Ceny polis OC komunikacyjnego ważniejsze niż człowiek?

Jolanta Budzowska        19 lipca 2017        Komentarze (0)

Sąd Najwyższy ma rozstrzygnąć wkrótce, kto ma prawo do zadośćuczynienia za błąd medyczny. A konkretnie, czy takie prawo do odszkodowania ma tylko poszkodowany pacjent, czy też – jak na przykład w sytuacji dziecka poszkodowanego przez przebieg porodu – także członkowie jego rodziny, którzy się nim zajmują na co dzień.

Oczywiście, problem nie dotyczy tylko osób poszkodowanych przez błędy lekarskie, ale też ofiar wypadków komunikacyjnych i innych, w wyniku których ucierpiał człowiek.

O problemie pisałam już wielokrotnie, bo przecież jest to bardzo ważne. Pieniądze, jakie sąd zasądzi dziecku, są jego i powinny być przeznaczane wyłącznie na jego potrzeby. A co na przykład z  rodzeństwem poszkodowanego, małego pacjenta? Przecież ono też nie ma łatwego życia…

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Często jedyne wakacje to te spędzone z bratem czy siostrą na turnusie rehabilitacyjnym. Mamę czy tatę mają dla siebie rzadko, bo rodzice cały czas poświęcają opiece nad dzieckiem z MPD.

Czy sprawca błędu medycznego lub wypadku nie powinien pokryć też kosztów, które pozwalałby rodzinie tak zorganizować dzień codzienny, żeby ich życie choć trochę zbliżyło się do modelu funkcjonowania innych rodzin?

Komisja Nadzoru Finansowego uważa, że nie. Koronnym argumentem KNF jest interes ubezpieczycieli szpitali i lekarzy. Komisja na poparcie swojego stanowiska daje przykład danych dotyczących zadośćuczynień dla bliskich śmiertelnych ofiar. Pokazują one, że jeden taki przypadek skutkuje średnio wypłatą świadczenia dla trzech osób z rodziny, po 33 tys. zł.

Według szacunków KNF, w przypadku  uznania, że nie tylko bezpośrednio poszkodowani, ale i ich bliscy mają prawo do rekompensaty, te „ekstra wydatki” w zależności od zakresu ochrony mogą wymagać podwyżki od 0,5 do 5,5 proc. ceny polis OC, które już i tak w ostatnich latach zdrożały.

No i co z tego?

Dlaczego cena polisy OC komunikacyjnego ma być argumentem za pozbawieniem zadośćuczynienia osób, którym się odszkodowanie za błąd lekarza należy?

„M” jak monitorowanie KTG, „m” jak matactwo

Jolanta Budzowska        16 lipca 2017        Komentarze (0)

Badanie KTG ma służyć ocenie, czy z dzieckiem – przede wszystkim w trakcie porodu – nie dzieje się nic złego. Jeśli parametry płodu odbiegają od normy, to niektóre aparaty KTG sygnalizują to alarmem. Większość urządzeń KTG jednak niestety nie dysponuje taką funkcją, a to czy wynik badania zostanie uznany za dobry, czy też budzący niepokój i konieczna będzie pogłębiona diagnostyka płodu, na przykład wykonanie USG Doppler – zależy wyłącznie od subiektywnej oceny położnej i lekarza.

W praktyce o tym, że lekarz w ogóle ocenił KTG, świadczy jego podpis i pieczątka przybita na wydruku z tego badania. Czasem też jest to opisane w Karcie Obserwacji Lekarskich, we wpisie lekarza do dokumentacji medycznej.

Jak z oceną KTG bywa w praktyce, można prześledzić na przykładzie poniższej relacji. Pacjentka   trafiła do szpitala w 36. tygodniu ciąży, w związku z plamieniem z dróg rodnych.

Dzień Pierwszy. Godzina 19, zapis 30 min. Podstawowa czynność serca płodu 160-170/min, oscylacja milcząca i falująca zawężona, bez czynności skurczowej.  W zapisie odnotowano kilka ruchów płodu. Według oceny biegłego, zapis był na granicy zapisu patologicznego, badanie KTG powinno być kontynuowane albo uzupełnione przez wykonanie USG. Wydruk został jednak podbity przez lekarza dyżurnego, nie podjęto żadnych działań, lekarz nie wydał żadnych zleceń…

Dzień Drugi. Godzina 11. Zapis 30 min., podobny do poprzedniego, zarejestrował się tylko jeden ruch płodu. Ocena biegłego: zapis nieprawidłowy, powinien być kontynuowany lub uzupełniony na przykład przez diagnostykę ultrasonograficzną. Zapis bez uwag i jakichkolwiek zaleceń został podbity przez kolejnego lekarza, który w tym dniu sprawował opiekę nad cieżarną.

Dzień Trzeci. Godzina 15.30.  Podstawowa czynność serca płodu około 170/min. Ciągła oscylacja milcząca. W czasie całego zapisu zarejestrowano jeden ruch płodu. Według biegłego, zapis był patologiczny. W przypadku dalszego utrzymywania się takiego zapisu, ciąża powinna być zakończona w trybie pilnym. Niestety jednak, badanie nie zostało przedłużone, a wydruk ostemplował bez uwag i zaleceń lekarz, który objął dyżur popołudniowy.

W kolejnym trzydziestominutowym zapisie z godziny z godz. 18 nie zarejestrowano już w ogóle ruchów płodu. Zapis w dalszym ciągu był patologiczny i  wskazywał na celowość ukończenia ciąży w trybie pilnym. Mimo to został zaaprobowany przez lekarza, a w dokumentacji lekarskiej znajduje się jego wpis  z  godziny  19:00: „Pacjentka  w  36  tygodniu ciąży.  Zapis KTG prawidłowy. Czuje się dobrze.”

Co zaskakujące, według wydanej pacjentce dokumentacji medycznej, kolejne dwa badania i ostatni zapis, rzekomo wykonany na kilkanaście minut przed porodem, były już znacznie lepsze niż poprzednie. Biegły jednak uznał, że jest „dość mało prawdopodobne, aby był to zapis tego samego płodu. Jeszcze mniej prawdopodobne, aby  dziecko z nieznaczną bradykardią  i oscylacją  falującą o godzinie 05.11, chwilę potem rodziło się bez oznak życia z przykurczami mięśni.” Dodatkowo, takie wyniki badań KTG na pewno nie uzasadniałyby wpisu, który znalazł się na tym etapie w dokumentacji lekarskiej:  „Ze względu na wahania tętna płodu zalecono cięcie cesarskie z  uwagi na zagrażającą  zamartwicę płodu.

Mimo, że cięcie ostatecznie wykonano, dziecko nie przeżyło. Urodziło się martwe.

Dziecko dziś żyłoby, gdyby lekarze z odpowiednią ostrożnością ocenili zapisy KTG. O tym, że – niestety za późno – zorientowali się o swojej błędnej ocenie, świadczy fakt, że do dokumentacji medycznej rodzącej podłożono po fakcie wydruki KTG z badania wykonanego u innej pacjentki. Miały wskazywać na rzekomo dobry stan dziecka do ostatnich chwil przed porodem… (O innych przypadkach, kiedy dokumentacja KTG była prowadzona równie nierzetelnie, pisałam między innymi tutaj.)

Jak widać – bo relacjonując ten przypadek opierałam się na dokumentacji sądowej konkretnej sprawy –  są jednak biegli, doświadczeni położnicy, którzy potrafią dostrzec  niespójności  w dokumentacji medycznej i nie wahają się nazwać po imieniu matactwa w dokumentacji lekarskiej.

W nich nadzieja poszkodowanych pacjentów na sprawiedliwe wyroki w sprawach o błędy lekarskie…

Ugody w sprawach o błąd przy porodzie!

Jolanta Budzowska        06 lipca 2017        2 komentarze

Czy ktoś widział ugodę ze szpitalem albo z ubezpieczycielem w sprawie, gdzie rodzice domagają się dla poszkodowanego dziecka milionowego odszkodowania? Zwykle wezwanie do dobrowolnej zapłaty, tzw. list adwokacki, spotyka się z mniej lub bardziej obszerną pisemną odmową sprowadzającą się do stwierdzenia: bez prawomocnego wyroku sądu nic nie możemy, a w ogóle uważamy, że leczenie przebiegało prawidłowo.

Wracając do pytania zadanego na wstępie. Mimo to: tak, ja widziałam:)

Ugodowe zakończenie sporu ze szpitalem jest możliwe. Rzadko, bo rzadko, ale niekiedy sprawy kończą się ugodą sądową.

Niestety jednak wolę takiej ugody szpital wykazuje najczęściej albo pod sam koniec procesu – po wielu latach, po wielu opiniach biegłych, które w zasadzie przesądzają odpowiedzialność za błąd lekarski, albo wręcz… po procesie.  Tak też jest z ugodami zawartymi w ostatnim czasie przez moją kancelarię.

Obie sprawy dotyczą niedotlenienia podczas porodu. Zbyt długo czekano z decyzją o zabiegowym zakończeniu porodu.

W pierwszej z nich poszkodowana dziewczynka zmarła w trakcie procesu. Postępowanie sądowej trwało od 2011 roku. Jej roszczenia odziedziczyli rodzice i siostra. Łącznie otrzymają ponad 1.500.000 zł. (zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd lekarski)- w tym odszkodowanie za naruszenie ich własnych dóbr osobistych. Zawarliśmy ugodę sądową tuż przed wyrokiem. W momencie, kiedy niewiadomą było jedynie to, jakie kwoty zadośćuczynienia i odszkodowania dla poszkodowanego dziecka, jego rodziców i siostry sąd uzna za odpowiednie.

W drugiej sprawie szpital chciał negocjować dopiero po tym, jak… wyrok stał się prawomocny. Nie muszę chyba mówić, że w zasadzie nie miał czego negocjować – taki wyrok, wydany przez sąd drugiej instancji (w tym przypadku sąd apelacyjny) – jest natychmiast wykonalny. Gdyby ubezpieczyciel i szpital nie zapłacili, moglibyśmy zwrócić się do komornika, a ten wyegzekwowałby zasądzone kwoty co do grosza. Razem z kosztami egzekucji. Nie mam jednak zwyczaju narażać szpitali na dodatkowe koszty. Chyba, że muszę… Nie mogę przy tym zrozumieć, że można „sądzić się ” przez siedem lat, a potem być zaskoczonym faktem, że na raz trzeba zapłacić wszystko co zasądził poszkodowanemu pacjentowi sąd.

Tak czy tak: zgodziliśmy się rozłożyć szpitalowi należność na raty. A nie chodzi o małą sumę: 2.500.000 zł… Łącznie: dla poszkodowanego przy porodzie dziecka i jego rodziców. W tym odszkodowanie za blad lekarza, zadośćuczynienie, renta, odsetki i koszty procesu. Rodzice uznali, że skoro czekali na zakończenie procesu prawie osiem lat, to mogą i poczekać jeszcze kilka miesięcy. Najważniejsze, że renta miesięczna dla dziecka płacona jest na bieżąco.

W obu przypadkach szpitale zminimalizowały ryzyko, że ostatecznie musiałby zapłacić jeszcze więcej. Dobre i to. Ale czy na pewno nie można było tych ugód zawrzeć znacznie wcześniej? Dałoby się zapewne zaoszczędzić: szpitalom co najmniej odsetek, a rodzicom nieprzespanych nocy.

 

 

 

 

Odszkodowanie za błąd przy porodzie – uzasadnienie wyroku

Jolanta Budzowska        28 czerwca 2017        Komentarze (0)

Właśnie listonosz doręczył do kancelarii uzasadnienie wyroku w sprawie o błąd lekarza przy porodzie. Od dnia doręczenia pisemnego uzasadnienia wyroku sądu pierwszej instancji wszystkie strony procesu mają 2 tygodnie na złożenie apelacji.

