Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Często klienci pytają mnie, czy powinni się zwrócić do psychologa czy psychiatry.

Dobrze, że takie pytania się pojawiają. Oczywiście, nie mam kompetencji, aby „diagnozować”, kto potrzebuje pomocy profesjonalisty, ale czasem nie trzeba przecież wiele, aby ocenić, że takie wsparcie by się przydało.  Pomoc psychologa lub konsultację psychiatryczną mogę często zasugerować nawet nie jako prawnik, ale jako człowiek, który wysłuchał relacji rodziców po śmierci dziecka czy tych odnoszących się do ich emocji związanych z chorobą najbliższego członka rodziny…

Zespół stresu pourazowego (PTSD) jest poważnym stanem psychologicznym, który wymaga leczenia. Większość moich klientów próbuje sobie jednak z tym radzić na własną rękę. Nawet, kiedy jest bardzo źle, kiedy trudno jest poradzić sobie z traumą po stracie dziecka lub jego chorobą. Czasem o potrzebie terapii poszkodowany dowiaduje się dopiero z opinii biegłego sądowego psychologa lub psychiatry.

Dlatego na pytanie: „Pani Mecenas, czy ja powinnam/powinienem iść do psychologa?” –  odpowiadam zwykle: „Tak”.

Bo takie pytanie wcale nie jest wyrazem dążenia do poprawienia sobie sytuacji procesowej. Wbrew temu, co sądzą pełnomocnicy szpitali i ubezpieczycieli (tak, tak: częstym zarzutem w procesie o błąd medyczny jest, że skoro poszkodowany udał się do psychologa po udzieleniu pełnomocnictwa radcy prawnemu, to na pewno służyło to jedynie wyprodukowaniu – ich zdaniem fikcyjnych – dowodów na poparcie powództwa…)

Takie pytanie jest najczęściej prośbą o wsparcie.

Dlatego odpowiadam: „Tak. Psycholog może pomóc. Im wcześniej podjęta terapia, tym lepiej”.

A co do procesu o błąd medyczny:  dokumentacja z takiej terapii może być przydatna, nie to jest jednak najważniejsze.

Na koniec kilka podstawowych informacji:

  • zagrożony możliwością wystąpienia PTSD jest każdy, kto doświadczył poważnych powikłań w leczeniu lub podczas porodu,
  • ryzyko wzrasta między innymi, gdy poród był długi i bolesny, zakończył się nieplanowanym cięciem cesarskim, dziecko urodziło się niepełnosprawne, dziecko potrzebuje specjalnej opieki, życie matki lub dziecka podczas porodu było zagrożone, rodząca czuła brak poczucia kontroli, uczucie bezsilności w trakcie porodu, rodząca czuła brak wsparcia ze strony personelu medycznego.

Problem dostrzeżono też w tzw. standardach położniczych w ciąży powikłanej. Gdy dochodzi do niepowodzenia położniczego, gdy pacjentka w wyniku ciąży nie zabierze do domu zdrowego dziecka z powodu: poronienia, urodzenia dziecka martwego, niezdolnego do życia lub obarczonego letalnymi schorzeniami – personel medyczny ma zapewnić rodzinie szczególną pomoc, w tym psychologiczną.

Pacjentka ma też prawo do uzyskania wszelkich informacji zarówno o możliwości uzyskania dalszej pomocy psychologicznej, miejscach i organizacjach udzielających wsparcia 
osobom w podobnej sytuacji, jak i przysługujących jej prawach.

Korzystajmy z tych praw. Pozwólmy sobie pomóc.

W kwietniu 2004 roku, Liza E., będąca w 40-tym tygodniu ciąży, zgłosiła się do Szpitala Uniwersyteckiego w Ch., ponieważ zaniepokoiły ją słabsze niż zazwyczaj ruchy dziecka. Po krótkim badaniu lekarz–rezydent, będący na pierwszym roku specjalizacji z ginekologii i położnictwa stwierdził, że stan dziecka rzeczywiście budzi niepokój. Niestety jednak, Liza E. nie została zbadana przez żadnego innego lekarza przez 11 godzin. Cięcie cesarskie wykonano po 12 godzinach od chwili zgłoszenia się pacjentki do szpitala.

Syn Lizy E. w momencie wydobycia nie oddychał. Po reanimacji był hospitalizowany na oddziale intensywnej terapii jeszcze przez cztery tygodnie. Jego stan był bardzo ciężki. Na skutek niedotlenienia doznał uszkodzenia mózgu. Cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Dzisiaj ten 13-latek porusza się na wózku i wymaga całodobowej opieki.

Liza E. – działając w imieniu syna – w 2013 roku pozwała szpital i lekarzy obecnych na dyżurze. Jej zdaniem powinni odpowiedzieć za to, że zlekceważyli sygnały świadczące o pogarszającym się stanie płodu i podjęli zbyt późno decyzję o cięciu cesarskim.

Szpital (i lekarze) wszystkiemu zaprzeczyli. Podstawowym argumentem było, że wyniki gazometrii u dziecka, wykonanej po porodzie, były prawidłowe, a do niedotlenienia doszło zanim Liza E. trafiła do szpitala. Zdaniem prawników pozwanego szpitala, do uszkodzenia mózgu dziecka doszło na skutek nieznanej infekcji, która nie została zdiagnozowana ani opisana w dokumentacji medycznej.

Prawnicy Lizy E. odpowiedzieli na ten argument tak: „Jeśli mieliśmy do czynienia z utajoną infekcją dziecka, powodującą tak przerażające konsekwencje dla zdrowia, o której nikt nie miał bliższych informacji, i nie wiadomo było nawet, czy to jest bakteria czy wirus, który następnie zniknął, to czy teren Szpitala Uniwersyteckiego nie powinien zostać natychmiast oznaczony przez  Policję jako teren zagrożenia epidemiologicznego?”

Po czterogodzinnej naradzie sąd wydał wyrok, w którym zasądził na rzecz poszkodowanego chłopca 53 mln, w tym:

– po 2,77 mln tytułem zadośćuczynienia za każdą z następujących szkód dziecka: za uszkodzenie ciała, utratę normalnego życia, utratę zdolności zarobkowania, skrócenie przewidywanego okresu życia, ból i krzywdę oraz stres emocjonalny,

– 28,85 mln odszkodowania na przyszłe wydatki z tytułu opieki (do końca przewidywanego okresu życia dziecka),

– 7,25 mln na przyszłe wydatki na leczenie,

– 346 tys. jako zwrot już poniesionych wydatków na leczenie.

Złotych???

Nie. Dolarów.

Powyższa relacja to moje tłumaczenie artykułu z magazynu „Trial”, wydawanego przez American Association for Justice, stowarzyszenia  amerykańskich prawników procesowych  (jestem członkinią tej organizacji od ubiegłego roku).

Wyrok w opisywanej sprawie zapadł 29 czerwca 2016 r., pozwanym było Chicago Medical Center, a o kwocie zadośćuczynienia i odszkodowania za błąd podczas porodu orzekała ława przysięgłych.

Dlaczego o tym piszę?

Bo i u nas zaskakująco często pojawia się argument o „tajemniczej infekcji” matki lub dziecka, która miała spowodować ciężki stan urodzeniowy i niedotlenienie noworodka, a następnie uszkodzenie mózgu i MPD.

Na szczęście biegli do tego typu zarzutów podchodzą tak:

„ Co do sugerowanego przez pozwanych wystąpienia i znaczenia infekcji wewnatrzmacicznej, biegli zwracają uwagę, że brak jest dowodów, aby ta infekcja miała miejsce. Ponadto biegli dodają, że ewentualnie infekcja nie spowodowałaby aż takich deficytów, jakie obecnie obserwuje się u powoda. Nawet gdyby infekcja rzeczywiście zaistniała i była jedynym problemem powoda, to powód miałby dużą szansę na normalny, prawidlowy rozwój”.

Dobrze, że i u nas sądy (a wcześniej biegli) są w stanie tak zdroworozsądkowo oceniać argumenty o „tajemniczej infekcji”. Tak, jak to zrobił sąd stanu Illinois.

A zadośćuczynienie i odszkodowanie w tej sprawie, z której pochodzi cytat z opinii biegłych, i wielu innych- może być nawet w złotówkach (byleby liczby były podobne do tych w amerykańskim wyroku)…

 

Nieco dziwnie to wygląda: jakbym nie robiła nic innego, tylko udzielała wywiadów;-)

Przeciwnie. Ostatnio jestem w ciągłych rozjazdach. Kumulacja rozpraw i konferencji. Z dziennikarzami rozmawiam, kiedy czas pozwala, zwykle w „międzyczasie”. Akurat tak się złożyło, że ostatnie rozmowy zostały opublikowane niemal równocześnie. O tej z portalu Zdrowiepress piszę tutaj.

Ta opublikowana właśnie na portalu Interia jest szczególna, bo wiąże się z akcją Fundacji Rodzić Po Ludzku. Interia Fakty wspólnie z radiem RMF FM upominają się i prawa rodzących kobiet i domagają się przywrócenia gwarantowanych przez państwo zasad opieki medycznej, które dawały im szanse na poród w godnych warunkach i zapewniały bezpieczeństwo. Warto poprzeć protest w tej sprawie. O standardach i o tym, jakie mają znaczenie dla błędów porodowych, pisałam między innymi tutaj.

Z tej rozmowy dowiecie się nie tylko o blaskach i cieniach procesów sądowych, ale też trochę o mnie…

„Na sali sądowej staram się zachować spokój, tego wymaga ode mnie profesjonalizm. Ale jak każdy człowiek mam uczucia. Przyznam, że są sprawy, które zostawiły zadrę w moim sercu, bo biegły prezentował poglądy wręcz sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną. A gdy sąd bierze pod uwagę to co on mówi, nawet jeśli mija się z prawdą – żeby nie powiedzieć bredzi – to mam poczucie bezsilności. Ale nie mogę się poddawać.

Nie jestem żądna krwi, nie kieruje mną wrogość do środowiska lekarskiego. Mam wielu przyjaciół lekarzy, ale uważam, że każdy pacjent powinien mieć prawo do rekompensaty za wyrządzoną szkodę. Gdyby szpitale były skore do podpisywania z poszkodowanym ugód, nie angażowałabym na siłę sądu. Jestem też przeciwna drodze karnej. Nie chodzi o to, by skazać lekarza, czy pozbawić praw wykonywania zawodu.

Sedno mojej pracy polega na tym, żeby poszkodowany dostał rekompensatę, dzięki której miałby się za co leczyć. I żeby szpital czy lekarz wyciągnęli z popełnionego błędu wnioski, a kolejny chory już się w takiej sytuacji nie znalazł. Obserwuję, że sprawy o błędy medyczne poprawiają funkcjonowanie szpitali.”

Tu pełny tekst.

Niedawno red. Bogumiła Kempińska-Mirosławska (dziennikarka i lekarka z zawodu) przeprowadziła ze mną wywiad dla portalu Zdrowiepress. Czytelnikami portalu są przede wszystkim lekarze, pielęgniarki i położne. To oczywiście nie powód, żebym odmówiła rozmowy na temat tego, jak wygląda problem błędów medyczny z mojej perspektywy.

Rozmawiałyśmy długo, a zapis naszej dyskusji jest właściwie dosłowny.

Oto fragment:

„BKM: Pacjent ma różne możliwości dochodzenia w sprawie błędów medycznych. Jak jest najlepsza strategia postępowania dla pacjenta?

JB: Zwykle mówię, że droga postępowania karnego nie jest najlepsza. W sprawach o błędy medyczne nie chodzi to, żeby lekarz został skazany za przestępstwo. Chodzi o to, by ustalić mechanizm błędu, by pacjent uzyskał rekompensatę finansową, gdy jest mu należna, aby nastąpiła poprawa tego szwankującego odcinka w podmiocie leczniczym.

Rzadko postępowanie karne spełni te oczekiwania. Podstawową drogą powinna być droga postępowania cywilnego, a wcześniej próba ugody.

Natomiast są takie sytuacje, gdzie wskazane są obie drogi albo wręcz pierwszym krokiem pacjenta powinno być udanie się do prokuratora. To są takie zdarzenia, gdy bezpośrednio po zdarzeniu – i najczęściej dotyczy to śmierci pacjenta – rodzina ma wrażenie, że może dojść do mataczenia, ukrywania dowodów, oraz wskazane jest szybkie zabezpieczenie dowodów, np. w postaci sekcji zwłok prokuratorskiej, którą to czynność można wykonać tylko tu i teraz, bo np. za trzy miesiące już będzie za późno.

I w takich sytuacjach zalecam złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, o ile rzeczywiście istnieją ku temu mocne przesłanki.

Są jeszcze inne ścieżki jak postępowanie przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej lekarzy. To się sprawdza najczęściej wtedy, gdy dochodzi do rażącego naruszenia zasad etyki. Zresztą uważam, że RzOZ głównie od tego jest – powinien stać na straży etycznego wykonywania zawodu lekarza. I tu, w mojej ocenie, chodzi bardziej o nacisk na sposób traktowania pacjenta.

Jest jeszcze czwarta ścieżka – wojewódzka komisja do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych.”

Jeśli kogoś ten fragment zainteresował, zapraszam do lektury całości na portalu Zdrowiepress.

Znajomość praw pacjenta jest ważna. Kiedy podczas leczenia pojawia się sytuacja podbramkowa, na przykład trzeba szybko uzyskać dokumentację, albo chcemy, żeby przypadek naszego dziecka skonsultowano z innym lekarzem – dobrze jest się móc powołać na konkretne przepisy, które nam to umożliwiają.

Z drugiej strony – każde prawo ma swoje ograniczenia. Tam, gdzie kończy się prawo pacjenta – zaczyna się prawo lekarza do podejmowania jego własnych decyzji, nawet, jeśli nie są zgodne z oczekiwaniami pacjenta. O tym też warto wiedzieć.

Oddaję zatem do Państwa dyspozycji mój nowy poradnik, który nosi tytuł: „Prawa pacjenta – prawa lekarza”. Jego współautorem jest radca prawny Radosław Tymiński, znany obrońca i pełnomocnik lekarzy, autor bloga z poradami prawnymi dla lekarzy www.prawalekarza.pl

Nasza „szorstka przyjaźń”, a właściwie bardziej znajomość, wzięła się z wzajemnego szacunku, jaki mogą mieć w stosunku do siebie pełnomocnicy procesowi, którzy zawsze na sali sądowej stają po przeciwnych stronach, zawsze robią wszystko, by ich klienci wygrali – ale robią to fair i poszanowaniem dla drugiej strony sporu.

Ten poradnik też staraliśmy się napisać fair. Powstawał dość długo, bo w wielu kwestiach nasze poglądy musiały się „utrzeć”. Mam jednak nadzieję, że wersja finalna okaże się pomocna w codziennych relacjach i pacjentom (moim klientom), i lekarzom (klientom mec. Tymińskiego).

Poradnik można przeczytać po kliknięciu w okładkę po lewej stronie bloga albo tutaj. Został pięknie i dowcipnie zilustrowany przez Pana Sędziego Arkadiusza Krupę. Wywiad z autorem ilustracji można przeczytać tutaj, a na rysunkowy komentarz bieżących wydarzeń zawsze można liczyć na fejsbukowym profilu autora „Ślepym Okiem Temidy”!

Zapraszam do lektury!