Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Cud!

Jolanta Budzowska30 kwietnia 20162 komentarze

Wracając w piątkowe popołudnie z rozprawy w Bielsku–Białej pomyślałam, że w ten weekend nie napiszę żadnego tekstu na blog. Bo o czym tu pisać, jak za sobą mam w jednym tygodniu trzy rozprawy, w trzech różnych procesach, i wszystkie dotyczyły śmierci dzieci z powodu błędów medycznych… Te procesy niczego już dla rodziców tych dzieci nie zmienią. A dla personelu medycznego, dla innych pacjentów? Tylko, jeśli lekarze zastosują się do zasady, żeby do bólu i dokładnie analizować swoje pomyłki i wyciągać wnioski.

A potem, patrząc na zieloność za oknami samochodu, słońce i wiosnę w pełnej krasie, przypomniałam sobie o sprawie Oliwii (imię zmieniono) i pomyślałam, że nawet w „moich” sprawach, z założenia trudnych i nie napawających optymizmem, bywają prawdziwe wygrane. Takie, gdzie nagrodą główną jest zdrowie!

Oliwia ma dzisiaj prawie sześć lat.  Złożyliśmy w jej sprawie pozew, bo uważamy, że podczas porodu, który odbył się w jednym ze śląskich szpitali, popełniono błędy, a jeden z nich można nazwać „klasycznym”: decyzję o wykonaniu cesarskiego cięcia podjęto dopiero po 50 minutach, mimo zapisu KTG wskazującego na alarmujące sygnały zagrożenia wewnątrzmaciczną zamartwicą płodu.

W efekcie,  u noworodka rozpoznano  niedotlenienie okołoporodowe, infekcję wewnątrzmaciczną oraz wrodzone zapalenie płuc. Rodziców uprzedzono, że muszą być przygotowani na najgorsze, nawet na zgon córki.

Po miesięcznym, intensywnym leczeniu, m.in. hipotermią,  lekarze stwierdzili ze zdziwieniem, że Oliwia wyrwała się statystyce:) 

Wcześniej zakładali, że dziewczynka nie będzie nawet w stanie samodzielnie oddychać. Rodzice bardzo cieszyli się, że córka wygrała pierwszą walkę o życie,  lekarze jednak nieco studzili ich emocje. Nie wiadomo było przecież, jakie będą w przyszłości skutki silnego niedotlenienia mózgu noworodka.

W chwili złożenia pozwu w 2012 roku, dziewczyna miała zdiagnozowane wzmożone napięcie mięśniowe w obrębie kończyn i obniżone w osi głowa-tułów. Stwierdzono u niej też ośrodkowe zaburzenia motoryki ze stałym progresem rozwojowym. Lekarze zalecali dalszą rehabilitację i kolejne kontrole neurologiczne. Czyli standardowo: czekać.

Proces trwa już piąty rok, co nie jest niczym niespodziewanym w postępowaniach, gdzie rzecz idzie o błąd w prowadzeniu porodu. Z jednej strony musimy udowodnić winę szpitala, a z drugiej, w jaki sposób wpłynęło to na stan zdrowia dziecka. W sprawie wypowiadał się między innymi biegły psycholog dziecięcy. Z uwagi na procedurę, badał dziewczynkę dwa razy: do pierwszej opinii zgłoszone zostały zarzuty przez szpital, w międzyczasie sąd wykonywał inne czynności. I tak minęły dwa lata.  Opinia się zdezaktualizowała, bo przecież dziecko rośnie jak na drożdżach, a sąd w wyroku ma uwzględnić stan „na dzień wyrokowania”.

Z pierwszej opinii jednoznacznie wynikało, że u Oliwki występuje upośledzenie ogólnego rozwoju psychomotorycznego w stopniu lekkim, a opóźnienie rozwojowe w stosunku do jej wieku życia wynosiło wówczas 12 miesięcy. W dniu drugiego badania biegły stwierdził, że to opóźnienie wynosi już tylko niespełna pięć miesięcy, a jeśli jej dalszy rozwój będzie przebiegał nadal w takim tempie jak dotąd, to z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że obecne minimalne opóźnienie po upływie 7 miesięcy wynosić będzie 0!

Tak duży postęp w rozwoju dziewczynki dokonał się przede wszystkim dzięki zastosowaniu planu terapii zaproponowanej przez biegłego podczas wcześniejszego badania! Czyli: proces sądowy jako metoda leczenia:)?

Mówiąc poważnie, to nie pierwsza sytuacja, kiedy dopiero biegli sądowi wskazują poszkodowanym pacjentom optymalne metody leczenia…

Istnieją trzy rodzaje kłamstwa: przepowiadanie pogody, statystyka i komunikat dyplomatyczny (Jean Rigaux).  Przypadek Oliwii potwierdza, że statystyki kłamią:)

 

Nie ma dwóch identycznych sytuacji porodowych. Rzadko jednak jest tak, jak w poniżej opisanej sprawie: lekarze wiedzieli, że zapisy KTG są co najmniej niepokojące. Świadczą o tym zapisy w dokumentacji medycznej i ich zeznania. Co zatem zawiodło? Dlaczego zwlekano tak długo z porodem?

Chronologia wydarzeń:

  1. Pacjentka w ciąży donoszonej, zgłasza się do szpitala z plamieniem z dróg rodnych;
  2. badanie KTG poranne trudne w interpretacji – zlecenie ponownego wykonania;
  3. kolejne kontrolne badanie KTG wykazuje wyraźnie zawężoną oscylację płodu. Po ocenie zapisu KTG jako nieprawidłowego lekarz, zleca wykonanie ponownie tego badania o godzinie 14 (ale adnotację o konieczności wykonania kontrolnego badania KTG lekarz umieszcza na wydruku, czyli zapisie badania  z godzin porannych, nie dokonuje natomiast wpisu takiego zlecenia do karty zleceń);
  4. uzyskany zapis drugiego badania  KTG z godziny 14.00 oceniany  jest  około godziny 15.00 przez innego lekarza. Ten interpretuje zapis jako nieprawidłowy i zleca jego powtórzenie w tym samym dniu do czasu wieczornej wizyty lekarskiej (zlecenie przez lekarza zostało zamieszczone nie w karcie zleceń, ale tak jak poprzednio na wydruku zapisu KTG z godziny 14.00 );
  5. równocześnie lekarz ustala z ordynatorem oddziału położniczo–ginekologicznego wpisanie pacjentki do planu zabiegów operacyjnych   (wykonania planowego cięcia cesarskiego) w dniu następnym;
  6. położne nie wykonują zleconego trzeciego w tym dniu badania KTG, gdyż z dostępnej im dokumentacji wynika, że lekarz nie zlecał wykonania takiego badania;
  7. lekarz, pełniący dyżur nocny po przeprowadzeniu badania pacjentki po wizycie wieczornej informuję ją o konieczności ukończenia ciąży cięciem cesarskim w dniu następnym, i że ten zabieg będzie wykonany w trybie planowym w godzinach porannych;
  8. następnego dnia w godzinach rannych pacjentka zostaje przekazana na salę porodową. Uzyskuje jednak  od położnej informację, że na razie nie będzie u niej wykonane cięcie cesarskie, gdyż do cięcia cesarskiego w trybie pilnym została zakwalifikowana inna rodząca. Po upływie około 30 minut anestezjolog informuje pacjentkę, że jeszcze musi poczekać na swój zabieg operacyjny, gdyż zespół anestezjologiczny musi się udać do zabiegu na inne piętro;
  9. podłączony u pacjentki zapis KTG wykazuje znaczne patologiczne wahania tętna płodu. Pacjentka w trybie pilnym zostaje przekazana na salę operacyjną, gdzie ciąża z powodu zagrażającej zamartwicy zostaje ukończona cięciem cesarskim. Urodzone  dziecko jest w stanie ogólnym ciężkim, ocenione według skali Apgar na 0 pkt w 1 i 3 minucie. Noworodek jest resuscytowany po porodzie, zaintubowany i wentylowany mechanicznie.

Czy w tej sprawie można mówić o trudnościach w interpretacji badań KTG?

Nie. Wszyscy byli zgodni, że wyniki badania KTG wskazują na zagrożenie dobrostanu płodu.

Zabrakło wyobraźni. Zawiniła organizacja oddziału: przekazywanie informacji, brak lekarza prowadzącego. Czyli nie tylko błąd diagnostyczny (nie wyciągnięcie odpowiednich wniosków z wykonanych badań), ale i błąd organizacyjny.

„Rzut oka” na KTG

Jolanta Budzowska29 kwietnia 2016Komentarze (1)

Znaczenie i interpretacja badania KTG (kardiotokograficznego) płodu to chyba najtrudniejszy temat w ocenie prawidłowości prowadzenia porodu i tego, czy możemy podejrzewać błąd diagnostyczny.

Kardiotokografia (KTG) jest powszechnie stosowaną metodą monitorowania stanu płodu i „złotym” standardem postępowania w wykrywaniu grożącego niedotlenienia płodu, znacząco przyczyniając się do obniżenia odsetka zgonów płodów

Duża złożoność krzywych kardiotokograficznych stwarza jednak problemy interpretacyjne.  Interpretacja wzrokowa, czyli „rzut oka” lekarza czy położnej, nie jest oparta na  mierzalnych parametrach,  zobiektywizowa. Zależy w znacznym stopniu od czynników subiektywnych, jak doświadczenie, zmęczenie czy nastawienie emocjonalne lekarza (źródło: prezentacja Klinika Perinatologii I Katedry Ginekologii i Położnictwa UM w Łodzi).

Nie tylko lekarze prowadzący poród różnią się w ocenach KTG, także w opiniach biegłych częste są rozbieżne interpretacje tego samego zapisu KTG. Dlatego tak często zapisy badania KTG są kluczowym dowodem w sprawach medycznych, osią sporu.