Lepsi i gorsi – segregacja ofiar błędów lekarskich

Jolanta Budzowska        22 lipca 2016        37 komentarzy


Od marca 2016 roku obowiązują przepisy przewidujące, że postępowania przygotowawcze dotyczące błędów medycznych mają być prowadzone przez wyższe szczeble – czyli powinny trafiać do prokuratur regionalnych (gdy skutkiem jest śmierć człowieka) oraz do prokuratur okręgowych (gdy skutkiem błędu są poważne uszkodzenia ciała).

O swoich watpliwościach dotyczących tego, jak będą w praktyce funkcjonowały te zasady, obszernie pisałam tutaj.

Nie zdążyliśmy się przekonać, czy nowe przepisy okażą się przydatne, bo właśnie został rozesłany “okólnik” Zastępcy Prokuratora Generalnego, poważnie modyfikujący przepisy.

Z pisma nr PKIIP406.8.2016 z dnia 14 czerwca 2016 roku, adresowanego do Prokuratorów Regionalnych, wynika “prośba o wdrożenie polecenia”, żeby wyższy szczebel, czyli prokuratury regionalne, zajmowały się jedynie przypadkami śmierci:

  • małoletnich,
  • “młodych ludzi”
  • przypadkami rażących błędów i
  • sprawami medialnymi.

Według mnie to dyskryminacja ofiar.

O watpliwościach na temat tzw. “nagłaśniania sprawy”, o których pisałam obszernie tutaj, można wiec zapomnieć. Trudno uwierzyć, ale jedyny słuszny wniosek jest chyba taki, że jeśli przez błąd lekarza straciliśmy osobę bliską, i nie była to “młoda osoba”, to aby sprawą zajęła się prokuratura regionalna, musimy zainteresować nią media. Chcąc nie chcąc.

W 2015 roku prokuratury na terenie całego kraju prowadziły łącznie 3394 postępowania przygotowawcze o przestępstwa polegające na narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez lekarzy lub inne osoby z personelu medycznego, ze skutkiem w postaci zgonu pacjenta lub spowodowania u niego ciężkiego uszkodzenia ciała, a tylko w 2015 wszczęte zostały 1772 takie postępowania.

Nawet, jeśli tylko cześć z tych spraw zostanie nagłośniona, to materiały prasowe i telewizyjne na temat błędów medycznych będą nas atakować zewsząd.

Może to i dobrze. Czas zacząć na poważnie analizować skalę zjawiska.

{ 37 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Jarosław Kozak Lipiec 22, 2016 o 19:40

Czasami myślę, że mec. Jolanta Budzowska powinna być albo Ministrem Sprawiedliwości, albo Ministrem Zdrowia albo Rzecznikiem Praw Pacjentów. Nieprawdopodobna kobieta. Celne uwagi o segregacji ofiar błędów medycznych w państwie, w którym konstytucyjnie jesteśmy równi.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 22, 2016 o 22:36

Panie Jarosławie… Bardzo dziękuje za miłe słowa, ale niech każdy robi to, co umie najlepiej. Ja poprzestanę na reprezentowaniu poszkodowanych pacjentów w ich walce o godną rekompensatę.

Odpowiedz

rafal Lipiec 22, 2016 o 23:58

ale przy takiej działalności mogłaby Pani mówić nie o pojedynczych poszkodowanych ale o całym społeczeństwie
zdecydowanie Rzecznik Praw Pacjenta

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 23, 2016 o 23:44

Dziękuje za wszystkie oddane głosy;)

Tak przy okazji: Rzecznik Praw Pacjenta ostatnio się stara, a poza tym, każdy krawiec kraje, jak mu materiału staje. Nie sądzę, żeby przy obecnej ustawie i klimacie dało się zrobić dużo więcej.

Odpowiedz

Krzysztof Janicki Lipiec 23, 2016 o 19:00

Dobrze, to kiedy Ja zostanę premierem, bede konsultował zmiany w prawie z Panią Mecenas. przynajmniej będziemy mieć pewność, że zajmuje sie tym ktoś profesjonalny.

Ale wracając do tematu, takie zarządzenie jest o tyle dziwne, że trzeba byc kompletnie oderwanym od rzeczywistości, żeby nie przewidzieć, że takie sformułowanie, iż wyższy szczebel ma sie zajmować tylko “sprawami medialnymi” będzie w realizacji wyglądać dokładnie odwrotnie od zamierzonych celów.
Wręcz proszenie, żeby przy każdym takim problemie poszkodowani informowali media i nagłaśniali sprawy….

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 23, 2016 o 23:39

Do usług, Panie Premierze:)
A mówiąc poważnie, mnie też dziwi takie polecenie, przecież to PR-owy strzał w stopę, o ile prokuratura wie, co to PR…
Temat prawdopodobnie wziął się z tego, że właśnie ktoś się zorientował, że Prokuratury Regionalne “nie przerobią” wszystkich spraw, którymi miały się zająć.

Odpowiedz

Jarosław Kozak Lipiec 23, 2016 o 20:07

Pytała Pani kiedyś jak nagłośnienie sprawy przez media wpływa na jej przebieg. Wedle moich osobistych doświadczeń:

1. Wśród sędziów i prokuratorów znika zdrowy rozsądek, prawda, prawo i zastępuje je twierdza obrony własnej skóry za przestępstwa wewnątrz wymiaru sprawiedliwości.
2. Dziennikarze są straszeni przez mecenasów procesami. Takich praktyk doświadczyła Małgorzata Kolińska-Dąbrowska z “Gazety Wyborczej” i Paweł Miter z “Warszawskiej Gazety”. Oba wypadki zostały opisane w prasie.

Zapis o przypadkach “medialnych”, którymi mają się zajmować prokuratury regionalne jest szokujący, bo równie dobrze celem może być zamiatanie wszystkiego pod dywan na siłę w obronie korporacyjnego interesu prokuratorów. Zmiany właściwości miejscowej z reguły nic nie dają poza argumentem dla szefów prokuratury dla mediów: “Zmieniliśmy nawet właściwość miejscową. Inni, niezależni prokuratorzy też nie stwierdzili przestępstwa”. A dlaczego nie stwierdzili tak naprawdę? Bo kolegę-prokuratora należałoby wsadzić na pryczę.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 23, 2016 o 23:33

Jak widać, nawet zaangażowanie mediów nie daje gwarancji obiektywizmu. Ale bez tego i tak chyba nie byłoby lepiej. Wszystko zależy od człowieka – jeśli trafi się na zaangażowanego prokuratora, a dodatkowo prokurator wie o co i których biegłych pytać – są szanse na rzetelne wyjaśnienie sprawy.

Odpowiedz

Jarosław Kozak Lipiec 23, 2016 o 22:00

Jeszcze w kwestii “spraw medialnych”. Paweł Miter w ostatnim artykule “Prokuratura na zakręcie. Czy kontrowersyjne nominacje kadrowe uniemożliwią reformę wymiaru sprawiedliwości?”. w którym odnosi się do moich spraw pisze o swojej walce w Prokurator Regionalną w Lublinie Katarzyną Fedeńczuk o udostępnienie danych. Czy tak mają się zajmować prokuratury regionalne “sprawami medialnymi”?

Cytuję:

“W dniu zamknięcia tego wydania rozmawialiśmy z Prokurator Regionalną w Lublinie Katarzyną Fedeńczuk, chcieliśmy wiedzieć, dlaczego od 20 czerwca nie odpowiedziała nam na dwadzieścia sześć pytań, jakie do niej wysłaliśmy. Chcieliśmy wiedzieć, dlaczego w tak ważnej sprawie łamie prawo prasowe i utrudnia nam wykonywanie obowiązków dziennikarskich wobec czytelników. Prokurator Fedeńczuk nie potrafiła na to pytanie odpowiedzieć, zasłaniając się urlopem jednego z prokuratorów. W momencie, kiedy chcieliśmy wiedzieć, czy poinformowała Zbigniewa Ziobrę o tym, jak źle prowadzono śledztwo w sprawie błędu medycznego, zakończyła z nami rozmowę informując, że nie odpowie nam na pytania w oczekiwanym przez nas terminie. Skierowaliśmy do Prokuratury Krajowej pismo z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego prokurator Fedeńczuk z Lublina nie wywiązuje się ze swoich obowiązków służbowych. Ile takich spraw jest w całej Polsce, a które nigdy nie dostaną się na łamy mediów?”

Czy spodziewałaby się Pani Mecenas takiego potraktowania instrukcji, by Prokuratura Regionalna zajęła się “sprawą medialną”? Blokada informacji dla mediów?

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 23, 2016 o 23:26

Poczekałabym na reakcję Prokuratora Krajowego.

Odpowiedz

Jarosław Kozak Lipiec 24, 2016 o 00:49

Niekoniecznie. Paweł Miter wysłał pytania 20 czerwca 2016 roku. Artykuł ukazał się w piątek 22 lipca 2016 roku. Ileż można czekać? Po miesiącu miał prawo opisać zaistniałe zdarzenia. Tak swoją drogą czy urlop prokuratora może być powodem przerwania ciągłości pracy państwa, by się na niego powoływać? Jak znam intencje Mitera, to nie było to atakowanie prok. Fedeńczuk, tylko relacja, że nie może opisać sprawy.

Tak mnie rozjątrzyła Pani tekstem o segregacji ofiar przestępstw lekarzy, że zażądałem dokumentu, na który się Pani powołuje od Ziobry. Oczywiście w trybie dostępu do informacji publicznej. Ma mi go przysłać. Wypytałem jeszcze z imienia i nazwiska co trzeba. Kto zacz i dlaczego? Musimy wiedzieć z imienia i nazwiska kto tak rozumie równość konstytucyjną wobec prawa w naszym państwie prawa i sprawiedliwości.

Na marginesie apeluję, by przestać mówić o “błędach medycznych” tylko o przestępstwach lekarzy. Przecież mówimy “kradzież” a nie “wzięcie towaru z półki w sklepie”.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 24, 2016 o 11:57

Błąd medyczny to pojęcie szersze, mieści się w tym i przestępstwo lekarza, i przestępstwo pielęgniarki, i błąd organizacyjny (gdy trudno przypisać winę konkretnej osobie), i wreszcie kwestie związane ze stosowaniem produktów leczniczych czy wyrobów medycznych. Ale zgadzam się, że jeśli się tylko da, to należy sprawy nazywać po imieniu.

Odpowiedz

Jarosław Kozak Lipiec 24, 2016 o 18:08

Nie wziąłem pod uwagę błędów innego personelu medycznego czy błędów organizacyjnych. Ma Pani rację.

Odpowiedz

michal Lipiec 24, 2016 o 20:49

Dziękuję Pani Mecenas za ten blog. Pomógł podjąć mi decyzje. Jestem doświadczonym ginekologiem polożnikiem moja praca w szpitalu polega głównie na operowaniu moich pacjentek. Z powodu coraz większych problemów z obsada dostałem propozycję dodatkowej pracy jako szef dyżuru oczywiście pieniądze marne chodzi o satysfakcję. Po lekturze w życiu się na to nie zgodzę. Łatwo zapis ktg analizuje się po porodzie trudniej w trakcie. I w czasie dyżuru jak dzieje się kilka rzeczy naraz ciężko wszystko dopilnować. A w razie niepowodzenia zawsze to błąd lekarza. Wybieram nadal swoje spokojne życie i przespane noce w domowym łóżku. I nie ja jedyny taka decyzje podejmuje przez coraz większą nagonke. Niedługo tylko masochisci i bankruci wybiorą pracę na sali porodowej na kontrakcie.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 24, 2016 o 22:02

Zdecydowanie zgadzam się, że inaczej ocenia się ex post. Jednak biegli weryfikując postępowanie lekarza czy położnej są instruowani, aby robić to z perspektywy ex ante.
Faktem jest, że np. opisywanie spraw medycznych przez tabloidy przybiera czasem formę nagonki. Ale czy środowisko medyczne nie jest samo sobie winne? Jak często zdarza się fair podejście w przypadku niepowodzenia w leczeniu? I jakie mają inne wyjście rodzice dziecka z MPD spowodowanym przez zaniedbania podczas porodu, jak pozywać ubezpieczyciela szpitala i szpital o rentę i inne świadczenia?

Odpowiedz

rafal Lipiec 25, 2016 o 00:04

Ja od dawna jestem czytelnikiem obu blogów. Może wypada się już przedstawić. Też jestem lekarzem z wieloletnim stażem, przejściowo pracowałem w UK, w listopadzie będzie 9 lat jak pracuje w szpitalu w USA. W czasie tego pobytu miałem przyjemność zostać 2 razy pozwanym przez amerykańskich pacjentów.
I szczerze przyznam, że wolałbym być co roku pozywanym w stanach niż raz w życiu w Polsce.

W Polsce pacjent ma 100% praw i 0 obowiązków, a lekarz 0 praw i 100% obowiązków. Lekarz jest bandytą, którego życiowym celem jest robienie na złość pacjentom. W krajach zachodnich nie do pomyślenia jest, żeby za niepowodzenie w leczeniu komuś na ręce zakładać kajdanki i robić z niego przestępcę.

Z całym szacunkiem dla jednego forumowicza, ale porównanie kradzieży czegoś ze sklepu do leczenia pacjenta. Najlepiej to lekarza powiesić będzie spokój. Nie ma lekarza na całej tej planecie, który by przez całe swoje życie zawodowe błędu nie popełnił, więc wszystkich od razu do paki. Tylko ciekawe kto następnego dnia będzie Pana i Pana rodzinę leczył.

Odnośnie: „Jak często zdarza się fair podejście w przypadku niepowodzenia w leczeniu?” W Polsce większość ludzi myśli jak jeden z forumowiczów, a chęć pomocy przez lekarza kończy się od razu biegiem na prokuraturę i do gazet. Tylko ktoś niespełna rozumu by się przyznał, że się pomylił. Każde wyciągnięcie ręki do pacjenta kończy się tak samo bieg na prokuraturę i do gazet. Więc nigdy żadnemu lekarzowi nie doradzę, żeby się przyznał. Ryzykować swoją wolność dla dobra drugiego człowieka? Lekarz to jest normalny zawód, jak każdy inny.

Odnośnie: „Faktem jest, że np. opisywanie spraw medycznych przez tabloidy przybiera czasem formę nagonki” Nie czasem, tak jest zawsze, bo media już same wydają wyrok, lekarz winny a pacjent pokrzywdzony. Tu nikt nie słucha wyjaśnień drugiej strony. Wyrok już jest.

Odnośnie: „Ale czy środowisko medyczne nie jest samo sobie winne?” Tak, jest sobie winne, bo nie bierze przykładu z kolegów z zachodu, że nie należy leczyć ludzi, ale tylko wykonywać usługi. Dają choremu wszystko co potrafią zrobić, niepotrzebnie podejmują ryzyko, a nie to co jest dla nich bezpieczne. Należy cały czas zasłaniać się procedurami, standardami, rekomendacjami, robić tylko i wyłącznie bezpieczne minimum. Po co robić więcej? Zapominają, że to procedury są rozgrzeszeniem, zrobiłem, co należało i koniec.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 25, 2016 o 09:09

Panie Doktorze, dziękuje za ten głos.

Może nie wprost na blogach, ale konsekwentnie od lat deklaruję, że jestem przeciwniczką rozstrzygania spraw związanych z błędami czy niepowodzeniami w leczeniu (jednak rozróżniajmy te dwie sytuacje) na drodze karnej. Zgadzam się z Panem, że to nie jest optymalna ścieżka. Tyle, że na drogę zawiadamiania prokuratury w Polsce pacjenta pcha system: skoro szpital i jego ubezpieczyciel niemal nigdy nie płacą na drodze ugody przedsądowej jakiejkolwiek rekompensaty, a nawet nie podejmują rozmów, to pacjent idzie dalej. Dalej, czyli do sądu cywilnego, gdzie od początku płaci wysokie koszty (5% opłaty od pozwu), honorarium prawnika, a dodatkowo w razie przegranej koszty strony przeciwnej. Jak zawiadomi prokuraturę, to ma – często bylejakie- ale jednak wyjaśnienie czy doszło do błędu i może lepiej oszacować ryzyko. Tak myślą głównie poszkodowani działający bez pełnomocnika.

Nastroje są też podgrzewane przez osoby z pierwszych stron gazet – wiadomo. Nie ma potrzeby rozwijać tematu.

Prawnicy oczywiście też nie są bez winy. Dziś przeczytałam, ze mężczyzna z nadwagą, któremu odmówiono operacji, bo waga wykraczała poza normy stołu operacyjnego, zamierza pozwać szpital mimo, że bez zwłoki wykonano zabieg w innej placówce, a dodatkowo dyrekcja przeprosiła pacjenta. O co to powództwo i dlaczego? W pełni się zgadzam z komentarzem pod tekstem na portalu rynekzdrowia.pl: “I wg mnie to było postępowanie prawidłowe, że nie podjęto się operacji w sytuacji braku odpowiedniego sprzętu. Roszczenie pacjent to mógłby mieć gdyby doznał uszczerbku na zdrowiu w wyniku np uszkodzenia pod wpływem jego wagi stołu operacyjnego, który nie był przystosowany do danego ciężaru……”

Ale: leczenie to też przestrzeganie procedur, wg mnie nie można stawiać sprawy: albo leczę, albo przestrzegam procedur.

A dlaczego uważa Pan, ze bycie pozwanym za błąd medyczny w Stanach jest lepsze dla lekarza niż proces cywilny w Polsce? Będę zobowiązana za rozwinięcie tematu. Moja wiedza na temat spraw związanych z medical malpractice w USA jest czysto teoretyczna.

Odpowiedz

rafal Lipiec 26, 2016 o 22:32

z kilku przyczyn:
1. roszczenia prawie zawsze są zasadne i pozwany lekarz, czy szpital, wie konkretnie za co i to z medycznego punktu widzenia, (a nie pseudowyobrażeń pacjenta jak miało wyglądać leczenie), wynika to z faktu, że jak pacjent chce pozwać lekarza, to zanim jego adwokat wręczy pozew to najpierw musi mieć swojego medycznego eksperta, który stwierdzi czy rzeczywiście jest coś na rzeczy, pozwana strona ma swojego, a cała polemika odnośnie leczenia toczy się między ekspertami stron i ich adwokatami, nie ma jakiś wyjętych z kosmosu oskarżeń pacjenta, tylko wiedza medyczna, a przysięgli i sąd wybierają bardziej wiarygodną wersje(to nie fair, ale przysięgli lubią lekarzy i szpitale ;adwokat powoda musi się bardzo natrudzić, żeby wygrać, stąd też dużo przegranych spraw przez pacjenta)
2.nie ma jednego biegłego i nie jest się zdanym na jego widzimisie odnosnie leczenia czy zły humor albo podstarzałą wiedze medyczną, lekarz ma leczyc staranie i z zachowaniem ostroznosci, a blad moze popełnic i nie bedzie to podstawa do przegrania sprawy- odsyłam do judgement call
3. czas potrzebny ekspertowi na opinie w nieskomplikowanej sprawie( np. przecięcie nerwu podczas zabiegu) 20-30h, a nie rok jak w Polsce
4. czas na pozew w szpitalu miejskim to 1rok 90 dni od popełnienia błędu, w prywatnych placówka 2,5roku( pisze o błędzie; porody prywatnie 10lat) nie ma ustępstw, że pacjent się leczył, itd. ;w Polsce 3 lat i albo do 10 jak momentu, w którym pacjent się dowiedział
5. wiele stanow ma regulowane gorne wartosci zadoscuczynien, np 250 000 $, więc troche przeraza mnie jak Pani Mecenas miała ostatnio wygrana za prawie 2mln zł + jeszcze odsetki ( gratuluje takiego sukcesu), ale uważam, że jak kwoty w polsce są wyższe niż te w stanach to coś już jest nie tak, bo zarobki lekarzy inne, szpitale biedniejsze, poziom zycia inny i to jest juz wzbogacenie sie na pozwaniu lekarzy; ja pracuje w stanie gdzie nie ma wyznaczonej granicy, wiec mozna usłyszeć o pozwach w wysokosc 17mln $, ale to zawsze konczy sie ugoda w wysokosci polisy i nie ma mowy o puszczeniu lekarza z torbami, rencie, odpowiedzialnosci na przyszlosc, odsetkach; wielomilionowe rekomensaty sa rzeczywiscie, ale w wypadkach komunikacyjnych, w polsce zadoscuczynieie, odszkodowanie, renta, odp na przyszlosc!
6. rozprawy są zrozumiałe dla wszystkich, bo musza tez rozumiec przysiegli, wiec nie ma mowy o zargonie prawniczym
7. rzadkoscia sa roszczenia o nieprawidlowo wyrazono zgode na zabieg i zawsze przegrywane przez pacjentow
8. nie mozna pozwac lekarza za byle co, szkoda u pacjenta musi byc znaczna
9. jedna wielka bajka, którą się opowiada Polakom to, to, że amerykanscy prawnicy ganiaja za lekarzami, a pacjenci za wszystko pozywaja, a rekompensaty sa z kosmosu to taki sam mit jak to ze amerykanie mysla, ze po europie spaceruja dinozaury
10. nikt nie chce spalic na stosie lekarza za popełnienie błędu

osobiscie uwazam, ze pacjenci w Polsce maja duzo łatwiej i lepiej, wiecej czasu i wiecej sposobow, zeby uzyskac pieniadze i jeszcze odpowiedzialnosc karna
co do kosztów w Polsce, z tego co wiem kancelarie odszkodowawcze dzialaja za darmo, tylko minus, ze potem sie płaci, nawet jak sie przegra?

Jarosław Kozak Lipiec 25, 2016 o 21:58

Tu zagadnienie wywołane przez Mec. Budzowską zostało podchwycone przez Evę Ivanową:

http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962520,posmiertna-dyskryminacja-w-prokuraturze-tylko-sprawy-mlodych-na-szczeblu-regionalnym.html

Bez oczywiście odwołania do Mec. Budzowskiej. Zamieszczałem kilka tweetów z linkami.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 25, 2016 o 22:21

Sprawę wywołała red. Eva Ivanowa i poprosiła mnie o komentarz. Pełny tekst jej artykułu zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń, a także moją wypowiedź:
“Nierówne traktowanie
Ale jest i poważniejszy zarzut, kompromitujący prokuraturę.
– To nic innego jak dyskryminacja ofiar z uwagi na wiek. Im starsza ofiara, tym niższy szczebel prokuratury. Brakuje jeszcze tego, by przyjąć inne cenzusy. Czy będziemy dzielić sprawy z uwagi na zasobność portfela, kolor skóry i płeć? – bulwersuje się jeden ze śledczych.
– Segregację ofiar błędów medycznych na młodsze i starsze, bardziej medialne i mniej medialne uważam za skandal. Osoby, które wstrzymywały się z upublicznieniem szczegółów tragedii, wierząc w praworządność i obiektywne prowadzenie śledztwa przez prokuraturę, mogą czuć się zwyczajnie oszukane – ocenia Jolanta Budzowska, radca prawny, pełnomocnik poszkodowanych w procesach o błędy medyczne, wspólnik w kancelarii prawnej Budzowska, Fiutowski & Partnerzy – Radcowie Prawni.”

Odpowiedz

Jarosław Kozak Lipiec 25, 2016 o 23:04

Strona RP obcięła mi tekst artykułu Ivanovej. Stąd wpis tutaj i mail do Pani. A ponieważ Pani wpis ukazał się 22 lipca a tekst Ivanovej 25 lipca, to uznałem, że Pani odkryła sprawę.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 29, 2016 o 17:46

Miejmy nadzieję, że Pani redaktor Eva Ivanowa się nie poczuje się urażona…

Odpowiedz

anna Lipiec 27, 2016 o 18:52

Panie Rafale,
chyba w Panach snach są takie niskie odszkodowania dla pokrzywdzonego pacjenta.
Ciekawe jak Pan to wyjaśni

http://www.polskieradio.com/news_det.aspx?id=106474&kat=19

53mln$.
nie porównujmy polskich lekarzy do amerykańskich( bo Ci są uprzejmi do pacjenta i kompetentni).
pozdrawiam, Anna

Odpowiedz

rafal Lipiec 28, 2016 o 12:57

najwyższe odszkodowanie jakie wymyśliła sobie ława przysięgłych to 606mln dolarów, a pacjent z sądu wyszedł tylko z 1mln
polecam poczytać o high-low agreement( w medical malpractice zawierana zawsze)
logicznym jest, że prawnicy popisują się kwotami przyznanymi przez przysięgłych, bo to promocja dla kancelarii- o patrzcie jak przekonaliśmy lawe przysięgłych- każdy będzie chciał do takiego prawnika przyjść, to jest swietna reklama, na strona internetowych kancelarii tez sa wypisane kwoty przyznane przez lawe, ale ma się to nijak do tego co otrzymuje później powod
media tez podaja tylko te kwoty, bo chodzi o emocje

rozumiem, ze nie jestem dla Pani autorytetem, wiec polecam obejrzeć G. Oginskiego( jeden z najlepszych nowojorskich adwokatow zajmujących się szkodami na osobie)[ pozwoliłem sobie wkleić linki]

https://www.youtube.com/watch?v=htlNksTItyA

https://www.youtube.com/watch?v=sGTOl8Xxh_M

pacjent zawsze dostanie tylko kwote do zawartości polisy ( najczęściej 2mln dolarów)

za uszczypliwy komentarz się nie obrazam, bo rozumiem, ze wynika z niewiedzy
natomiast dziwi mnie naiwność polska, ze takie kwoty można rzeczywiście realnie otrzymać
stawki amerykańskich adwokatow sa uregulowane i za medical malpractice jest 30% od wygranej, wiec idąc Pani rozumowaniem taki adwokat z tych 53mln dostanie prawie 16mln
wiec wystarczy, ze wygra 60 procesow i będzie miał 1mld
dobrzy adwokaci dobrze zarabiają, nie ma w tym nic dziwnego, ale miliarderami nie sa
już widze wywiad; -jak Pan został miliarderem
– hmm, to proste 60 razy pozwałem szpital
każdy chciałby zostać wtedy prawnikiem, nikt nie studiowałby medycyny, a szpitali by nie było

nie mam nic przeciwko temu, żeby polacy dostawali takie odszkodowania jak amerykanie, czyli na 2mln $, ale niech płąca za leczenie tyle co amerykanie, a nie wszytsko za darmo
jakby szpitale były takie mega bogate, to by inaczej wyglądały, nie było niedoborów personelu i jedzenie lepsze

ps. mam pytanie do Pani autorki bloga, jak mogę się pozbyć ciągle wyskakującego mi okienka z subskrypcją, raz już to zaakceptowałem, a za każdym razem mi to wyskakuje? troszkę jest to irytujące 🙂

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 29, 2016 o 17:19

Problemem w Polsce są:

– zbyt niskie polisy i
– relacja: ubezpieczony (szpital/lekarz) – poszkodowany (pacjent) – zakład ubezpieczeń.

Niestety najczęściej ubezpieczyciele idą w zaparte i czekają na wyrok, a z owu (ogólnych warunków ubezpieczenia) wynika, że szpital/lekarz nie może zawrzeć ugody lub uznać roszczenia bez zgody zakładu ubezpieczeniowego. Więc nawet, jeśli szpital nie chce procesu, to nie ma wyjścia. Zdarza się też sytuacja odwrotna: PZU SA chce ugody, bo wg ich lekarzy orzeczników wina jest ewidentna, ale szpital/lekarz się nie zgadza. Teoretycznie ubezpieczyciel mógłby sam zdecydować (w granicach sumy gwarancyjnej), ale często jest szantażowany, że “jak to, ma nastąpić wypłata z ich polisy, a potem wyższa składka, skoro szpital/lekarz nie popełnił błędu?”.

Poza tym, Polacy niestety nie mają wszystkiego za darmo… Mają coraz mniej za darmo, i za coraz więcej lat. Tzn. czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia jest najczęściej nierealny w porównaniu z potrzebami.

Powiem więcej, głównym powodem wytaczania powództw jest nie “chęć wzbogacenia się na wysokim zadośćuczynieniu”, jak lubią argumentować pełnomocnicy szpitali, a właśnie zdobycie środków (w postaci renty na pokrycie zwiększonych potrzeb) na leczenie i rehabilitację oraz potwierdzenie, że w przypadku pogorszenia stanu zdrowia w przyszłości, gwarantem pokrycia kosztów leczenia pozostanie szpital.

Odpowiedz

rafal Lipiec 28, 2016 o 13:13

Najwyższe odszkodowanie wymyślone przez przysięgłych to 606mln dolarów( mi znane), ale pacjent z sadu wyszedł tylko z 1mln
Polecam poczytać o high-low agreemant( zawierana zawsze w medical malpractice)
Logicznym jest, ze kancelarie chwala się kwotami przyznanymi przez przysięgłych, jest to swietna reklama dla kancelaria: – o patrzcie jak przekonaliśmy przysięgłych, jacy jesteśmy dobrzy; każdy będzie chciał pojsc do takiego prawnika, na stronach kancelarii tez sa kwoty przyznane przez ławe
Ale ma się to nijak do tego co dostaje powod
Media tez podaja kwoty przysięgłych bo chodzi o emocje
Rozumiem, ze nie jestem dla Pani autorytetem, wiec proponuje obejrzeć videobloga G.Oginskiego( jeden z najlepszych nowojorskich adwokatow, zajmujący się szkodami na osobie) [pozwoliłem wkleic sobie linki]

https://www.youtube.com/watch?v=htlNksTItyA
https://www.youtube.com/watch?v=sGTOl8Xxh_M
pacjent zawsze dostanie tylko to co jest w polisie( zazwyczaj to 2mln dolarów)
nie obrazam się za uszczypliwy komentarz, bo rozumiem, ze wynika z niewiedzy
natomiast dziwi mnie polska naiwność, bo idąc Pani rozumowaniem, to taki adwokat byłby miliarderem
stawki amerykańskich adwokatow sa regulowane i w medical malpractice wynoszą 30% od wygranej, wiec z tych 53mln zarobiłby 16mln, wiec wystarczy mu wygrac 60 spraw i będzie miał 1 mld
już widze jak wyglądałby wywiad: – jak Pan zarobil swój pierwszy miliard? – to proste 60 razy pozwałem szpital.
Owszem dobry adwokat dobrze zarabia, to logiczne, ale nie takie kwoty każdy wtedy chciałby isc na prawo, nikt nie studiowałby medycyny, a szpitale by nie istniały i kto w ogole chciałby kogos ubezpieczyć?
Nie mam nic przeciwko temu, żeby w Polsce były takie odszkodowania jak w stanach za wszystko, ale niech polacy płaca za leczenie tyle co amerykanie, a nie za darmo na nfz
Skad ma Pan informacje, ze polskie szpitale to mega bogate instytucje? Jakby tak było to inaczej by sale wyglądały, nie byłoby niedoborów personelu i jedzenie lepsze.

Ps. Mam pytanie do Pani autorki bloga, jak można zablokować ciągle wyskakujące okienko z subskrypcją? Raz już się zgodziłem, a wyskakuje mi na każdej stronie. Trochę to irytujące 

Odpowiedz

rafal Lipiec 28, 2016 o 13:43

przepraszam, ale na początku nie wbiło mi wpisu i napisałem drugi raz, nie chciałem zaśmiecać blogu 🙂

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 29, 2016 o 12:45

Odnośnie Ps.
Otrzymałam wyjaśnienie od tzw. wsparcia technicznego. Z tym wyskakującym okienkiem ws subskrypcji to jest tak, że ono się pokazuje zasadniczo podobno raz. Jeśli ktoś się zapisze na listę, to wówczas przestaje się pokazywać. A jeśli się je zamknie, to pokaże się ponownie za jakiś czas. Wszystko to działa na bazie ciastek: to one rejestrują zapis na subskrypcję czy zamknięcie okna. A ciastka zapisują się w przeglądarce na każdym komputerze osobno. Być może jest tak, że się Panu ciastka nie zapisują się z uwagi takie ustawienia w przeglądarce, a zatem Pana komputer nie wie, że Pan już zasubskrybował posty z bloga. Za co serdecznie dziękuję:-)!

Odpowiedz

rafal Lipiec 31, 2016 o 00:39

bardzo dziękuje za fatygę 🙂
widzę, że bardzo dba Pani o czytelników, dobry gospodarz

Jarosław Kozak Lipiec 27, 2016 o 23:45

Niezależnie kto ma rację Polska czy Ameryka jedno jest pewne: w Polsce podobnie jak w krajach Unii odszkodowania za błędy medyczne i inne wypadki są skandalicznie niskie. Dochodzi do patologii, że amerykańska ofiara katastrofy lotniczej otrzymuje większe odszkodowanie niż europejska. Tu winno zmienić się orzecznictwo. W Polsce mamy też takie cyniczne absurdy, że szpital za obcięcie ręki nie tej co powinien proponuje symboliczną złotówkę. Musimy wszyscy zmieniać tak mentalność, by symbolicznym odszkodowaniem stał się milion zł. Nie oszukujmy się, szpitale to mega bogate instytucje. Tak samo podmioty prywatne. Mają pieniądze na symboliczny milion odszkodowania.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 29, 2016 o 17:26

Gdzieś jest zdroworozsądkowa granica rekompensaty finansowej. Mogłabym polemizować, jeśli chodzi o wysokość zadośćuczynienia: milion złotych to jest na przykład cena – powiedzmy bardzo szacunkowo – 100 metrowego mieszkania w stanie “do zamieszkania” z wyposażeniem dostosowanym do potrzeb osoby niepełnosprawnej w większym mieście w Polsce, z garażem. Czy zabezpieczenie w tej sposób niepełnosprawnego dziecka z uzyskanego zadośćuczynienia to minimum czy maksimum, tzn. czy zadoścuczynienie może i czy powinno być większe? Wg mnie to jednak minimum. Ale już 10 mln. wydaje się być zbyt wysoką sumą, nawet jeśli chodzi o to, w jaki sposób ta kwota pomoże zrekompensować krzywdę.
Poza jakąkolwiek dyskusją jest jednak obowiązek przyznania kosztów leczenia, rehabilitacji, opieki itd. Także pełnopłatnych – nie widzę powodu, dla którego poszkodowany miałby szukać najtańszych form leczenia czy żebrać o pieniądze za pomocą różnych fundacji.

Odpowiedz

QVX Lipiec 29, 2016 o 14:00

Pozwolę sobie wtrącić kilka uwag.
1. W Polsce nadal pokutuje postkomunistyczne podejście, że istotna jest tylko odpowiedzialność karna.
2. Polska niestety pod względem kultury organizacyjnej leży daleko za USA. U nas niedostatki organizacji ma skompensować człowiek.
3. Te wysokie odszkodowania w Polsce dotyczą kuriozalnych sytuacji, które w USA są rzadsze z powodu lepszej organizacji.
Akurat 1 mln PLN to 250000 USD, więc niewygórowana to suma za to np., że dziecko ma porażenie 4-kończynowe, bo ktoś nie sprawdził końcówek i źle podłączył pompę, a ktoś inny kilkakrotnie kasował alarmy pompy infuzyjnej zamiast sprawdzić przyczynę.
4. Te terminy przedawnienia itp. w Polsce to wynik tego, że u nas do prawa trzeba wpisywać to, co w common law załatwia orzecznictwo. Np. w hipotetycznej sytuacji, kiedy szpital ukrywa przed pacjentem błąd (szczególnie, kiedy fałszuje dokumentację itp.), aby upłynął termin przedawnienia, to sąd w USA uznałby, że nie można odrzucić z tego powodu pozwu. Zresztą Gawande opisuje podobną sprawę, gdzie szpital próbował tak grać. U nas natomiast trzebaby zmiany w prawie.
5. W Polsce nadal pokutują reminescencje zgody blankietowej, stąd pozwy, bo poważne rzeczy (sterylizacja) są robione bez wiedzy i zgody pacjenta. W USA pozwy o zgodę dotyczą drobiazgów, a u nas nierzadko ważnych.
5. Model posłannictwa lekarza jest gorszy realnie od modelu lekarza usługodawcy. Ten drugi po prostu ma zrobić porządnie, co do niego należy, i zażądać stosownego wynagrodzenia. A u nas?
Lekarz narusza reguły swej misji, gdy zwolni się z pracy w szpitalu, który z powodu złego zarządzania nic nie zapewnia. Lekarz ma patrzeć w górę zamiast zajmować się szczegółami. Etc. To są przykłady tego, czego żąda się od lekarzy…

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 29, 2016 o 17:06

Bardzo dziękuję za cenne uwagi!

Odniosę się po kolei.
1. “W Polsce nadal pokutuje postkomunistyczne podejście, że istotna jest tylko odpowiedzialność karna.” – niestety tak, też to zauważam. Dopiero po jakimś czasie przychodzi refleksja, że może mniej chodzi o zemstę, a bardziej istotne jest uzyskanie rekompensaty i środków na leczenie. Z drugiej strony, system odpowiedzialności cywilnej nie daje poszkodowanym pewności, że osoba faktycznie winna poniesie jakąkolwiek odpowiedzialność, że dostanie choćby naganę od pracodawcy. W efekcie dąży się do sprawy karnej, aby “dać nauczkę” i żeby winny wyciągnął wnioski, i już nikogo w podobny sposób nie skrzywdził. Trudno mieć o to pretensje do poszkodowanych, skoro to jedyna droga.
2. “Polska niestety pod względem kultury organizacyjnej leży daleko za USA. U nas niedostatki organizacji ma skompensować człowiek.” Zgoda. Ale też kultura świadczenia pomocy medycznej odbiega od tej w Europie tzw. Zachodniej. Więc mamy kumulację: niedostatki organizacji i niedostatki podejścia do pacjenta. Wiem z autopsji:)
3. “Te wysokie odszkodowania w Polsce dotyczą kuriozalnych sytuacji, które w USA są rzadsze z powodu lepszej organizacji.
Akurat 1 mln PLN to 250000 USD, więc niewygórowana to suma za to np., że dziecko ma porażenie 4-kończynowe, bo ktoś nie sprawdził końcówek i źle podłączył pompę, a ktoś inny kilkakrotnie kasował alarmy pompy infuzyjnej zamiast sprawdzić przyczynę.”
Też tak myślę. Tak potępiane leczenie wg standardów w USA daje pacjentowi gwarancję przynajmniej minimalnego standardu…
4. “Te terminy przedawnienia itp. w Polsce to wynik tego, że u nas do prawa trzeba wpisywać to, co w common law załatwia orzecznictwo. Np. w hipotetycznej sytuacji, kiedy szpital ukrywa przed pacjentem błąd (szczególnie, kiedy fałszuje dokumentację itp.), aby upłynął termin przedawnienia, to sąd w USA uznałby, że nie można odrzucić z tego powodu pozwu. Zresztą Gawande opisuje podobną sprawę, gdzie szpital próbował tak grać. U nas natomiast trzebaby zmiany w prawie.” I tak, i nie. Z jednej strony, początkowy bieg terminu “od dowiedzenia się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia” daje poszkodowanym stosunkowo duże pole manewru. Z drugiej strony – 3 lata to często zbyt mało czasu na to, żeby zebrać się w sobie i znaleźć siły na walkę w sądzie, choć to dość typowy termin przedawnienia, m.in. w porównaniu z innymi krajami, także niektórymi stanami USA. Z trzeciej strony: sędziowie czasem łatwo “kupują” podniesiony przez przeciwnika zarzut przedawnienia, bo można łatwo i szybko sprawę zakończyć…
5. “W Polsce nadal pokutują reminescencje zgody blankietowej, stąd pozwy, bo poważne rzeczy (sterylizacja) są robione bez wiedzy i zgody pacjenta. W USA pozwy o zgodę dotyczą drobiazgów, a u nas nierzadko ważnych.” – pełna zgoda. Zgoda blankietowa albo “na odczep się” (czyli wpisujemy wszystko drobnym drukiem, ale nie indywidualizujemy i nie rozmawiamy z pacjentem) to typowe w polskich realiach.
5. “Model posłannictwa lekarza jest gorszy realnie od modelu lekarza usługodawcy. Ten drugi po prostu ma zrobić porządnie, co do niego należy, i zażądać stosownego wynagrodzenia. A u nas?
Lekarz narusza reguły swej misji, gdy zwolni się z pracy w szpitalu, który z powodu złego zarządzania nic nie zapewnia. Lekarz ma patrzeć w górę zamiast zajmować się szczegółami. Etc. To są przykłady tego, czego żąda się od lekarzy…”
Zgadzam się. Wolałabym być leczona przez lekarza usługodawcę. A jeśli dodatkowo będzie miał poczucie misji czy będzie lekarzem z powołania – to będzie moim ideałem.

Odpowiedz

rafal Lipiec 30, 2016 o 02:07

co do 4. szczerze nie rozumiem związku, pacjent zabiera dokumentacje i prawnik pisze pozew; co ma jedno wspólnego z drugim?
jest łatwiej bo nie trzeba szukać swojego biegłego i czekać na jego opinię
bardzo rzadko słyszy się o tym obecnie żeby którykolwiek lekarz fałszował w stanach dokumentacje, bo za to jest od razu utrata prawa wykonywania zawodu

5. skąd ma Pani/ Pan informacje, że w USA pozwy o zgodę dotyczą drobiazgów, można prosić o źródło?
pozdrawiam

Odpowiedz

QVX Lipiec 30, 2016 o 08:10

4. Była taka sprawa w Polsce, że przed pacjentką ukrywano pozostawienie w polu operacyjnym 2 igieł atraumatycznych i raz nawet przez “pomyłkę” dostała zdjęcie rtg innej osoby bez igieł, a gdy minął okres przedawnienia, to wtedy jej to ujawniono. I to miałem na myśli.
5. Zacznijmy od tego, że może się źle wyraziłem. Chodziło mi o to, że drobiazgiem nazwałem wszystko związane z odrębną zgodą na zabieg etc. O ile wiem w USA nie ma zgody blankietowej, a u nas nadal jest ta rubryka, że pacjent zgadza się na wszystko z góry (bezprawna, ale wciąż niektórzy na niej bazują). Nie sądzę, że w usa jury zaakceptowałaby argumentację (a u nas wciąż pada coś takiego), że pacjent przychodząc do szpitala zgadza się na wszystko, co personel szpitala uzna za właściwe i osobnej zgody nie trzeba.

Odpowiedz

rafal Lipiec 31, 2016 o 00:32

4. taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca, to jest karygodne
pisząc o okresach przedawnienia pisałem o błędzie,
bo na pozostawienie rzeczy w polu operacyjnym tez w usa są inne terminy, jeśli pozostawiony przedmiot jest stworzony do tego, żeby był pozostawiany w ciele i jest nieprawidłowo umieszczony( np. wkładka domaciczna) to jest 2,5 roku od momentu procedury medycznej; a jeśli przedmiot nie jest stworzony do pozostawienia to jest 1 rok od dowiedzenia się( np. chusta, igła)
5. tu też jest trochę inna sytuacja, bo w każdym stanie jest inne prawo i w niektórych obowiązuje informacja jaką udzieli pacjentowi racjonalny lekarz a w innych jest jak w Polsce czyli racjonalny pacjent
takie sytuacje nie mają miejsca w stanach, bo zawsze się z pacjentem rozmawia, i albo jest tak, że na rozmowę muszę zabrać ze sobą dyktafon lub idzie jakaś inna osoba z zespołu, więc zawsze się z pacjentem rozmawia
obowiązek zgody pisemnej jest jak w Polsce, ale w szpitalach prywatnych zwyczajowo bierze się na większość procedur, bo to prowadzi do ” przywiązania się” pacjenta- więzy twarde, także względy sa czysto marketingowe a nie obawa przed pozwem

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 29, 2016 o 17:45

Krótko w odpowiedzi:
1. Jestem absolutnie za systemem na kształt anglosaskiego,kiedy to strony powołują swoich biegłych, a jeśli nie dojdą do consensusu w drodze rokowań przedsądowych, to kompetencje, wiarygodność i rzetelność opinii eksperckich ocenia sąd. Czyli pełna kontradyktoryjność.
2. Jeśli lekarz mimo staranności popełni błąd – to pacjent powinien mieć prawo do rekompensaty z tytułu np. ubezpieczenia lekarza (nie pacjenta) od odpowiedzialności cywilnej za szkody popełnione przy okazji wykonywania zawodu. Pacjenta nie mogą obciążąć nieprzewidziane, ale możliwe do uniknięcia konsekwencje leczenia.
3. Tak! Rozsądny czas na wydanie opinii to miesiąc (z odebraniem akt, analizą, badaniem pacjenta, zwrotem akt itd).
4. Termin przedawnienia 3 lata uważam za rozsądny. Przy czym proszę pamietać, że nie ma już górnego ograniczenia, tzn. jak pacjent dowie się o błędzie np. 5 lat po jego popełnieniu (wtedy np. ujawni się szkoda), to nadal roszczenie ma nie przedawnione.
5. O tym, że gdzieś jest granica zadośćuczynienia, napisałam w innym komentarzu, ale jeśłi chodzi o odszkodowanie (zwrot poniesionych wydatków) i rentę – to tu mam zdanie jednoznaczne: rekompensata być być pełnam niezależnie, jak bardzo miałoby by być to dotkliwe do osoby winnej. Coraz częściej zdarza się zasądzenie renty miesięcznej w kwocie powyżej 10 tys. zł. – bo takie są po prostu koszty leczenia, rehabilitacji i opieki w Polsce. Czym się różni sytuacja osoby poszkodowanej w wypadku komunikacyjnym od sytuacji osoby poszkodowanej przez błąd lekarza? Czy ktoś mu daje zniżkę na leczenie?
6. “Rozprawy są zrozumiałe dla wszystkich” – u nas też coraz częściej. Prawnicy na ogół rozumieją lekarzy, a lekarze mają od tego pełnomocników (żeby rozumieć prawników):)
7. Problem zgody na zabieg jest chyba znacznie poważniejszy w Polsce, stąd i orzecznictwo wypracowało pogląd na kwestię wadliwej zgody na leczenie.
8. U nas można “pozwać lekarza za byle co”, ale się nie opłaca;) Ja zawsze stanowczo odradzam. Za duża cena emocjonalna.
9. “Po Europie spacerują dinozaury” – nie słyszałam:))
10. Racja, jest taki podejście, że lekarz nie ma prawa do błędu. Może łatwiej byłoby uznać, że ma, gdyby automatycznie za tym szla deklaracja pokrycia szkody – tak jak to się dzieje w Stanach, gdy do błędu faktycznie dochodzi…

Pacjent w Polsce nie ma łatwo… Przepisy, a szczególnie instytucja biegłych i brak pełnej kontradyktoryjności, faworyzują lekarzy i placówki medyczne.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: