Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Krwotok poporodowy był najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci pacjentki, pani Anny, o której w ostatnich dniach pisały niemal wszystkie media w Polsce. Zostałam w tej sprawie poproszona o komentarz ekspercki dla redakcji OkoPress, a cały artykuł można przeczytać tutaj (warto!). Zarzuty w tej sprawie usłyszeli już ginekolog i anestezjolog z prywatnego centrum medycznego w Bielsku-Białej Eculap.

Krwotok poporodowy: powikłanie czy błąd lekarski?

Czy krwotok to powikłanie związane z porodem czy też błąd lekarski?

Krwotok to powikłanie.  W krajach wysokorozwiniętych, a do takich mam nadzieję możemy zaliczyć Polskę, zdarza się w 0,5 – 4 %.  Konkretnie, jeśli mówimy o utracie krwi ≥500 ml, to trzeba się z tym liczyć częściej (2–4%). Jeśli z kolei mamy na myśli ciężką postać krwotoku (≥1000 ml), to takie powikłanie występuje rzadziej: od 0,5–1% porodów. Skojarzenie, czy też pytanie o to, czy krwotok to bład lekarski, nie jest jednak tak całkiem pozbawione sensu, ale o tym później.

W kontekście śmierci pani Anny na pewno warto jeszcze wspomnieć o jednym. W przypadku cięcia casarskiego, ryzyko krwotoku okołoporodowego jest wyższe niż w przypadku porodu pochwowego, lekarze powinni więc być tym bardziej przygotowani na wystąpienie takiego powikłania.

 

Krwotok poporodowy

Według Narodowego Funduszu Zdrowia w 2024 roku 75% porodów w bielskim Esculapie zakończyło się drogą operacyjną. W tym samym roku średni odsetek cięć cesarskich w Polsce wyniósł 47,9%*. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia w wysoko wyspecjalizowanym ośrodkiem, znakomicie przygotowanym do porodów zabiegowych, i stąd taka statystyka? Nic bardziej mylnego. Esculap to podmiot leczniczy o tzw. najniższym stopniu referencyjności.

Przechodząc do odpowiedzi na pytanie, czy krwotok okołoporodowy to błąd lekarski trzeba wskazać, że sam krwotok – w większości przypadków – oczywiście jest niezależny od ginekologa prowadzącego poród. Kluczowe dla oceny odpowiedzialności za błąd lekarski jest jednak postępowanie po porodzie.  80–90% zgonów z powodu krwotoku jest możliwych do uniknięcia w przypadku prawidłowej i postawionej na czas diagnozy oraz leczenia.

Jak uniknąć zgonu w przypadku krowotoku poporodowego?

Warunki konieczne, by uniknąć zgonu pacjentki są jasne i opisane w literaturze medycznej:

  • Intensywny monitoring przez pierwsze godziny
  • Dokładna ocena utraty krwi
  • Szybka dostępność leków obkurczających i TXA
  • Gotowość transfuzji i MTP
  • Kompletny, przeszkolony zespół
  • Możliwość natychmiastowej reoperacji / interwencji
  • Stała ocena macicy i parametrów życiowych
  • Edukacja pacjentki

Jeśli którykolwiek z tych elementów zawiedzie — ryzyko śmierci z powodu krwotoku okołoporodowego dramatycznie rośnie.

Liczne błędy lekarskie w sprawie opieki nad panią Anną

Jak donoszą media, w sprawie pani Anny zawiodło niemal wszystko.

„Gdy stan Anny pogarszał się, na miejscu nie było ginekologa – wezwany został szef placówki. Pan Krzysztof opowiada, że gdy nalegał na wezwanie karetki, właściciel placówki miał mu odpowiedzieć: „Proszę pana, nie wiem, czy pan wie, kim ja jestem? Jestem anestezjologiem z 40-letnim doświadczeniem. Jak panu mówię, że jest wszystko w porządku, to jest wszystko w porządku”.

Zamiast karetki przeprowadzono reoperację i popełniono kolejne błędy. Do szpitala o wyższym stopniu referencyjności Anna została przewieziona po północy – dziesięć godzin od wystąpienia pierwszych powikłań.”

Nie zawiodła tylko sama pacjentka i jej bliscy, niestety ich interwencje pozostały bez reakcji lekarzy.

„Partner kobiety wspomina, że „dochodziło do momentu, że widziałem, że ona odpływa”. – Dotykałem jej nóg i były zimne, a skarżyła się, że jest jej bardzo ciepło w te nogi – dodaje.”

Co dalej w sprawie śmierci pani Anny?

Lekarzom postawiono zarzuty, prokuratura zapewne zmierza do wniesienia aktów oskarżenia. Dotychczasowe ustalenia śledztwa pozwalają na stwierdzenie, żekolejne godziny to ciąg błędów, zaniedbań, spóźnionych decyzji i braku decyzji, a  w przypadku prawidłowego leczenia życie pacjentki było do uratowania. Czy w tej sytuacji lekarze zostaną oskarżeni o spowodowanie śmierci pacjentki czy tylko o narażenie jej na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia? Czas pokaże.

 

Więcej o prowadzonych przeze mnie sprawach związanych z krwotokiem poporodowym możesz przeczytać m.in. tutaj:

Krwotok wewnętrzny – wyrok po 9 latach

Krwotok położniczy: kiedy usunięcie macicy ratuje życie

Atonia, krwotok poporodowy i usunięcie macicy

Co możesz zrobić jako pacjentka – praktyczna checklista

Po porodzie pacjentka powinna zgłaszać natychmiast takie objawy jak:

  • nagłe nasilone krwawienie lub skrzepy,
  • zawroty głowy, omdlenia, nagła słabość,
  • silny niepokój lub „uczucie, że coś jest nie tak”,
  • przyspieszone tętno, kołatanie, duszność,
  • ból w nadbrzuszu/pod prawym łukiem żebrowym (przy preeklampsji),
  • mokre podkłady wymieniane częściej niż co 1 godzinę,
  • zimna, wilgotna skóra.

W przypadku zgłoszenia przez pacjentkę niepokojących objawów jest szansa na dużo wcześniejsze rozpoznanie krwotoku.

FAQ

Co to jest krwotok poporodowy?

Krwotok poporodowy (PPH) to utrata krwi po porodzie przekraczająca:

  • ≥ 500 ml po porodzie drogami natury
  • ≥ 1000 ml po cięciu cesarskim

lub każda utrata krwi powodująca objawy wstrząsu (bladość, zimna skóra, szybkie tętno, spadek ciśnienia).

Wyróżniamy:

  • Wczesny PPH – do 24 h po porodzie (najczęstszy, stanowi 80–90% przypadków)
  • Późny PPH – 24 h – 6 tygodni po porodzie

Jak często  krwotok jest przyczyną zgonów okołoporodowych?

Według danych WHO i FIGO:

  • ok. 25% wszystkich zgonów matek na świecie spowodowanych jest krwotokiem (w tym poporodowym).

W krajach o wysokim standardzie opieki (np. UE):

  • krwotok odpowiada za 5–10% zgonów okołoporodowych, ponieważ większość przypadków udaje się skutecznie leczyć.

Czy cięcie cesarskie zwiększa ryzyko krwotoku poporodowego?

Cięcie cesarskie jest częstym czynnikiem ryzyka, szczególnie w kontekście:

  • patologii łożyska,
  • wieloródek z blizną na macicy,
  • oraz ograniczonego dostępu do banku krwi i intensywnej terapii.

Jaka jest najczęśctsza przyczyna krwotoku pooporodowego?

Najczęstszą przyczyną krwotoku jest atonia macicy.

 

***

Cytaty w poście pochodzą ze strony TVN24.

*Dane podane przez dr. hab. Pawła Krawczyka na konferencji Ginekologia i Położnictwo 2025 r. w Krakowie

Błąd w in vitro

Jolanta Budzowska07 listopada 2025Komentarze (0)

Jak podał Rynek Zdrowia, rządowy program refundacji in vitro cieszy się ogromną popularnością. Środki zarezerwowane na ten cel w budżecie zapewniają finansowanie około 39 tys. procedur.  Do końca września 2025 roku dzięki programowi urodziło się ponad 6 tys. dzieci, uzyskano 19 tys. ciąż klinicznych. Procedura IVF nie jest jednak wolna od ryzyka. Błąd w in vitro, jak w każdej innej procedurze medycznej, jest czymś, co może się zdarzyć. Gdy coś pójdzie nie tak, konsekwencje mogą zmienić życie.

Możliwe komplikacje mogą mieć charakter biologiczny – np. brak dojrzałych pęcherzyków, słaba jakość komórek jajowych lub zarodków, zaburzenia genetyczne spowalniające lub zatrzymujące rozwój zarodka, reakcje immunologiczne lub zaburzenia równowagi hormonalnej. Inne powikłania mogą obejmować infekcje, krwawienia lub niepożądane skutki leczenia hormonalnego. Niektóre powikłania nie wynikają jednak z ryzyka związanego z samą metodą, ale są wynikiem błędów medycznych.

Przykłady błędów w procedurze IVF

Australia – błąd w przechowywaniu zarodków

Kobieta w Australii nieświadomie urodziła dziecko nieznajomej osoby po tym, jak otrzymała embrion innej pacjentki z powodu „błędu ludzkiego”.

Błąd w in vitro

Błąd w in vitro

Pomyłka została odkryta, kiedy klinika w Brisbane stwierdziła, że biologiczni rodzice mieli o jeden embrion za dużo w magazynie. Pracownicy zorientowali się, że embrion innej pacjentki został przez pomyłkę rozmrożony i przeniesiony do matki biologicznej.

To nie pierwsze kłopoty, jakie dotknęły klinikę Monash IVF. W 2024 r. roku firma zawarła ugodę w sprawie pozwu zbiorowego wniesionego przez ponad 700 pacjentów. Zarzuty dotyczyły zniszczenia potencjalnie zdolnych do życia embrionow. Klinika zapłaciła odszkodowanie w wysokości 56 milionów dolarów australijskich (35 milionów dolarów amerykańskich).

Reprofiv/Alcorcón (Madryt, 2024): brakujące embriony i „nieautoryzowany dostęp”

Administrator kliniki w Alcorcón w Hiszpanii po audycie złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W dokumentacji były liczne braki, a w zbiornikach ciekłego azotu brakowało części embrionów. Klinika wstrzymała leczenie. Policja wszczęła śledztwo w sprawie „nieautoryzowanego dostępu” i możliwego zniszczenia materiału.

 

Wielka Brytania

London Women’s Clinic – zniszczenie zarodków, „błąd księgowy”

Para – dla zachowania anonimowości nazwę ich ich Alice i Michael – podjęła decyzję o powiększeniu rodziny. Wykorzystali dwie rundy procedury IVF w prywatnej klinice London Women’s Clinic w Londynie. Z drugiej rundy uzyskali cztery zamrożone zarodki o dobrych parametrach, które miały być przechowywane bezpiecznie i wykorzystane w przyszłości na implantację kolejnego dziecka.

Na początku 2023 r. Alice zauważyła, że nie została jeszcze obciążona opłatą za przechowywanie zarodków — co wydało jej się nietypowe. Po kontakcie z kliniką usłyszeli dramatyczną wiadomość: zarodki zostały zniszczone. Przyczyną – jak wskazała klinika – „błąd księgowy”, który spowodował, że ich zarodki zostały mylnie zakwalifikowane jako niezdolne do implantacji i usunięte z przechowywania.

Alice i Michael opisują moment, gdy usłyszeli tę informację, jako moment „żalu i pustki” – bo nie chodziło już tylko o pieniądze, lecz o nadzieję na kolejne dziecko. Utrata zarodków oznaczała dla nich nie tylko stratę konkretnego biologicznego materiału, lecz także stratę „planu życia”. Sprawa zakończyła się ugodą i wypłatą wysokiego odszkodowania za błąd w in vitro. Kwota obejmowała m.in. koszty przyszłych prób, zadośćuczynienie za utratę zarodków i doznaną krzywdę.

Homerton Fertility Centre – liczne incydenty utraty lub zniszczenia zarodków

W okresie 2023–2024 działająca w Londynie Homerton Fertility Centre zgłosiła co najmniej trzy oddzielne incydenty w ciągu siedmiu miesięcy. Chodziło o błędy w procesie mrożenia lub przechowywania zarodków – w tym przypadki, gdzie po rozmrożeniu próbki „nie przetrwały” lub stały się „niewykrywalne”. Licencja Kliniki została zawieszona, ponieważ uznano, że istnieje „potencjalne ryzyko dla pacjentów, gamet i embrionów”. Okazało się, że procedura przechowywania była wadliwa.

Kliniki w Londynie i Sheffield – wadliwy produkt do kriokonserwacji

W klinikach używano wadliwego produktu do mrożenia w 2022 r., co mogło uszkodzić zamrożone zarodki blisko stu pacjentek (pacjentek onkologicznych).

Na polskim podwórku…

Także w Polsce mieliśmy przypadki błędów w procedurze IVF.  O jednej z takich spraw donosiły jakiś czas temu media. Pod koniec marca 2022 roku w klinice Salve w Łodzi doszło do fatalnej pomyłki. W jej wyniku jednej z pacjentek podano dwa zarodki, które należały do innej pary. Błąd odkryto, kiedy po zabiegu kobieta otrzymała do podpisu plik dokumentów. Usłyszała wtedy, że trzeba „wypłukać zarodki”. Błąd, do którego doszło w klinice, miał zostać spowodowany przez migrenę embriolożki.

W 2015 r. w klinice w Policach także doszło do błędu: kobieta urodziła dziecko, które genetycznie nie było jej potomkiem. „Procedury stosowane w klinice (…) były zbyt ogólne, nie było wyraźnych przepisów dotyczących znakowania probówek” – mówił rzecznik odpowiedzialności zawodowej.

Do mnie trafiła właśnie sprawa, gdzie na skutek nieprzestrzegania procedur w klinice nie można było stwierdzić, czy zamrożone oocyty rzeczywiście pochodzą od pacjentki. Skutki, jak się można domyślać, są tragiczne. Sprawa jest w toku.

Błąd w in vitro – na jakim etapie zdarza się najczęściej?

Procedury IVF obejmują wiele etapów. Główne procedury laboratoryjne w rutynowym laboratorium IVF obejmują: pobranie komórek jajowych, przetwarzanie gamet, dawstwo nasienia, inseminację, hodowlę zarodków, transfer zarodków i kriokonserwację.

Na każdym etapie mogą wystąpić błędy — szczególnie tam, gdzie wymagana jest manualna interwencja lub identyfikacja materiału biologicznego. Zmęczenie personelu, monotonia pracy, brak pełnej standaryzacji procedur, presja czasu – to czynniki zwiększające ryzyko  błędu w in vitro.

Najpoważniejsze nieprawidłowości dotyczą zwykle identyfikacji i śledzenia materiału biologicznego (gamet i zarodków) oraz błędów w komunikacji i dokumentacji. To może prowadzić do:

  • zamiany zarodków i implantacji „nie swoich” komórek/zarodków,
  • „zgubienia” komórek/zarodków
  • nieprawidłowego przypisania nasienia lub oocytów,
  • pomyłek w oznakowaniu, przepisywaniu danych, rejestrze czynności,
  • błędów w testach towarzyszących (np. PGT-A) i wynikającym z nich błędnym podejmowaniu decyzji.

Błąd w in vitro – human error

Błędy ludzkie, do jakich dochodzi w laboratoriach IVF to najczęściej:

  • błędne oznakowanie,
  • błędna dokumentacja,
  • wyłączenie sprzętu w połowie cyklu,
  • nieprawidłowa obsługa sprzętu,
  • pominięcie zarodka podczas oceny,
  • nieprawidłowe przenoszenie naczyń,
  • nieprawidłowe rozmrażanie,
  • błędy w prowadzeniu dokumentacji,
  • nieprawidłowe obchodzenie się z gametami i zarodkami
  • błędna identyfikacja.

Błąd w in vitro na sali sądowej

Konsekwencje błędu medycznego w procedurze IVF są daleko idące. Oprócz poważnych konsekwencji fizycznych należy również wziąć pod uwagę ogromne obciążenie psychiczne. Nieudane próby zajścia w ciążę – zwłaszcza spowodowane zaniedbaniem medycznym – mogą prowadzić do załamania psychicznego, depresji, zespołu stresu pourazowego i innych chorób psychicznych. Poszkodowana pacjentka i jej partner często wymagają długotrwałej, profesjonalnej pomocy.

Błąd w in vitro- postępowanie niezgodne z zasadami należytej, profesjonalnej staranności – rodzi odpowiedzialność prawną kliniki i jej ubezpieczyciela. W takich przypadkach pacjent ma prawo dochodzić odszkodowania za szkody, w tym ból fizyczny, cierpienie emocjonalne, obniżoną jakość życia i inne związane z tym szkody (takie jak zmarnowane wydatki związane z procesem IVF).

Kroki, które należy podjąć w przypadku podejrzenia błędu w in vitro

Nawet w zaawansowanych klinikach prywatnych może dojść do zniszczenia lub utraty materiału. Czynnikiem ryzyka jest najczęściej błąd ludzki. Utrata zarodków/komórek rozrodczych może mieć też miejsce wskutek wad technologicznych (np. mrożenie, przechowywanie) lub błędów proceduralnych.

Co możesz zrobić jako pacjent/ka – praktyczna checklista

  • zadawaj pytania o kwalifikacje i doświadczenie personelu oraz procedury
  • zachowaj kopie wszystkich dokumentów i uzyskaj od podmiotu leczniczego pełną dokumentację medyczną i laboratoryjną, jeśli jej jeszcze nie masz (wzór wniosku znajdziejsz tutaj: kancelaria BFP)
  • udokumentuj kontakty z personelem medycznym
  • gromadź dowody na poniesione wydatki
  • zwróć się z wnioskiem o kontrolę kliniki do Ministerstwa Zdrowia

Gdy cokolwiek cię niepokoi (np. różnice fenotypowe dziecka, niespójności w dokumentacji):

FAQ

Czy mogę żądać przeprosin i odszkodowania za utratę lub zamianę zarodków?

Tak – roszczenia mogą obejmować zadośćuczynienie i  odszkodowanie oraz żądanie przeprosin za naruszenie dóbr osobistych za błąd w in vitro.

Czy klinika musi poinformować mnie o „near miss”?

W jurysdykcjach z tzw. twardym nadzorem (np. UK) raportowanie jest obowiązkowe, a w każdym kraju dobre praktyki wymagają przejrzystości wobec pacjenta.

Near miss (dosłownie: „o mały włos” lub „zdarzenie potencjalne”) oznacza:

Zdarzenie, które mogło doprowadzić do szkody pacjenta lub błędu medycznego, ale dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności lub szybkiej reakcji personelu – do szkody nie doszło.

Czyli: błąd został popełniony, ale został wychwycony na czas, zanim dotknął pacjenta.

W języku polskim przyjmuje się tłumaczenia:

  • „zdarzenie potencjalnie niepożądane”,
  • „zdarzenie bliskie błędowi”,
  • „sytuacja o mały włos od błędu”.

Czy elektroniczny witnessing daje 100% gwarancji?

Nie ma systemów nieomyl­nych, ale RFID/kody kreskowe z zasadą „no-match no-move” istotnie ograniczają ryzyko, gdy są poprawnie wdrożone i audytowane.

Na czym polega double witnessing?

Double witnessing, czyli „podwójny świadek” oznacza, że:

każda czynność, w której istnieje ryzyko pomyłki w identyfikacji gamet (komórek jajowych, nasienia) lub zarodków, musi być niezależnie sprawdzona i potwierdzona przez drugą osobę — najczęściej drugiego embriologa lub pielęgniarkę IVF.

Innymi słowy:
🔸 Jedna osoba wykonuje czynność,
🔸 druga – sprawdza, zanim czynność zostanie zakończona.

 

Końcówkę ubiegłego tygodnia spędziłam w Gdańsku, gdzie na tapet wzięliśmy prawo medyczne. Odbywała się tam III Ogólnopolska Konferencja Naukowa Prawa Medycznego, Farmaceutycznego, Bioetyki i Zarządzania w Ochronie Zdrowia.  Organizatorzy powierzyli mi moderowanie pierwszej części panelu pt. „Odpowiedzialność prawna osób wykonujących zawody medyczne”. W kolejnej części przedstawiałam wykład:”Pomyłka lekowa”. Tyle tytułem kronikarskiego wstępu. 

A teraz do rzeczy: dlaczego jako prawnik procesowy, nie naukowiec, uczestniczę w takich konferencjach? Odpowiedź mogłaby brzmieć: „Bo jestem zapraszana”, ale to oczywiście żart. Niezwykle cenna na tych wydarzeniach jest przede wszystkim możliwość skonfrontowania punktu widzenia teoretyków prawa i praktyków. Wzajemnie możemy się od siebie wiele nauczyć. 

Trudno wyróżnić najciekawsze wykłady, bo wszystkie dotykały problemów niezwykle istotnych w punktu widzenia poszkodowanego przez błąd medyczny pacjenta. 

Wpisy w dokumentacji a dobra osobiste pacjentów

I tak, chronologicznie:  prof. Haberko kompleksowo omówiła temat treści dokumentacji medycznej i to, jak nieprawdziwe, oceniające wpisy w dokumentacji mogą naruszać dobra osobiste pacjentów. Co można zrobić z tym faktem, kiedy po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną  odkrywamy, że lekarz odnotował w niej, że „pacjent jest roszczeniowy”?  A co, kiedy pielęgniarka wypunktowała kogoś, że „wciąż domaga się odpowiedzi na pytania”?  W przypadku naruszenia dóbr osobistych poprzez treść dokumentacji mamy prawo:

  • żądać sprostowania dokumentacji,
  • żądać przeprosin,
  • żądać zadośćuczynienia.

Tyle wynika z samych przepisów. Niestety życie życiem i zwykle żądać możemy, ale gorzej z wyegzekwowaniem naszych praw.  Od siebie mogę dodać, że z pewnością pismo z żądaniem usunięcia czy sprostowania nieprawdziwych lub oceniających, nacechowanych subiektywnie i negatywnie wpisów, zawsze warto złożyć. Choćby dla celów dowodowych.

Aktualna wiedza medyczna jest jak yeti

Nie sposób omówić w szczegółach innych niezwykle interesujących wykładów.  Jak np. wystąpienia prof. Tomasza Sroki na temat należytej staranności w postępowaniu z informacjami dotyczącymi pacjenta, czy prof. Michała Królikowskiego o tym, jak właściwa organizacja pracy szpitala może zapobiec błędom medycznym.

Gorącą dyskusję wywołał wykład mec. Jakuba Żaczka i jego próby zdefiniowania czym jest, a właściwie czym nie jest tzw. „aktualna wiedza medyczna”. Czy są nią standardy wydawane przez towarzystwa naukowe? Zważywszy szczególnie na to, że towarzystwo naukowe może być założone przez kilka osób niezwiązanych z medycyną? Albo, czy opinia konsultanta krajowego jest wiążąca dla innych lekarzy? 

Prawo medyczne - konferencja

Prawo medyczne – konferencja

Mec. Agnieszka Zemke-Górecka doskonale podsumowała chaos, jaki panuje w tzw. medycynie estetycznej. Czy zabiegi z zakresu medycyny estetycznej powinny być zastrzeżone do kompetencji lekarzy? Wiele przykładów świadczy o tym, że tylko ten kierunek rozwoju tej dziedziny usług może zapewnić pacjentom bezpieczeństwo zdrowotne i prawne. 

Czy (w psychiatrii) leci z nami pilot?

Serca – i rozumy, w kontekście uświadomienia nam potrzeby pilnych zmian w psychiatrii – poruszyły wystąpienia dr. Błażeja Kmieciaka, lek. Sebastiana Goncerza i lek. Julii Pankiewicz. Czy wiesz, że są takie szpitale psychiatryczne, w których w trybie dyżurowym jeden lekarz dyżurny, którym jest rezydent, ma pod opieką nawet 700 pacjentów? Szerzej problem poruszyli też w ostatnich dniach na łamach Wirtualnej Polski Michał Janczura i Dariusz Faron w tekście: „Granica została przekroczona”. Warto przeczytać.

Klauzula sumienia a sprawa polska

Z ciekawostek: czy przyszło ci do głowy, że są lekarze i pielęgniarki, którzy odmawiając szczepienia, powołują się na… klauzulę sumienia? Mówiła o tym problemie Katarzyna Konopka wskazując na potrzebę ograniczania takich praktyk. Niezależnie od oceny, gdzie kończy się, a gdzie zaczyna czyjeś sumienie, pacjenci nie mogą być zaskakiwani odmową świadczenia w ostatniej chwili. 

Pokrzywdzony: tego słowa lepiej nie wymawiać głośno.

W drugim dniu konferencji najbardziej poruszył mnie pierwszy panel. Zacytuję tu to, co napisałam na gorąco o tej dyskusji na Instagramie.  

Wymiana poglądów panelistów na temat „Prawo karne w medycynie”  sprowadziła się wyłącznie do analizowania, jak bardzo prawo karne krzywdzi lekarzy w sytuacji, gdy dochodzi do błędu medycznego.

Szczęśliwie, prokurator dr Michał Gabriel-Węglowski nie miał wątpliwości, że zlikwidowane wydziały prokuratur ds. błędów medycznych miały sens. Dlaczego? Bo sprawnie prowadzone postępowanie służy wszystkim: i pacjentom, i lekarzom.  A prof. Tomasz Sroka konsekwentnie bronił tezy, że nie trzeba zwalniać od odpowiedzialności karnej lekarzy, bo jeśli nie odpowiadają za błąd medyczny, to istniejące prawo daje im wszelkie narzędzia, żeby mogli to udowodnić.

ALE: w ciągu godzinnej dyskusji nie padło ani raz słowo „pokrzywdzony”! Tak jakby prawa człowieka pokrzywdzonego przez błąd medyczny były nic nie znaczącym szczegółem w całym tym wywołanym przez NIL zamieszaniu o „no-fault”,„klauzulę wyższego dobra”, a mówiąc po ludzku – o uniemożliwienie prowadzenia postępowań karnych w sprawie błędów lekarskich. 

Nie mogłam nie zabrać głosu. Mam nadzieję, że wybrzmiał mocno.  W tym miejscu serdecznie dziękuję dwóm paniom prokuratorkom, które tuż po tej sesji podziękowały mi za mój stanowczy komentarz do tej dyskusji.

 

Wady wrodzone u dziecka

Jolanta Budzowska17 września 2025Komentarze (0)

Zakończył się ważny proces dotyczący prawa rodziców do informacji i samostanowienia. W lipcu tego roku Sąd Apelacyjny w Lublinie potwierdził, że niepoinformowanie rodziców o przebiegu ciąży i stanie zdrowia płodu może mieć daleko idące konsekwencje prawne. W analizowanym przypadku wady wrodzone u dziecka powinny być wykryte przez lekarza. Dalsze decyzje powinno pozostawić się rodzicom.

Na wstępie muszę podkreślić, że wyrok wydany w 2025 r. to finał sporu rodziców z lekarzem i jego ubezpieczycielem, jaki został zainicjowany w 2019 roku, a dotyczył przebiegu wydarzeń – ciąży, w jakiej pacjentka była w 2017 r. Ma to znaczenie w kontekście prawa do aborcji. W ówczesnym stanie prawnym można było terminować ciążę w przypadku prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Nie to jest jednak istotą tego sporu i rozstrzygnięcia. W mojej ocenie chodzi tu przede wszystkim o uczciwość  lekarza względem pacjentki.  A także, oczywiście, o prawo pacjentów do wolności podejmowania decyzji, do samostanowienia. 

Wady wrodzone u dziecka a obowiązek informacyjny lekarza

W wydanym wyroku Sąd Apelacyjny oddalił apelację ubezpieczyciela. Potwierdził tym samym, że wyrok Sądu Okręgowego zasądzający na rzecz pacjentki – matki dziecka 170 tys. zł., a na rzecz ojca 145 tys. zł. tytułem zadośćuczynienia, jest jak najbardziej słuszny. 

W sprawie chodziło o odpowiedzialność lekarza ginekologa prowadzącego ciążę. Powódka była jego pacjentką przez całą ciążę, w ramach opieki prywatnej. Stosowała się do wszystkich zaleceń, odbywała regularne wizyty. Ciążą przebiegła bez powikłań. 

Pierwsze badanie przesiewowe USG

Podczas jednej z wizyt lekarz wykonał przesiewowe badanie USG w terminie wynikającym z kalendarza badań. W opisie badania stwierdził m.in. wiek morfometryczny adekwatny do wieku kalendarzowego. Anatomię płodu opisał jako „bez uchwytnych nieprawidłowości (CUN, kanał kręgowy, uwidoczniono 4 kończyny, żołądek, pęcherz moczowy)”. Aktywność ruchowa płodu była prawidłowa.

Drugie USG

Lekarz ten wykonał także kolejne badanie przesiewowe USG.  Nie podano wówczas wieku ciążowego według daty OM. Pomiary biometryczne wykonano w niepełnym zakresie. Pominięto w standardach jeden z parametrów. Lekarz nie zmierzył obwodu główki HC. Nie została też szczegółowo opisana anatomia płodu. Lekarz odnotował w sposób zbiorczy, że „anatomia płodu bez uchwytnych nieprawidłowości”. I jeszcze: „dłonie złożone w pięści”.

Trzecie badanie przesiewowe USG

Wykonano też trzecie badanie przesiewowe USG. W przedmiotowym badaniu zaawansowanie biometryczne ciąży oceniono na podstawie trzech, zamiast czterech podstawowych parametrów pomiarowych. Nie podano wieku ciążowego według daty OM. Anatomia płodu nie została oceniona. Podano oczekiwaną masę płodu z pominięciem określenia lokalizacji w siatce centylowej.

Podczas wszystkich wizyt lekarskich lekarz prowadzący ciążę zapewniał ciężarną o braku komplikacji oraz prawidłowym przebiegu ciąży i prawidłowym rozwoju płodu. Kiedy jednak doszło do porodu, okazało się, że nic nie jest takie, jak mówił. 

Poród

Poród przebiegał bez komplikacji, dziecko urodziło się drogami natury. Mamie nie dano jednak długo cieszyć się szczęściem narodzin synka. Szybko ją poinformowano, że w badaniu fizykalnym chłopca stwierdzono gotyckie podniebienie oraz wadę rozwojową kończyn górnych. Dziecko nie miało w ogóle  jednej rączki, a druga była bardzo skrócona.

O wadach rozwojowych dziecka pacjentka i jej mąż zostali powiadomieni po raz pierwszy dopiero bezpośrednio po porodzie. Byli w szoku. Musieli zostać objęci specjalistyczną opieką psychologiczną.

Jakiś czas później ustalono, że wada rozwojowa ich synka powstała z powodu nieprawidłowego rozwoju kończyn płodu podczas wczesnego etapu rozwoju zarodkowego ciąży. Opisy badań lekarza wykonującego USG u pacjentki w czasie ciąży nie mogły być zatem zgodne ze stanem rzeczywistym.  

Kiedy można rozpoznać wadę wrodzoną?

Biegli nie mieli wątpliwości, że wada rozwojowa u dziecka powinna być rozpoznana na etapie prenatalnej diagnostyki USG szczebla podstawowego. Chodzi o standardowe badania przesiewowe USG.  Należy je wykonać u każdej ciężarnej kobiety w Polsce. 

Nie odnotowano u pacjentki żadnej okoliczności, która mogłaby utrudnić wizualizację. Już na etapie pierwszego badania przesiewowego szczebla podstawowego (11-14 tydzień ciąży), lekarz powinien ocenić anatomię płodu. Jego obowiązkiem było sprawdzić, czy płód ma dwie ręce i dwie nogi oraz czy kończyny górne składają się z trzech części: ramion, przedramion i dłoni. 

Ocena anatomii płodu na dalszym etapie ciąży

Drugie (18-22 tydzień ciąży) i trzecie badanie ultrasonograficzne (28-32 tydzień ciąży) związane było natomiast z koniecznością przeprowadzenia przez lekarza szczegółowej oceny narządów płodu pod kątem występowania wad wrodzonych. Ocenie powinny podlegać wówczas również wszystkie cztery kończyny. W tym minimum ocena powinna objąć uwidocznienie kości długich dłoni i stóp.

Diagnostyka USG, prowadzona u powódki podczas ciąży nie spełniła w pełni zasad określonych w Rekomendacjach PTG. Dokumentacja medyczna wytworzona w związku z wykonywanymi badaniami USG również nie w pełni odpowiadała wymaganiom stawianym przez PTG. 

Sąd nie miał wątpliwości, że lekarz prowadząc ciążę pacjentki dopuścił się błędu medycznego. Polegał on przede wszystkim na nierozpoznaniu, że u płodu nie doszło do prawidłowego rozwoju kończyn górnych.

Prawo rodziców do decyzji

Właściwa diagnoza lekarza nie uchroniłaby dziecka przed niepełnosprawnością. Dałaby jednak rodzicom możliwość podjęcia świadomej decyzji w przedmiocie utrzymania ciąży mimo ciężkiego kalectwa dziecka. Pozbawienie rodziców tego prawa niewątpliwie narusza ich dobro osobiste w postaci wolności i godności.  Rodzicom uniemożliwiono planowanie rodziny.*

Zadośćuczynienie za naruszenie prawa do samostanowienia

W opisywanym przypadku sąd doszedł do przekonania, że odpowiednim zadośćuczynieniem za zawinione działanie lekarza i naruszenie dóbr osobistych powodów jest kwota po 120.000 zł dla każdego z rodziców. 

Zaniechania podstawowych obowiązków przez lekarza prowadzącego ciążę doprowadziło także do naruszenia praw pacjentki oraz jej męża. Ciężarna, pomimo swojego zaangażowania i chęci zapewnienia sobie w okresie ciąży właściwej opieki medycznej, w wyniku zaniedbania lekarza prowadzącego jej ciążę, nie uzyskała świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością.

Zarówno pacjentka, jak i jej mąż, w nie otrzymywali rzetelnych, prawdziwych informacji o stanie płodu, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych. Nic nie wiedzieli też o dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniach na przyszłość.

25 tys. zł. za każde naruszenie prawa pacjenta

Dzięki wcześniejszej informacji o wadach dziecka, mieliby szansę uniknąć niespodziewanego szoku w momencie jego narodzin. Gdyby wiedzieli o niepełnosprawności płodu dużo wcześniej, byliby w zupełnie innej sytuacji. W przypadku podjęcia decyzji o kontynuowaniu ciąży, byliby w stanie w bardziej świadomy sposób przygotować się do narodzin dziecka niepełnosprawnego. Mogliby skonsultować się ze specjalistami. Mieliby też czas zapoznać się ze źródłami wiedzy w zakresie rozpoznanej u dziecka wady rozwojowej i sposobu postępowania w takiej sytuacji. 

Sąd przyznał po 25.000 zł za każde z naruszeń praw pacjenta, dla każdego z rodziców.

Usg w ciąży a prawo do informacji

Usg w ciąży a prawo do informacji

Obecny stan prawny a obowiązek informacyjny lekarza

W obecnym stanie prawnym nie jest możliwe przerwanie ciąży przez lekarza jedynie z tego powodu, że badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Nie zmienia to jednak faktu, że także obecnie, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, a lekarz nie poinformuje o tym pacjentki lub nie umożliwi jej podjęcia świadomej decyzji w przedmiocie przerwania ciąży, to narusza jej dobra osobiste (i dobra jej partnera) w postaci wolności i godności. Formą korzystnia z tych dóbr osobistych jest m.in. prawo do samostanowienia.

I to niezależnie od faktu, że ostatecznie, mimo ziszczenia się zagrożenia dla życia, które zostało zbagatelizowane, kobieta przeżyła…

W tym kontekście ważna jest ta konstatacja Sądu Apelacyjnego (fragment uzasadnienia).

”Należy także dodać, że nie zachodziły podstaw do badania w tego rodzaju postępowaniu czy powodowie z dużym prawdopodobieństwem zdecydowaliby się na taki zabieg.

Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku I CSK 566/16 – wymaganie, aby warunkiem przyznania odszkodowania i renty rodzicom z uwagi na urodzenie dziecka z zaawansowanymi wadami rozwojowymi, w obliczu braku należytego informowania ich o nieprawidłowym przebiegu ciąży, było złożenie w toku postępowania, a więc niejako ex post, oświadczenia, że matka przerwałaby ciążę, w sytuacji, w której matka powódka nieświadoma stanu płodu, urodziła dziecko, które ma aktualnie kilka lat, jest obiektem miłości oraz troski rodziców, godzi w relacje uczuciowe i rodzinne, jest wątpliwe z punktu widzenia etycznego i „gubi” z pola widzenia zasadnicze źródło krzywdy i szkody powodów, polegających na zaniedbaniach lekarzy w czasie trwania ciąży.”

 

O błędach diagnostycznych oraz wymogach technicznych i prawnych względem badań zgodnie z kalendarzem badan przeczytasz też tutaj:  „Błąd USG w ciąży”

*Np. wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 12 maja 2015 roku, (I ACa 204/15, LEX nr 1755143, OSP 2016/5/44). Zob. też wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 4 lipca 2008 roku (I ACa 278/08, LEX nr 531750).

Sprawa – mogłoby się wydawać – jak wiele innych, gdzie błąd przy porodzie spowodował, że dziecko, obecnie dorosły mężczyzna, jest dotknięty trwałą niepełnosprawnością.  Opiniujący w sprawie biegły z zakresu ginekologii i położnictwa potwierdził wszystkie nasze zarzuty, jakie sformułowaliśmy po analizie sprawy: m.in. brak stałego zapisu KTG i nierozpoznanie nieprawidłowości w zapisie KTG. Te nieprawidłowości opóźniły decyzję o zakończeniu ciąży.  Cesarskie cięcie zostało wykonane zbyt późno i w efekcie doszło do ciężkiego niedotlenienia płodu. Dziecko urodziło się w stanie ciężkim i wymagał natychmiastowej reanimacji. Chłopiec trzymał tylko 1 punkt w skali APGAR w 1 minucie życia.

W toku dalszej diagnostyki rozpoznano u chłopca  encefalopatię niedotlenieniowo-niedokrwienną, mózgowe porażenie dziecięce, małogłowie i lekooporną padaczkę. Powód jest osobą głęboko niepełnosprawną, wymaga stałej rehabilitacji i opieki. Jak wynika z opinii biegłych, przyczyną stanu zdrowia i niepełnosprawności powoda było niedotlenienie, do którego doprowadziły błędy przy porodzie i zbyt późne wykonanie cesarskiego cięcia.

Rodzice dziecka zwrócili się do nas o pomoc późno, kiedy Adam miał już prawie 11 lat, ale na szczęście nie było jeszcze za późno na to, by podjąć walkę o odszkodowanie za błąd medyczny, zadośćuczynienie i rentę dla niego. Sprawę właśnie wygraliśmy, a szpital nie wniósł apelacji!

Sprawę – jak to zwykle u nas bywa – prowadziliśmy w zespole doświadczonych radców prawnych. Co dwie, a w tym przypadku trzy głowy, to nie jedna! Poprosiłam mec. Karolinę Golachowską i mec. Michała Krzanowskiego o kilka zdań podsumowania.

Mec. Karolina Golachowska napisała tak:

„Zakończony właśnie proces trwał osiem lat i był jednym z trudniejszych w mojej karierze. Największą satysfakcję daje fakt, że dzięki uzyskanej rekompensacie udało się zabezpieczyć finansowo przyszłość chłopca, który dziś ma już 19 lat.

Najboleśniejsza jest świadomość, że gdyby poród przeprowadzono z należytą starannością i zgodnie z aktualną wówczas (w 2006 r.) wiedzą medyczną, ten młody człowiek byłby dziś zdrowy, planowałby swoje dorosłe życie, rozwijał pasje i marzenia. Zamiast tego jest osobą z głęboką niepełnosprawnością, całkowicie zależną od rodziców, bez możliwości nawiązania kontaktu z otoczeniem.

To była dla mnie sprawa bardzo wyjątkowa – to właśnie w niej stawiałam swoje pierwsze samodzielne kroki na sali sądowej jako aplikantka radcowska. Przez cały czas miałam pełne wsparcie zespołu naszej kancelarii, co było nieocenione w tej trudnej batalii. Dziękuję rodzinie za okazane nam zaufanie i wytrwałość w tej wieloletniej walce.”

A mec. Michał Krzanowski, który mową końcową wycisnął łzy z oczu mamy Adama, tak:

„Kiedy myślę o zakończonej właśnie sprawie, towarzyszą mi przede wszystkim dwa rodzaje uczuć. Po pierwsze: frustracja. Frustracja, że rażące niedbalstwo i niekompetencja doprowadziły do tak olbrzymiej, niepowetowanej szkody.

Drugim uczuciem jest jednak satysfakcja. Sprawiedliwość została wymierzona, a wywalczone rozstrzygnięcie jest wyjątkowo korzystne.

Staram się koncentrować na drugim z nich. Nie jest to łatwe, bo przecież żadne rozstrzygnięcie nie przywróci tego, co zostało utracone. Niemniej, patrząc na naszych Klientów – wspaniałych, ciepłych ludzi, którzy mimo wszystkich przeciwności, pozostają uśmiechnięci, czy na namacalne efekty naszej wspólnej pracy, w postaci choćby zakupionego sprzętu, będącego bardzo realną pomocą – satysfakcja bierze górę. I tego będę się trzymał 😊”

A ja napiszę, że jestem dumna z mojego zespołu prawników z zespołu prawa medycznego. Dumna z ich wiedzy, determinacji w walce o sprawiedliwość, dumna z tego, że dobro klienta – dobro poszkodowanego pacjenta jest dla nas najwyższym dobrem.  Nie ma dla nas rzeczy równie ważnej jak radość i wdzięczność Klientów.

Dziś rodzice i babcia Adama przyjechali razem z nim aż z Poznania, by wręczyć nam wszystkim przepiękne pisemne podziękowania,  bukiet i górę prezentów, a przede wszystkim, by się z nami spotkać. Tego samego dnia wyruszyli w drogę powrotną, ale – co podkreślili – komfortowym samochodem, którego Adam by nie miał, gdyby nie nasza praca…

 

Dziękujemy!