Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Dokumentacja medyczna z porodu

Jolanta Budzowska02 września 20165 komentarzy

Jak mantrę będę powtarzać, że dokumentacja medyczna to podstawa dla oceny, czy podczas porodu nie popełniono grzechu zaniechania. Grzechu? Zaniechania? Tak, bo gros zarzutów, jakie kierujemy przeciwko lekarzom i położnym dotyczy niemonitorowania stanu zdrowia matki lub dziecka i – jeszcze częściej – niewykonania właściwych badań, które pomogłyby rozwiać wątpliwości i podjąć na czas decyzję o rozwiązaniu ciąży.

Dokumentację medyczną prowadzi: lekarską – lekarz, pielęgniarską – położna. Pacjent niestety nie ma wpływu na jej treść. Jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że nie ma w niej połowy skarg rodzącej, że godziny na KTG się rozjeżdżają (co innego jest w adnotacjach ręcznych, a co innego na wydruku), że położna badała tętno co godzinę, choć nikt jej na sali porodowej nie widział przez dobrych kilka godzin, itd.  Nie ma na to rady.

Można tylko:

  • jeśli mamy złożyć gdzieś w treści dokumentacji podpis (np. na formularzu zgody na leczenie), dodać własnoręcznie godzinę jego złożenia,
  • można stanąć nad położną (albo ojciec, przy porodzie rodzinnym) i zażądać wpisu, że domagamy się zbadania przez lekarza albo oceny KTG albo że ból staje się nie do zniesienia i prosimy o znieczulenie (na przykład), itd. – a potem patrząc przez ramię sprawdzić, czy wpis został dokonany,
  • powinniśmy wyczerpująco informować o wszystkim, o co lekarz czy położna pyta podczas wywiadu, szczególnie o przyjmowanych lekach,
  • jeśli zostawiamy/przekazujemy przy przyjęciu jakieś dokumenty (np. kartę ciąży czy skierowanie) – miejmy kopię i poprośmy o potwierdzeniu na kopii przyjęcia oryginału (nie raz już widziałam sytuację, gdy osią sporu staje się to, czy pacjentka zgłaszają się do porodu przekazała lekarzowi przyjmującemu USG czy skierowanie z sugestią drogi rozwiązania ciąży),
  • można zażądać pełnej dokumentacji medycznej swojej i dziecka już w dniu wypisu, a przeanalizować ją dokładnie, a następnie złożyć do dyrekcji pismo wskazujące na to, gdzie są nieścisłości wraz z wnioskiem/prośbą o ich sprostowanie,
  • to samo dotyczy kart informacyjnych: od razu przy odbiorze należy je (matki i dziecka) też uważnie przeczytać (to na ogół tylko kilka kartek!)  i  np. prosić o doprecyzowanie zaleceń lekarskich, jeśli są niejasne, czy o wpisanie wykonanych badań i ich wyników,
  • pamiętajmy też o upoważnieniu – najlepiej kilku osób – do uzyskiwania dokumentacji medycznej, także na wypadek śmierci (przepisy są niejednoznaczne i lepiej uniknąć problemów) – stosowny dokument powinniśmy dostać do podpisu przy przyjęciu,
  • zachowujmy jakiekolwiek dowody świadczące o tym, że wizyta się odbyła (na wypadek, gdyby znikła z dokumentacji) – paragon, potwierdzenie zapłaty kartą kredytową, kopię skierowania lub recepty itd.,
  • jeśli wpisy w dokumentacji są nieczytelne, zażądajmy (na piśmie!) jej przepisania pismem komputerowym,
  • jeśli spodziewamy się kłopotów lub „akcja” rozwija się w niekorzystnym kierunku, możemy nagrać przebieg wydarzeń. Sąd Najwyższy właśnie po raz kolejny potwierdził, że w określonych warunkach wykorzystanie takiego dowodu w ewentualnym procesie, nie jest nielegalne (wyrok SN sygn. akt. II CSK 478/15).

Możliwości faktycznie mamy ograniczone, bo  – umówmy się – nie mamy realnego wpływu na to, czy personel uwzględni nasze żądania. To lekarze i pielęgniarki odpowiadają za treść dokumentacji i nie muszą nas słuchać. Co z tego, że jak podał właśnie NFZ,  w II kwartale 2016 r. Oddziały Wojewódzkie NFZ przeprowadziły łącznie 117 postępowań kontrolnych ordynacji lekarskiej i aż w 52 przypadkach negatywnie oceniono podmioty kontrolowane, a  37 postępowań zakończyło się co prawda oceną pozytywną, ale z jednoczesnym wskazaniem uchybień lub nieprawidłowości.

Podstawowe zarzuty dotyczyły prowadzenia dokumentacji medycznej. Stwierdzono m.in.:

  • brak wpisów w dokumentacji medycznej dotyczących porady ambulatoryjnej,
  • brak wpisów wywiadu lekarskiego, badania przedmiotowego, zaordynowanych leków oraz wystawionych recept;
  • brak diagnozy, rozpoznania choroby,
  • brak potwierdzenia zasadności ordynacji leków;
  • brak adnotacji bądź błędna ilość przepisanych leków, sposób dawkowania, brak medycznego uzasadnienia przepisania leku;
  • braki formalne w dokumentacji medycznej (np. brak numeracji stron oraz danych identyfikujących pacjenta, brak autoryzacji poprawek, brak oznaczenia podmiotu leczniczego, daty porady itp.);
  • to, że dokumentacja medyczna była nieczytelna; brak zachowanego porządku chronologicznego przy dokonywaniu wpisów; brak oznaczenia imieniem i nazwiskiem pacjenta każdej strony dokumentacji medycznej.

Nieźle, prawda?

Szczególnie w kontekście typowego stwierdzenia biegłych:

„Tutejsza pracownia nie sporządza opinii sądowo- lekarskich na podstawie zeznań świadków, bowiem te podlegają wyłącznej ocenie Wysokiego Sądu. Biegli z zakresu medycyny nie posiadają umiejętności zawodowej, ani kompetencji formalnej do oceny w jakiej mierze odzwierciedlają one stan faktyczny. Jako wiążące przyjmujemy wyłącznie zapisy w dokumentacji medycznej jak jedyne odzwierciedlające stan pacjenta w momencie ich sporządzania”.

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś pomysły, jak pacjent może się zabezpieczyć zawczasu dowody świadczące na jego korzyść w ewentualnym procesie o błąd medyczny – proszę o komentarze. Jeśli mi jeszcze coś przyjdzie do głowy, będę aktualizować post;)

Mój poród był lata temu

Jolanta Budzowska29 sierpnia 20167 komentarzy

Czy Twoje dziecko urodziło się po 10 sierpnia 1997 roku a przed 10 sierpnia 2004 roku?

Jeśli zostało poszkodowane przez błąd medyczny podczas porodu albo w okresie dzieciństwa, może mieć jeszcze szanse – ale czasu nie jest zbyt dużo – na uzyskanie odszkodowania i zadośćuczynienia!

Czy Twoje dziecko urodziło się dnia 10 sierpnia 2004 roku lub później i padło ofiarą błędu lekarskiego? Ma nadal szanse na odszkodowanie i zadośćuczynienie!

Często pytania o możliwość uzyskania rekompensaty finansowej (odszkodowania, zadośćuczynienia i renty) dla dziecka dotyczą błędów lekarskich popełnionych podczas porodu, który odbył się wiele lat temu. W skrócie:

„czy moja sprawa jest przedawniona?”

Ponieważ sytuacja prawna jest rzeczywiście skomplikowana, każdy przypadek trzeba analizować osobno, bo liczy się na przykład to, kiedy rodzice dowiedzieli się o chorobie dziecka, a także, czy działania personelu medycznego można zakwalifikować jako przestępstwo.

Dla dociekliwych i tych, co chcą zrozumieć „dlaczego”, kilka konkretów.

Obecnie obowiązuje art. 4421 § 3 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym, w razie wyrządzenia szkody na osobie przedawnienie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem trzech lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Oznacza to, że niezależnie od tego, kiedy miało miejsce zdarzenie wywołujące szkodę, roszczenie o naprawienie tej szkody poszkodowany będzie mógł kierować do jej sprawcy – a także do ubezpieczyciela – jeszcze trzy lata po ujawnieniu się tej szkody.

Jednocześnie, małoletni, który doznał szkody na osobie, ma dodatkowy termin na dochodzenie roszczeń: dwa lata od uzyskania przez niego pełnoletności (art. 4421 § 4 Kodeksu cywilnego).

Jeśli szkoda powstała w wyniku zbrodni lub występku, to zgodnie z art. 4421 § 2 Kodeksu cywilnego, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa, bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Poprzednio obowiązująca regulacja przewidywała dziesięcioletni okres przedawnienia.

Takie przepisy obowiązują w stosunku do szkód powstałych począwszy od dnia 10 sierpnia 2007 roku.

Jeśli szkoda powstała przed dniem 10 sierpnia 2007 r., to nowe zasady można stosować tylko do roszczeń nieprzedawnionych w tym dniu, czyli na przykład do niektórych błędów okołoporodowych dotyczących porodów mających miejsce najdawniej po 10 sierpnia 1997 roku.

Uff.
Podsumowując: zapraszam do przesłania mailem opisu sytuacji. Wspólnie rozstrzygniemy czy sprawa jest przedawniona.

Jeżeli jakiś prawnik obiecuje, że sprawa cywilna o poważny błąd porodowy potrwa rok czy dwa lata, to kłamie albo nie ma pojęcia, o czym mówi. Oczywiście, nie dotyczy to ugód, ale te się niemal nie zdarzają (chyba, że wtedy, kiedy już wszystko w procesie sądowym jest jasne, dowody przeprowadzone, odpowiedzialność udowodniona, a szpital lub ubezpieczyciel chce uciec spod topora wyroku).

Postępowania sądowe o odszkodowanie za szkody na zdrowiu dziecka, najczęściej spowodowane niedotlenieniem w trakcie porodu, trwają na ogół cztery do pięciu lat. To długo, wiem. Czasem jeszcze dłużej. Ale w praktyce nie da się tego przyśpieszyć, mimo moich i – zdarza się – sądu wysiłków. Dlaczego? Bo to bardzo trudne i wielowątkowe sprawy.

Najpierw trwa batalia o zasadę: czy podczas prowadzenia porodu popełniono błąd? Przesłuchujemy świadków (bywa, że kilkunastu), gromadzimy dokumentację, wreszcie następuje etap biegłych sądowych. Może być jeden biegły ginekolog- położnik, może być też neonatolog, a może być jeszcze kilku innych, gdy na przykład zachodzi ryzyko, że potencjalnie na stan noworodka mogły mieć wpływ schorzenia matki: cukrzyca czy nadciśnienie.

Potem udowadniamy to, że popełnione błędy miały wpływ na stan zdrowia dziecka. Że gdyby nie błędy podczas porodu, noworodek byłby zdrowy albo przynajmniej w lepszym stanie. Kolejni biegli.

Na koniec musimy przekonać sąd, jaki jest stan i potrzeby dziecka.  Od tego zależy wysokość zasądzonych w wyroku zadośćuczynienia, odszkodowania i renty na leczenie, rehabilitację i opiekę. To bywa żmudna praca: kiedy rodzice zbierają rachunki i dokumentację medyczną jest łatwiej, ale i tak także na tym etapie bez biegłych się nie obejdzie. Najczęściej jest to biegły neurolog, okulista, ortopeda i fizjoterapeuta.

Wreszcie: szpitalom i ubezpieczycielom nie zależy, żeby zakończyć proces szybko. Po co mają się mierzyć z koniecznością zapłaty czasem milionowej rekompensaty z i tak dziurawego budżetu za kadencji obecnego dyrektora? Nie lepiej, żeby tę żabę musiał zjeść następca, za kilka lat? Pełnomocnicy w apelacji czy skardze kasacyjnej piszą mniej więcej tak:

„Wskazać należy, że w kasie pozwanego Szpitala nie ma środków w wysokości XXX złotych na uiszczenie opłaty od skargi kasacyjnej. Bezspornie, pozwany Szpital obraca określonymi środkami – nawet pomimo tego, że wykazuje stratę. Środki te przeznaczone są jednak na leczenie pacjentów. Wobec powyższego, uiszczenie wpisu sądowego w niniejszej sprawie wiązać się będzie z koniecznością odmowy wykonania świadczeń zdrowotnych pacjentom (w szczególności: zakupy leków i materiałów medycznych oraz wynagrodzenia pracowników). Ograniczenie liczby zabiegów wykonywanych w pozwanym Szpitalu przełoży się na zwiększenie czasu oczekiwania na operację. Upływ czasu powoduje natomiast, że rokowania pacjentów maleją. Innymi słowy, przeznaczenie mniejszych środków na działalność pozwanego Szpitala – na skutek uiszczenie opłaty od skargi kasacyjnej – spowoduje zmniejszenie dostępności zabiegów medycznych.”

Demagogia? Oczywiście. Są środki na leki, na wynagrodzenia dla lekarzy, nie ma dla poszkodowanego pacjenta. I tak w ogóle, to przez poszkodowanego pacjenta, który odważył się skierować sprawę do sądu, cierpią inni pacjenci. Proces można prowadzić za pół darmo, więc szpitale walczą do upadłego.

Dlatego nie ma co zwlekać ze złożeniem pozwu. Proces potrwa, ale za czas jego trwania sąd cywilny przyzna w wyroku odsetki od zasądzonych kwot. Sprawa nie leży „ ot tak sobie” w sądzie – zegar tyka, odsetki są doliczane za każdy dzień.

Tylko wyjątkowo warto poczekać na opinię w postępowaniu prowadzonym przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej czy w postępowaniu karnym.  Głównie, kiedy sami mamy duże wątpliwości z oceną postępowania lekarzy. Ale już zupełnie nie warto, jak w sprawie, która niedawno do mnie trafiła, zastanawiać się prawie osiem lat, mimo korzystnych opinii biegłych wydanych na zlecenie Prokuratury…

Co prawda, postawiono zarzuty trzem lekarzom, ale zabawa w pozyskanie kolejnych opinii biegłych na wniosek obrońców oskarżonych potrwa zapewne tak długo, że przedawni się karalność. Nawet, gdyby zapadł wyrok karny, to  i tak prawdopodobnie z art. 160. § 1.Kodeksu karnego, czyli

„Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności (…)”.

Czy taki wyrok jest załatwia sprawę odszkodowania? Nie. Bo nadal musimy udowodnić to, że popełnione błędy miały zły wpływ na stan zdrowia noworodka i to, jakie są potrzeby dziecka.

Więc jeszcze raz: nie ma co czekać. Czas trwania procesu cywilnego o odszkodowanie za błąd medyczny lepiej wykorzystać na swoją korzyść.

Wniosek o dokumentację medyczną

Jolanta Budzowska19 sierpnia 2016Komentarze (0)

Są z tym wieczne problemy. Zwykle po złożeniu wniosku o dokumentację medyczną czekamy tygodniami, potem okazuje się, że jeszcze brakuje KTG albo opisu operacji, albo wyniku najważniejszego badania… Nie muszę chyba przypominać, że kompletna dokumentacja medyczna ma kluczowe znaczenie w  analizie szans procesowych. Pisałam o tym obszernie tutaj.

Problemy z uzyskaniem dokumentacji medycznej  w mniejszym stopniu dotyczą rodziców małych pacjentów lub dorosłych pacjentów, którzy starają się o dostęp do własnej dokumentacji medycznej.

Poważne trudności są jednak z uzyskaniem dokumentacji po śmierci pacjenta. Dlatego opracowałam autorski wzór o wydanie dokumentacji medycznej zmarłego pacjenta. Jest zamieszczony  tutaj.

Oby się nie przydał…

O tym, na jakich zasadach rodząca może domagać się znieczulenia przy porodzie pisałam tutaj.

Pisałam też o tym, że z egzekwowaniem prawa do porodu bez bólu mogą być problemy, bo lekarzy anestezjologów brakuje. Jest ich niewiele ponad 5 tys. na wszystkie szpitale w całej Polsce, a podstawowe miejsce ich pracy to oddziały intensywnej terapii, sale operacyjne i pooperacyjne.

Jeśli rodząca chce skorzystać ze znieczulenia, a lekarz prowadzący nie będzie widział medycznych przeciwwskazań, anestezjolodzy powinni być też obecni przy porodzie. Tylko lekarz specjalista z zakresu anestezjologii jest uprawniony do wykonywania znieczulenia ogólnego oraz znieczulenia regionalnego: zewnątrzoponowego i podpajęczynówkowego.

Dyrektorzy szpitali próbują łatać dziury, kierując do porodów lekarzy w trakcie specjalizacji, czyli rezydentów. To działanie bezprawne (o ile nad takim lekarzem nie sprawuje bezpośredniego nadzoru lekarz anestezjolog), a poród staje się porodem podwyższonego ryzyka. Znieczulenie to nie przelewki i lepiej być w rękach doświadczonego medyka.

Co jeśli jednak dojdzie do powikłań podczas porodu? Wbrew pozorom, nie tak rzadko są one brakiem współpracy rodzącej z prowadzącą poród położną lub lekarzem. Ma to swoje źródło w trudnych  do opanowania bólach porodowych. W takich sytuacjach, związek przyczynowo-skutkowy, pomiędzy niewykonaniem  znieczulenia mimo medycznych wskazań a powikłaniami, wydaje się być możliwy do udowodnienia. Czy szpital może się bronić brakami kadrowymi i tym, że Ministerstwo Zdrowia nie zapewniło dostatecznej ilości specjalistów anestezjologów na rynku?

Nie. Za szkody na zdrowiu dziecka i rodzącej odpowie szpital, bo to klasyczny błąd organizacyjny. Pacjentka nie ma wpływu na organizację szpitala i ma prawo oczekiwać, że otrzyma leczenie zgodne z wymogami aktualnej wiedzy medycznej  i przepisami prawa. Kropka.

A co ma zrobić dyrektor szpitala? Przepraszam, to nie ten blog. Ja pomagam pacjentom.