Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Poród w prokuraturze

Jolanta Budzowska23 października 2016Komentarze (1)

W tytule nie chodzi o to, że rodzi pani prokurator albo przesłuchiwany świadek, choć i to może się zdarzyć.  Chodzi o sytuację, kiedy błędy popełnione przy porodzie są tego kalibru, że sprawa trafia do prokuratury.

Działalność powołanych niedawno spec-jednostek prokuratury do zajmowania się błędami medycznymi nabiera tempa. Miałam obawy, jak z tym będzie, pisałam o tym między innymi tutaj:  „Nowa jakość postępowania przygotowawczego w sprawie błędów medycznych”. W międzyczasie prokuratorzy się szkolili, a  dodatkowo wydane zostały „prokuratorskie” wytyczne, m.in. jak te opisane w poście „Lepsi i gorsi – segregacja ofiar błędów lekarskich„.

Teraz wpadł mi w ręce kolejny oficjalny materiał adresowany do prokuratorów zajmujących się „sprawami o przestępstwa narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez lekarza będącego gwarantem bezpieczeństwa osoby zagrożonej”.

Pismo z dnia 7 lipca 2016 r. pochodzi z Prokuratury Krajowej i stanowi całkiem ciekawy „bryk” – spis przepisów i zasad postępowania dla prokuratorów  z działów błędów medycznych.

Wskazano w nim między innymi, że w sprawach, gdzie skutkiem błędu jest śmierć pacjenta, ma być zarządzana sekcja zwłok (o ile to możliwe), że prokurator ma zabezpieczać oryginalną dokumentację medyczną wraz z zapisami badań obrazowych (a nie tylko ich opisami), że wstępna analiza dokumentacji medycznej nie wymaga wiadomości specjalnych – co rodzi nadzieję, że prokuratorzy rzadziej będą ślepo polegali – co się zdarzało – na kontuzjach opinii biegłych, a sami dokonają logicznej interpretacji zgromadzonego materiału dowodowego. Jedna wskazówka budzi mój niepokój, a mianowicie:

„Można również rozważyć zwrócenie się o pomoc do Okręgowych Rad Lekarskich oraz Naczelnej Izby Lekarskiej we wskazaniu biegłego określonej specjalności, a także wskazania konsultanta celem właściwego określenia przedmiotu opinii i jej zakresu, w sytuacji wystąpienia trudności z uzyskaniem przez prokuraturę specjalistycznej opinii medycznej.”

A dlaczego prokurator nie miałby pytać Rzecznika Praw Pacjenta o wskazanie biegłych z jego listy? Czyżby był zarzut, że tacy biegli nie byliby obiektywni? To dlaczego zakłada się obiektywizm biegłych z listy Okręgowych Izb Lekarskich? Trochę się chyba autor „Wytycznych” rozpędził z takimi zaleceniami… Jak widać, lobby lekarskie nie próżnuje, o czym można przeczytać między innymi w na portalu rynekzdrowia.pl 

Najbardziej istotny jest jednak fakt, że w lipcowym piśmie Prokuratury Krajowej kładzie się duży nacisk na konieczność wnikliwego wyjaśniania spraw związanych z przebiegiem porodu.

W piśmie podano m.in.:

„Przedmiotem ochrony przewidzianej w art. 160 k.k. jest życie i zdrowie człowieka od rozpoczęcia porodu (wystąpienie skurczów macicy, dających postęp porodu), a w przypadku operacyjnego zabiegu cięcia cesarskiego kończącego ciążę (na żądanie kobiety ciężarnej) – od podjęcia pierwszej czynności medycznej bezpośrednio zmierzającej do przeprowadzenia tego zabiegu[i] , natomiast z chwilą zaistnienia medycznych wskazań do niezwłocznego zakończenia ciąży cesarskim cięciem od zaistnienia medycznych przesłanek takiej konieczności (od chwili wystąpienia zagrożenia płodu) pod warunkiem zdolności płodu do życia poza organizmem kobiety ciężarnej [ii] .

Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 25 listopada 2009r., sygn.. akt V KK 150/09, orzekł, iż konieczność medyczną przeprowadzenia zabiegu cięcia cesarskiego lub innego alternatywnego zakończenia ciąży, od której zaistnienia przysługuje dziecku nienarodzonemu ochrona prawnokarna z art. 160 k.k., należy rozumieć nie tylko jako obiektywną (potwierdzoną medyczną, kategoryczną diagnozą) konieczność przeprowadzenia takiego alternatywnego zakończenia ciąży i związane z tym wskazania lekarskie niezbędnych do ustalenia tej okoliczności  medycznych działań.

Z chwilą zaniechania przez lekarza, mimo uzyskanego od matki dziecka wywiadu o wskazaniach medycznych do przeprowadzenia u niej zabiegu cesarskiego cięcia, uwiarygodnionego stosowną dokumentacją lekarską, podjęcia wobec niej stosownych działań lekarskich, które dopiero pozwoliłyby kategorycznie ocenić jej ówczesny stan, z punktu widzenia konieczności rzeczywistej medycznej niezbędności przeprowadzenia takiego zabiegu, poczęte mające się urodzić dziecko korzysta z prawnokarnej ochrony przewidzianej w art. 160 k.k.”.  

Życie pokazuje, że „nowe prokuratury” wzięły się ostro do pracy, wznawiane są dawno umorzone śledztwa, a i nowo wszczynane toczą się jakby szybciej.  Poczekajmy na konkretne efekty, ale już dziś można powiedzieć, że prawa poszkodowanych pacjentów, a szczególnie dzieci w trakcie porodu, na pewno na tym nie ucierpią.

 

 

***

W treści – za cytowanym pismem Prokuratury – powołałam nastepujące wyroki:

[i] Uchwała SN z 26.10.2006r., KZP 18/6 LEX, postanowienie SN z 30.11.2008 r., I KZP 13/08; wyrok SA Wrocław z 15.10.2008r., II AKa 223/08.

[ii] Wyrok SN z 27.09.2010r., V KK 34/10, OSNKW 2010/12/105; post. SN z 25.11.2009r., V KK 150/9 LEX

Sąd lekarski: kiedy przegrana jest wygraną

Jolanta Budzowska13 października 20164 komentarze

Wracam właśnie z posiedzenia w sądzie lekarskim, w strefie ciszy Pendolino relacji Warszawa- Kraków (uwaga: tekst zawiera lokowanie produktu;-)) – akurat nie było już biletów w „normalnym” wagonie. Po Polsce jeżdżę wzdłuż i wszerz, różnymi środkami lokomocji – taka praca. Każde większe miasto znam świetnie… od strony siedziby sądu okręgowego. Więc podróże – w żadnych warunkach – nie są mi straszne, a strefa ciszy, choć być może dla niektórych ma więcej wad niż zalet (nie można rozmawiać przez telefon), zdecydowanie sprzyja refleksji. Szczególnie po długim dniu, jaki mam za sobą.

I tak doszłam do przekonania, że czasem postępowanie przed sądem lekarskim ma jednak sens. Inny, niż nam się wydaje. Bo oczywiście, jeśli już nawet Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy widzi przewinienie lekarza, to i my w pierwszej kolejności oczekujemy „skazania” takiego lekarza, czyli przynajmniej uznania, że dopuścił się przewinienia zawodowego i orzeczenia kary upomnienia lub nagany. Co jednak, gdy tak się nie dzieje? Skuteczność sądów lekarskich i tak jest kiepska, dlatego jestem osobą raczej słabej wiary, jeśli chodzi o ten tryb wyjaśniania nieprawidłowości w trakcie leczenia, a dzisiaj jeszcze pogorszyliśmy statystyki, bo lekarz został uniewinniony. Pacjentka – moja Klienta – nie wydawała się być jednak zmartwiona. Ja tym bardziej. Dlaczego?

Rzecz dotyczyła prawidłowości monitorowania ciąży przy cholestazie ciężarnych i tego, czy decyzja o cięciu cesarskim nie powinna była być podjęta wcześniej, niż kiedy to się faktycznie stało (cięcie było po zakończeniu 36 tygodnia ciąży). Dziecko zmarło – prawdopodobnie w trakcie cięcia cesarskiego albo na krótko przed nim. Rzecznik OIL postawił lekarzowi zarzut zbyt późno podjętej decyzji o cesarce, a tym samym doprowadzenia do śmierci dziecka.

Coś mnie tknęło. Na tyle, że chociaż zwykle nie występuję przed sądami lekarskimi, postanowiłam się wybrać na kluczowe posiedzenie sądu w tej sprawie.

Wcześniej w sprawie wydane zostały opinie biegłych, którzy analizowali przebieg leczenia i wykonane KTG i USG z Dopplerem. Dziś przesłuchaliśmy szereg świadków, a biegli przysłuchiwali się tym zeznaniom. W sądzie cywilnym to się nie zdarza, a tu baaardzo się przydało! Nie ma to jak słyszeć na własne uszy to, co relacjonują świadkowie… nawet, gdy jest się biegłym i teoretycznie sama dokumentacja medyczna wystarcza, by wydać opinię.

Początkowo drążyliśmy kwestię częstotliwości badań kwasów żółciowych ciężarnej oraz próbowaliśmy zinterpretować wyniki. I z chwili na chwilę stawało się jasne, że problem jest gdzie indziej.

W szpitalu był błąd na błędzie organizacyjnym. Anestezjolog znieczulił pacjentkę zbyt wcześnie, nikt nie badał tętna dziecka, a operator (inny lekarz niż ten, który na ponad dwie godziny wcześniej podjął decyzję o cc i który był obwinionym) na długo się zawieruszył, zamiast stać w gotowości przy stole operacyjnym. Dokumentacja okazała się być niekompletna, a ta przekazana do akt wcześniej jako kompletna – przerobiona w bardzo istotnych fragmentach.

I tak postępowanie przed sądem lekarskim – choć zakończone uniewinnieniem lekarza – okazało się być kopalnią wiedzy na użytek postępowania cywilnego o odszkodowanie. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy przegrał (to on wnosił wniosek o ukaranie lekarza), ale moja Klientka wygrała: zyskała niezbite argumenty na dowód, że cięcie nie przebiegało jak należy.

Warto wspomnieć, że wygrał też niewinny (niewinny przynajmniej w zakresie tych zarzutów, jakie postawiono mu w sądzie lekarskim) lekarz.

Jak rzadko, sprawiedliwości stało się zadość.

 

Termin porodu

Jolanta Budzowska10 października 2016Komentarze (0)

Z terminem porodu warto tak „celować”, żeby nie wypadał w święta, weekendy (szczególnie długie), ferie, a już ekstremalnym wyzwaniem bywają takie wydarzenia, jak Światowe Dni Młodzieży w Krakowie czy szczyt NATO w Warszawie: trudności z dojazdem, bywa, że przypadkowa obsada dyżurowa, a czasem dodatkowo „wielka kumulacja” pacjentów, bo dochodzą ci przyjezdni. Z wakacjami jest nieco lepiej, ale to też najczęściej okres podwyższonego ryzyka, bo np. twój lekarz może być akurat na urlopie.

Żarty na bok.

Clou programu nie polega przecież na tym, czy trafimy ze skurczami porodowymi w odpowiedni dzień.

Prawidłowe określenie terminu porodu ma kluczowe znaczenie dla lekarzy prowadzących poród.

Zatem: na co zwrócić uwagę przy liczeniu, żeby się „nie przeliczyć”?

Na przykład: pacjentka miesiączkująca co 40-45 dni ma ciążę o dwa tygodnie młodszą od pacjentki miesiączkującej co 28 dni, dla której stosuje się nieskorygowaną regułę Naegelego (czyli sposób obliczenia w oparciu o datę ostatniej miesiączki). Wiarygodność wyliczeń terminu ciąży oparta o termin ostatniej miesiączki jest w takim przypadku wątpliwa i istnieje prawdopodobieństwo, że termin porodu może być w rzeczywistości późniejszy.

Zgodnie z literaturą medyczną, ustalając termin porodu:

„Trzeba pamiętać, że największe znaczenie dla prawidłowej oceny wieku ciąży ma termin ostatniej miesiączki, ewentualnie skorygowany za pomocą badania ultrasonograficznego w I trymestrze ciąży. Późniejsze oceny nie powinny wpływać na zmianę pierwotnie prawidłowo określonego wieku ciąży, ponieważ w późniejszym okresie ciąży wielkość płodu może być nieprawidłowo duża (makrosomia) lub nieprawidłowo mała (hipotrofia).”

Obowiązujące przepisy prawne (standardy postępowania w trakcie ciąży i porodu) także wskazują, jak prawidłowo określać wiek ciążowy.

Mianowicie:

„Wiek ciążowy to wiek określony na podstawie daty ostatniej miesiączki lub na podstawie długości siedzeniowo-ciemieniowej płodu w badaniu ultrasonograficznym w pierwszym trymestrze ciąży, jeśli nie jest zgodny z okresem zatrzymania miesiączki.”

Jak już obliczymy termin porodu, to pamiętajmy o jednym: poród przed 37 tygodniem (poród przedwczesny) i po 42 nie może być traktowany jak poród fizjologiczny.

Umieralność perinatalna wzrasta powyżej 42 tygodnia, dlatego ciążę przeterminowaną należy zaliczyć do ciąży wysokiego ryzyka. Przyczyną zwiększonego ryzyka jest przede wszystkim postępująca niewydolność maciczno-łożyskowa.

Kiedy z kolei dobrostan płodu na wczesnym etapie ciąży budzi wątpliwości, a lekarz zadaje sobie pytanie czy rozwiązać ciążę, czy też nie, to powinien wziąć też pod uwagę zagrożenia związane z ewentualnym wcześniactwem.

A co, jeśli to jest tzw. „późny wcześniak”, noworodek „prawie donoszony”? U „późnych wcześniaków” częściej niż u noworodków donoszonych obserwuje się np. żółtaczkę, infekcje, zaburzenia termoregulacji czy zaburzenia oddychania – nie stwierdzono jednak, aby z samym tylko faktem „późnego wcześniactwa” łączyło się istotnie zwiększone ryzyko występowania ciężkich schorzeń neurologicznych, takich jak mózgowe porażenie dziecięce (MPD). Dylemat „czy lepiej pozostawić płód w łonie matki ryzykując niedotlenienie, czy wykonać cięcie cesarskie narażając noworodka na wszelkie skutki wcześniactwa” rozstrzyga się więc w dzisiejszych czasach na korzyść tego drugiego rozwiązania już na poziomie 27-28 tygodnia ciąży.

Jeśli jednak rodzi się dziecko z ciąży niedonoszonej, to m.in.:

  • przy porodzie powinien być obecny neonatolog,
  • neonatolog powinien dokonać oceny stanu zdrowia dziecka po porodzie, w tym powinien dokonać oceny wg skali Virginii Apgar i zdecydować o sposobie postępowania z dzieckiem,
  • dziecko powinno być poddane wnikliwej obserwacji przez neonatologa, położne i pielęgniarki noworodkowe, a w razie występowania jakichkolwiek niepokojących objawów powinno być poddawane powtarzalnemu badaniu klinicznemu, ponieważ u noworodków „niedonoszonych” często występuje szereg problemów klinicznych, w tym bezdech i inne problemy oddechowe.

Dlatego liczmy dobrze. To, czy termin porodu jest dobrze obliczony, ma znaczenie.

W procesie o błąd medyczny bardzo często najistotniejszą kwestią do rozstrzygnięcia jest to, czy poród odbył  się w  terminie.  A jeśli urodził się  wcześniak lub dziecko z ciąży przeterminowanej? Ten fakt jest podstawą dla oceny reakcji lekarzy:  czy podejmowali właściwe decyzje i – w efekcie – czy ponoszą odpowiedzialność za stan dziecka.

Inkubator a sprawa polska

Jolanta Budzowska23 września 2016Komentarze (0)

Coraz częściej w procesach o błąd przy porodzie pozwane szpitale bronią się tym, że – na przykład –  nie można było dziecka przekazać wcześniej do ośrodka referencyjnego, bo na całe województwo jest jedna karetka karetka neonatologiczna (karetka N, enka), używana do transportu noworodków i niemowląt (do 1 roku życia). Taka karetka jest wyposażona jest m.in. w nowoczesny inkubator, który zapewnia komfort termiczny, respirator do sztucznego oddechu, który daje możliwość nieinwazyjnej wentylacji, dwie pompy do podawania leków, możliwe jest też w niej monitorowanie podstawowych czynności życiowych.

Podobna sytuacja jest z niewystarczającą liczbą anestezjologów, o czym pisałam tutaj w aspekcie ryzyka porodu bez znieczulenia, czy z brakiem dostępności leków najnowszej generacji.

Argumenty zmierzające do wykazania, że szpital robił co mógł, ale na przeszkodzie właściwemu leczeniu stały ograniczenia systemowe czy organizacyjne, są silną bronią pozwanych i w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do przegrania przez pacjenta procesu przeciwko szpitalowi o odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd medyczny.

Co dalej? Czy w takich przypadkach poszkodowany pacjent jest bezsilny?

Mogłoby się wydawać, że nie. Dla wielu, po przegranych sprawach w kraju, ostatnią deską ratunku jest skarga do Trybunału w Strasburgu. Czy jednak jest to skuteczne narzędzie?

W głośnej sprawie Spyra i Kranczkowski przeciwko Polsce (skarga nr 19764_07), w wyroku z 25 września 2012 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że nie doszło do naruszenia art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Pani Spyra przegrała przez ETPC w Stasburgu, bo Trybunał, uznał, że

„zgromadzone przez organy krajowe sprawozdania biegłych dowiodły, że sprawowana nad skarżącymi opieka medyczna w Szpitalu św. Wojciecha Adalberta w Gdańsku była właściwa i była świadczona zgodnie z etyką lekarską.

W szczególności wszyscy biegli wydający opinię w tej sprawie stwierdzili, że przeniesienie skarżącego do oddziału intensywnej opieki medycznej bez inkubatora nie miało wpływu na powstanie jego niepełnosprawności. Chociaż niektórzy z biegłych uznali, że użycie inkubatora byłoby wskazane, to żaden z nich nie wskazał, że zaniechanie użycia tego urządzenia stanowiło, w tym konkretnym przypadku, uchybienie lekarskie lub naruszenie standardów opieki medycznej, które można by przypisać personelowi medycznemu. (…)

Ani w czasie postępowań krajowych, ani w czasie postępowania przed tą izbą nie zostało ustalone, że w okresie zaistnienia powyższych faktów użycie inkubatora w takich, jak opisana w niniejszej skardze sytuacjach, stanowiło wiążący standard mający odzwierciedlenie w przepisach prawa.”

 

To wszystko. Znów wyrocznią okazały się dla Trybunału, podobnie jak dla sądów w Polsce, opinie biegłych.

Jak to bywa, kiedy biegli już nie mieli wyjścia, i przyznali, że doszło do błędów w opiece nad noworodkiem, to jednocześnie uznali, że nie można z jednej strony zdefiniować, jakie konkretnie standardy obowiązywały, a z drugiej strony – nawet gdyby można było ustalić, co wynika z „aktualnej wiedzy medycznej” – to nie wiadomo, czy popełnione błędy negatywnie wpłynęły na stan dziecka. Taka ekwilibrystyka w opiniach biegłych lekarzy jest typowa – skutecznie uniemożliwia sądom ustalenie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy przebiegiem leczenia a pogorszeniem stanu zdrowia pacjenta, a w efekcie zasądzenie rekompensaty finansowej dla poszkodowanego.

W ostatnich dniach Trybunał wydał jednak kolejny wyrok, dotyczący ochrony prawa do życia oraz odpowiedzialności państwa za błędy lekarzy oraz złą organizację służby zdrowia.

W sprawie Aydoğdu przeciwko Turcji – wyrok ETPC z dnia 30 sierpnia 2016 r., skarga nr 40448/06 – zarzuty także dotyczyły opieki nad noworodkiem. Córeczka skarżących urodziła się jako wcześniak (30 tydzień ciąży). Szpital, gdzie odbył się poród, nie prowadził oddziału neonatologicznego, a w placówce, do której dziecko przetransportowano, nie było wolnych inkubatorów. Noworodek zmarł. Kontrola, przeprowadzona przez tureckie Ministerstwo Zdrowia stwierdziła, że żadne błędy ani zaniedbania lekarskie nie miały miejsca.

Badając skargę rodziców zmarłego dziecka Trybunał ustalił jednak, że brak odpowiedniego zaplecza medycznego w szpitalu Atatürka w Izmirze był problemem, o którym władze musiały wiedzieć.  Dziecko było ofiarą zaniedbań i uchybień strukturalnych. Transport także był nieodpowiednio zorganizowany. Doszło jednocześnie do błędu lekarskiego, bo decyzja o porodzie była podjęta nieodpowiedzialnie:  lekarze musieli już w momencie dokonywania cesarskiego cięcia zdawać sobie sprawę z braku zaplecza medycznego i konieczności przewiezienia dziecka po porodzie do innego szpitala.

Czym się różni ten wyrok od wyroku Spyra i Kranczkowski przeciwko Polsce?

Wszystkim.

Przede wszystkim, w sprawie przeciwko Turcji Trybunał dostrzegł, że kluczowy dla śledztwa był przedstawiony raport biegłych. Raport był bardzo jednostronny i nie odnosił się do uchybień po stronie lekarzy. W składzie biegłych nie było neonatologa.  Opinia wskazywała, że ”nawet gdyby dziecko znalazło się w inkubatorze, nie było pewności czy przeżyje”. Trybunał podkreślił, że w śledztwie powinny być zbadane wszystkie aspekty, które są istotne dla wyjaśnienia okoliczności śmierci, a zatem nie może być zaakceptowana jako główny dowód w sprawie ekspertyza biegłych, w której opiniujący nie odpowiadają na pytanie, czy w tym przypadku śmierć dziecka była nieunikniona, czy też wynikała z braku szczególnych form leczenia dla wcześniaków.

ETPC przypomniał, że to obowiązkiem władz krajowych jest zabezpieczenie dowodów mogących wyjaśnić pełny i dokładny przebieg wydarzeń oraz zapewnienie obiektywnej analizy przyczyn śmierci dziecka.

Trybunał stwierdził w efekcie, że doszło do naruszenia art. 2 Konwencji, a także, że organizacja i funkcjonowanie tureckiej służby zdrowia w sferze neonatologii stanowi problem strukturalny.

Trybunał zalecił Turcji przyjęcie mechanizmów prawnych umożliwiających skuteczny udział ofiar naruszeń w postępowaniu. Sędziowie zwrócili też uwagę na konieczność przyjęcia środków poprawiających funkcjonowanie komisji eksperckich oraz biegłych w tej materii. Dotyczy to zwłaszcza właściwego wyjaśnienia i argumentacji w opiniach biegłych.

I na koniec pytanie za 100 punktów:  kiedy podobny wyrok zapadnie przeciwko Polsce?

O tym, że opiniowanie w sprawach o błędy medyczne jest w Polsce poważnym problemem, paraliżującym funkcjonowanie systemu sądownictwa oraz narusza prawa ofiar – poszkodowanych pacjentów, mówią przecież jednym głosem wszyscy, w tym sędziowie. Korzystny dla pacjentów wyrok wydaje się być więc tylko kwestią czasu.

Trzeba jednak pamiętać, że Trybunał w Strasburgu to także tylko sąd. Bywa omylny.

W tekście przywołałam następujące przepisy Konwencji:

Artykuł 2

Prawo do życia

  1. Prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę. Nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia, wyjąwszy przypadki wykonania wyroku sądowego skazującego za przestępstwo, za które ustawa przewiduje taką karę.
  2. Pozbawienie życia nie będzie uznane za sprzeczne z tym artykułem, jeżeli nastąpi w wyniku bezwzględnego koniecznego użycia siły:

a) w obronie jakiejkolwiek osoby przed bezprawną przemocą;
b) w celu wykonania zgodnego z prawem zatrzymania lub uniemożliwienia ucieczki osobie pozbawionej wolności zgodnie z prawem;
c) w działaniach podjętych zgodnie z prawem w celu stłumienia zamieszek lub powstania.

Artykuł 8

Prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego

1. Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji.

2. Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności osób.

Opieka okołoporodowa do weryfikacji

Jolanta Budzowska12 września 20163 komentarze

Na moim drugim blogu pomylkalekarza.pl, gdzie piszę generalnie o odpowiedzialności za błąd w trakcie leczenia, w komentarzach co jakiś czas wraca wątek, który roboczo można określić jako temat: „Czy lekarz ma leczyć zgodnie z podręcznikiem, bo to mu zagwarantuje bezpieczeństwo w razie kłopotów,  czy też ma myśleć”.

No cóż, chyba i jedno, i drugie.  Większość lekarzy z którymi rozmawiałam, jest jednak zdecydowanie przeciwna regulowaniu zasad wykonywania ich zawodu przez prawo. O konsekwencjach obowiązywania standardów w położnictwie pisałam m.in. tutaj. 

Co jednak  w praktyce oznacza dla pacjentki – nie dla lekarza – fakt, że  w przypadkach występowania określonych powikłań w okresie ciąży, porodu i połogu, personel medyczny ma stosować zasady wynikające z obowiązujących przepisów prawa?

No ni mniej, nie więcej, tylko to, że w przypadku podejrzenia błędu medycznego, w pierwszej kolejności możemy zweryfikować postępowanie lekarza czy położnej odnosząc je do treści konkretnego załącznika do rozporządzenia Ministra Zdrowia.

Przejdźmy do konkretów.  Rozważmy sytuację, kiedy u pacjentki występuje nadciśnienie tętnicze. Co nakazuje rozporządzenie?

„Stwierdzenie u pacjentki w trakcie badania w spoczynku wartości ciśnienia tętniczego w wysokości 140 mmHg ciśnienia skurczowego lub 90 mmHg ciśnienia rozkurczowego lub powyżej, dwukrotnie w ciągu godziny, jest wskazaniem do następujących działań:

(…)

2) po 20 tygodniu ciąży – do kontroli ciśnienia tętniczego, co najmniej 4 razy dziennie w warunkach domowych, a także wykonania badań biochemicznych krwi i moczu ciężarnej oraz badania ultrasonograficznego płodu, w celu wykluczenia stanu przedrzucawkowego; u pacjentki, u której zidentyfikowano jedynie nadciśnienie ciążowe należy rozpocząć leczenie hipotensyjne z użyciem metyldopy, utrzymując wartości ciśnienia tętniczego poniżej 150 mmHg ciśnienia skurczowego krwi i 100 mmHg ciśnienia rozkurczowego; przy braku efektu leczenia należy skierować ciężarną do opieki na II poziomie opieki perinatalnej.”

I dalej:

„Stwierdzenie u pacjentki stanu przedrzucawkowego jest wskazaniem do hospitalizacji i podjęcia następujących działań:

1) przeprowadzenia intensywnego leczenia hipotensyjnego utrzymującego wartości ciśnienia tętniczego poniżej 160mmHg ciśnienia skurczowego krwi i 110mmHg. ciśnienia rozkurczowego krwi;

2) zastosowania dożylnego wlewu z siarczanu magnezu w postępowaniu zapobiegającym wystąpieniu rzucawki;

3) zastosowania 48 godzinnego domięśniowego cyklu steroidoterapii z użyciem betametazonu lub deksametazonu, w całkowitej dawce 24 mg, w ciąży poniżej 34 tygodnia, w celu stymulacji dojrzałości płuc płodu;

4) wdrożenia profilaktyki przeciwzakrzepowej z użyciem heparyn drobnocząsteczkowych, przy białkomoczu dobowym powyżej 3,5 g.;

5) monitorowania stanu płodu poprzez:

a) codzienną ocenę ruchów płodu przez matkę,

b) badanie kardiotokograficzne co najmniej raz dziennie,

c) oceny wzrastania płodu w badaniu ultrasonograficznym co dwa tygodnie,

d) wykonywania dodatkowo, w przypadkach stwierdzenia hipotrofii płodu, oceny przepływów Dopplera w naczyniach łożyskowo-płodowych oraz profilu biofizycznego płodu i powtarzania powyższych badań w zależności od stwierdzanych nieprawidłowości, nie rzadziej niż raz w tygodniu;

6) zwrócenia szczególnej uwagi, podczas postępowania diagnostyczno-terapeutycznego u pacjentki ze stanem przedrzucawkowym, na występowanie nieprawidłowości takich, jak:

a) bóle głowy,

b) zaburzenia widzenia,

c) nudności i wymioty,

d) bóle w nadbrzuszu,

e) skąpomocz,

f) wzrastające stężenie enzymów wątrobowych,

g) wzrastające stężenie kreatyniny,

h) małopłytkowość,

i) nieprawidłowości w zapisach kardiotokograficznych oraz nieprawidłowe spektrum przepływów w naczyniach łożyskowo-płodowych.”

Czy te wskazania wiążą ręce lekarzom?

Chyba jednak, wbrew oponentom, nie. Bo dalej w rozporządzeniu czytamy:

„Sposób zakończenia ciąży w sytuacji wystąpienia stanu przedrzucawkowego zależy od takich czynników jak: aktualny stan matki i płodu, wiek ciążowy, położenie płodu oraz stan dojrzałości szyjki macicy. Ciążę należy zakończyć bezzwłocznie:

1) gdy wiek ciążowy przekracza 37 tygodni;

2) przed 37 tygodniem w przypadkach, gdy:

a) wartości ciśnienia tętniczego utrzymują się powyżej 160 mmHg ciśnienia skurczowego krwi i 110 mmHg. ciśnienia rozkurczowego krwi, pomimo intensywnego leczenia hipotensyjnego,

b) wystąpi znaczne pogorszenie wykładników funkcji wątroby, wydolności nerek, hemoliza, obniżenia liczby płytek krwi, zespół wykrzepiania wewnątrznaczyniowego,

c) wystąpi rzucawka lub inne objawy neurologiczne z zaburzeniami widzenia, bólami głowy,

d) stwierdzono przedwczesne oddzielenie łożyska,

e) wystąpią objawy zagrożenia życia płodu,

f) wystąpi obumarcie wewnątrzmaciczne płodu.”

Czyli można leczyć według aktualnej wiedzy medycznej, nie rezygnując z myślenia. Oczywiście zakładając, że rozporządzenia odzwierciedlają aktualną wiedzę medyczną. Naczelna Izba Lekarska nie twierdzi, że nie, a to już coś.

W tekście wspomniałam: wchodzące w życie 2 czerwca 2016 roku Rozporządzenie Ministra Zdrowia o niezwykle długiej nazwie: „W sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych
w dziedzinie położnictwa i ginekologii z zakresu okołoporodowej opieki położniczo-ginekologicznej, sprawowanej nad kobietą w okresie ciąży, porodu, połogu, w przypadkach występowania określonych powikłań oraz opieki nad kobietą w sytuacji niepowodzeń położniczych”