Podróże kształcą, czyli prawnik na walizkach

Jolanta Budzowska        04 lutego 2017        Komentarze (0)

Luty jest dla mnie trudny, bo przez większość czasu będę poza kancelarią. Kancelaria działa oczywiście bez „przestoju sezonowego”: mamy świetny zespół doświadczonych w sprawach o błędy medyczne prawników, a pod moją nieobecność kluczowe decyzje podejmuje Pani mec. Karolina Kolary – młodszy wspólnik kancelarii.

Moje lutowe podróże są służbowe. Właśnie wróciłam ze szkolenia w Irlandii. Bite dwa dni na wykładach, ale jedno popołudnie miałam wolne. Spędziłam je (jak zwykle, kiedy mam okazję zobaczyć, jak działają sądy w innych państwach) w Four Courts – imponującym budynku sądu przy Inns Quay w Dublinie, gdzie mieści się siedziba Sądu Najwyższego (ang. Supreme Court), sądu powszechnego (ang. High Court) i Sądu Okręgowego Dublina (ang. Dublin Circuit Court).

Trzeba mieć szczęścia, żeby trafić – jak ja – na rozprawę o błąd medyczny🙂

Nie zauważyłam, jak minęło kilka godzin (i tak lało, a w Dublinie byłam już wcześniej, więc nawet przez chwilę nie żałowałam, że zamiast zwiedzać, siedzę na sali sądowej). Nawet obecność w charakterze „publiczności”, kiedy mogę porównać,  jak wygląda procedowanie w sprawie dotyczącej poważnej szkody na zdrowiu, poszerza horyzonty, inspiruje, a czasem nawet leczy z „polskich” kompleksów:-)!

A więc melduję: w Sądzie Okręgowym w Dublinie nic mnie nie zaskoczyło. Nawet byłam w stanie przewidzieć, jakie następne pytanie padnie z ust barristera, kiedy rozpoczęło się przesłuchanie poszkodowanego pacjenta.

Trochę może zaskoczył mnie fakt traktowania rozprawy bez takiego namaszczenia, jak u nas. Może to, że sędzia uważnie i cierpliwie słuchał jąkających się nieco (a nawet zaryzykowałabym tezę, że nie do końca przygotowanych) barristerów obu stron, drapiąc się przy tym z namysłem po głowie. Przy czym istnieje duże prawdopodobieństwo, że drapał się z powodu peruki (owszem, w irlandzkim sądzie okręgowym jeszcze obowiązują):-)

Może też to, że poświęcił prawie godzinę na wysłuchanie pełnomocników, którzy spierali się, czy kolejna opinia biegłego jest potrzebna, a koronnym argumentem pełnomocnika powoda było: „Czy wysoki sąd ma na pewno komfort orzekania w oparciu o te opinie, które są w aktach?”. Hmm, gdyby u nas sędziowie chcieli mieć zawsze „komfort orzekania” w oparciu o opinie biegłych – to wyroki chyba nigdy by nie zapadły. Obawiam się, że przeciętna jakość opinii biegłych z zakresu medycyny jest tak niska, że o ten komfort sędziów w polskich sądach jest naprawdę trudno. Nie mówiąc już o komforcie poszkodowanych pacjentów i moim – jako pełnomocnika, który musi udowodnić odpowiedzialność i to, jakie odszkodowanie się należy za błąd lekarski…

Może więc chociaż pozytywnie zaskoczyłby mnie wyrok, ale niestety nie zapadł w dniu, w którym byłam w dublińskim sądzie.  Swoją drogą ciekawe, czy wszystkie wyroki na Wyspach wyglądają tak jak w sprawie, którą opisywałam w ubiegłym roku, a w której występowałam jako biegła (można o tym przeczytać tutaj i tutaj)?

Gdyby tak było, to – niezależnie od noszenia lub nienoszenia na sali sądowej peruk przez sędziów i niezależnie, czy wyrok jest korzystny dla pacjenta czy nie –  polscy poszkodowani  po lekturze takiego uzasadnienia mieliby na pewno większą pewność, że sędzia orzekający w ich sprawie miał „komfort orzekania” i naprawdę starał się zrozumieć ich sytuację życiową. Tak jak przebijało to z uzasadnienia wyroku wydanego w sprawie, o której wcześniej wspomniałam (post o szczegółach tego wyroku można przeczytać tutaj).

 

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: