Mediacje w sprawach o błąd medyczny…

Jolanta Budzowska        04 sierpnia 2016        2 komentarze

…bardzo rzadko mają sens.

Kilka razy zawarłam ugodę przed mediatorem, ale dzisiaj jestem strasznie zła. Nic mnie tak nie irytuje, jak bezmyślność i strata czasu.  Mam za sobą półtoragodzinne “posiedzenie mediacyjne” w Katowicach, czyli półtorej godziny rozmawiania o niczym. Stawili się: mediator, jego asystentka, ja (na szczęście bez sześciorga moich Klientów), dyrektor szpitala ze swoją pełnomocniczką i lekarz ginekolog-położnik “kontraktowy” ze swoją pełnomocniczką.  O mediacje wniósł szpital.

Mediacje mają sens, gdy przeciwnicy widzą możliwość ugody, czyli – w sprawach medycznych – chcą rozmawiać o rekompensacie dla poszkodowanych. Oczywiście, najważniejszym punktem negocjacji jest to, jaka kwota zostanie wypłacona i kiedy, ale jedno założenie trzeba mieć będąc szpitalem lub lekarzem – jestem gotowy negocjować odpowiednie zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Szpital i lekarz przyjechali dziś na mediacje – o które sami prosili – tylko po to, żeby powiedzieć, że bez ubezpieczyciela – czyli PZU SA – to oni nic nie mogą. To po co tracili dzisiaj czas: mediatora, sądu (który odroczył rozprawę w procesie cywilnym, bo też liczył na to, że być może sprawa zostanie załatwiona w drodze ugody w mediacji), swój i mój? Dlaczego nie uzyskali wcześniej stanowiska ubezpieczyciela albo nie odwołali spotkania?

Najważniejsze pytanie jednak brzmi: dlaczego nie pomyśleli o uczuciach poszkodowanych? Rok temu, po porodzie, w wyniku krwotoku zmarła matka 3 maleńkich chłopców, żona, jedyna córka swoich rodziców…

Moi Mocodawcy znów liczyli na to, że jest możliwe, aby pacjent, a dzisiaj już jedynie rodzina zmarłego pacjenta, była poważne traktowana przez szpital i personel medyczny.

Znów się zawiedli.

 

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Mateusz Styczeń 4, 2017 o 20:04

Szanowna Pani Mecenas,

natrafiłem dzisiaj na kilka informacji w Pani wpisie, które wzbudziły moje zaciekawie, dlatego byłbym niezmiernie wdzięczny za rozwinięcie
1. Czy uważa Pani Mecenas, że w sprawach medycznych, czy jakichkolwiek innych, jedynym istotnym elementem mediacji jest ustalenie wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia? Uważam, iż pominięcie tutaj elementu psychologicznego i emocjonalnego, jakim są chociażby przeprosiny może być brzemienne w skutkach dla przyszłych mediacji.
2. Czy nie było możliwości sprawdzenia, czy choćby spytania, czy sam szpital ma możliwość podejmowania wiążących dla siebie decyzji? Taka informacja niewątpliwie oszczędziłaby półtoragodzinnego spotkania. W kilku słowach pragnąłbym napomknąć jedynie o możliwości ustalenia zamiarów szpitala w tej materii, czy też możliwości zaproszenie ubezpieczyciela do rozmów.
3. Wspomina Pani Mecenas o okolicznościach śmierci i o uczuciach poszkodowanych, oczywiście muszą być one potężne i nie życzę nikomu, aby musiał się z takowymi zmagać, ale po raz kolejny nasuwa się zapytanie co do ewentualnych przeprosin – przecież po to również są mediacje.

Podsumowując, jako mediatora bardzo boli mnie wstęp artykułu umieszczonego na blogu Pani Mecenas.

Załączam wyrazy szacunku.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Styczeń 5, 2017 o 09:03

Szanowny Panie,

rozumiem, że jako mediator widzi Pan sens swojej pracy. Co więcej, ja również jestem zagorzałą zwolenniczką ugód i mediacji. Mam spore – jak na polskie warunki – doświadczenie w sprawach mediacji i wiem, że najważniejsze jest zrozumienie istoty postępowania mediacyjnego przez pełnomocników. Jeśli pełnomocnik nie wie, jak się powinien przygotować do mediacji albo traktuje posiedzenie mediacyjne jako teatr odgrywany przed swoim klientem, bez faktycznej woli porozumienia, to jest to farsa, a nie wola ugody.

Jestem pełna podziwu dla wysiłku mediatorów, jednak do tanga niestety trzeba – w tym przypadku – co najmniej trojga: mediatora i dwóch stron procesu.

To czy szpital ma sam możliwość podejmowania decyzji, to problem szpitala. Formalnie ma. Pełnomocnik powinien mieć pełne umocowanie do podejmowania decyzji na posiedzeniu mediacyjnym – nieprawdaż? Jeśli inicjuje mediacje, to powinien zapewnić sobie na termin posiedzenia mediacyjnego wszystkie informacje, zgody itd, które – wg niego – będą mu potrzebne.

Ja na przykład mam zawsze omówioną z klientami wcześniej strategię negocjacji, znam warunki brzegowe, które akceptują klienci, moi klienci są też zawsze pod telefonem i mailem w czasie mediacji, abym – w razie potrzeby – mogła z nimi natychmiast skonsultować finalne decyzje i uzyskać potwierdzenie stanowiska. Jedno z posiedzeń mediacyjnych trwało blisko 10 h, do późnych godzin nocnych, bo pełnomocnicy mojego przeciwnika długo uzgadniali telefonicznie z zagranicznym mocodawcą szczegóły wynegocjowanych warunków. Więc jak się chce, to można się odpowiednio przygotować do mediacji i sobie zapewnić możliwości dla efektywnego mediowania.

Co do przeprosin – ma Pan rację. To bardzo ważny element. Niestety jednak, sprawy o błąd medyczny wiążą się najczęściej z poważną szkodą na zdrowiu. Przeprosinami nie zapłaci się za leczenie i rehabilitację dzieci. Więc rzadko przeprosiny mogą być jedyną formą zadośćuczynienia za wyrządzoną szkodę na zdrowiu.

Nie tracąc wiary w mediację i życząc sukcesów – serdecznie pozdrawiam. Jolanta Budzowska

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: