Brexit a sprawa polska (o błąd medyczny)

Jolanta Budzowska        30 czerwca 2016        3 komentarze

O tym, czy Wielka Brytania wystąpi z Unii czy nie, dyskutują bez wytchnienia wszyscy. Nie ma się co dziwić, w jakimś stopniu każdego z nas to dotyczy.

No właśnie: „w jakimś”;-)

Bo co ma Brexit wspólnego ze sprawami o błąd medyczny, a konkretnie o błąd związany z ciążą i porodem?

Paradoksalnie sporo. Na Wyspach mieszka wielu Polaków. A że jakość opieki medycznej podobno znacząco odbiega tam – na niekorzyść – od poziomu świadczeń w Polsce, to Polacy–Prawie–Brytyjczycy leczą się często w rodzinnym kraju, przy okazji odwiedzin czy podczas wakacji spędzanych w Polsce. Polska bywa też chętnie wybierana jako kraj opieki nad kobietą w ciąży, nie wspominając już operacjach plastycznych. Turystyka medyczna to generalnie całkiem dochodowa branża, bo koszty leczenia w Polsce wciąż różnią się – tym razem na korzyść – od cen w UK.

Co, jeśli w trakcie takiego leczenia dojdzie do błędu medycznego?

Dotychczasowy i obecny (do czasu, jak Brexit stanie się faktycznie i formalnie faktem) system opiera się na regulacjach unijnych i jeżeli ich zabraknie, to nie będzie podstaw, aby Brytyjczycy (albo Polacy-Prawie-Brytyjczycy) mogli pozwać polskiego ubezpieczyciela polskiego szpitala u siebie.

Tak robią to teraz: na podstawie unijnego Rozporządzenia Bruksela I.  W takich sytuacjach właściwym prawem materialnym jest prawo miejsca popełnienia błędu medycznego: na podstawie unijnego Rozporządzenia Rzym II.

Jeśli widmo Brexitu się ziści, to tacy poszkodowani będą musieli wytaczać powództwa w Polsce

Już widzę ich miny, jak zasięgną opinii prawnej, czym różni się dochodzenie roszczeń w Polsce, od zwyczajów pod rządami common law;-)

Pozywanie „u siebie” jest znacznie bardziej atrakcyjne: w 99 % ugoda z ubezpieczycielem jest zawierana w trybie negocjacji kancelarii prawnej z ubezpieczycielem. Temat jest mi znany, bo często wydaję opinie eksperckie dotyczące głównie tego, jakie roszczenia przysługują poszkodowanym w myśl  prawa polskiego.

Ten sam ubezpieczyciel w Polsce z założenia neguje możliwość zawarcia jakiejkolwiek ugody, a 99 % spraw trafia do sądu:-(  Też coś na ten temat wiem, bo zanim wyślę pozew, zawsze daję ubezpieczycielowi wybór i szansę na dobrowolne uznanie roszczeń i zapłatę… Prawie zawsze wybierają źle;-), a potem płacą dodatkowo koszty i odsetki.

Tak więc, choć zagadnienie to może być ważne tylko dla – oby nielicznej – grupy poszkodowanych pacjentów, którzy mają miejsce zamieszkania w UK, a doznali szkody na zdrowiu w Polsce, to warto pamiętać  także o takich skutkach decyzji z obszaru wielkiej polityki.

Wolałabym, żebyśmy dobre zwyczaje i wieloletnie, dobre doświadczenia w zakresie dochodzenia roszczeń  w Wielkiej Brytanii powoli przeszczepiali na polski grunt, a nie cofali się w rozwoju:-(

W tekście wspomniałam:

  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) NR 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (wersja przekształcona), to jest  tzw. Bruksela I po „przekształceniu” w 2012 roku

oraz

  • Rozporządzenie (WE) NR 864/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lipca 2007 r. dotyczące prawa właściwego dla zobowiązań pozaumownych (Rzym II).

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

rafal Czerwiec 30, 2016 o 18:08

” Pozywanie „u siebie” jest znacznie bardziej atrakcyjne: w 99 % ugoda z ubezpieczycielem jest zawierana w trybie negocjacji kancelarii prawnej z ubezpieczycielem”
i ” Ten sam ubezpieczyciel w Polsce z założenia neguje możliwość zawarcia jakiejkolwiek ugody, a 99 % spraw trafia do sądu”

skąd takie dane o 99%? można prosić o źródło? 🙂

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 1, 2016 o 12:05

Jeśli chodzi o dane z Wielkiej Brytanii, to zaczerpnęłam je z wypowiedzi i prezentacji uczestników debaty w ramach konferencji APIL w Birmingham, w której uczestniczyłam w maju tego roku: „APIL debate: What does the future hold for injured people?
– Impact of the proposed reforms on injured people
– The claimant’s right to representation
– How do you de ne a minor injury?
– Removing general damages for low value whiplash claims – what is ‘low value’ and is
this the thin end of the wedge?
– How can we improve the support provided to people after their injury?
– Is rehabilitation alone a suitable alternative solution to compensation?
– How can we reduce NHS costs without reducing fees or the quality of the
representation in clinical negligence litigation?
Chair: Mark Baylis, Chair of IUA/ABI Rehabilitation Working Party, International Underwriting Association, London
Panel members:
Catherine Dixon, CEO, Law Society, London
Alison Eddy, Head of Medical Negligence Team, Irwin Mitchell LLP, London
Alan Hunter, Director of Claims, NHSLA, London
John McQuater, Past APIL President, APIL EC Member, Atherton Godfrey, Doncaster Mark Pollock, Explorer & Collaboration Catalyst, Ireland
David Williams, Technical Director, AXA, Ipswich”.

Jeśli chodzi natomiast o polskie dane, to oparłam się przede wszystkim na własnych doświadczeniach. Kiedyś pokusiłam się nawet o pełne badanie aktowe wszystkich spraw zakończonych przez naszą kancelarię na przestrzeni lat (na potrzeby mojego wystąpienia na konferencji organizowanej przez Sąd Arbitrażowy przy Nowotomyskiej Izbie Gospodarczej) i taki był niestety wynik:-)

Na marginesie: w sprawach medycznych to niedługo procent uznawanych przez ubezpieczycieli roszczeń i zawartych ugód będzie wynosił 0%, bo takie jest ostatnio np. stanowisko PZU SA w odpowiedzi na kierowane do tego zakładu wezwania. I to nawet wtedy, kiedy np. opinia eksperta ubezpieczyciela jest częściowo korzystna dla poszkodowanego albo niejednoznaczna, a szpital sygnalizuje, że chciałby rozmawiać o ugodzie, ale uzależnia możliwość podjęcia rozmów od ubezpieczyciela.

Odpowiedz

rafal Lipiec 1, 2016 o 14:12

rozumiem, dziękuje za odp
zdecydowanie innej podejście w UK do tego typu spraw
być może polskim ubezpieczycielom bliżej do tych amerykańskich, gdzie pacjent nie ma szans dogadać się z ubezpieczycielem, a mediacje są fikcją po to aby skłócić pacjenta i jego adwokata

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: