4510 g.

Lekarz dyżurny twierdził, że decyzję o prowadzeniu porodu siłami natury podjął w oparciu o swoje przekonanie, że masa płodu nie przekroczy 3500 g. Dodać należy, przekonanie powzięte w oparciu o wykonane przez innego lekarza USG – czyli lekarz  sam nie szacował wagi dziecka. Poprzestał na relacji niedoświadczonego, młodszego dyżurnego i pobieżne badanie rodzącej.

Zgodnie ze rekomendacjami  Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego,  nie było bezwzględnych wskazań do cięcia cesarskiego, ponieważ rodząca nie była pierworódką – choć poród siłami natury miał miejsce 6 lat wcześniej.  Były jednak tzw. wskazania elektywne: poród z położenia podłużnego miednicowego płodu może odbyć się drogami natury jedynie przy odpowiednich warunkach współmierności płodowo-miedniczej.

Lekarz powinien wybrać rozwiązanie najbardziej korzystne dla zdrowia i życia pacjentki oraz jej dziecka. Truizm. Czy w tym przypadku lekarz miał prawo podjąć tak ryzykowną decyzję bez jednoznacznej weryfikacji warunków do prowadzenia porodu siłami natury? Czy rzeczywiście przeanalizował „za” i „przeciw”, czy miał wszystkie potrzebne dane, czy też nadmiernie zaufał swojemu doświadczeniu czy przeczuciu, że będzie dobrze?

Za komentarz powinno wystarczyć „Stanowisko Departamentu Prawnego Ministerstwa Zdrowia z dnia 28.08.2007r. w sprawie wykonania cięcia cesarskiego na życzenie”: 

„W określonych sytuacjach – odnośnie do niektórych procedur – wykonanie przez lekarza zabiegu operacyjnego albo zastosowanie metody diagnostyki stwarzającej podwyższone ryzyko dla pacjenta wymaga pisemnej zgody pacjenta (art. 34 ust. 1 i 2 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty), nie zwalnia to jednak lekarza od odpowiedzialności za wybór metody leczenia jako błędu w sztuce lekarskiej.”

 

Kiedy pacjentka skarży ginekologa?

Jolanta Budzowska25 czerwca 20163 komentarze

Kiedy ginekolog popełnia błąd.

Ale nie chodziło o zabawę w „dziś pytanie – dziś odpowiedź”. Tytuł posta to tytuł konferencji, w której dziś uczestniczę (relacja jest on-line;-). Konferencja była dla ginekologów – to tygrysy lubią najbardziej:-)

Jeśli lekarze są uczeni, jak unikać najczęstszych błędów w diagnostyce USG – to mnie tematyka takiej konferencji bardzo interesuje. Dlaczego? Bo jednocześnie dowiaduję się jakie te błędy są… Łatwiej jest mi potem pod tym kątem weryfikować dokumentację medyczną.

Oczywiście, w ciągu jednodniowej konferencji nie zdobędę certyfikatu Sekcji Ultrasonograficznej Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i certyfikatu FMF. Na takiej konferencji mogę jednak poznać poglądy uznanych autorytetów z dziedziny ginekologii i położnictwa na temat na przykład pozapołożniczych wskazań do cięcia cesarskiego.  Mogę też się dowiedzieć, jak w praktyce sprawdzają się Rekomendacje PTG z 2015 roku w sprawie przesiewowej diagnostyki USG w ciąży o przebiegu prawidłowym.

Dużo ciekawych informacji. Dużo wskazówek dla lekarzy, jak nie prowadzić dokumentacji medycznej, bo nieprawidłowe zapisy lub niekompletna informacja może być podstawą roszczeń pacjentów.

Czy to źle, że lekarze są szkoleni pod kątem obrony przed skargami pacjentów? Nie, to bardzo dobrze. Bo tacy lekarze leczą staranniej, wiedzą jakich błędów w leczeniu powinni unikać.

Z takiego samego powodu to też dobrze, że dyrektorzy szpitali z uwagą słuchali na innej konferencji mojego ostatniego wystąpienia o postępowaniach z zakresu błędów medycznych, bo znając zagrożenie, może poprawią organizację szpitali pod kątem bezpieczeństwa pacjentów.

Czy wreszcie ja powinnam uczestniczyć w konferencjach dla lekarzy? Bywam na wykładach z zakresu zakażeń szpitalnych, na konferencjach Towarzystwa Chirurgów Polskich, a teraz ukrywam się nieco;-) wśród uczestników sympozjum ginekologicznego. Zdecydowanie tak! Polemika z biegłymi w procesie o błąd medyczny to nie przelewki, a wiedzy nigdy dosyć. Z podobnych przyczyn jestem regularnym czytelnikiem i fanką bloga mec. Radosława Tymińskiego, który specjalizuje się w obronie lekarzy, a Pan Mecenas – z tego co wiem, również podczytuje moje blogi:-)

Crème de la crème: po południu (nadal w ramach konferencji) idę na warsztaty na temat tego, jak sporządzać protokoły operacyjne:-)

Ten moment, kiedy sędzia uzasadniając ustnie wyrok stwierdza, że sporządzając pisemne uzasadnienie będzie korzystać przede wszystkim z pozwu, bo jest tak dobrze napisany…;-)

Równie rzadko się zdarza, żeby sąd uwzględnił w całości żądanie pozwu. Zwykle, nie wiedzieć czemu, sędzia czuje się w obowiązku „obciąć” mniej lub bardziej kwotę zadośćuczynienia, jaka jest wskazana w pozwie. Trochę tak, jakby jej akceptacja bez zastrzeżeń umniejszała rolę sądu.

Zadośćuczynienie ma być „odpowiednie”, ale oszacowanie tej „odpowiedniości” jest więc bardzo trudne. Nie ma dwóch identycznych sytuacji, a i analiza uzasadnień w podobnych  sprawach niewiele ułatwia.  Temu, dlaczego odpowiednie jest np. 100 tys. zł., a nie 200 tys. zł.,  sądy nie poświęcają w nich zbyt wiele miejsca.  Zwykle zamyka się to stwierdzeniem: „Żądaną przez powoda kwotę X należy uznać jednak za nadmiernie wygórowaną. W ocenie sądu odpowiednia w tej sytuacji będzie kwota Y”.

I bądź tu mądry.

Tym bardziej ucieszyłam się z dzisiejszego wyroku: 500 tys. zł. zadośćuczynienia z odsetkami,  pełne odszkodowanie oraz renta (też z odsetkami), a na okrasę koszty postępowania dla strony wygrywającej, czyli reprezentowanej przeze mnie dziewczynki! Dokładnie tyle, ile wskazaliśmy w pozwie. I jeszcze: sprawa w pierwszej instancji trwała niewiele ponad 3 lata, czyli raczej krótko. Sprawy o błąd przy porodzie należą do najbardziej skomplikowanych i prawie zawsze zajmują sądom więcej czasu.

Zeznania świadków też odbiegały od „typowego” standardu zeznań świadków szpitala w sprawie o błąd medyczny. Lekarze i pielęgniarki zwykle znają dokumentację medyczną niemal na pamięć. Tym razem położne zeznały jednak także o tym, czego nie było w dokumentacji…

Po badaniu KTG, które na całej długości wykazało milczącą oscylację tętna płodu, wezwany przez nie lekarz dyżurny nie zbadał matki małoletniej powódki, a jedynie zalecił budzenie płodu oraz podanie dwóch butelek płynu PWE i antybiotyku. Nic to nie dało. KTG w dalszym ciągu wskazywało milczącą oscylację. Taki stan przeciągał się w czasie. Trwały konsultacje z lekarzami. Decyzję o cięciu cesarskim podjęto po 2 godzinach, dopiero po tym, kiedy wystąpiła znaczna deceleracja (spadek) tętna płodu – do 70 uderzeń na minutę, która mimo upływu czasu nie wracała do normy.

Małoletnia powódka w momencie urodzenia nie wykazywała żadnych oznak życiowych; stan ogólny określony został jako bardzo ciężki. Wyciągnięta została z gęstych, zielonych wód płodowych. Ocena stanu zdrowia dziecka w skali Apgar wynosiła odpowiednio: 0 punktów w 1 minucie, 1 punkt w 5 minucie oraz 2 punkty w 10 minucie życia.

Dzisiaj najpoważniejszą konsekwencją przebytego niedotlenienia jest obustronny niedosłuch (w stopniu średnim) u dziecka. Jak stwierdziła biegła:

,,Analiza całości dokumentacji medycznej dotyczącej przebiegu okresu okołoporodowego, stanu zdrowia dziecka w pierwszych minutach życia, konsultacja kardiologiczna, neurologiczna wskazują, z dużym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że niedosłuch u małoletniej jest wyłącznie wynikiem ostrego niedotlenienia spowodowanego zamartwicą”.

Sąd – podobnie jak ja i rodzice dziecka – uznał, że odpowiednie zadośćuczynienie w tej sytuacji to 500 tys. zł. i zasądził tyle, ile żądaliśmy. Skoro ta kwota jest utrzymana w rozsądnych granicach,  a jednocześnie wynagradza w ocenie poszkodowanych krzywdę dziecka, to przecież nie ma powodu, aby silić się na – z założenia naciągane – uzasadnienie, że nie 500 tys. zł., a np. 450 tys. zł. albo 350 tys. zł… Prawda?

Wstęp będzie nieco przydługi, ale tych, którzy po przeczytaniu tytułu zastanowili się przez moment, czy na pewno trafili na ten blog, na który zamierzali, uspokoję, że tak. Trafili na bardzo dobry blog😉

Na youtubie łatwo można znaleźć film Konferencja Marka Gungora: „Czym się różni mózg mężczyzny od mózgu kobiety”. Ten film wiele tłumaczy.

Bo było to tak: oglądałam sobie spokojnie w TV jednym okiem mecz piłkarski Polska – Ukraina. To nie było być albo nie być dla Polski, a kibic piłki nożnej ze mnie raczej średni. Niemniej jednak zawsze, gdy Polacy w coś grają, adrenalina mi znacząco rośnie. Wyszłam więc z założenia, że aby nadmiernie i w sposób szkodliwy dla zdrowia nie pochłonęła mnie akcja na boisku, drugim okiem przeglądnę sobie Rzeczpospolitą.

To, że robienie dwóch rzeczy na raz nie jest czymś niezwykłym dla kobiety, także dla kobiety-prawnika, objaśnia wyczerpująco wspomniany Mark Gungor. Od skojarzenia do skojarzenia, w Rzeczpospolitej jest zwykle sporo o podatkach. A jak o podatkach i prawie, to moje myśli niemal zawsze wędrują do spraw związanych z błędami medycznymi.

W meczu 1:0 dla Polski.

W tym momencie już do końca upewniłam się, że moje wsparcie mentalne nie jest naszym chłopakom dłużej potrzebne. Za to poszkodowanym na skutek błędów medycznych i owszem.

I tak możemy przejść płynnie do sedna, czyli do kwestii podatku dochodowego od  rekompensaty finansowej za błąd medyczny. W kilku słowach:

  • kwoty odszkodowania lub zadośćuczynienia otrzymane za błąd medyczny na podstawie wyroku lub ugody sądowej są zwolnione od podatku dochodowego;
  • odszkodowania za błąd lekarski wynikające z zawartych umów lub ugód innych niż ugody sądowe podlegają opodatkowaniu – czyli na przykład ugody pozasądowe zawarte z ubezpieczycielem lub szpitalem przed wytoczeniem procesu;
  • co do zadośćuczynienia – jest dyskusyjne, czy w razie wypłaty na podstawie ugody pozasądowej też należy się od nich podatek (bo przepis mówi jedynie o odszkodowaniu);
  • jeśli poszkodowany nie zawarł żadnej ugody, bo ubezpieczyciel lub szpital dobrowolnie wypłacił całość lub część odszkodowania lub zadośćuczynienia za błąd medyczny, istnieje co najmniej wątpliwość, czy otrzymane przez poszkodowanego kwoty nie są przypadkiem opodatkowane;
  • od zasądzonych odsetek podatek dochodowy się należy (to są tzw. „przychody z innych źródeł”).

Oczywiście, to tylko główne reguły. Pojawiają się różne interpretacje i wyroki sądów administracyjnych, ale prawo podatkowe to grząski grunt i należy się po nim poruszać ostrożnie.

Gdy pomyślę, że dla polskiego fiskusa OK jest jedynie ugoda zawarta przed sądem (najczęściej podpisana po kilku latach i uzyskaniu kosztownych opinii biegłych), a nie jest OK ugoda zawarta po tym, jak szpital i jego ubezpieczyciel dobrowolnie uznają swój błąd medyczny i zaproponują pacjentowi polubowne załatwienie sporu, jeszcze zanim sprawa trafi do sądu – to nóż mi się w kieszeni otwiera.

O co chodzi? O to, żeby poszkodowanych pchać do sądu? Żeby tych, którzy za namową ubezpieczycieli podpisali ugodę pozasądową zaskakiwać podatkiem dochodowym od otrzymanego odszkodowania?

I tak poziom adrenaliny mi mimo woli wzrósł. A Polacy utrzymali wynik do końca meczu.

Wychodzimy z grupy! Brawo!

 

Gdyby zapytać tzw. przypadkowego przechodnia, jaki przedmiot jest najbardziej charakterystyczny dla prawnika procesowego, to stawiam, że najczęstsze odpowiedzi byłyby takie: toga, kodeks, aktówka, długopis (?).

Pudło:-)! Prawidłowa odpowiedź brzmi: walizka na kółkach, zawierająca kilka solidnych tomów akt, ważąca znacznie powyżej 10 kg. Trzeba mieć kondycję, żeby prowadzić sprawy sądowe o błąd medyczny, bo często sama niezbędna na sali rozpraw dokumentacja medyczna liczy kilkaset stron.

Po kilku dniach rozpraw w różnych miastach Polski przyszedł więc czas na wypoczynek, a konkretnie  połączenie przyjemnego z pożytecznym. Najpierw konferencja u Rzecznika Praw Obywatelskich na temat: „Wybrane aspekty praw człowieka a bioetyka. Zgoda na zabieg.” (o zgodzie napiszę innym razem, bo to niezwykle ważna dla pacjentów kwestia), a potem wykład dla dyrektorów szpitali w Krynicy Górskiej. Mówiłam o tym, co szpitale powinny brać pod uwagę przy zakupie polisy ubezpieczeniowej odpowiedzialności cywilnej, czyli z grubsza rzecz ujmując, opowiadałam o tym, jakie wyroki zapadają i dlaczego. Wygłaszania wykładów podejmuję się tylko wyjątkowo, bo najchętniej zapraszają mnie „wrogowie” – czyli potencjalni przeciwnicy procesowi: ubezpieczyciele, lekarze, firmy medyczne. Wychodzę z założenia, że nie powinnam ułatwiać im życia, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem;-)  W tym przypadku było jednak inaczej: dobrze ubezpieczony szpital to korzyść dla pacjenta.

Ubezpieczyciel odpowiada za szpital, ale tylko w granicach sumy ubezpieczenia i zgodnie z treścią zawartej umowy ubezpieczeniowej. Ma obowiązek ubezpieczyć się minimum na kwotę, jaką od danego podmiotu wymaga Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 22 grudnia 2011 roku w w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej podmiotu wykonującego działalność leczniczą.

W przypadku szpitali od 1 stycznia 2012 roku takie obowiązkowe OC to minimum 100 000 euro w odniesieniu do jednego zdarzenia oraz 500 000 euro w odniesieniu do wszystkich zdarzeń, których skutki są objęte umową.  Szpitale niestety nadal zbyt rzadko wykupują dodatkowe polisy, czyli na ogół w razie kłopotów nie mogą się wylegitymować wyższym ubezpieczeniem, niż to     podstawowe, wymagane przez prawo.

Co to oznacza w praktyce? Jeżeli zdaniem pacjenta odpowiednie zadośćuczynienie w jego przypadku wynosi 500 tys. zł., a dodatkowo należy mu się odszkodowanie i renta, to z góry wiadomo, że  taka polisa szpitala nie wystarczy na pokrycie tych zobowiązań. Zasądzona przez sąd renta płatna jest przecież do końca życia, a czasem może być też zwiększona (z obywatelskiego obowiązku dodaję, że może być także zmniejszona, jeśli pozwany udowodni, że stan zdrowia i potrzeby poszkodowanego już nie wymagają takich wydatków). Dodatkowo, jeśli z określonego błędu, na przykład okołoporodowego, wynikają daleko idące konsekwencje dla więcej niż jednej osoby (najczęściej dziecka), np. zadośćuczynienie należy się też członkom rodziny, to nadal wszystkie te osoby mają do dyspozycji kwotę „na jedno zdarzenie”, czyli wspomniane 100 000 euro.

Pacjent najczęściej nie może więc pozwać wyłącznie ubezpieczyciela szpitala, chociaż teoretycznie mógłby to zrobić, w myśl art. 822 par. 4 Kodeksu Cywilnego:

„Uprawniony do odszkodowania w związku ze zdarzeniem objętym umową ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej może dochodzić roszczenia bezpośrednio od ubezpieczyciela.”

Gdybyśmy pozwali tylko ubezpieczyciela, to roszczenie przeciwko szpitalowi mogłoby się przedawnić jeszcze zanim taki proces by się skończył…

Pozostaje nam zatem wybór: pozwać sam szpital (bo w razie przegranej szpitala, a naszej wygranej, ubezpieczyciel i tak za niego wypłaci kwotę, na jaką szpital jest ubezpieczony) albo pozwać i szpital, i ubezpieczyciela. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy rozważamy jednoczesne pociągnięcie do odpowiedzialności lekarza kontraktowego czy kolejny podmiot leczniczy, który w toku leczenia pacjenta przyczynił się do pogorszenia stanu jego zdrowia.

To, jaki scenariusz realizować, pozostaje do decyzji prawnika reprezentującego poszkodowanego pacjenta i jest elementem strategii procesowej w konkretnej sprawie. Czasem, wbrew pozorom, lepiej mieć dwóch, a nawet więcej przeciwników.  Dlaczego?

Tajemnica:-) Na szkoleniu dla dyrektorów szpitali też o tym nie powiedziałam:-)