Inkubator a sprawa polska

Jolanta Budzowska        23 września 2016        Komentarze (0)

Coraz częściej w procesach o błąd przy porodzie pozwane szpitale bronią się tym, że – na przykład –  nie można było dziecka przekazać wcześniej do ośrodka referencyjnego, bo na całe województwo jest jedna karetka karetka neonatologiczna (karetka N, enka), używana do transportu noworodków i niemowląt (do 1 roku życia). Taka karetka jest wyposażona jest m.in. w nowoczesny inkubator, który zapewnia komfort termiczny, respirator do sztucznego oddechu, który daje możliwość nieinwazyjnej wentylacji, dwie pompy do podawania leków, możliwe jest też w niej monitorowanie podstawowych czynności życiowych.

Podobna sytuacja jest z niewystarczającą liczbą anestezjologów, o czym pisałam tutaj w aspekcie ryzyka porodu bez znieczulenia, czy z brakiem dostępności leków najnowszej generacji.

Argumenty zmierzające do wykazania, że szpital robił co mógł, ale na przeszkodzie właściwemu leczeniu stały ograniczenia systemowe czy organizacyjne, są silną bronią pozwanych i w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do przegrania przez pacjenta procesu przeciwko szpitalowi o odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd medyczny.

Co dalej? Czy w takich przypadkach poszkodowany pacjent jest bezsilny?

Mogłoby się wydawać, że nie. Dla wielu, po przegranych sprawach w kraju, ostatnią deską ratunku jest skarga do Trybunału w Strasburgu. Czy jednak jest to skuteczne narzędzie?

W głośnej sprawie Spyra i Kranczkowski przeciwko Polsce (skarga nr 19764_07), w wyroku z 25 września 2012 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że nie doszło do naruszenia art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Pani Spyra przegrała przez ETPC w Stasburgu, bo Trybunał, uznał, że

„zgromadzone przez organy krajowe sprawozdania biegłych dowiodły, że sprawowana nad skarżącymi opieka medyczna w Szpitalu św. Wojciecha Adalberta w Gdańsku była właściwa i była świadczona zgodnie z etyką lekarską.

W szczególności wszyscy biegli wydający opinię w tej sprawie stwierdzili, że przeniesienie skarżącego do oddziału intensywnej opieki medycznej bez inkubatora nie miało wpływu na powstanie jego niepełnosprawności. Chociaż niektórzy z biegłych uznali, że użycie inkubatora byłoby wskazane, to żaden z nich nie wskazał, że zaniechanie użycia tego urządzenia stanowiło, w tym konkretnym przypadku, uchybienie lekarskie lub naruszenie standardów opieki medycznej, które można by przypisać personelowi medycznemu. (…)

Ani w czasie postępowań krajowych, ani w czasie postępowania przed tą izbą nie zostało ustalone, że w okresie zaistnienia powyższych faktów użycie inkubatora w takich, jak opisana w niniejszej skardze sytuacjach, stanowiło wiążący standard mający odzwierciedlenie w przepisach prawa.”

 

To wszystko. Znów wyrocznią okazały się dla Trybunału, podobnie jak dla sądów w Polsce, opinie biegłych.

Jak to bywa, kiedy biegli już nie mieli wyjścia, i przyznali, że doszło do błędów w opiece nad noworodkiem, to jednocześnie uznali, że nie można z jednej strony zdefiniować, jakie konkretnie standardy obowiązywały, a z drugiej strony – nawet gdyby można było ustalić, co wynika z „aktualnej wiedzy medycznej” – to nie wiadomo, czy popełnione błędy negatywnie wpłynęły na stan dziecka. Taka ekwilibrystyka w opiniach biegłych lekarzy jest typowa – skutecznie uniemożliwia sądom ustalenie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy przebiegiem leczenia a pogorszeniem stanu zdrowia pacjenta, a w efekcie zasądzenie rekompensaty finansowej dla poszkodowanego.

W ostatnich dniach Trybunał wydał jednak kolejny wyrok, dotyczący ochrony prawa do życia oraz odpowiedzialności państwa za błędy lekarzy oraz złą organizację służby zdrowia.

W sprawie Aydoğdu przeciwko Turcji – wyrok ETPC z dnia 30 sierpnia 2016 r., skarga nr 40448/06 – zarzuty także dotyczyły opieki nad noworodkiem. Córeczka skarżących urodziła się jako wcześniak (30 tydzień ciąży). Szpital, gdzie odbył się poród, nie prowadził oddziału neonatologicznego, a w placówce, do której dziecko przetransportowano, nie było wolnych inkubatorów. Noworodek zmarł. Kontrola, przeprowadzona przez tureckie Ministerstwo Zdrowia stwierdziła, że żadne błędy ani zaniedbania lekarskie nie miały miejsca.

Badając skargę rodziców zmarłego dziecka Trybunał ustalił jednak, że brak odpowiedniego zaplecza medycznego w szpitalu Atatürka w Izmirze był problemem, o którym władze musiały wiedzieć.  Dziecko było ofiarą zaniedbań i uchybień strukturalnych. Transport także był nieodpowiednio zorganizowany. Doszło jednocześnie do błędu lekarskiego, bo decyzja o porodzie była podjęta nieodpowiedzialnie:  lekarze musieli już w momencie dokonywania cesarskiego cięcia zdawać sobie sprawę z braku zaplecza medycznego i konieczności przewiezienia dziecka po porodzie do innego szpitala.

Czym się różni ten wyrok od wyroku Spyra i Kranczkowski przeciwko Polsce?

Wszystkim.

Przede wszystkim, w sprawie przeciwko Turcji Trybunał dostrzegł, że kluczowy dla śledztwa był przedstawiony raport biegłych. Raport był bardzo jednostronny i nie odnosił się do uchybień po stronie lekarzy. W składzie biegłych nie było neonatologa.  Opinia wskazywała, że ”nawet gdyby dziecko znalazło się w inkubatorze, nie było pewności czy przeżyje”. Trybunał podkreślił, że w śledztwie powinny być zbadane wszystkie aspekty, które są istotne dla wyjaśnienia okoliczności śmierci, a zatem nie może być zaakceptowana jako główny dowód w sprawie ekspertyza biegłych, w której opiniujący nie odpowiadają na pytanie, czy w tym przypadku śmierć dziecka była nieunikniona, czy też wynikała z braku szczególnych form leczenia dla wcześniaków.

ETPC przypomniał, że to obowiązkiem władz krajowych jest zabezpieczenie dowodów mogących wyjaśnić pełny i dokładny przebieg wydarzeń oraz zapewnienie obiektywnej analizy przyczyn śmierci dziecka.

Trybunał stwierdził w efekcie, że doszło do naruszenia art. 2 Konwencji, a także, że organizacja i funkcjonowanie tureckiej służby zdrowia w sferze neonatologii stanowi problem strukturalny.

Trybunał zalecił Turcji przyjęcie mechanizmów prawnych umożliwiających skuteczny udział ofiar naruszeń w postępowaniu. Sędziowie zwrócili też uwagę na konieczność przyjęcia środków poprawiających funkcjonowanie komisji eksperckich oraz biegłych w tej materii. Dotyczy to zwłaszcza właściwego wyjaśnienia i argumentacji w opiniach biegłych.

I na koniec pytanie za 100 punktów:  kiedy podobny wyrok zapadnie przeciwko Polsce?

O tym, że opiniowanie w sprawach o błędy medyczne jest w Polsce poważnym problemem, paraliżującym funkcjonowanie systemu sądownictwa oraz narusza prawa ofiar – poszkodowanych pacjentów, mówią przecież jednym głosem wszyscy, w tym sędziowie. Korzystny dla pacjentów wyrok wydaje się być więc tylko kwestią czasu.

Trzeba jednak pamiętać, że Trybunał w Strasburgu to także tylko sąd. Bywa omylny.

W tekście przywołałam następujące przepisy Konwencji:

Artykuł 2

Prawo do życia

  1. Prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę. Nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia, wyjąwszy przypadki wykonania wyroku sądowego skazującego za przestępstwo, za które ustawa przewiduje taką karę.
  2. Pozbawienie życia nie będzie uznane za sprzeczne z tym artykułem, jeżeli nastąpi w wyniku bezwzględnego koniecznego użycia siły:

a) w obronie jakiejkolwiek osoby przed bezprawną przemocą;
b) w celu wykonania zgodnego z prawem zatrzymania lub uniemożliwienia ucieczki osobie pozbawionej wolności zgodnie z prawem;
c) w działaniach podjętych zgodnie z prawem w celu stłumienia zamieszek lub powstania.

Artykuł 8

Prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego

1. Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji.

2. Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności osób.

Opieka okołoporodowa do weryfikacji

Jolanta Budzowska        12 września 2016        Komentarze (0)

Na moim drugim blogu pomylkalekarza.pl, gdzie piszę generalnie o odpowiedzialności za błąd w trakcie leczenia, w komentarzach co jakiś czas wraca wątek, który roboczo można określić jako temat: „Czy lekarz ma leczyć zgodnie z podręcznikiem, bo to mu zagwarantuje bezpieczeństwo w razie kłopotów,  czy też ma myśleć”.

No cóż, chyba i jedno, i drugie.  Większość lekarzy z którymi rozmawiałam, jest jednak zdecydowanie przeciwna regulowaniu zasad wykonywania ich zawodu przez prawo. O konsekwencjach obowiązywania standardów w położnictwie pisałam m.in. tutaj. 

Co jednak  w praktyce oznacza dla pacjentki – nie dla lekarza – fakt, że  w przypadkach występowania określonych powikłań w okresie ciąży, porodu i połogu, personel medyczny ma stosować zasady wynikające z obowiązujących przepisów prawa?

No ni mniej, nie więcej, tylko to, że w przypadku podejrzenia błędu medycznego, w pierwszej kolejności możemy zweryfikować postępowanie lekarza czy położnej odnosząc je do treści konkretnego załącznika do rozporządzenia Ministra Zdrowia.

Przejdźmy do konkretów.  Rozważmy sytuację, kiedy u pacjentki występuje nadciśnienie tętnicze. Co nakazuje rozporządzenie?

„Stwierdzenie u pacjentki w trakcie badania w spoczynku wartości ciśnienia tętniczego w wysokości 140 mmHg ciśnienia skurczowego lub 90 mmHg ciśnienia rozkurczowego lub powyżej, dwukrotnie w ciągu godziny, jest wskazaniem do następujących działań:

(…)

2) po 20 tygodniu ciąży – do kontroli ciśnienia tętniczego, co najmniej 4 razy dziennie w warunkach domowych, a także wykonania badań biochemicznych krwi i moczu ciężarnej oraz badania ultrasonograficznego płodu, w celu wykluczenia stanu przedrzucawkowego; u pacjentki, u której zidentyfikowano jedynie nadciśnienie ciążowe należy rozpocząć leczenie hipotensyjne z użyciem metyldopy, utrzymując wartości ciśnienia tętniczego poniżej 150 mmHg ciśnienia skurczowego krwi i 100 mmHg ciśnienia rozkurczowego; przy braku efektu leczenia należy skierować ciężarną do opieki na II poziomie opieki perinatalnej.”

I dalej:

„Stwierdzenie u pacjentki stanu przedrzucawkowego jest wskazaniem do hospitalizacji i podjęcia następujących działań:

1) przeprowadzenia intensywnego leczenia hipotensyjnego utrzymującego wartości ciśnienia tętniczego poniżej 160mmHg ciśnienia skurczowego krwi i 110mmHg. ciśnienia rozkurczowego krwi;

2) zastosowania dożylnego wlewu z siarczanu magnezu w postępowaniu zapobiegającym wystąpieniu rzucawki;

3) zastosowania 48 godzinnego domięśniowego cyklu steroidoterapii z użyciem betametazonu lub deksametazonu, w całkowitej dawce 24 mg, w ciąży poniżej 34 tygodnia, w celu stymulacji dojrzałości płuc płodu;

4) wdrożenia profilaktyki przeciwzakrzepowej z użyciem heparyn drobnocząsteczkowych, przy białkomoczu dobowym powyżej 3,5 g.;

5) monitorowania stanu płodu poprzez:

a) codzienną ocenę ruchów płodu przez matkę,

b) badanie kardiotokograficzne co najmniej raz dziennie,

c) oceny wzrastania płodu w badaniu ultrasonograficznym co dwa tygodnie,

d) wykonywania dodatkowo, w przypadkach stwierdzenia hipotrofii płodu, oceny przepływów Dopplera w naczyniach łożyskowo-płodowych oraz profilu biofizycznego płodu i powtarzania powyższych badań w zależności od stwierdzanych nieprawidłowości, nie rzadziej niż raz w tygodniu;

6) zwrócenia szczególnej uwagi, podczas postępowania diagnostyczno-terapeutycznego u pacjentki ze stanem przedrzucawkowym, na występowanie nieprawidłowości takich, jak:

a) bóle głowy,

b) zaburzenia widzenia,

c) nudności i wymioty,

d) bóle w nadbrzuszu,

e) skąpomocz,

f) wzrastające stężenie enzymów wątrobowych,

g) wzrastające stężenie kreatyniny,

h) małopłytkowość,

i) nieprawidłowości w zapisach kardiotokograficznych oraz nieprawidłowe spektrum przepływów w naczyniach łożyskowo-płodowych.”

Czy te wskazania wiążą ręce lekarzom?

Chyba jednak, wbrew oponentom, nie. Bo dalej w rozporządzeniu czytamy:

„Sposób zakończenia ciąży w sytuacji wystąpienia stanu przedrzucawkowego zależy od takich czynników jak: aktualny stan matki i płodu, wiek ciążowy, położenie płodu oraz stan dojrzałości szyjki macicy. Ciążę należy zakończyć bezzwłocznie:

1) gdy wiek ciążowy przekracza 37 tygodni;

2) przed 37 tygodniem w przypadkach, gdy:

a) wartości ciśnienia tętniczego utrzymują się powyżej 160 mmHg ciśnienia skurczowego krwi i 110 mmHg. ciśnienia rozkurczowego krwi, pomimo intensywnego leczenia hipotensyjnego,

b) wystąpi znaczne pogorszenie wykładników funkcji wątroby, wydolności nerek, hemoliza, obniżenia liczby płytek krwi, zespół wykrzepiania wewnątrznaczyniowego,

c) wystąpi rzucawka lub inne objawy neurologiczne z zaburzeniami widzenia, bólami głowy,

d) stwierdzono przedwczesne oddzielenie łożyska,

e) wystąpią objawy zagrożenia życia płodu,

f) wystąpi obumarcie wewnątrzmaciczne płodu.”

Czyli można leczyć według aktualnej wiedzy medycznej, nie rezygnując z myślenia. Oczywiście zakładając, że rozporządzenia odzwierciedlają aktualną wiedzę medyczną. Naczelna Izba Lekarska nie twierdzi, że nie, a to już coś.

W tekście wspomniałam: wchodzące w życie 2 czerwca 2016 roku Rozporządzenie Ministra Zdrowia o niezwykle długiej nazwie: „W sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych
w dziedzinie położnictwa i ginekologii z zakresu okołoporodowej opieki położniczo-ginekologicznej, sprawowanej nad kobietą w okresie ciąży, porodu, połogu, w przypadkach występowania określonych powikłań oraz opieki nad kobietą w sytuacji niepowodzeń położniczych”

Dokumentacja medyczna z porodu

Jolanta Budzowska        02 września 2016        Komentarze (0)

Jak mantrę będę powtarzać, że dokumentacja medyczna to podstawa dla oceny, czy podczas porodu nie popełniono grzechu zaniechania. Grzechu? Zaniechania? Tak, bo gros zarzutów, jakie kierujemy przeciwko lekarzom i położnym dotyczy niemonitorowania stanu zdrowia matki lub dziecka i – jeszcze częściej – niewykonania właściwych badań, które pomogłyby rozwiać wątpliwości i podjąć na czas decyzję o rozwiązaniu ciąży.

Dokumentację medyczną prowadzi: lekarską – lekarz, pielęgniarską – położna. Pacjent niestety nie ma wpływu na jej treść. Jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że nie ma w niej połowy skarg rodzącej, że godziny na KTG się rozjeżdżają (co innego jest w adnotacjach ręcznych, a co innego na wydruku), że położna badała tętno co godzinę, choć nikt jej na sali porodowej nie widział przez dobrych kilka godzin, itd.  Nie ma na to rady.

Można tylko:

  • jeśli mamy złożyć gdzieś w treści dokumentacji podpis (np. na formularzu zgody na leczenie), dodać własnoręcznie godzinę jego złożenia,
  • można stanąć nad położną (albo ojciec, przy porodzie rodzinnym) i zażądać wpisu, że domagamy się zbadania przez lekarza albo oceny KTG albo że ból staje się nie do zniesienia i prosimy o znieczulenie (na przykład), itd. – a potem patrząc przez ramię sprawdzić, czy wpis został dokonany,
  • powinniśmy wyczerpująco informować o wszystkim, o co lekarz czy położna pyta podczas wywiadu, szczególnie o przyjmowanych lekach,
  • jeśli zostawiamy/przekazujemy przy przyjęciu jakieś dokumenty (np. kartę ciąży czy skierowanie) – miejmy kopię i poprośmy o potwierdzeniu na kopii przyjęcia oryginału (nie raz już widziałam sytuację, gdy osią sporu staje się to, czy pacjentka zgłaszają się do porodu przekazała lekarzowi przyjmującemu USG czy skierowanie z sugestią drogi rozwiązania ciąży),
  • można zażądać pełnej dokumentacji medycznej swojej i dziecka już w dniu wypisu, a przeanalizować ją dokładnie, a następnie złożyć do dyrekcji pismo wskazujące na to, gdzie są nieścisłości wraz z wnioskiem/prośbą o ich sprostowanie,
  • to samo dotyczy kart informacyjnych: od razu przy odbiorze należy je (matki i dziecka) też uważnie przeczytać (to na ogół tylko kilka kartek!)  i  np. prosić o doprecyzowanie zaleceń lekarskich, jeśli są niejasne, czy o wpisanie wykonanych badań i ich wyników,
  • pamiętajmy też o upoważnieniu – najlepiej kilku osób – do uzyskiwania dokumentacji medycznej, także na wypadek śmierci (przepisy są niejednoznaczne i lepiej uniknąć problemów) – stosowny dokument powinniśmy dostać do podpisu przy przyjęciu,
  • zachowujmy jakiekolwiek dowody świadczące o tym, że wizyta się odbyła (na wypadek, gdyby znikła z dokumentacji) – paragon, potwierdzenie zapłaty kartą kredytową, kopię skierowania lub recepty itd.,
  • jeśli wpisy w dokumentacji są nieczytelne, zażądajmy (na piśmie!) jej przepisania pismem komputerowym,
  • jeśli spodziewamy się kłopotów lub „akcja” rozwija się w niekorzystnym kierunku, możemy nagrać przebieg wydarzeń. Sąd Najwyższy właśnie po raz kolejny potwierdził, że w określonych warunkach wykorzystanie takiego dowodu w ewentualnym procesie, nie jest nielegalne (wyrok SN sygn. akt. II CSK 478/15).

Możliwości faktycznie mamy ograniczone, bo  – umówmy się – nie mamy realnego wpływu na to, czy personel uwzględni nasze żądania. To lekarze i pielęgniarki odpowiadają za treść dokumentacji i nie muszą nas słuchać. Co z tego, że jak podał właśnie NFZ,  w II kwartale 2016 r. Oddziały Wojewódzkie NFZ przeprowadziły łącznie 117 postępowań kontrolnych ordynacji lekarskiej i aż w 52 przypadkach negatywnie oceniono podmioty kontrolowane, a  37 postępowań zakończyło się co prawda oceną pozytywną, ale z jednoczesnym wskazaniem uchybień lub nieprawidłowości.

Podstawowe zarzuty dotyczyły prowadzenia dokumentacji medycznej. Stwierdzono m.in.:

  • brak wpisów w dokumentacji medycznej dotyczących porady ambulatoryjnej,
  • brak wpisów wywiadu lekarskiego, badania przedmiotowego, zaordynowanych leków oraz wystawionych recept;
  • brak diagnozy, rozpoznania choroby,
  • brak potwierdzenia zasadności ordynacji leków;
  • brak adnotacji bądź błędna ilość przepisanych leków, sposób dawkowania, brak medycznego uzasadnienia przepisania leku;
  • braki formalne w dokumentacji medycznej (np. brak numeracji stron oraz danych identyfikujących pacjenta, brak autoryzacji poprawek, brak oznaczenia podmiotu leczniczego, daty porady itp.);
  • to, że dokumentacja medyczna była nieczytelna; brak zachowanego porządku chronologicznego przy dokonywaniu wpisów; brak oznaczenia imieniem i nazwiskiem pacjenta każdej strony dokumentacji medycznej.

Nieźle, prawda?

Szczególnie w kontekście typowego stwierdzenia biegłych:

„Tutejsza pracownia nie sporządza opinii sądowo- lekarskich na podstawie zeznań świadków, bowiem te podlegają wyłącznej ocenie Wysokiego Sądu. Biegli z zakresu medycyny nie posiadają umiejętności zawodowej, ani kompetencji formalnej do oceny w jakiej mierze odzwierciedlają one stan faktyczny. Jako wiążące przyjmujemy wyłącznie zapisy w dokumentacji medycznej jak jedyne odzwierciedlające stan pacjenta w momencie ich sporządzania”.

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś pomysły, jak pacjent może się zabezpieczyć zawczasu dowody świadczące na jego korzyść w ewentualnym procesie o błąd medyczny – proszę o komentarze. Jeśli mi jeszcze coś przyjdzie do głowy, będę aktualizować post;)

Mój poród był lata temu

Jolanta Budzowska        29 sierpnia 2016        Komentarze (0)

Czy Twoje dziecko urodziło się po 10 sierpnia 1997 roku a przed 10 sierpnia 2004 roku?

Jeśli zostało poszkodowane przez błąd medyczny podczas porodu albo w okresie dzieciństwa, może mieć jeszcze szanse – ale czasu nie jest zbyt dużo – na uzyskanie odszkodowania i zadośćuczynienia!

Czy Twoje dziecko urodziło się dnia 10 sierpnia 2004 roku lub później i padło ofiarą błędu lekarskiego? Ma nadal szanse na odszkodowanie i zadośćuczynienie!

Często pytania o możliwość uzyskania rekompensaty finansowej (odszkodowania, zadośćuczynienia i renty) dla dziecka dotyczą błędów lekarskich popełnionych podczas porodu, który odbył się wiele lat temu. W skrócie:

„czy moja sprawa jest przedawniona?”

Ponieważ sytuacja prawna jest rzeczywiście skomplikowana, każdy przypadek trzeba analizować osobno, bo liczy się na przykład to, kiedy rodzice dowiedzieli się o chorobie dziecka, a także, czy działania personelu medycznego można zakwalifikować jako przestępstwo.

Dla dociekliwych i tych, co chcą zrozumieć „dlaczego”, kilka konkretów.

Obecnie obowiązuje art. 4421 § 3 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym, w razie wyrządzenia szkody na osobie przedawnienie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem trzech lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Oznacza to, że niezależnie od tego, kiedy miało miejsce zdarzenie wywołujące szkodę, roszczenie o naprawienie tej szkody poszkodowany będzie mógł kierować do jej sprawcy – a także do ubezpieczyciela – jeszcze trzy lata po ujawnieniu się tej szkody.

Jednocześnie, małoletni, który doznał szkody na osobie, ma dodatkowy termin na dochodzenie roszczeń: dwa lata od uzyskania przez niego pełnoletności (art. 4421 § 4 Kodeksu cywilnego).

Jeśli szkoda powstała w wyniku zbrodni lub występku, to zgodnie z art. 4421 § 2 Kodeksu cywilnego, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa, bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Poprzednio obowiązująca regulacja przewidywała dziesięcioletni okres przedawnienia.

Takie przepisy obowiązują w stosunku do szkód powstałych począwszy od dnia 10 sierpnia 2007 roku.

Jeśli szkoda powstała przed dniem 10 sierpnia 2007 r., to nowe zasady można stosować tylko do roszczeń nieprzedawnionych w tym dniu, czyli na przykład do niektórych błędów okołoporodowych dotyczących porodów mających miejsce najdawniej po 10 sierpnia 1997 roku.

Uff.
Podsumowując: zapraszam do przesłania mailem opisu sytuacji. Wspólnie rozstrzygniemy czy sprawa jest przedawniona.

Gruszki na wierzbie, czyli czy warto czekać na wyrok karny

Jolanta Budzowska        23 sierpnia 2016        6 komentarzy

Jeżeli jakiś prawnik obiecuje, że sprawa cywilna o poważny błąd porodowy potrwa rok czy dwa lata, to kłamie albo nie ma pojęcia, o czym mówi. Oczywiście, nie dotyczy to ugód, ale te się niemal nie zdarzają (chyba, że wtedy, kiedy już wszystko w procesie sądowym jest jasne, dowody przeprowadzone, odpowiedzialność udowodniona, a szpital lub ubezpieczyciel chce uciec spod topora wyroku).

Postępowania sądowe o odszkodowanie za szkody na zdrowiu dziecka, najczęściej spowodowane niedotlenieniem w trakcie porodu, trwają na ogół cztery do pięciu lat. To długo, wiem. Czasem jeszcze dłużej. Ale w praktyce nie da się tego przyśpieszyć, mimo moich i – zdarza się – sądu wysiłków. Dlaczego? Bo to bardzo trudne i wielowątkowe sprawy.

Najpierw trwa batalia o zasadę: czy podczas prowadzenia porodu popełniono błąd? Przesłuchujemy świadków (bywa, że kilkunastu), gromadzimy dokumentację, wreszcie następuje etap biegłych sądowych. Może być jeden biegły ginekolog- położnik, może być też neonatolog, a może być jeszcze kilku innych, gdy na przykład zachodzi ryzyko, że potencjalnie na stan noworodka mogły mieć wpływ schorzenia matki: cukrzyca czy nadciśnienie.

Potem udowadniamy to, że popełnione błędy miały wpływ na stan zdrowia dziecka. Że gdyby nie błędy podczas porodu, noworodek byłby zdrowy albo przynajmniej w lepszym stanie. Kolejni biegli.

Na koniec musimy przekonać sąd, jaki jest stan i potrzeby dziecka.  Od tego zależy wysokość zasądzonych w wyroku zadośćuczynienia, odszkodowania i renty na leczenie, rehabilitację i opiekę. To bywa żmudna praca: kiedy rodzice zbierają rachunki i dokumentację medyczną jest łatwiej, ale i tak także na tym etapie bez biegłych się nie obejdzie. Najczęściej jest to biegły neurolog, okulista, ortopeda i fizjoterapeuta.

Wreszcie: szpitalom i ubezpieczycielom nie zależy, żeby zakończyć proces szybko. Po co mają się mierzyć z koniecznością zapłaty czasem milionowej rekompensaty z i tak dziurawego budżetu za kadencji obecnego dyrektora? Nie lepiej, żeby tę żabę musiał zjeść następca, za kilka lat? Pełnomocnicy w apelacji czy skardze kasacyjnej piszą mniej więcej tak:

„Wskazać należy, że w kasie pozwanego Szpitala nie ma środków w wysokości XXX złotych na uiszczenie opłaty od skargi kasacyjnej. Bezspornie, pozwany Szpital obraca określonymi środkami – nawet pomimo tego, że wykazuje stratę. Środki te przeznaczone są jednak na leczenie pacjentów. Wobec powyższego, uiszczenie wpisu sądowego w niniejszej sprawie wiązać się będzie z koniecznością odmowy wykonania świadczeń zdrowotnych pacjentom (w szczególności: zakupy leków i materiałów medycznych oraz wynagrodzenia pracowników). Ograniczenie liczby zabiegów wykonywanych w pozwanym Szpitalu przełoży się na zwiększenie czasu oczekiwania na operację. Upływ czasu powoduje natomiast, że rokowania pacjentów maleją. Innymi słowy, przeznaczenie mniejszych środków na działalność pozwanego Szpitala – na skutek uiszczenie opłaty od skargi kasacyjnej – spowoduje zmniejszenie dostępności zabiegów medycznych.”

Demagogia? Oczywiście. Są środki na leki, na wynagrodzenia dla lekarzy, nie ma dla poszkodowanego pacjenta. I tak w ogóle, to przez poszkodowanego pacjenta, który odważył się skierować sprawę do sądu, cierpią inni pacjenci. Proces można prowadzić za pół darmo, więc szpitale walczą do upadłego.

Dlatego nie ma co zwlekać ze złożeniem pozwu. Proces potrwa, ale za czas jego trwania sąd cywilny przyzna w wyroku odsetki od zasądzonych kwot. Sprawa nie leży „ ot tak sobie” w sądzie – zegar tyka, odsetki są doliczane za każdy dzień.

Tylko wyjątkowo warto poczekać na opinię w postępowaniu prowadzonym przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej czy w postępowaniu karnym.  Głównie, kiedy sami mamy duże wątpliwości z oceną postępowania lekarzy. Ale już zupełnie nie warto, jak w sprawie, która niedawno do mnie trafiła, zastanawiać się prawie osiem lat, mimo korzystnych opinii biegłych wydanych na zlecenie Prokuratury…

Co prawda, postawiono zarzuty trzem lekarzom, ale zabawa w pozyskanie kolejnych opinii biegłych na wniosek obrońców oskarżonych potrwa zapewne tak długo, że przedawni się karalność. Nawet, gdyby zapadł wyrok karny, to  i tak prawdopodobnie z art. 160. § 1.Kodeksu karnego, czyli

„Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności (…)”.

Czy taki wyrok jest załatwia sprawę odszkodowania? Nie. Bo nadal musimy udowodnić to, że popełnione błędy miały zły wpływ na stan zdrowia noworodka i to, jakie są potrzeby dziecka.

Więc jeszcze raz: nie ma co czekać. Czas trwania procesu cywilnego o odszkodowanie za błąd medyczny lepiej wykorzystać na swoją korzyść.