Rękoczyn Kristellera na sali sądowej

Jolanta Budzowska        04 stycznia 2017        2 komentarze

Ostatnio sporo można było przeczytać o zabiegu Kristellera. Wszystkie doniesienia medialne mają mniej więcej taki wydźwięk, jak tytuł w GW: „Wyciskane dzieci. Lekarze stosują na porodówkach groźny chwyt Kristellera”.

O co chodzi z tym zabiegiem Kristellera?

Upraszczając, jest to metoda nacisku na macicę podczas porodu znana od starożytności i traktowana jako pomoc w urodzeniu dziecka.

Dokładnie opisali to profesorowie z Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, którzy całkiem niedawno opublikowali „Stanowisko Zespołu Ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w sprawie rękoczynu Kristellera”.

Według tej definicji, Rękoczyn Kristellera (zabieg Kristellera, manewr Kristellera, Kristeller maneuver) to zabieg położniczy, stosowany przez osobę asystującą przy porodzie, polegający na zastosowaniu ucisku na dno macicy w czasie rodzenia się główki i barków płodu. Wykonanie zabiegu rozpoczyna się w ułożeniu rodzącej na wznak, wykonujący zabieg ustawia się z boku. Macicę ustawia się dłońmi w osi kanału rodnego, a następnie układa dłonie na dnie macicy tak, aby brzeg małych palców skierowany był ku miednicy, a cała dłoń obejmowała dno lub górną część boków macicy, z ułożeniem kciuków na przedniej powierzchni macicy.

Zabieg powinien być zsynchronizowany z czynnością skurczową macicy i może trwać od kilku do kilkunastu sekund, z możliwością jego powtórzenia po kilku minutach. W przypadku braku pozytywnego efektu w postaci obniżenia się główki płodu, należy ponownie przeanalizować sytuację położniczą i rozważyć inne postępowanie.

Tyle teorii.

W praktyce zabieg wygląda tak (cytaty z FB):

– „Otępiała lekami i mega zmęczeniem po dziś dzień widzę obraz lekarza z szykującym się do „wyciskania” ugiętym w stawie łokciowym przedramieniu. Pierwsze podejście spowodowało, że oczy o mało mi nie wyszły na wierzch, kiedy widziałam lekarza szykującego się do drugiego podejścia, czułam się jak czekający na nokautujący cios zawodnik wrestlingu. Na koniec zwymiotowałam. Córcia na szczęście urodziła się zdrowa, ale ja jeszcze długo zmagałam się z wylewami do gałek ocznych.”

– „Moją pierwszą córkę rownież lekarz tak wycisnął. To był koszmar. Dwie doby nie mogłam urodzić, a że byłam bardzo młoda – 18 lat – to stwierdzili, że mi pomogą. Tymi wielkimi łapskami tak naciskał brzuch, że zemdlałam. A durna piguła trzymała mnie właśnie za ręce. Krzyczeli na mnie, bo skoro pierworódka przyszła to można się na nią wydzierać. Mała była później bardzo chora. Długo później nie miałam dzieci, tak bardzo się bałam.”

Problem więc w tym, że:

–        prawidłowo wykonany zabieg Kristellera nie jest zakazany, ale nie jest też zalecany. Może być wykonywany w wyjątkowych sytuacjach i przy braku przeciwskazań. PTG twierdzi, że na przykład wówczas, gdy jest potrzeba skrócenia drugiego okresu porodu przy główce znajdującej się w wychodzie miednicy (zagrażająca zamartwica wewnątrzmaciczna płodu, zmęczenie rodzącej), a wykonanie cięcia cesarskiego jest technicznie trudne i związane z wysokim ryzykiem wystąpienia powikłań u matki (pęknięcia macicy, uszkodzenia układu moczowego) lub u dziecka (wylewów wewnątrzczaszkowych, złamań kości czaszki);

–        niestety jednak zabieg Kristellera zwykle jest wykonywany, „kiedy błędy diagnostyczne polegające na niezidentyfikowaniu przyczyny przedłużania się lub wręcz zahamowania II okresu porodu, powodują chęć doprowadzenia do szybkiego ukończenia porodu, poprzez wypchnięcie płodu przez kanał rodny” (cytat z opinii biegłego w jednej z moich spraw). Czyli na ogół jest to jednak akt desperacji lekarza lub położnej;

–        w praktyce lekarze stosują różne metody nacisku, niemające nic wspólnego z zabiegiem opisanym przez Kristellera. Każdy zabieg można wykonać dobrze lub źle. Jeżeli się go wykona źle, nieumiejętnie, bez należytego wyczucia, można doprowadzić do tragedii. Zabieg Kristellera teoretycznie jest delikatnym masażem dna macicy połączonym z pulsacyjnym uciskiem, wykonywanym przez jedną lub kilka osób. W praktyce, czasem wygląda to tak, że lekarz czy położna z wielką siłą naciskają na brzuch rodzącej, by pomóc jej wypchnąć dziecko. Czyli coś, co jest brutalnym naciskaniem na brzuch rodzącej, nie jest zabiegiem Kristellera, a jego wypaczeniem!

– nawet z prawidłowo wykonanym manewrem Kristellera wiąże się ryzyko powikłań dla matki: uszkodzenie szyjki macicy, krocza i zwieracza odbytu, konieczność nacięcia krocza, wynicowanie macicy, bóle brzucha, pęknięcie żeber, wątroby, pęknięcie macicy, przedwczesne oddzielenie łożyska, krwotok, w tym do jamy brzusznej, a w jego konsekwencji nawet śmierć.

Negatywne konsekwencje dla dziecka po wykonaniu zabiegu Kristellera to: złamania kości, uszkodzenie splotu ramiennego, zwiększone ryzyko wystąpienia dystocji barkowej, zwłaszcza w przypadkach makrosomii płodu, niższa punktacja w skali Apgar i zgon. Częstsze występowanie bradykardii u płodu i niedotlenienie wiązane jest także z występowaniem zwiększonego ciśnienia wewnątrzmacicznego, związanego z mechanicznym uciskiem, co w konsekwencji może prowadzić do występowania zaburzeń neurologicznych w dalszym rozwoju dziecka (podaję za Stanowiskiem Ekspertów PTG).

I najważniejsze:

udowodnienie w procesie o błąd medyczny, że wykonano zabieg Kristellera, jest niezwykle trudne. Wiadomo, że nikt nie wpisze tego do dokumentacji medycznej. Na sali sądowej pozostaje więc tylko słowo przeciwko słowu. A pesonel często argumentuje, że rodzącej się wydawało, że był to silny nacisk, że wykonywano nie manewr Kristellera, a dozwolony manewr Muellera-Hillisa i tym podobne;

– jak pokazały badania Fundacji Lepszy Poród, chwytu Kristellera nie jest manewrem stosowanym sporadycznie. Wśród przebadanych 1060 kobiet, które rodziły w Polsce między 2004 a 2014 rokiem przeszło 31% była pewna, że zastosowano u nich ten manewr. Fundacja argumentuje, że niedopuszczalna jest sytuacja, w której kobiety narażone są na stosowanie procedury od lat uznawanej za niebezpieczną. Fundacja apeluje, aby każda kobieta, która podejrzewa, że zastosowano w jej przypadku manewr Kristellera złożyła odpowiednią skargę do ordynatora oddziału oraz Rzecznika Praw Pacjenta. Pokazując skalę problemu mamy większe szanse na to, by nasz głos został zauważony.

Też tak myślę.

 

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Agata Styczeń 30, 2017 o 21:14

Niestety miałam „okazję” dowiedzieć się co to chwyt Kristellera i to całkiem niedawno. Mój poród był bardzo trudny ponieważ nikt nie zauważył (albo nie chciał zauważyć) makrosomii płodu (waga urodzeniowa ponad 4,5kg) przez co dziecko zaklinowało się barkami. Ciśnienie podczas tego chwytu jest tak ogromne, że myślałam ze pęknie mi głowa ( popękały mi oczy i dziecku) . Chyba nie chcę tak publicznie opisywać swojego porodu bo naprawdę jest mi trudno. Mija półtorej roku, a ja widzę to wszystko przed oczami, szukam nowych informacji dlaczego mi to zrobili, dlaczego nie wiedzieli, że będzie taki duży, dlaczego nie zrobili USG przed porodem. Szukam jakiś informacji co mogę z tym zrobić jak psychicznie sobie z tym radzić. Syn dzięki naszej pracy, rehabilitacji jest sprawnym dzieckiem choć rokowania były różne. Jednak cały czas drążę temat bo to co mi się przytrafiło nie powinno mieć miejsca..

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Kwiecień 23, 2017 o 14:26

Dlatego tak ważna jest świadomość rodzących i wiedza na temat tego, jak powinien przebiegać poród. Plan porodu i rozmowy z położną mogą zdecydowanie zwiększyć poczucie bezpieczeństwa. Cieszę się, że synek jest zdrowy i wyszliście z tego koszmaru – finalnie – cało!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: