Fatalny w skutkach błąd przy porodzie

Jolanta Budzowska        20 lipca 2016        2 komentarze

Każda relacja prasowa na temat tragicznych skutków porodu brzmi niemal tak samo, jak ta z wrocławskiej GW:

“Dziewczynka miała urodzić się zdrowa, ale przez błąd lekarzy doznała porażenia mózgowego i nie ma szans na normalne życie. Po 10 latach od fatalnego porodu sąd przyznał dziecku ponad 600 tys. zł zadośćuczynienia i dożywotnią rentę.

U dziewczynki zdiagnozowano mózgowe porażenie dziecięce, od tamtej pory przechodzi nieustanne leczenie i rehabilitację. Dziewczynka jest przykuta do łóżka, nie potrafi siedzieć bez podparcia ani mówić. W sytuacjach gdy doświadcza silnych emocji, wydaje jedynie dźwięki. Słabo widzi. Zmaga się także z padaczką, która pojawiła się kilka miesięcy po porodzie.”

Kiedy został udowodniony błąd lekarza, sąd musiał odpowiedzieć sobie – i rodzicom dziecka – na pytanie jakie zadośćuczynienie jest odpowiednie dla dziewczynki.

Sąd Apelacyjny w tym przypadku uznał, że 600 tys. zł. Nie wiem, jak to uzasadnił, bo nie występowałam w tej sprawie, ale z moim zespołem prawników z kancelarii BFP mamy za sobą dziesiątki zakończonych spraw związanych z przebiegiem porodu.

Z biegiem lat sądy zasądzają coraz wyższe kwoty, coraz lepiej rozumieją potrzeby poszkodowanych dzieci, za których stan odpowiadają błędy medyczne, w tym błąd lekarza przy porodzie:

– w 2009 roku wygraliśmy dla poszkodowanego chłopca 600 tys. zł. zadośćuczynienia (Sąd Apelacyjny w Lublinie),

– w 2012 roku w jednym z wyroków Sąd Apelacyjny w Warszawie zasądził  700 tys. zł. zadośćuczynienia dla dziecka z MPD,

– w 2015 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu przyznał 800 tys. zł. zadośćuczynienia,

– w 2016 roku zadośćuczynienie wyniosło 1.200 tys. zł. – jest to jak dotąd najwyższe zadośćuczynienie w Polsce – przyznane przez Sąd Apelacyjny w Warszawie.

We wszystkich tych sprawach poszkodowane dzieci dotknęła tragedia najcięższa spośród tych, które można sobie wyobrazić.

Wiem, że sędziowie z należytą troską rozważali, jakie zadośćuczynienie należy się każdemu z tych dzieci. Uzasadnienia brzmią niemal identycznie, przewija się w nich powołanie się na indywidualną krzywdę i konieczność jej zrekompensowania.

Skąd zatem takie rozbieżności? Można je wytłumaczyć dwiema przyczynami: dowodami, jakie zaoferował pełnomocnik i rodzice dziecka (pamiętajmy, że współpraca rodziców z pełnomocnikiem jest na każdym etapie procesu konieczna!) oraz indywidualną wrażliwością sędziego… Różnice są chyba jednak zbyt duże.

Więcej na temat jak szacować zadośćuczynienie w konkretnej sprawie piszę tutaj.

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

rafal Lipiec 20, 2016 o 17:40

kiedyś po ogłoszeniu wyroku młody adwokat krzyknął: to nie jest sprawiedliwe
na co Oliver W. Holmes jr mu odpowiedział: bo to jest są prawa, a nie sąd sprawiedliwości

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 20, 2016 o 20:41

A jednak jest to frustrujące, kiedy ma się świadomość, że tak wiele zależy od poglądów na życie 1 osoby: Sędziego. Bo kwota zadośćuczynienia w danej sprawie nie ma nic wspólnego ani z matematyką, ani nawet przesadnie z orzeczeniami w innych, analogicznych sprawach…

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: