Czy należą mi się koszty adaptacji domu i przystosowania samochodu?

Jolanta Budzowska        12 kwietnia 2017        Komentarze (0)

Tak, to będzie wpis z gatunku: „Czy wiecie, że…?”:-)

Same dobre wieści.

Przy okazji procesów o błędy medyczne, najwięcej mówi się o zadośćuczynieniu. Wzbudza najwięcej emocji, bo to, jaką kwotę sąd przyzna w wyroku jako zadośćuczynienie, jest najczęściej wielką niewiadomą. A kiedy uda się wywalczyć dużą sumę, to media (a czasem i ja;-)) piszą, że to „rekordowa rekompensata za błąd medyczny”.

Najczęściej zresztą od razu pojawiają się też hejterskie wpisy pt. „to z naszych podatków”. Zakładam, że żaden z autorów tego typu komentarzy nigdy nie był ofiarą błędu medycznego ani innego wypadku… Gdyby był, wiedziałby co to jest cierpienie i walka o odzyskanie zdrowia.

Oczywiście, każdy ma własną „wycenę” cierpień i własne oczekiwania co do tego, jaka suma pieniężna mogłaby mu te cierpienia chociaż w pewnym stopniu wynagrodzić. Żeby jednak w pozwie żądać w miarę realnej kwoty, warto posłuchać, co na ten temat ma do powiedzenia Państwa pełnomocnik… Ale to temat na osobny wpis.

Pamiętajmy jednak, że zadośćuczynienie jest tylko jednym ze składników pełnej rekompensaty za wyrządzoną szkodę na zdrowiu. Dostaje się je jeden, jedyny raz.

Zaryzykuję więc tezę, że ważniejsza jest stała renta. Renta z tytułu zwiększonych potrzeb jest takim elementem naprawnienia szkody, który pozwala nam między innymi opłacić koszty opieki i pokryć rachunki za rehabilitację. Więcej na temat tej renty napisałam tutaj.

Renta z tytułu utraconych korzyści jest z kolei ekwiwalentem zarobków, które utraciliśmy przez brak pełnej sprawności.  Takie zabezpieczenie daje nam pewność na całe życie, że już nie trzeba będzie się martwić o sfinansowanie podstawowych potrzeb osoby chorej.

Jest jeszcze odszkodowanie. Przepis mówi, że w ramach odszkodowania powinny być naprawione straty, które ponieśliśmy.  Ponieśliśmy, czyli wydaliśmy? Czy „ponieśliśmy” to też to, co mamy do wydania w przyszłości, bo na przykład trzeba będzie za rok kupić dla dziecka większy wózek, na który nas teraz nie stać, albo zrobić remont łazienki tak, żeby było w niej bezpieczniej i wygodniej kąpać osobę z niedowładami? Albo kupić samochód, bo nie ma jak się dostać do ośrodka rehabilitacji?

No właśnie.

Czas na zapowiedziane dobre wieści.

Sąd Najwyższy* na szczęście podszedł do interpretacji tego przepisu zgodnie z tym, co mówi nam intuicja, a nie sucha litera prawa.

Celem odszkodowania jest przywrócenie stanu istniejącego przed wypadkiem. Czasem powrót do pełnej sprawności nie jest możliwy, ale poszkodowanemu można przynajmniej zapewnić warunki życiowe zbliżone do tych, jakie miał przed wyrządzeniem mu uszczerbku.

W tej sytuacji zakup samochodu czy adaptacja mieszkania dla potrzeb osoby niepełnosprawnej nie są „luksusami”. Jeśli ktoś ma trudności w samodzielnym poruszaniu,  to koszt zakupu auta będzie uznany najczęściej przez sąd jako celowy i niezbędny. Jak pisze jednak Sąd Najwyższy:

„oceny wymagają tu jednak różne okoliczności, jak np. to, czy i jaki zawód wykonywała osoba pokrzywdzona przed wypadkiem, czy i jak często musiała się poruszać, czy samochód z którego korzysta poszkodowana nadaje się do montażu odpowiednich urządzeń umożliwiających samodzielne poruszanie się nim”.

Podobnie ma się sprawa z kosztami adaptacji mieszkania.

Podsumowując: jeśli takie wydatki jak zakup samochodu albo przebudowa mieszkania dla poszkodowanego pacjenta są niezbędne, alby ułatwić mu funkcjonowanie, możemy uzyskać pieniądze na ten cel w ramach odszkodowania!

*Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 marca 2016 roku, sygn. akt. V CSK 360/15

 

 

Martwe urodzenie – jak pochować dziecko?

Jolanta Budzowska        30 marca 2017        2 komentarze

Pojęcie „martwe urodzenie” brzmi strasznie. Jest zimnym, ustawowym określeniem na niewyobrażalną tragedię. W takiej sytuacji problemy administracyjne, na jakie rodzice czasem napotykają w szpitalu, niestety tylko powiększają ich traumę.

Bywa, że personel nadal gubi się w przepisach, mimo że zgodnie z prawem (tzw. standardami w ciąży powikłanej): „pacjentce [w sytuacji śmierci dziecka, określanej przez ustawę jako „niepowodzenie położnicze” – przyp. JB] udziela się wyczerpującej informacji na temat obowiązującego stanu 
prawnego wynikającego z przepisów o aktach stanu cywilnego, zabezpieczenia 
społecznego i prawa pracy dotyczącego sytuacji, w jakiej się znalazła.

Dlatego niedawno na blogu umieściłam krótką informację opracowaną przez Pana Adama Franczyka na temat dokumentacji, jaką mają prawo uzyskać rodzice (osoby uprawnione) po stracie dziecka.

Ta dokumentacja to:

  • karta zgonu – podmiot leczniczy nie ma prawa odmówić wydania karty zgonu rodzicom, którzy deklarują wolę pochowania dziecka martwo urodzonego, bez względu na czas trwania ciąży, wagę płodu, czy jego rozmiar. Karta zgonu jest niezbędnym dokumentem uprawniającym do pochówku na cmentarzu;
  • karta martwego urodzenia – niezbędna w Urzędzie Stanu Cywilnego, który na tej podstawie wydaje akt urodzenia dziecka martwego.

Pamiętajmy, że w sytuacji podejrzenia błędu medycznego przy porodzie, może być wymagana sekcja zwłok.  O tym, jak postępować w takim przypadku, napisałam już kiedyś w poście: Śmierć przez błąd medyczny – jak zawiadomić prokuraturę?”

Pełny tekst poradnika pt. „Karta Zgonu – martwe urodzenie”, zawierający podstawy prawne i inne przydatne informacje,  znaleźć można z lewej strony bloga.

Dokumentacja z porodu i co w niej można przeczytać…

Jolanta Budzowska        22 marca 2017        Komentarze (0)

Uwaga: to znowu będzie tekst  o dokumentacji medycznej.

Dlaczego tak często piszę o tym, jakie znaczenie mają poszczególne wpisy?

Bo na każdej rozprawie, w każdej opinii biegłych, treść dokumentacji jest główną osią sporu. Często to od dokumentacji z porodu albo neonatologicznej zależy, kto wygra, a kto przegra sprawę.

Kiedy po porodzie okazuje się, że doszło do niedotlenienia dziecka, albo gdy dziecko umiera tuż przed porodem albo w jego trakcie – lekarze i położne raczej nie mają złudzeń co do tego, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. Że będzie się im zadawać pytania i żądać wyjaśnień.

I trwa walka z czasem: czy zdążą odpowiednio uzupełnić dokumentację lekarską i pielęgniarską (położnych), zanim rodzice poproszą o jej kopię i zanim do szpitala wkroczy prokurator lub policja…

To nie zawsze są przypadki ewidentnego fałszowania.

To czasem są drobne, pojawiające się najczęściej w jednym miejscu w dokumentacji,  adnotacje w rodzaju: „dziecko owinięte pępowiną”, „pępowina ciasno okręcona wokół szyi”, „na pępowinie węzeł prawdziwy”, „poród z rączką”, „pępowina tętniąca”, „liczne zrosty po poprzednim cięciu”.

Jeśli chodzi o tego typu, pozornie niewinne dopiski, to mają jedną wspólną cechę – nie ma innych obiektywnych dowodów na to, że tak faktycznie było.  Zwykle ich treść jest potwierdzana w sądzie jedynie zeznaniami świadków. Oczywiście świadków – autorów tych wpisów.

Bo ułożenie pępowiny na ogół nie jest widoczne w badaniu USG, a nawet gdyby było, sytuacja może się zmienić w ciągu minut.  Bo to, czy poród był „z rączką” mogła widzieć tylko jedna położna. Bo to, czy rzeczywiście zrosty utrudniały pierwszy etap cięcia cesarskiego, mógł widzieć tylko główny operator.

Z podanych przykładów, jedynie z węzłem prawdziwym może być nieco inaczej. Zaobserwowany przez położne węzeł prawdziwy w dalszych badaniach czasem okazuje się węzłem rzekomym. Wtedy nie da się już wtedy tak łatwo uwolnić od odpowiedzialności przez tłumaczenie, że nic nie dało się zrobić i że przyczyną śmierci dziecka w wyniku niedotlenienia było zaciśnięcie węzła prawdziwego.

W wyjaśnieniu rzeczywistego przebiegu porodu pomagają też niekiedy sprzeczne interesy personelu medycznego. Gdy położna i lekarz prowadzący poród woleliby usprawiedliwić swoje zaniedbania istnieniem węzła prawdziwego (że już pozostanę przy tym przykładzie), to lekarz udzielający noworodkowi pomocy może skrupulatnie opisać w dekursusie, jak w jednej z moich spraw.

Okazuje się, że demonizowany „guz sznura pępowinowego”,  był w rzeczywistości zwykłym tzw. węzłem rzekomym, nie mającym negatywnego wpływu na dobrostan płodu: „Wykonałem chirurgiczne zaopatrzenie pozostawionego kikuta pępowiny. Badaniem stwierdziłem przerost tkanki galaretowatej pępowiny. Wykonałem rewizję kikuta pępowiny stwierdzając obecność dwóch tętnic i pojedynczej żyły pępowinowej.”

Kiedy w dokumentacji medycznej znajdują się więc wpisy o zdarzeniach, które według nas nie miały miejsca, sytuacja nie jest beznadziejna. Nadal często są szanse na odtworzenie rzeczywistego przebiegu wydarzeń i udowodnienie zaniedbań po stronie lekarza prowadzącego poród lub położnej. To jednak nie będzie łatwy proces…

 

Co może Rzecznik Praw Pacjenta?

Jolanta Budzowska        13 marca 2017        Komentarze (0)

Wbrew pozorom, może dużo. I dużo dobrego robi ostatnimi czasy.

Rzecznik Praw Pacjenta nie tylko prowadzi postępowania wyjaśniające w sprawach zgłoszonych przez pacjentów skarg. Rzecznik od jakiegoś czasu aktywnie wykorzystuje też inne możliwości: występuje w sądach cywilnych w indywidualnych sprawach pacjentów.

Z mojego doświadczenia wynika, że Rzecznik Praw Pacjenta angażuje się szczególnie w najpoważniejsze sprawy, gdy doszło do powikłań podczas porodu, a ofiarę zaniedbań lekarza lub położnej jest dziecko.

Rzecznik ma prawo:

  • żądać wszczęcia postępowania w sprawach dotyczących naruszenie praw pacjenta,
  • zgłosić swój udział w toczących się postępowaniach.

W praktyce oznacza to, że Rzecznik może „być obecny” praktycznie w każdej sprawie o błąd medyczny, bo zwykle podstawowym zarzutem każdego pozwu jest to, że leczenie nie było zgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Polem do popisu dla Rzecznika są też sprawy, gdzie zarzucamy naruszenie prawa pacjenta do  informacji i do udzielenia świadomej, „poinformowanej” zgody na leczenie.

Prowadzę kilka procesów, w których Rzecznik Praw  Pacjenta zgłosił swój udział i muszę przyznać, że ta współpraca układa się naprawdę sprawnie. W końcu, co dwie głowy – pełnomocników poszkodowanego pacjenta:-) – to nie jedna.

Pozycja Rzecznika jest mocna, bo występuje w sądzie cywilnym na prawach przysługujących prokuratorowi.

Co to oznacza w praktyce?

  • może wstąpić do postępowania w każdym jego stadium, nie tylko na początku;
  • może składać oświadczenia i zgłaszać wnioski, jakie uzna za celowe, oraz przytaczać fakty i dowody na ich potwierdzenie;
  • należy mu doręczać pisma procesowe, zawiadomienia o terminach i posiedzeniach oraz orzeczenia sądowe;
  • może zaskarżyć każde orzeczenie sądowe, od którego służy środek odwoławczy.

Oczywiście, Rzecznik działa w sądzie w interesie pacjenta, którego prawa zostały naruszone podczas leczenia.

Kiedy podczas procesu „obiektywni” świadkowie to lekarze i pielęgniarki, który leczyli pacjenta, kiedy biegli sądowi to też lekarze – niech chociaż Rzecznik będzie dodatkowym wsparciem dla pacjenta na sali rozpraw! „Procesowa” aktywność Rzecznika Praw Pacjenta jest zdecydowanie dobrym kierunkiem rozwoju tego urzędu.

Sprawa o błąd lekarski – czy psycholog może pomóc?

Jolanta Budzowska        06 marca 2017        Komentarze (0)

Często klienci pytają mnie, czy powinni się zwrócić do psychologa czy psychiatry.

Dobrze, że takie pytania się pojawiają. Oczywiście, nie mam kompetencji, aby „diagnozować”, kto potrzebuje pomocy profesjonalisty, ale czasem nie trzeba przecież wiele, aby ocenić, że takie wsparcie by się przydało.  Pomoc psychologa lub konsultację psychiatryczną mogę często zasugerować nawet nie jako prawnik, ale jako człowiek, który wysłuchał relacji rodziców po śmierci dziecka czy tych odnoszących się do ich emocji związanych z chorobą najbliższego członka rodziny…

Zespół stresu pourazowego (PTSD) jest poważnym stanem psychologicznym, który wymaga leczenia. Większość moich klientów próbuje sobie jednak z tym radzić na własną rękę. Nawet, kiedy jest bardzo źle, kiedy trudno jest poradzić sobie z traumą po stracie dziecka lub jego chorobą. Czasem o potrzebie terapii poszkodowany dowiaduje się dopiero z opinii biegłego sądowego psychologa lub psychiatry.

Dlatego na pytanie: „Pani Mecenas, czy ja powinnam/powinienem iść do psychologa?” –  odpowiadam zwykle: „Tak”.

Bo takie pytanie wcale nie jest wyrazem dążenia do poprawienia sobie sytuacji procesowej. Wbrew temu, co sądzą pełnomocnicy szpitali i ubezpieczycieli (tak, tak: częstym zarzutem w procesie o błąd medyczny jest, że skoro poszkodowany udał się do psychologa po udzieleniu pełnomocnictwa radcy prawnemu, to na pewno służyło to jedynie wyprodukowaniu – ich zdaniem fikcyjnych – dowodów na poparcie powództwa…)

Takie pytanie jest najczęściej prośbą o wsparcie.

Dlatego odpowiadam: „Tak. Psycholog może pomóc. Im wcześniej podjęta terapia, tym lepiej”.

A co do procesu o błąd medyczny:  dokumentacja z takiej terapii może być przydatna, nie to jest jednak najważniejsze.

Na koniec kilka podstawowych informacji:

  • zagrożony możliwością wystąpienia PTSD jest każdy, kto doświadczył poważnych powikłań w leczeniu lub podczas porodu,
  • ryzyko wzrasta między innymi, gdy poród był długi i bolesny, zakończył się nieplanowanym cięciem cesarskim, dziecko urodziło się niepełnosprawne, dziecko potrzebuje specjalnej opieki, życie matki lub dziecka podczas porodu było zagrożone, rodząca czuła brak poczucia kontroli, uczucie bezsilności w trakcie porodu, rodząca czuła brak wsparcia ze strony personelu medycznego.

Problem dostrzeżono też w tzw. standardach położniczych w ciąży powikłanej. Gdy dochodzi do niepowodzenia położniczego, gdy pacjentka w wyniku ciąży nie zabierze do domu zdrowego dziecka z powodu: poronienia, urodzenia dziecka martwego, niezdolnego do życia lub obarczonego letalnymi schorzeniami – personel medyczny ma zapewnić rodzinie szczególną pomoc, w tym psychologiczną.

Pacjentka ma też prawo do uzyskania wszelkich informacji zarówno o możliwości uzyskania dalszej pomocy psychologicznej, miejscach i organizacjach udzielających wsparcia 
osobom w podobnej sytuacji, jak i przysługujących jej prawach.

Korzystajmy z tych praw. Pozwólmy sobie pomóc.