„M” jak monitorowanie KTG, „m” jak matactwo

Jolanta Budzowska        16 lipca 2017        Komentarze (0)

Badanie KTG ma służyć ocenie, czy z dzieckiem – przede wszystkim w trakcie porodu – nie dzieje się nic złego. Jeśli parametry płodu odbiegają od normy, to niektóre aparaty KTG sygnalizują to alarmem. Większość urządzeń KTG jednak niestety nie dysponuje taką funkcją, a to czy wynik badania zostanie uznany za dobry, czy też budzący niepokój i konieczna będzie pogłębiona diagnostyka płodu, na przykład wykonanie USG Doppler – zależy wyłącznie od subiektywnej oceny położnej i lekarza.

W praktyce o tym, że lekarz w ogóle ocenił KTG, świadczy jego podpis i pieczątka przybita na wydruku z tego badania. Czasem też jest to opisane w Karcie Obserwacji Lekarskich, we wpisie lekarza do dokumentacji medycznej.

Jak z oceną KTG bywa w praktyce, można prześledzić na przykładzie poniższej relacji. Pacjentka   trafiła do szpitala w 36. tygodniu ciąży, w związku z plamieniem z dróg rodnych.

Dzień Pierwszy. Godzina 19, zapis 30 min. Podstawowa czynność serca płodu 160-170/min, oscylacja milcząca i falująca zawężona, bez czynności skurczowej.  W zapisie odnotowano kilka ruchów płodu. Według oceny biegłego, zapis był na granicy zapisu patologicznego, badanie KTG powinno być kontynuowane albo uzupełnione przez wykonanie USG. Wydruk został jednak podbity przez lekarza dyżurnego, nie podjęto żadnych działań, lekarz nie wydał żadnych zleceń…

Dzień Drugi. Godzina 11. Zapis 30 min., podobny do poprzedniego, zarejestrował się tylko jeden ruch płodu. Ocena biegłego: zapis nieprawidłowy, powinien być kontynuowany lub uzupełniony na przykład przez diagnostykę ultrasonograficzną. Zapis bez uwag i jakichkolwiek zaleceń został podbity przez kolejnego lekarza, który w tym dniu sprawował opiekę nad cieżarną.

Dzień Trzeci. Godzina 15.30.  Podstawowa czynność serca płodu około 170/min. Ciągła oscylacja milcząca. W czasie całego zapisu zarejestrowano jeden ruch płodu. Według biegłego, zapis był patologiczny. W przypadku dalszego utrzymywania się takiego zapisu, ciąża powinna być zakończona w trybie pilnym. Niestety jednak, badanie nie zostało przedłużone, a wydruk ostemplował bez uwag i zaleceń lekarz, który objął dyżur popołudniowy.

W kolejnym trzydziestominutowym zapisie z godziny z godz. 18 nie zarejestrowano już w ogóle ruchów płodu. Zapis w dalszym ciągu był patologiczny i  wskazywał na celowość ukończenia ciąży w trybie pilnym. Mimo to został zaaprobowany przez lekarza, a w dokumentacji lekarskiej znajduje się jego wpis  z  godziny  19:00: „Pacjentka  w  36  tygodniu ciąży.  Zapis KTG prawidłowy. Czuje się dobrze.”

Co zaskakujące, według wydanej pacjentce dokumentacji medycznej, kolejne dwa badania i ostatni zapis, rzekomo wykonany na kilkanaście minut przed porodem, były już znacznie lepsze niż poprzednie. Biegły jednak uznał, że jest „dość mało prawdopodobne, aby był to zapis tego samego płodu. Jeszcze mniej prawdopodobne, aby  dziecko z nieznaczną bradykardią  i oscylacją  falującą o godzinie 05.11, chwilę potem rodziło się bez oznak życia z przykurczami mięśni.” Dodatkowo, takie wyniki badań KTG na pewno nie uzasadniałyby wpisu, który znalazł się na tym etapie w dokumentacji lekarskiej:  „Ze względu na wahania tętna płodu zalecono cięcie cesarskie z  uwagi na zagrażającą  zamartwicę płodu.

Mimo, że cięcie ostatecznie wykonano, dziecko nie przeżyło. Urodziło się martwe.

Dziecko dziś żyłoby, gdyby lekarze z odpowiednią ostrożnością ocenili zapisy KTG. O tym, że – niestety za późno – zorientowali się o swojej błędnej ocenie, świadczy fakt, że do dokumentacji medycznej rodzącej podłożono po fakcie wydruki KTG z badania wykonanego u innej pacjentki. Miały wskazywać na rzekomo dobry stan dziecka do ostatnich chwil przed porodem… (O innych przypadkach, kiedy dokumentacja KTG była prowadzona równie nierzetelnie, pisałam między innymi tutaj.)

Jak widać – bo relacjonując ten przypadek opierałam się na dokumentacji sądowej konkretnej sprawy –  są jednak biegli, doświadczeni położnicy, którzy potrafią dostrzec  niespójności  w dokumentacji medycznej i nie wahają się nazwać po imieniu matactwa w dokumentacji lekarskiej.

W nich nadzieja poszkodowanych pacjentów na sprawiedliwe wyroki w sprawach o błędy lekarskie…

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: