Jak uzyskać bezpłatnie dokumentację medyczną?

Jolanta Budzowska        25 maja 2018        8 komentarzy

RODO* i wszystko jasne!

RODO i inne przepisy unijne mają więcej zalet, niż nam się na co dzień wydaje:-)

Jedną z korzyści, jakie wynosi pacjent z regulacji RODO, jest gwarancja bezpłatnego dostępu do własnych danych osobowych pacjenta, gromadzonych przez podmioty lecznicze, w tym szpitale, przychodnie i gabinety lekarskie.

Podmioty lecznicze przetwarzają dane osobowe pacjentów między innymi prowadząc dokumentację medyczną. Swoje prawo dostępu do tych danych pacjent może więc zrealizować przez żądanie wydania kopii. Podmiot leczniczy ma obowiązek pierwszą kopię wydać pacjentowi bezpłatnie, w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

Wniosek można złożyć osobiście, pocztą tradycyjną lub mailem.

Oto wzór wniosku: wzór wniosku o dostęp do danych osobowych/kopię dokumentacji medycznej.

*RODO, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (EU) 2016/679  z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE

Jak wygrać sprawę o błąd przy porodzie? „Wygrać” z biegłym!

Jolanta Budzowska        22 maja 2018        2 komentarze

Osią sporu o odszkodowanie za błąd lekarski przy porodzie jest merytoryczna ocena postępowania lekarza. Czy było, czy nie było odpowiednio staranne, czy lekarz postępował jak profesjonalista.

Oceny tej dokonuje biegły. Sąd – choćby mający szeroką wiedzę, doświadczenie życiowe (Sędzia to czasem też matka lub ojciec…) czy zdolności analityczne – nie ma wiadomości specjalnych i nie może samodzielnie ustalić, czy dane zachowanie było zgodne z aktualną wiedzą medyczną, czy nie. Zleca więc opinię biegłemu sądowemu.

*           *            *

 

Biegły – towar deficytowy

Biegłych jest jak na lekarstwo, więc szczególnym wzięciem u Sędziów cieszą się ci, którzy po pierwsze w ogóle figurują na liście biegłych sądowych (a więc zgodzili się pełnić tę funkcję), a po drugie, wydają opinię w terminie wyznaczonym przez Sąd. Aspekt terminowości jest dziś szczególnie ważny. Sędziowie są rozliczani za czas trwania procesów i grozi im postępowanie dyscyplinarne nawet wtedy, gdy opóźnienie w rozstrzygnięciu sporu wynika z przyczyn obiektywnych. Jak na przykład zbyt mało rąk do pracy w sekretariacie wydziału czy brak chętnych wśród biegłych medyków, by wydawać opinie w sprawie o błąd medyczny.

 

Jaka opinia, taki wyrok

W tej sytuacji kusi droga na skróty. Konieczność oparcia wyroku przede wszystkim na opinii biegłego, gdy jednocześnie są olbrzymie trudności z uzyskaniem miarodajnej ekspertyzy, prowadzi czasem do sytuacji, że Sąd jest głuchy na choćby najlepiej uzasadnione argumenty stron. Zadowala się wtedy nawet kiepską merytorycznie opinią, jeśli tylko kończy się ona konkluzją mniej więcej taką: „biegły nie dopatrzył się w analizowanym stanie faktycznym jakichkolwiek zaniedbań czy błędów personelu medycznego”. Nie trzeba być jasnowidzem, że jeśli taka opinia się utrzyma, tzn. Sąd rzeczywiście na niej poprzestanie i nie dopuści dowodu z kolejnej opinii, to wyrok będzie takiej jakości, jak opinia. Ale będzie faktem. A poszkodowany pacjent przegra.

 

Na szczęście, to nie reguła

Nie zawsze tak jest. Mam w ręku wyjątkowe uzasadnienie. Sąd, mając do dyspozycji kilka opinii z zakresu ginekologii i położnictwa – oczywiście, jak to zwykle bywa – sprzecznych ze sobą, jedną z nich ocenił jednoznacznie negatywnie i to z odwagą, zasługującą na duży szacunek. A w konsekwencji nie wziął tej opinii (skądinąd prominentnego profesora medycyny, specjalisty z zakresu ginekologii i położnictwa) za podstawę rozstrzygania w sprawie.

Co zaważyło na takim podejściu Sądu?

Sąd nie zawahał się stwierdzić, że po pierwsze, skoro biegły w opiniach ujawnił, a wręcz zamanifestował osobiste, negatywne nastawienie do rodzącej (z przyczyn pozamerytorycznych), to ten biegły nie jest bezstronny. Już samo to stanowi podstawę do wyłączenia biegłego z postępowania karnego (art. 196 § 3 kpk) i cywilnego (art.49 kpc).

Sąd zauważył też, że opinie biegłych w założeniu przede wszystkim mają stwierdzać okoliczności o istotnym znaczeniu dla rozstrzygnięcia sprawy w oparciu o wiadomości specjalne, a nie osobiste uprzedzenia biegłego. (O podobnej sytuacji pisałam w poście: “Biegli od spraw medycznych“.)

Po drugie, Sąd wytknął biegłemu, że wydane przez niego opinie budzą poważne wątpliwości co do ich pełności i logiczności oraz zakresu materiału dowodowego w oparciu, o jaki zostały sporządzone. Biegły nie wziął bowiem pod uwagę ważnego, konkretnego faktu, który wynikał z dokumentacji medycznej z przebiegu porodu…

Nie wierzę w przeoczenie czy przypadek, tym bardziej, że biegły nie uderzył się w piersi po zapoznaniu się z naszymi zarzutami do pierwszej z jego opinii.  Gdyby biegły uwzględnił kluczową okoliczność, konkluzja opinii musiałaby być korzystna dla rodzącej, a „wybiórcze” traktowanie istotnych dowodów w sprawie wiele mówi o rzetelności biegłego.

 

Błędów było znacznie więcej…  

Na szczęście, udało się uzyskać opinie innych ekspertów. Okazały się jednoznacznie korzystne dla rodzącej i jednoznacznie negatywnie oceniły postępowanie lekarza, który prowadził poród. Symptomatyczne jest, że według tych opinii, tak jak twierdziliśmy od początku w procesie, rozstrzygające znacznie miał dowód z dokumentacji medycznej, pominięty przez pana profesora.

 

Fałszywa opinia, prawdziwy biegły

Czy to już się kwalifikuje jako przedstawienie fałszywej opinii lub ekspertyzy mających służyć za dowód w postępowaniu? To przecież przestępstwo, zagrożone karą pozbawienie wolności od roku do lat 10…

Hmm, być może. Póki co, pan profesor medycyny jako biegły ma się znakomicie, wciąż figuruje na liście zaprzysiężonych biegłych sądowych, a za wydanie dwóch opinii, które tak jednoznacznie zostały „zrównane z ziemią” przez sąd, uzyskał łącznie ponad 4 tys. zl. wynagrodzenia.

19 mln funtów za błąd okołoporodowy?

Jolanta Budzowska        05 maja 2018        4 komentarze

Tytuł, jak to tytuł, był intrygujący: “Dziewczynka z uszkodzeniem mózgu wygrywa 19 mln. funtów odszkodowania od NHS.”

Z zainteresowaniem sięgnęłam do pełnego tekstu. Artykuł nie był obszerny. Jak doniósł na początku maja br. brytyjski The Times, sądowym zatwierdzeniem ugody zakończył się właśnie głośny spór o błąd lekarski. Obecnie dziewięcioletnia dziewczynka, cierpiąca na poważne uszkodzenie mózgu, otrzyma łącznie 19 mln. funtów brytyjskich, z czego jednorazowo zostanie wypłacone 6,8 mln funtów, a pozostała część będzie płatna w ratach. Płatność ratalna ma pokryć koszty opieki i leczenia. Skapitalizowana renta została obliczona odpowiednio do przewidywanej długości życia poszkodowanej.

Niedotlenienie przez brak decyzji

Podstawowym zarzutem w stosunku do lekarzy było – jak wynika z treści artykułu – opóźnienie w podjęciu decyzji o transfuzji krwi po zdiagnozowaniu u noworodka poważnej żółtaczki i bardzo wysokiego poziomu bilirubiny. Zostało udowodnione, że gdyby transfuzja nastąpiła niezwłocznie, dziecko uniknęłoby niedotlenienia i poważnych szkód na zdrowiu.

Kwota tej ugody sądowej to prawdopodobnie rekordowe odszkodowanie za błąd medyczny, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Sędzia, który zaaprobował wynegocjowaną przez strony ugodę, przyznał: „To bardzo blisko maksymalnej rekompensaty za uszkodzenie mózgu, ale dziecko mimo paraliżu i trudności w poruszaniu, ma świadomość swojej sytuacji. Żadne pieniądze nie zrekompensują jej wszystkiego, co straciła.”

Ponieważ dziewczynka urodziła się w publicznym szpitalu, to odpowiedzialnym za ten błąd medyczny jest NHS, czyli podmiot zarządzający finansowanym ze środków publicznych systemem służby zdrowia w Wielkiej Brytanii. Coś jak nasz NFZ. NHS przyznało swoją odpowiedzialność za obecny stan zdrowia dziecka w 85 %.

Głos tzw. opinii publicznej

Mniej więcej tyle na temat tego procesu o błąd medyczny było w samym artykule. A w komentarzach pod nim, podobnie jak to bywa u nas, głosy czytelników (tłum. z ang. własne):

„Każde takie odszkodowanie ma znacznie szersze implikacje dla setek, jeśli nie tysięcy innych pacjentów.”

“Odszkodowania tego rodzaju za błędy lekarskie są absurdalne i powinny być ograniczone, jako wywierające niepotrzebną presję na personel medyczny i NHS.”

„Jakkolwiek to, co się stało tej biednej dziewczynce, jest tragedią, to ten rodzaj „wygranej na loterii”, jeśli chodzi o wysokość odszkodowania, jedynie rozzuchwala prawników procesowych. NHZ po prostu nie stać na takie wypłaty. Powinniśmy zmienić system i wprowadzić takie zasady, jak na przykład w Nowej Zelandii, gdzie obowiązuje reguła wypłaty odszkodowań ze środków Skarbu Państwa, bez orzekania o winie, a droga sądowa jest niedopuszczalna.”

„Jeśli NHS nie może sobie pozwolić na wypłatę rekompensat, to może jego personel powinien po prostu przestać partaczyć leczenie swoich pacjentów.”

“NHS nie jest bogiem. Nie może wyleczyć wszystkich, ocalić wszystkich. Choroba i śmierć są częścią życia.”

Uff.

No dobrze: „Słoń, a sprawa polska”

6,8 ml funtów brytyjskich to blisko 33 ml złotych polskich*!

Czy tyle powinien wynieść górny pułap zadośćuczynień zasądzanych przez polskie sądy w najcięższych przypadkach? Pytania, jak i porównania, są jak najbardziej na miejscu, bo jakkolwiek Wielka Brytania występuje właśnie z Unii Europejskiej, to przecież nie z Europy. Oczywiście, musimy znaleźć jakieś bardziej uprawnione – poza geograficznymi – wspólne mianowniki. Na początek więc trochę matematyki, z elementami logiki i ekonomii;-)

Najwyższe zadośćuczynienie za błąd medyczny w Polsce w podobnym stanie faktycznym (ciężko poszkodowane na skutek niedotlenienia okołoporodowego dziecko) to 1,2 mln zł.

(Polski) Sąd Najwyższy już wielokrotnie podkreślił, że zadośćuczynienie ma mieć taką wartość, by stanowiło realną rekompensatę, a punktem odniesienia dla wartościowania powinny być m.in. stosunki majątkowe oraz poziom życia, w szczególności koszty utrzymania. Czyli, w uproszczeniu, „koszty życia” istniejące w kraju miejsca zamieszkania poszkodowanego.

Oczywiście, SN nie dostarczył nam wzoru, do którego moglibyśmy podstawić liczby i wyliczyć odpowiednie zadośćuczynienie.  Gdybyśmy jednak zastosowali na przykład wskaźnik PKB (produkt krajowy brutto wg parytetu siły nabywczej) na mieszkańca, to rezultaty mogą być, według mnie ,miarodajne.

PKB [czy też w nomeklaturze międzynarodowej gross domestic product based on purchasing power parity GDP (PPP)] w UK jest znacznie wyższy niż w Polsce (42.491 Int.$ do 27.764 Int.$, wg ostatnio dostępnych danych statystycznych z października 2017 r.)

Czyli – stosując analogiczną proporcję – 6,8 mln funtów w Anglii, odpowiada w Polsce około 4,5 mln zł. Takie mniej więcej zadośćuczynienie dla opisywanej w artykule poszkodowanej dziewczynki zostałoby przyznane, gdyby realia tamtej sprawy przenieść do Polski i gdyby dziecko żyło w Polsce: 4,5 mln. zł. Plus renta, oczywiście.

Odpowiednie zadośćuczynienie za błąd przy porodzie, czyli ile za krzywdę dziecka?

Czy to jest poziom zadośćuczynień, do którego dążymy? Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest jakaś górna granica rekompensaty, o której moglibyśmy powiedzieć, że: „O! Tyle, to już na pewno wynagrodzi każdą krzywdę!”

Na marginesie opisywanego wyroku mam jednak kilka refleksji:

  • zadośćuczynienie 6,8 mln. funtów zapłaci NHS (brytyjski „NFZ”), bo leczenie było finansowane ze środków publicznych. U nas każe się płacić szpitalom, które nie mają środków na odszkodowania za błędy medyczne. Nie bądźmy hipokrytami, nie wystarczy powiedzieć: “nie partaczcie”, leczcie zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, nie będziecie musieli płacić. Błędy medyczne są i będą. Umywanie rąk przez Skarb Państwa od odpowiedzialności wobec pacjentów jest nie fair. Poza tym, kiedy prywatna klinika upada, w Polsce pacjent leczony w tym podmiocie „na NFZ” zostaje na lodzie, bez środków do życia. I to niezależnie od tego, ile wygrał w sądzie i po ilu latach procesu;

 

  • szpitale w Polsce płacą pacjentom odszkodowanie i zadośćuczynienie za leczenie niezgodne z aktualną wiedzą medyczną, ale jednocześnie ustawodawca akceptuje, a wręcz wymusza organizację udzielania świadczeń poniżej standardów. Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy na przykład z powodu niedoboru personelu dwie pielęgniarki wykonują pracę za pięć albo gdy na konsultację neurologiczną do pacjenta zamiast specjalisty przychodzi rezydent – bo może mieć i ma zgodę na samodzielne dyżury na neurologii?

Pacjent – najsłabsze ogniwo

W łańcuchu pęka zawsze najsłabsze ogniwo. Mimo zmian w organizacji świadczeń zdrowotnych, w Polsce niezmiennie tym najsłabszym ogniwem jest pacjent: bo prawa pacjenta są często gwarantowane tylko na papierze, bo szpitale walczą o przetrwanie, bo NFZ nie odpowiada w stosunku do pacjentów za przebieg leczenia, a desperacja szpitali w walce z pacjentami nie zna granic – w końcu zawsze na horyzoncie majaczy szansa, żeby zapłacić mniej. I tak dalej.

Może więc już czas dopełnić ten eksperyment na żywym organizmie pacjenta? Niech wreszcie organizator świadczeń ze środków publicznych: Skarb Państwa, weźmie odpowiedzialność finansową za skutki, czyli między innymi za niepożądane zdarzenia medyczne, których już w takim przypadku nie będzie wypadało nazywać błędami w leczeniu?

Póki co jednak, kiedy dochodzi do błędu medycznego i poważnej szkody na zdrowiu, jedyną nadzieją jest sprawiedliwy wyrok. A „odpowiedniość” zadośćuczynienia mierzy się – jak Europa długa i szeroka – w milionach. Dura lex, sed lex.  Niech więc sędziowie stosują prawo.  Z elementami matematyki, logiki i ekonomii. I pamiętając, że jesteśmy częścią Europy. Nadal.

 

*przy średnim kursie NBP z 5.05.2018 r.:  1 GBP = 4,8430 zł.

Lekarz skazany za śmierć dziecka

Jolanta Budzowska        28 kwietnia 2018        4 komentarze

W ubiegłym tygodniu zapadł wyrok karny w sprawie lekarza oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci noworodka w przebiegu porodu. Jakiś czas temu pisałam o tej sprawie w poście „Brak decyzji o cięciu cesarskim.”

Lekarz oskarżony był o to, że jako starszy lekarz dyżurny na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala wojewódzkiego:

  • przez podjęcie decyzji o porodzie siłami natury przy stwierdzeniu miednicowego, podłużnego (pośladkowego) położenia płodu oraz
  • przez dokonanie błędnej oceny masy ciała płodu nieznajdującej potwierdzenia w przeprowadzonych wynikach badań oraz
  • przez nieuzasadnione odstąpienie od rozwiązania ciąży przez cesarskie cięcie,

nieumyślnie spowodował śmierć noworodka w przebiegu porodu, to jest o przestępstwo z art. 155 kk*.

Sąd**:

  • uznał oskarżonego lekarza za winnego popełnienia zarzucanego przestępstwa,
  • skazał lekarza na karę 3 miesięcy pozbawienia wolności,
  • warunkowo zawiesił wykonanie kary na okres 1 rok,
  • nałożył na lekarza obowiązek zapłaty nawiązki po 50 tys. zł. dla każdego z rodziców zmarłego noworodka (zgodnie z wnioskiem prokuratora oraz moim, jako pełnomocnika pokrzywdzonych rodziców),
  • nakazał lekarzowi zapłatę 15 tys. zł kosztów sądowych plus 18 tys. zł. kosztów zastępstwa procesowego – na rzecz pokrzywdzonych.

To była sprawa pełna emocji. Wyjątkowa nawet w bezmiarze nieszczęść, jakimi są wszystkie, bez wyjątku, prowadzone przez mnie sprawy związane z błędem medycznym.

Wiadomo, że błąd lekarski to nie jest przestępstwo, które lekarz chce popełnić. Nie można nawet zakładać, że czasem lekarz „w duchu” godzi się na to, że może dojść do czyjejś śmierci, jeśli podejmie ryzykowną decyzję.  Dlaczego miałby tak postępować?

Przecież przyrzekał: „Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i rozeznania ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.”**

Dlatego właśnie, jeśli już – w przypadku lekarzy – mówimy o odpowiedzialności za spowodowanie śmierci, to chodzi o przestępstwo nieumyślne. Czasem jednak, mimo to, że wiemy, że przecież „nikt nie chciał źle”, nie ma racjonalnego wytłumaczenia dla decyzji lekarza. Dlaczego na przykład w tym przypadku położnik – wbrew m.in. obiektywnym wynikom badania USG wykonanego na nowoczesnym aparacie, wbrew sugestii innych lekarzy – nie wybrał opcji bezpieczniejszej dla matki i dziecka?

Dlaczego zaryzykował życie dziecka i cierpienia matki podczas porodu dziecka, ważącego 4500 g, forsując poród drogami natury? To kluczowe pytania. Proces karny nie przyniósł odpowiedzi i przekonującego wytłumaczenia.

Wina lekarza w procesie karnym została udowodniona.

Proces cywilny przeciwko szpitalowi o zadośćuczynienie i odszkodowanie za śmierć osoby najbliższej jest w toku.

 

 

 

 

 

*art.155 Kodeksu Karnego: „Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

**Wyrok nie jest prawomocny, wszystkim stronom przysługuje prawo do złożenia apelacji.

*** Fragment Przysięgi Hipokratesa

Co łączy KTG, USG Doppler i odszkodowanie za błąd lekarski przy porodzie?

Jolanta Budzowska        22 kwietnia 2018        Komentarze (0)

W sprawach o błąd medyczny często toczy się równolegle kilka postępowań: cywilne, karne, tzw. dyscyplinarne, prowadzone przez samorząd lekarski lub pielęgniarek i położnych, najpierw przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, a potem Okręgowy Sąd Lekarski. Czasem też klienci , w myśl zasady, więcej, znaczy lepiej, relacjonują mi przebieg postępowania dotyczącego tzw. zdarzenia medycznego, jaki prowadzi w ich sprawie Wojewódzka Komisja ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych.

Występuję przede wszystkim jako pełnomocnik pacjentów w sprawie cywilnej. W innych postępowaniach tylko z konieczności, żeby nie zaszkodziły interesom pacjentów. Zwykle wtedy pomagam z „tylnego siedzenia”, konsultując kolejne kroki.

Generalnie, jak już wiele razy pisałam, nie jestem zwolenniczką mnożenia skarg. Równolegle toczące się postępowania, to z jednej strony może i większa ilość dowodów, które czasem mogą być pomocne (zeznania świadków, dokumentacja medyczna, nagrania z monitoringu itd.), ale też i większe ryzyko, że niekorzystna opinia biegłego np. uzyskana przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, okaże się być zbyt sugestywna i „zainspiruje sposób myślenia” biegłych sądowych w sprawie karnej czy cywilnej.   Oczywiście, są wyjątki, o jednym z ich napisałam w poście: “Sąd lekarski: kiedy przegrana może być wygraną”.

Każde z postępowań się nieco różni, ma inny cel, ale jedno je łączy.

Kluczowa jest ocena, czy pomiędzy błędem medycznym (jeśli już taki uda się udowodnić), a szkodą (niedotlenieniem lub śmiercią dziecka podczas porodu) jest związek przyczynowo-skutkowy. Innymi słowy mówiąc: czy tragicznego zdarzenia udałoby się uniknąć, gdyby postępowanie diagnostyczne lub leczenie były prawidłowe.

Niedawno mama zmarłej dziewczynki, moja Klientka, przysłała mi mailem dwie opinie, jakie uzyskał prokurator. Napisała:

„Obie opinie są zdecydowanie na naszą korzyść. Pojawiło się nawet “magiczne” stwierdzenie o związku przyczynowo – skutkowym. W obu przypadkach jest informacja o narażeniu na utratę zdrowia i życia naszej córki.”

Rzeczywiście, opinie – na szczęście – rzeczywiście są wyjątkowo jasne i wyjątkowo wprost wskazują na to, że podejście lekarza do wyniku zapisu KTG było co najmniej lekkomyślne. Pacjentka została odesłana do domu, mimo że KTG świadczyło o niewydolności łożyska, mogącej powodować niedotlenienie płodu, a matka czuła, że aktywność ruchów płodu malała. W efekcie dziecko zmarło w łonie matki.

Biegli piszą:” W przypadku potwierdzenia zaburzeń przepływów naczyniowych w badaniu USG, w zestawieniu z nieprawidłowym KTG i danymi z wywiadu o osłabieniu ruchów płodu przez ciężarną, powinna zostać podjęta decyzja o wykonaniu cięcia cesarskiego”.

I dalej:

„Ze względu na niską pozytywną wartość predykcyjną badania kardiotokograficznego (nieprawidłowe zapisy KTG jedynie w ok. 30 % towarzyszą realnie istniejącym stanom zagrożenia płodu), każdy uzyskany przedporodowo nieprawidłowy lub wątpliwy („podejrzany”) kardiotokogram (KTG) powinien być współcześnie weryfikowany badaniem dopplerowskim (USG Doppler) przepływów w naczyniach pępowinowych, a optymalnie także tętnicach macicznych i naczyniach mózgowych płodu.”

Ma rację Klientka, która pisze o „magiczności” sformułowania o związku przyczynowo-skutkowym.

Bo teoretycznie można dywagować, „co byłoby, gdyby”:

  • gdyby lekarz nie odesłał ciężarnej do domu bez głębszego zastanowienia,
  • gdyby wykonał USG Dopper,
  • gdyby zostawił pacjentkę – choćby do obserwacji – na oddziale.

Rzeczą biegłych jest jednak rozważyć różne scenariusze, hipotetyczny przebieg wydarzeń. A na końcu wskazać ten najbardziej prawdopodobny.

W tym przypadku biegli wywiązali się ze swojego zadania. W opinii pojawiają się konkretne stwierdzenia:

„Przyjęcie pacjentki na oddział i ewentualnie zakończenie ciąży drogą cięcia cesarskiego mogłoby zapobiec śmierci dziecka i niewątpliwie zdecydowanie zwiększyłoby szanse na jego przeżycie. W tej sytuacji, odmowa przyjęcia do szpitala, skutkująca brakiem możliwości zakończenia ciąży drogą cięcia cesarskiego pozostaje w związku przyczynowo-skutkowym ze śmiercią dziecka”.

Częściej jednak zdarzają się opinie, w których biegli starają się, jak mogą, rozmyć ten „magiczny” związek przyczynowo-skutkowy. Dlatego, zanim zdecydujemy się zawiadomić prokuraturę czy Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej – zastanówmy się dwa razy. Po takim zawiadomieniu te postępowania toczyć się będą, czy chcemy, czy nie chcemy. A my, choć formalnie uzyskujemy status pokrzywdzonych, mamy baaardzo umiarkowany wpływ na ich przebieg.

Inaczej jest w postępowaniu cywilnym. Zasadniczo jego celem jest odszkodowanie za błąd lekarski, ale to my rozdajemy karty i to my realizujemy w nim naszą strategię, zmierzającą do udowodnienia błędu lekarza.  Może więc czas wziąć sprawy – wyłącznie – w swoje ręce, a nie czekać, co zrobi prokurator?