W tej sprawie my – czyli ja i moi klienci – na pewno nie będziemy się odwoływać. Dlaczego? Bo jest to jedno z najtrafniejszych rozstrzygnięć, z jakimi się spotkałam.

Poszkodowani, którzy chcą walczyć o odszkodowanie dla dziecka cierpiącego na mózgowe porażenie dziecięce, często pytają o wygrane sprawy o blad przy porodzie. Ile ich „mamy” w kancelarii, jak wysokie odszkodowanie „się należy” od szpitala za poród, który zakończył się tragedią. Odpowiedź nie jest prosta. Każdy proces jest inny.  Sytuacja każdej rodziny jest inna. Czasem podobny jest stan zdrowia dziecka z MPD.

Takie same bywają tylko przyczyny mózgowego porażenia: błąd lekarzy przy porodzie

O prowadzonych sprawach staram się pisać na blogu, żeby przybliżyć, jak wygląda proces sądowy, między innymi tutaj i tutaj.

Wiadomo, że na wysokość zadośćuczynienia dla poszkodowanego dziecka i rodziców wpływ mają różne okoliczności. Nie ma tabel ani przeliczników, ile się należy za 1 % uszczerbku na zdrowiu.  Zresztą, w ogóle procent doznanego uszczerbku na zdrowiu nie ma większego znaczenia. Sądy zwykle uzasadniają wysokie odszkodowanie dla dziecka faktem, że jest ono w znacznym stopniu niepełnosprawne, że zostało pozbawione perspektyw życiowych – możliwości prawidłowego rozwoju fizycznego, psychicznego i emocjonalnego.

Uzasadnienie zadośćuczynienia dla rodziców częściej odbiega od standardu. (O tym, że rodzice mają „swoje” prawo do odszkodowania w związku z faktem, że doszło do błędu przy porodzie, pisałam m.in. tutaj.)

Tak jest i w przypadku uzasadnienia, które przeczytałam przed chwilą. Sąd przyznał rodzicom po 100 tys. zł zadośćuczynienia tytułem naruszenia dóbr osobistych w postaci prawa do niezakłóconego życia rodzinnego. Sąd wyraził przekonanie, że zarówno te kwoty, jak i wysokie zadośćuczynienie dla dziecka z pewnością nie naprawią doznanej przez nich krzywdy, ani nie przywrócą zdrowia dziecku, ale pomogą w pewnym stopniu „odetchnąć” finansowo małżonkom, którzy być może będą mieli większą sposobność ku temu, aby – mimo choroby dziecka – zadbać o siebie i relacje małżeńskie.

Chylę czoła przed sądem, który dostrzegł niełatwą sytuację rodziny, która zmaga się z bardzo poważną chorobą dziecka, podjął próbę zrekompensowania finansowego tej krzywdy, a na koniec opisał to wszystko normalnym, pozbawionym prawniczego zadęcia, językiem…

 

 

Opinia biegłego zasługuje na (jedynie) ograniczone zaufanie

Jolanta Budzowska        20 czerwca 2017        Komentarze (0)

Trybunał w Strasburgu wydał właśnie niezwykle ciekawy wyrok, który powinien dać do myślenia nie tylko sądom tureckim (wyrok z dnia 6 czerwca 2017 r. zapadł w sprawie Erdinç Kurt i inni przeciwko Turcji, skarga nr 50772/11), ale i polskim. ETPC wypowiedział się dość stanowczo na temat, jak sądy powinny traktować opinie biegłych.

Bez opinii nie ma wyroku, wiadomo. Gorzej, jak opinia biegłego sądowego wydana w sprawie o błąd lekarski właściwie zastępuje wyrok, a rola sędziego jest marginalna. Dotyczy to przede wszystkim oczywiście sytuacji, gdy opinia jest niekorzystna dla ofiary (poszkodowanego pacjenta). Wtedy szczególnie chętnie sędziowie powtarzają w uzasadnieniu wyroku słowo w słowo stwierdzenia biegłych, że „w sprawie nie można dopatrzyć się błędu medycznego, a działania personelu medycznego były zgodne z aktualną wiedzą medyczną.” I często nie ma znaczenia, że zarzuty do opinii biegłych są mocne, że opinia jest niejednoznaczna, nielogiczna, a czasem wewnętrznie sprzeczna.

Podobnie było w sprawie, w której orzekał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Dziewczyna przeszła dwie operacje kardiologiczne. Kilka miesięcy później zdiagnozowano u dziecka ciężkie i nieuleczalne zaburzenie rozwoju psychosomatycznego, które powstało na skutek niedotlenienia mózgu. Rodzice złożyli skargę przeciwko lekarzom. Toczyło się postępowanie karne. Biegli orzekli, że dziecko jeszcze przed operacją cierpiało na poważną wrodzoną wadę serca oraz że zespół lekarzy nie dopuścił się żadnych zaniedbań w trakcie operacji. W związku z tym prokuratura umorzyła postępowanie.

Rodzice wnieśli powództwo cywilne przeciwko szpitalowi. Powołani przez sąd cywilny biegli ustalili, że blisko 100 % niepełnosprawność dziecka jest konsekwencją poważ­neji rzadkiejchoroby genetycznej, a lekarze nie popełnili żadnego błędu medycznego. Skarżący zakwestionowali tę opinię, zarzucając jej niepeł­ność. Sąd oddaliłjednak ich wniosek o zlecenie przygoto­wania opinii uzupełniającej. W tej sytuacji powództwo o odszkodowanie za błąd podczas operacji też zostało oczywiście oddalone. Skarżą­cy bezskutecznie odwoływali się od tego wyroku do sądu drugiej instancji, a następnie do sądu najwyższego.

Rozpatrując skargę rodziców, ETPC stwierdził naruszenie art. 8 EKPC. Ten przepis Konwencji  gwarantuje pra­wo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, co obejmuje także proble­matykę fizycznej i psychicz­nej integralności człowieka.  W ocenie Trybunału do biegłych należało w omawianej sprawie udzielenie jednoznacznej opinii na ile – pomijając oczywi­ste ryzyko związane z ope­racją – lekarze przyczyni­li się do powstania szkody.

Od odpowiedzialności uwol­nić ich mogło tylko stwier­dzenie biegłych, że opera­cja została przeprowadzona zgodnie ze wszystkimi regu­łami sztuki medycznej. Opi­nia biegłych nie odpowia­dała jednak na to pytanie, w szczególności nie zawie­rała konkretnych informacji o tym, czy, a jeśli tak, to w czym się przejawiało postępowanie lekarzy zgodne z aktualną wiedzą medyczną.

W ekspertyzie nie było także informacji, ja­kie konkretne procedury zostały wykonane podczas operacji, ani w jaki sposób monitorowano stan zdrowia dziecka po operacji, kiedy najprawdopodobniej doszło do uszkodzeń neurologicz­nych. Jakkolwiek w konklu­zji stwierdzono, że lekarze nie popełnili błędu, opinia nie wskazywała jasno, ja­kie konkretne okoliczności – inne niż dane z piśmien­nictwa wskazujące na ist­nienie ryzyka – stanowi­ły podstawę tego wniosku. ETPC uznał zatem opinię biegłych za niewystarcza­jącą dla oceny, czy lekarze dopuścili się zaniedbań.

Skoro opinia biegłych ma decydujący wpływ na roz­strzygnięcie sądu, który musi na niej polegać, bo sam nie dysponuje wia­domościami specjalistycznymi, to zdaniem ETPC sąd powinien odpowiednio odnieść się do zarzutów stawianych takiej ekspertyzie.

Płynie z tego taki wniosek, że opinie gołosłowne, nieuzasadnione, „nieobronione” przez biegłych (jeśli strony mają zastrzeżenia do opinii) nie mogą być podstawą wyroku. Niby nic nowego, ale poszkodowani pacjenci mają jeszcze jeden argument w walce sądowej o swoje prawa.

 

 

Relację na temat treści wyroku oparłam na  artykule Pana Adama Ploszki.