Opinia biegłego w sprawie medycznej: dobra czy zła?

Jolanta Budzowska        12 maja 2017        Komentarze (0)

Opinie biegłych bywają tak napisane, że po lekturze często nie wiadomo, czy autor jest „za, a nawet przeciw”, i jaka ostatecznie jest konkluzja. Problem z interpretacją mają nie tylko zainteresowane strony procesu, w tym przede wszystkim poszkodowani pacjenci, ale i sądy. Dlatego sędziowie tak lubią pointy: „W procesie leczenia nie można dopatrzyć się błędu medycznego” albo „Postępowanie lekarza było w pełni prawidłowe i zgodne ze sztuką medyczną”, a biegli bardzo często szafują takimi podsumowaniami w wydawanych ekspertyzach. Nawet gdy wcześniej, omawiając przebieg leczenia, wskazywali na szereg nieprawidłowości…

Sama jestem przyzwyczajona, że biegłym trzeba odpowiednio zadawać pytania, bo najczęściej sformułowanie (teza) w stylu: „Proszę ocenić leczenie, jakiemu poddany był pacjent i wskazać ewentualne nieprawidłowości, a także ich wpływ na obecny stan zdrowia” jest jak wyrok samobójczy.

Wtedy przecież biegłemu jest najłatwiej prześlizgnąć się po temacie i odpowiedzieć: „Leczenie było prowadzone zgodnie ze standardami i aktualną wiedzą medyczną, a powikłanie, które wystąpiło, mieściło się w granicach typowego ryzyka.”

Przyzwyczajona jestem też do tego, że opinie biegłych trzeba „zinterpretować”, czyli wytłumaczyć sądowi, „co biegły miał na myśli”, bo czasem naprawdę trudno – bez pewnej wiedzy medycznej i doświadczenia w sprawach o błędy – zrozumieć zawiły tok rozumowania eksperta. A gdy dodatkowo opinia jest celowo tak napisana, żeby jak najmniej konkretów z niej wynikało – co jest nagminne – to już w ogóle;-)

Są jednak takie opinie, i takie uzasadnienia wyroków, które pozwalają odzyskać nadzieję, że sprawa błąd lekarski to nie zabawa w kotka i myszkę, czyli kto kogo przechytrzy, tylko normalna, zdroworozsądkowa ocena przebiegu leczenia.

Mam na przykład przed sobą opinię biegłego. To już trzecia ekspertyza w tej samej sprawie.  Chodzi o śmierć dziecka w trakcie porodu. Dziecko ważyło ponad 4500 g, było ułożone pośladkowo. Nie wykonano cięcia cesarskiego, bo lekarz prowadzący poród założył, wbrew danym wynikającym z badań, że dziecko będzie ważyło około 3500 g.

Pierwszą opinię, korzystną dla rodziców dziecka, wydał zakład medycyny sądowej. Drugą wydał Pan Profesor Medycyny, specjalista z zakresu ginekologii i położnictwa. Zdaniem Pana Profesora, skoro lekarz ocenił wagę płodu na 3500 g, to miał do tego prawo, a nawet jeśli się pomylił aż o 1 kg (sic!), to „nie jest to pierwszy ani ostatni lekarka, która się myli co do wielkości płodu”. Czyli błędu diagnostycznego, a następstwie błędu co do sposobu rozwiązania ciąży, nie było. Więcej o tej sprawie napisałam tutaj.

I pojawia się trzecia opinia. Również profesorska, z innego ośrodka naukowego. Pan Profesor z bogatym doświadczeniem klinicznym. Biegły pisze między innymi: „Podstawowym błędem był brak kwalifikacji do wykonania cięcia cesarskiego. Nawet najbardziej doświadczony lekarz, jeżeli dowiaduje się od pacjentki, że inny doświadczony lekarz nie wyklucza masy urodzeniowej 4000 g, jeżeli podejmując dyskusyjną decyzję zleca wykonanie badań [USG] rezydentowi, a potem ich dokładnie nie przeanalizuje, jeżeli po odpłynięciu płynu owodniowego zaniża szacowaną masę płodu o ponad kilogram, to podejmuje niepotrzebne ryzyko fatalnego zakończenia porodu.”

Krótko i na temat.

Dziękuję, Pani Profesorze, za ten głos rozsądku.

 

 

 

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: