Błędy lekarskie: prokuratura kieruje akty oskarżenia…

Jolanta Budzowska        19 września 2017        5 komentarzy

…rzadko.

Prokuratura pochwaliła się właśnie, że o 26,5 proc. wzrosła liczba postępowań o błędy medyczne zakończonych w 2016 roku (w porównaniu z 2015 rokiem).

Problem w tym, że aktami oskarżenia zakończyło się jedynie 6,39 % spraw: czyli z 1767  spraw, do sądu skierowano jedynie 113 aktów oskarżenia.

Jeszcze większe wrażenie zrobi zapewne bardziej przemawiająca do wyobraźni informacja, że  ponad 80 % spraw umorzono!

Jakoś trudno mi uwierzyć, że w aż tylu przypadkach pokrzywdzeni nie mieli racji. „Racja” jest zresztą pojęciem względnym, bo o tym, czy doszło do błędu podczas leczenia, rozstrzygają niestety biegli. To trochę usprawiedliwia prokuraturę. Niestety, tylko trochę, bo każdy patrzy przecież na efekt.

Jest tajemnicą poliszynela, że trwa cichy strajk Zakładów Medycyny Sądowej, które odmawiają wydawania opinii na zlecenie prokuratur. Mogą? Mogą. Żaden przepis nie zmusza ZMS do pisania ekspertyz przeciwko kolegom – lekarzom. Po co narażać się na ostracyzm środowiskowy? Po co ryzykować postępowanie karne, które może być wszczęte, gdy prokurator uzna, że opinia jest nierzetelna? Szczęście biegłych, że i tak rzadko to się dzieje, bo prokuratorzy nie chcą dokładać sobie dobrowolnie obowiązków. Dodatkowo, prokuratury słabo płacą, a biegli nie narzekają na brak innej pracy.

Prokuratorzy pracują więc pełną parą, prokuratury – szczególnie regionalne, gdzie w 2016 roku powołano specjalne działy lub koordynatorów do spraw błędów medycznych – prowadzą coraz więcej postępowań przygotowawczych. Nie można narzekać na merytoryczne przygotowanie prokuratorów, jest z tym coraz lepiej. W tym zakresie spec – wydziały spełniły więc pokładane w nich nadzieje (pisałam o tym w poście „Samodzielne działy do spraw tropienia błędów medycznych”).

Duża ilość spośród prowadzonych przez nich spraw to oczywiście te, gdzie poszkodowani zarzucają błąd okołoporodowy: niedotlenienie lub śmierć dziecka, najczęściej spowodowane zbyt późną decyzją o cięciu cesarskim lub zlekceważeniem przez lekarza skarg rodzącej.  Prokuratorzy podchodzą do tych spraw w sposób szczególny, na przykład zabezpieczenie dokumentacji medycznej ma miejsce najczęściej niemal natychmiast po zawiadomieniu pokrzywdzonych (czytaj też: „Dokumentacja medyczna- milczący świadek”).

Odbywa się tysiące przesłuchań świadków, między innymi lekarzy i pielęgniarek. Po przesłuchaniach akta lądują na biurku biegłych. Potem opinia za kilkanaście tysięcy złotych trafia do rąk prokuratora. I co?

W 8 na 10 spraw biegli nie widzą błędów w leczeniu. A jeśli nawet widzą, to nie widzą związku przyczynowego między błędem lekarza a pogorszeniem zdrowia pacjenta (czytaj więcej na ten temat w poście: „Kongres Prawa Medycznego, prokuratura i inne dywagacje”).

Efektem tej tytanicznej pracy prokuratur w całym kraju jest więc 113 aktów oskarżenia w rok, bo przecież prokurator, choćby był jak najlepszy – jest związany opiniami medyków.

A może w Polsce lekarze nie popełniają błędów? Może skala błędów medycznych, gdzie można stwierdzić, że doszło do przestępstwa spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo śmierci pacjenta – jest taka właśnie, jak wynika ze statystyk prokuratury? Nawet dla laika ta wersja brzmi niestety mało prawdopodobnie.

Bardziej prawdopodobne jest, że w kraju, który liczy 38 000 000 mieszkańców, jedynie w 113 przypadkach rocznie prokuratorom udaje się zdobyć „twarde” dowody na błąd lekarski lub pielęgniarski.  W pozostałych przypadkach muszą się poddać. Czyli – na lekarzy nie ma mocnych. Póki co, nawet spec-wydziały nie dają sobie więc rady z problem rzetelnego wyjaśniania błędów w leczeniu.

Czas na pytanie: może to jednak w sposobie ścigania za błędy medyczne, w szczególnie opiniowania błędów lekarskich przez biegłych, mamy największy błąd systemu, który ma gwarantować poszkodowanym pacjentom ich prawa?

Pozostaje więc liczyć na siebie. W postępowaniu cywilnym mamy większe szanse na udowodnienie błędu i odszkodowanie za błąd lekarski.

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Paweł Wrzesień 19, 2017 o 19:32

Może troche wiecej pokory Pani Mecenas w przekonaniu do posiadanej wiedzy medycznej?
Lekarz najlepiej oceni lekarskie postępowanie patrząc z perspektywy tamtego lekarza w akcji. Lekarze nie sa wszechwiedzący nie są jasnowidzami. Nie maja na wszystko wplywu, nie wszystko co sie zle skonczylo bylo przez blad lekarski. Czasem decyzje w adrenalinie mając kilka pacjentek naraz pod opieka nie sa takie proste oczywiste jak potem zza biurka Pani Mecenas sie wydaje. I nie kazda decyzja ktora w skutkach byla zla mogla byc podjeta inna majac tamte informacje do dyspozycji a nie wszystkie dane koncowe najlepiej z wynikami sekcji wlacznie.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Wrzesień 19, 2017 o 20:44

Panie Doktorze, uczę się pokory od 20 lat. Od tylu lat moją ocenę kwestii winy personelu medycznego (niedołożenia należytej staranności w leczeniu) weryfikują opinie biegłych i – najczęściej potwierdzające zarzuty pozwu – wyroki sądowe.

Odpowiedz

Daniel Wrzesień 20, 2017 o 15:29

Mnie nurtuje inna rzecz – po co ktoś zostaje biegłym, skoro potem odmawia wydawania opinii? Po co tworzy się coś takiego, jak Zakład Medycyny Sądowej, skoro potem ów zakład wykręca się od swojej roboty? Czy ktoś kogoś zmuszał, żeby się wpisywał na listę biegłych?

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Wrzesień 20, 2017 o 15:33

Mam wrażenie, że lekarze często wpisują się na listę biegłych po to, by stać na straży interesów personelu medycznego.

Przykładem jest pewien biegły ginekolog położnik z Poznania, pełniący także w samorządzie zawodowym lekarzy funkcję Rzecznika Praw Lekarzy.

Wydana przez niego skrajnie niekorystna i stronnicza opinia w jednej z prowadzonych przeze mnie spraw miała podstawowy błąd w założeniu – biegły „nie dostrzegł” w dokumentacji medycznej – w usg przedporodowym – wymiarów główki i brzuszka dziecka…

Odpowiedz

Daniel Wrzesień 21, 2017 o 10:19

Dziękuję za odpowiedź. Wydaje się, że w podanym przez Panią Mecenas przykładzie pan doktor ginekolog nie powinien pełnić funkcji biegłego i Rzecznika Praw Lekarzy jednocześnie – raczej należałoby chyba zrezygnować z jednej z nich, bo tu jednak aż się prosi o konflikt interesów…

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: