Błąd okołoporodowy – czy odszkodowania za błędy przy porodzie zrujnują szpitale?

Jolanta Budzowska        15 czerwca 2018        Komentarze (1)

To zależy. Jak szpitale będą postępować jak w tej sprawie, to może tak być. Zacznijmy od tego, że podczas porodu, jaki miał miejsce w 2008 roku, popełniono ewidentne błędy.

Poszkodowany noworodek, dziś 10-letnia dziewczynka, jest niepełnosprawna w stopniu najwyższym, jaki tylko można sobie wyobrazić. Jest całkowicie zależna od rodziców, a z matką łączy ją silna więź, wręcz symbiotyczną.  Jej mama nie może się od niej oddalić nawet na dłuższą chwilę.

Zadośćuczynienie za błąd przy porodzie

Sąd Najwyższy stwierdził w wydanym dzisiaj wyroku, że kwoty zadośćuczynienia:

– 1.200.000 zł. dla ciężko poszkodowanego przez błąd okołoporodowy dziecka – za krzywdę związaną ze szkodą na zdrowiu,

– 300.000 zł. dla jego matki i 200.000 zł. dla jego ojca – za krzywdę wyrządzoną naruszeniem ich dóbr osobistych w postaci więzi rodzinnej

– nie są wygórowane w stanie faktycznym, o jakim przyszło orzekać sądowi.

9 lat procesu

Systematycznie relacjonowałam na blogu przebieg postępowania w tej sprawie.

Nie wszyscy pamiętają, że proces w tej sprawie zaczął się w 2009 roku, kiedy poszkodowana przy porodzie dziewczynka miała rok. Po wielu latach procesu dobrnęliśmy do etapu Sądu Apelacyjnego. Kiedy szpital złożył skargę kasacyjną od korzystnego dla moich Klientów wyroku tego Sądu, w toku jej rozpatrywania, Sąd Najwyższy postanowił zapytać poszerzony skład SN o to, czy w ogóle osoby najbliższe poszkodowanemu mają prawo do zadośćuczynienia, czy też może nie zasługują na rekompensatę swojej krzywdy.

Sąd Najwyższy w marcu tego roku, w składzie siedmiu sędziów, wydał przełomową uchwałę. Definitywnie przesądził w niej, że najbliżsi osoby, która doznała ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu, mogą mieć prawo do zadośćuczynienia na swoją rzecz.

Sprawa wróciła więc do SN w „zwykłym” składzie trojga sędziów zawodowych, aby SN orzekł ostatecznie, jakie kwoty są „odpowiednim” odszkodowaniem za błąd medyczny, do jakiego doszło w rozpatrywanej sprawie.

I to właśnie dzisiaj Sąd Najwyższy rozstrzygnął ostatecznie tę kwestię, oddalając skargę kasacyjną szpitala i utrzymując w mocy korzystny dla nas wyrok Sądu Apelacyjnego, który przyznał poszkodowanym kwoty zadośćuczynienia wymienione na początku tego wpisu.

Dlaczego nie jest to „zwykły” wyrok?

Po pierwsze, bo jest to wyrok Sądu Najwyższego, a już samo ta okoliczność plasuje takie rozstrzygnięcie wysoko i każe traktować poglądy wyrażone w takim rozstrzygnięciu jako pewien kierunek, którym powinny podążać inne sądy, szczególnie niższych instancji, orzekając w podobnych sprawach.

Po drugie, sam Sąd, uzasadniając dziś ustnie wyrok podkreślił, że ma świadomość, iż jest to pierwsze stanowisko SN na temat wysokości zadośćuczynienia należnego osobom najbliższym poszkodowanego, jakie SN zajmuje po uchwale składu siedmiu sędziów.

Przyjęte przez Sąd Najwyższy kwoty powinny więc wyznaczać poziom zadośćuczynień zasądzanych w podobnych sprawach. Warto zatem się przyjrzeć, jak uzasadnił Sąd Najwyższy swoje rozstrzygnięcie w tym aspekcie.

1.200.000 zł. zadośćuczynienia za błąd medyczny

Kwota 1.200.000 zł. zadośćuczynienia dla dziecka nie powinna, zdaniem SN, wzbudzać wątpliwości. Z pewnością nie jest rażąco wygórowana, co próbował udowodnić szpital. Dziecko doświadcza bezmiaru krzywd, zostało pozbawione wszystkich przejawów ludzkiej egzystencji, zniszczono jego życie od początku do końca. Zadośćuczynienie jest przyznawane jednorazowo, ale trzeba je postrzegać perspektywicznie, musi obejmować ryzyka niekorzystnych zdarzeń, do jakich może dojść w przyszłości, na przykład związanych ze śmiercią rodziców, którzy dzisiaj sprawują opiekę nad poszkodowaną córką.

Błąd okołoporodowy, zadośćuczynienie dla rodziców

Krzywda rodziców w takim przypadku także jest bezdyskusyjna. Więź, jaka mogła łączyć matkę i ojca z dzieckiem, nie istnieje. Owszem, łączy ich silna więź rodzinna, ale o zupełnie innym charakterze. Sąd użył nawet słowa „patologicznym” w rozumieniu – obiegającym od normy. Podczas, gdy typowa więź dziecko – rodzic z czasem ulega przekształceniu, rozluźnieniu w miarę, jak dzieci dorastają, w tym przypadku rodzice nigdy nie będą mogli liczyć na pomoc dziecka w czasie, kiedy oni będą w dojrzałym wieku i w okresie starości. Przeciwnie, do końca życia będą czuli na swoich barkach brzemię odpowiedzialności za los córki.

Zróżnicowanie zadośćuczynienia dla matki (300 tys. zł.) i ojca (200 tys. zł.) także zostało uznane przez SN za prawidłowe w rozpatrywanej sprawie, a to z uwagi na nie identyczną sytuację, w tym zdrowotną, rodziców.

W mojej ocenie ważne jest przede wszystkim, że Sąd Najwyższy nie zakwestionował słuszności zasądzonych kwot. Są one, co trzeba obiektywnie zauważyć, chyba najwyższe spośród zasądzonych dotąd przez inne sądy zadośćuczynień na rzecz członków rodzin za naruszenie dobra osobistego w postaci prawa do życia w rodzinie. Czy jednak taka krzywda rodziców nie zasługuje na więcej niż symboliczne 50 czy 100 tys. zł. zadośćuczynienia?

Niewątpliwie tak. I temu dał wyraz Sąd Najwyższy.

I na koniec…

Może i trudno się dziwić, że szpital walczył do końca, do ostatniej kropli krwi. Prawie dosłownie, bo taki proces nie jest łatwym przeżyciem dla rodziców.

Ja się jednak dziwię, że choć dla wszystkich od początku było oczywiste, że podczas porodu popełniono kardynalne błędy, to szpital nigdy, na żadnym etapie tego procesu przed Sądem Okręgowym, a potem i Sądem Apelacyjnym, nie zaproponował ugody, ani nie podjął naszych propozycji polubownego rozwiązania sporu. A można było podatnikom zaoszczędzić przynajmniej odsetek, które zapłaci szpital za 9 lat procesu…

Cieszę się z korzystnego wyroku, ale to zwycięstwo ma nieco gorzki smak. Kiedy mówię, że w sprawie o błąd medyczny, w walce ze szpitalem, trzeba być gotowym na wszystko, to … wiem, co mówię. Ten proces nie musiał tak wyglądać.

Rodzicom można było zaoszczędzić wielu przykrych przeżyć. Traumy, jaka związana była z toczącym się tak długo postępowaniem. Z wysłuchiwaniem argumentów szpitala, jak to rodzice domagają się odszkodowania, a przecież nie kochają swojego dziecka mniej przez to, że ono cierpi i nie mają z nim kontaktu, że przecież nikt im nie dał gwarancji szczęścia rodzinnego. I wyliczania, nawet dzisiaj na rozprawie przez SN, ile to setek tysięcy złotych dostaną z odsetek. Tak, jakby ponosili odpowiedzialność za to, że szpital jako dłużnik, nie płaci swoich zobowiązań i kwot zasądzonych wyrokiem Sądu Apelacyjnego…

Eh.

 

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Luiza G. Czerwiec 20, 2018 o 19:12

Pani Mecenas, serdeczne gratulacje! To niesamowite, jak wiele kancelaria robi na rzecz poszkodowanych w wyniku błędów medycznych. Dzięki temu wraca wiara w to, że istnieje choć namiastka sprawiedliwości.
Nie potrafię pojąć postawy szpitali w tego typu procesach. Buta i arogancja pozwanych potrafi naprawdę zadziwiać. Niezrozumiałe jest dla mnie to, że osoby, które odpowiadają za ludzkie życie, nie potrafią przyznać się do błędów, a gdy ten błąd im się udowodni, nie chcą ponieść odpowiedzialności. Gdzie zwykła, ludzka przyzwoitość? Słowa uznania należą się również rodzicom, za to, że tak dzielnie walczyli o lepszy byt swojego dziecka. Wiem z własnego doświadczenia, jak trudna jest walka o sprawiedliwość, jak wiele emocji i zdrowia kosztuje.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: