2 godziny na śmierć

Jolanta Budzowska        31 maja 2016        Komentarze (0)

Zapisy z dokumentacji medycznej dotyczą 38-letniej pacjentki, po 3-cim cięciu cesarskim.

Około godz. 18, po wybudzeniu z narkozy i dwugodzinnej  obserwacji, pacjentka została przewieziona na oddział położniczy.

KONTROLNA KARTA POMIARÓW:

Godz.                RR                            Tętno

17.20 110/60 74
17.45 105170 74
19.00 100/65 72
19.10 100/65 72

 

KARTA OBSERWACJI PACJENTA PO ZABIEGU OPERACYJNYM

Godz.          RR                    Tętno

17.15 110/70 74
17.30 105/60 74*
17.45 110/70 76**
18.00 105/60 72
18.15 105/60 74
18.30 105/60 74
18.45 105/65 74

 

*pacjentka rozmawia przez telefon

** pacjentka nie odbiera telefonów

Od godz. 17.15 wpisy do karty obserwacji pacjentki po zabiegu operacyjnym wyglądają na uzupełniane w jednej chwili, w pośpiechu. jednoczenie, według wpisów położnej, po zabiegu aż do godziny do godz. 19.00, z położnicą nie działo się nic niepokojącego: „opatrunek  suchy, z rany dren do butelki ssącej, macica obkurczona, krwawienie w normie”.

Z relacji rodziny:

Pacjentka do 17.30 była przytomna, rozmawiała z mężem przez telefon, mówiła, że jest bardzo słaba. Prosiła męża, żeby przyszedł do niej ok. godz. 20.

Od 17.34 nie odbierała telefonów.

 Według dokumentacji ciśnienie i tętno do godz. 19.10 są prawidłowe. Położna zeznała, że pacjentka często rozmawiała przez telefon. Jeśli po godz. 18, to już na pewno ze św. Piotrem…

O godz. 19.15 wezwany lekarz stwierdza, że pacjentka jest bez kontaktu, nieprzytomna, ciśnienie jest nieoznaczalne, tętno niewyczuwalne, a zespół anestezjologów prowadzący akcję resuscytacyjną zaraz po nieudanej resuscytacji podaje: skóra blada, chłodna, duże obrzęki obwodowe w zakresie kończyn dolnych, osłuchowo nad polami płucnymi furczenia, ciśnienie tętnicze nieoznaczalne, jama brzuszna wysklepiona powyżej klatki piersiowej, opatrunki częściowo przesiąknięte krwią.

Zatem o godz.19.15 pacjentka praktycznie już nie żyła.

Prokuratorska sekcja zwłok wykazała uszkodzenie 1/3 obwodu lewej tętnicy macicznej z obecnością ok. 2 l krwi w jamie brzusznej. Wynik badania sekcyjnego wskazuje, że przyczyną zgonu pacjentki stało się uszkodzenie lewej tętnicy macicznej i nierozpoznanie krwawienia.

W dwie godziny od trzeciej operacji cesarskiego umarła 38-letnia pacjentka, leżąca – według zeznań świadków – pod ścisłą opieką na sali porodowej pod stałą obserwacją położnej.

Strajki pielęgniarek i położnych wzbudzają emocje. Mówi się, że to niemoralne, że odchodzą od łóżek pacjentów. One same mówią, że nie mogą dłużej godzić się na to, że pracując jak pracują, narażają siebie i pacjentów na ogromne niebezpieczeństwo.

W dzisiejszej dobie rzadkością jest pielęgniarka pracująca na jeden etat. Większość z nich pracuje na dwa etaty, część z nich dodatkowo „bierze” jeszcze dyżury kontraktowe czy prywatne zlecenia. Pielęgniarki są zmęczone i przepracowane. Pracują niejednokrotnie bez przerwy nawet po 36 godzin, zmieniając jedynie szpitale i biegnąc z jednej placówki do drugiej. Mierzą ciśnienie, pomagają zmieniać opatrunki, myją, karmią, opisują i podają leki, ścielą łóżka. Jak może funkcjonować, myśleć i pracować pielęgniarka po nieprzespanej nocy, a co dopiero dwóch?

Na to nakłada się problem braków kadrowych, czyli to, ilu pacjentów ma pod opieką pielęgniarka.

Zacznijmy może od tego, ilu może mieć?

W praktyce, od 1 kwietnia 2014 roku, dowolnie wielu. Dyrektor szpitala samodzielnie ustala minimalne normy zatrudnienia pielęgniarek dla swoich placówek, czyli w praktyce: im mniej wydaje na etaty pielęgniarskie, tym dla budżetu szpitala lepiej. Obsady pielęgniarskie na wielu oddziałach szpitali w całej Polsce są poniżej granicy bezpieczeństwa pacjentów, a wszystko to dzieje się w majestacie prawa, czyli na mocy Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 28 grudnia 2012 roku w sprawie sposobu ustalania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami. Gdy na danym oddziale pracuje za mało lekarzy, jest zamykany, a gdy jest za mało pielęgniarek? Dyrektorzy zakładają, że „jakoś to będzie”.

Jak często w efekcie tego “jakoś” umiera pacjent, bo nie znalazł się przy nim nikt na czas?

W przypadku pacjentki, której historię opisałam na początku, personel szpitala twierdzi, że wszystko było wzorcowo, a tymczasem młoda kobieta nie żyje. Ta śmierć nie nastąpiła nagle w domu czy na ulicy, daleko od placówki medycznej.

Rodzina pisze: „Konała powoli – dwie godziny – w szpitalu na oddziale ginekologii, w sali porodowej, w sali pod specjalnym nadzorem medycznym, w sali, której położna nie opuściła nawet na chwilę, konała pod czujną opieką położnych.”

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: